sobota, 2 kwietnia 2016

Zjechać z utartych szlaków

Dokąd by tu pojechać... zastanawiałam się, gdy tylko zobaczyłam prognozę pogody. Rozłożyłam mapę i wtedy mnie olśniło- chciałam być w południe w Kołobrzegu, zatem swoją poranną trasę musiałam ułożyć tak, by nie pojawić się w mieście zbyt wcześnie. Mogłabym tradycyjnie przez Gryfice i Brojce pojechać do Rzesznikowa, a potem ścieżką rowerową aż do Kołobrzegu, ale tyle razy już tamtędy jechałam! Popatrzyłam na przewodniki, które przed świętami dostałam od Marchevki i zaczęłam czytać. Tak wyklarowała się trasa: Trzebiatów- Dargosław- Gorawino-Drozdowo-Trzynik-Gościno-Pustary-Niekanin-Kołobrzeg-Dźwirzyno- Mrzeżyno- Trzebiatów. Razem prawie 100 km.

Wyjechałam gdy na trawie jeszcze skrzy się szron. Pustymi drogami wyjechałam z miasta. Wąskie wiejskie drogi wiodły mnie wśród zieleniejących pól, pachniało ziemią, a ptaki świergotały wszelkimi możliwymi tonami. Dzięki takiemu ułożeniu trasy wycieczki, jechałam cały czas w porannym słońcu i nie marzłam (w lesie pewnie panował jeszcze nocny chłód).
Potem wjechałam w lipowe aleje, po grubych pniach wiły sie i zwieszały zimozielone bluszcze, także pobocza były nimi pokryte. tak wjechałam do Darzewa, a potem do Dargosławia. To, co zobaczyłam w tej małej wiosce mocno mnie zasmuciło- niszczejący od lat pałac wygląda z roku na rok coraz gorzej. Jeszcze niedawno budowla była zabezpieczona i pojawiła się nadziej ana jej remont.
Teraz straszy nie tylko pustymi oczodołami okien, ale także wyrwanymi wszystkimi elementami, które mogłyby mieć jakąkolwiek wartość- nawet granitowe płyty, z których zrobione były schody są zdekompletowane, a podjazd zburzony. Chyba nigdy nie zrozumiem bezrozumnej dewastacji tego, co nie pilnowane, cudze czyli niczyje. Można okraść, zniszczyć. Serce boli.
Na kolejny krótki postój zdecydowałam się w Gorawinie, gdzie mój wzrok przyciągnął ryglowy kościół z XVIIw.




W Drozdowie też zatrzymałam się na chwilę przy kościele. Ten, również ryglowy pochodzi z XIXw, ale nie on jest ciekawostką, lecz XIX-wieczna dzwonnica. Sądząc po otoczeniu, kościół stoi w miejscu wcześniejszej świątyni. Obie miejscowości istniały już w średniowieczu i wzmiankowane były w nadaniu norbertanów z Białoboków koło Trzebiatowa.
Za wsią wskoczyłam na moją ulubiona ścieżkę rowerową i nią dojechałam do Trzynika.



Przez tę niewielką wieś przejeżdża się w czasie maratonu rowerowego w Kołobrzegu. Jednak skręca się w lewo i widzi niewiele. Tym razem skręciłam w prawo, by obejrzeć kolejny kościół. Tu z daleka widać, ze mamy do czynienia z budowla neogotycką o ciekawej ośmiobocznej bryle i wysmukłej wieży.Spojrzałam też na pałac, w którym obecnie ma siedzibę stowarzyszenie Feniks i park pałacowy. Przy MOR z zainteresowaniem oglądałam zarosłe mchem ruiny czegoś. Nie mam pojęcia czego. Teraz już szybciutko śmignęłam do Gościna, po drodze przyglądając się budzącej do życia przyrodzie, zwłaszcza tej na terenach podmokłych, przez które prowadzi ścieżka.

Za Gościnem na chwilę zatrzymałam się na kolejnym Miejscu Odpoczynku Rowerzystów, których na tej trasie jest sporo. Tym razem miejsce usytuowane jest w pobliżu elektrowni wiatrowej i ona też jest motywem przewodnim tablic informacyjnych. Widać, że w gminie Gościno nie boją się turbin wiatrowych. Wykorzystuje się nie tylko świetne ukształtowanie terenu i nadmorskie wiatry, by przynieść gminie korzyść, jak widać farma wiatrowa może stać się też atrakcją turystyczna (sama z ciekawością przeczytałam o tym jak zbudowany jest wiatrak) W Ząbrowie skręciłam nad Parsętę- mam tam ulubiony most, dojechałam do Pustar a potem już szybciutko znalazłam się w Kołobrzegu. Po drodze, mijając jeszcze sporą grupę rowerzystów z kobrzeskiego klubu Bicykl.


Po co był mi Kołobrzeg w południe? Otóż od kilku dni moja znajoma rękodzielniczka z "Pod Burym Kotem" pisała na facebooku, że będzie się wystawiać w RCK w czasie giełdy staroci.  Postanowiłam więc ją odwiedzić i zobaczyć, jakie cuda ostatnio uszyła, a szyje prawdziwe cudeńka. Najbardziej ciekawiły mnie wyszywane paciorkami broszki i bransoletki. Ludzi było niewielu, więc ucięłyśmy sobie miłą pogawędkę o planach, marzeniach i problemach, z jakimi borykają się rękodzielnicy.



Na stoisku obok dwie starze panie dziergały szydełkowe cuda- mitenki, kołnierzyki. Były też drewniane anioły, filcowe chusty. Same piękności.


















Potem wypiłam kawę, zjadłam gofra z cukrem i ścieżką rowerowa wzdłuż Bałtyku dojechałam do Rogowa, gdzie nad jeziorem Resko Przymorskie nazbierałam podbiału.
W Mrzeżynie odwiedziłam Bałtyk który dziś nie był już tak spokojny jak poprzednio, ale nadal szumiał upojnie, a pusta plaża zapraszała do odpoczynku.
Do domu trafiłam w sam raz, by dokończyć gotowanie obiadu.











I na koniec refleksja.
Zjeżdżając z głownych dróg trafiamy tam, gdzie nigdy byśmy nie trafili i widzimy to, na co nie zwrócilibyśmy uwagi. Dajemy sobie czas na zatrzymanie, podziwianie, kontemplację, fascynację drogą. Bo przecież to droga jest najważniejsza, choć mój znajomy utrzymuje, że człowiek. Ten sam znajomy twierdzi, że życie jest pielgrzymką. I coś w tym jest, wszak wszystkie drogi prowadzą do... Santiago de Compostela...



17 komentarzy:

Jenovia Dżemson pisze...

Pojeździłabym na rowerze ale w ciąży nie można ^^

Zapraszam do mnie na konkurs!
www.jennydzemson.blogspot.com

Sol (Blog Włóczykijów) pisze...

Muszę powiedzieć, że kocham Kołobrzeg! :) Ale rowerem tam nigdy nie jeździłam... ;)

Co do broszek itd. wyszywanych koralikami, to muszę przyznać, że boskie są! <3

Marchevka _ pisze...

Dzisiaj jadąc właśnie przez okoliczne wioski, w tym właśnie Pustary i Niekanin, i widząc drogowskazy jakubowe pomyślałam dokładnie to, co Ty zawarłaś w konkluzji wpisu.
Tylko że ja na czterech kołach i tuż po wschodzie słońca tam byłam :)

Anna Kruczkowska pisze...

Można, można...ja do 8 miesiąca do pracy rowerem dojeżdżałam, a moja znajoma nawet po górach rowerem w ciąży jeździła ;)

Anna Kruczkowska pisze...

W naturze jeszcze ładniejsze niż na zdjęciach. Więcej możesz zobaczyć na profilu facebookowym "Pod burym kotem", który podlinkowałam.

Anna Kruczkowska pisze...

Czasem nachodzi mnie chęć, by pognać za muszlą przed siebie, ale potem uświadamiam sobie, że to tylko symbol, bo każdy ma swoja pielgrzymkę w głowie. Można nie ruszyć się z miejsca, a przejść drogę...

Anonimowy pisze...

Piękna wycieczka, pozdrawiam cię Aniu-Iwona

Marchevka _ pisze...

Jak Ty to pięknie napisałaś...

Anna Kruczkowska pisze...

Zgadza się, piękna :) Buziaki dla Ciebie !

Niania w Paryzu pisze...

Piękny reportaż. Widzę, ze zmieniłaś wygląd strony i bardzo mi sie on podoba. Ta muszla Świetego Jakuba jest znakomita przy polskiej ulicy! W Bordeaux jest ich pełno i w regionie tez.

Niania w Paryzu pisze...

I jeszcze dodam, ze urodziłam sie w Kołobrzegu...

Anna Kruczkowska pisze...

W Polsce też jest ich sporo- Kołobrzeg i Trzebiatów leżą akurat na Pomorskiej Drodze Św. Jakuba, która przemierzał Marek Kamiński w czasie swojej Camino.

Krzysztof Gdula pisze...

Cześć, Aniu.
Matkoboska, sto kilometrów. Ciekawe, po ilu przejechanych kilometrach spadłbym z roweru..
Miło mi było przeczytać Twoją relację; wydała mi się inne od wcześniejszych, podobała się.
Pozazdrościłem Ci podbiału, bo ja tej wiosny jeszcze nie widziałem tych ładnych kwiatów, pozazdrościłem (po raz kolejny) wrażliwości na zapachy.
Chodząc po Sudetach często widzę niszczejące pałace, wiele z nich jest już ruinami nie do remontu. Gdy wyobrażę sobie, jak mogły wyglądać w latach swojej świetności… ech, szkoda.
Aniu, wiele złego słyszałem o wiatrakach, a brzmiało to przekonywająco, mnie jednak podobają się te konstrukcje. Fascynują mnie nie tylko swoją elegancją, ale i tą tajemną (mimo posiadanej wiedzy) przemiany wiatru w energię elektryczną.
Więc sezon rowerowy należy uznać za rozpoczęty?
Droga czy człowiek… Powiedziałbym tak: dla człowieka najważniejsza jest droga. Jego droga. Twoja podoba mi się.

Anna Kruczkowska pisze...

Możliwe, że trochę inna, bo akcent położony był na mijane miejsca, a nie na czas w którym się to dzieje. Wiele zależy od nastawienia do trasy tego z czym się jedzie. Tym razem jechałam z... ciekawością ;) O każdym sposobie zdobywania energii można powiedzieć coś złego, jeśli ma się w tym określony interes.Wychowałam się w cieniu kopalni węgla i elektrociepłowni. Wiem, jak wygląda (właśnie wygląda!) zanieczyszczone powietrze i zdecydowanie wolę tzw odnawialne źródła energii.
Droga... zdecydowanie droga, dla każdego inna i inny cel.

Agata pisze...

Świetna fotorelacja! Pozdrawiam :-)

Ewa.malina pisze...

Urzekło mnie bardzo jedno zdjęcie - to z wiatrakiem. Ostatnio koło mojej miejscowości właśnie takie postawili. Cieszę się, że coraz więcej osób decyduje się na inwestycje w odnawialne źródła energii - tym bardziej gdy są to samorządy i gminy. Wspaniała wycieczka :)

Anna Kruczkowska pisze...

Też jestem zwolenniczką energii odnawialnych i uwielbiam wiatraki!