poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Subtelna pielęgnacja z Le Petit Marseillais

Lekko zamglony pejzaż z polem lawendy, taras z widokiem na rozległe włoskie pola... nie, to nie scena z książki lub filmu- to wspomnienie pierwszego zetknięcia z marka Le Petit Marseillais. Muszę przyznać, że to własnie świetnie wystylizowana strona internetowa i profil na facebooku sprawiły, że zainteresowałam się kosmetykami, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Zaczęłam przyglądać się produktom. Sprawiały wrażenie ekskluzywnych i wyrafinowanych. Przez moment zastanawiałam się nad zakupem, ale akurat nie miałam palącej potrzeby posiadania kolejnego żelu, czy kremu, ponadto nie wędrowałam pomiędzy perfumeryjnymi półkami, bo na to nie mam po prostu czasu.

Gdy jednak nadarzyła się okazja, by kosmetyki przetestować, zgłosiłam się do kampanii. Pierwsze zgłoszenie zostało odrzucone (było to jakiś rok temu). Potem jednak moja wartość jako testerki wzrosła i zostałam ambasadorką Le Petit Marseillais.
W paczce znalazłam dwa produkty: olejek do kąpieli z nowej linii i krem do rąk. Prócz tego książeczka reklamowa, sympatyczny liścik i ulotki reklamowe dla koleżanek. Trochę zmartwiłam się brakiem próbek, bo jak coś polecać, nie mając próbek? Trudno.
grafika ze strony firmy
Na pierwszy ogień poszedł odżywczy krem do rąk (ach ja lubię kremy!) z masłem Shea, olejkiem arganowym i słodkimi migdałami. Krem na bardzo delikatny zapach i lekka konsystencję, dobrze się nakłada i wchłania, skóra sprawia wrażenie nawilżonej. Zdecydowanie jednak jest to kosmetyk na lato- zimą potrzebuje dużo tłustszego kremu.
Delikatny, wręcz subtelny zapach to atrybut także drugiego kosmetyku- olejku do mycia z kwiatem pomarańczy i olejkiem arganowym. Gdybym była drogerii, nigdy nie sięgnęłabym po ten kosmetyk- niewielka pomarańczowa butelka nie wzbudziłaby mojego zainteresowania. Pomarańczowy jest dla mnie kolorem nie widocznym. Co innego stylistyka opakowania- bardzo prosta, wysmakowana forma, bez zbędnych ozdobników. Żadnych kiczowatych kwiatków, jedynie logo firmy z charakterystycznym siedzącym chłopcem, nawiązujące do historii mydła marsylskiego i jego sprzedaży przez małych ulicznych handlarzy. Cudna historia, pewnie trochę ckliwa i sentymentalna, ale przecież mówimy o marce kosmetycznej a nie samochodach czy ciągnikach.
grafika ze strony firmy
Wróćmy jednak do olejku. Pachnie, jak już wspominałam subtelnie, z lekka nutą goryczki ( wolę zapachy słodsze, intensywniejsze). Dobrze rozprowadza się po ciele, tworząc niewielka piankę. Skóra po umyciu staje się miękka, aksamitna, to pewnie zasługa mojego ulubieńca- olejku arganowego. Dla pełnej pielęgnacji potrzebowałabym jeszcze balsamu do ciała bądź kremu i firma takim produktem dysponuje, ja jednak skorzystałam z będącego pod ręką kremu z olejkiem arganowym innej firmy.
W sumie moje spotkanie z nowymi produktami można nazwać udanym, choć chyba spodziewałam się oszałamiającego zapachu.

4 komentarze:

Elizabeth Lawess pisze...

Uwielbiam Le Petit Marseillais! Mam tylko kupowane we Francji i jestem z nich bardzo zadowolona do tego stopnia, że przy każdej okazji muszę przywieść wielką siatkę tych kosmetyków do Polski :D

Dziękuję Ci za wizytę na moim blogu. Z radością przychodzę z odwiedzinami do Ciebie.

Krzysztof Gdula pisze...

Znowu poczułem zazdrość o te wszystkie olejki i kremiki...
Kiedyś kupiłem szminkę do ust... nie, to nie tak, Aniu: szminka była bezbarwna i miała zabezpieczać wargi przed pękaniem. No i któregoś dnia, siedziałem wtedy w kasie, smarując usta usłyszałem śmiech. Podniosłem głowę i zobaczyłem klientkę stojącą po drugiej stronie szyby. Śmiała się tak dobrodusznie. I bardzo, bardzo uroczo. Niestety, tylko raz kupowała bilety :-(

Anna Kruczkowska pisze...

Wyobrażam sobie tę scenkę :) A jeśli chodzi o olejki i kremy- no tak, tworzymy sobie prywatne rytuały, które pozwalają nam się odprężyć :)

Loreta - Kulinarna Ja pisze...

Lubię tę markę ;)