niedziela, 15 maja 2016

Chąśba na Pikniku Zdrowia

W ramach programu Wiem, dlatego działam finansowanego z Funduszu Norweskiego w naszym powiecie organizowane są Pikniki Zdrowia. Ich celem jest ,a jakże, propagowanie zdrowego trybu życia. W sobotę taki rodzinny piknik miał miejsce w Trzebiatowie na przystani kajakowej. W bogatym sportowym programie każdy znalazł coś dla siebie. Była więc zumba z Alicją , mini spływ kajakowy z Wikingami Regi, marsz Nordic Walking, zawody dla młodzieży na skate parku, zabawy ruchowe przygotowane przez Stowarzyszenie Aramis oraz zawody sportowe animowane przez nauczycieli Publicznego Gimnazjum. Trzeba przyznać, że ilość sportowych atrakcji była przeogromna. Przy tej okazji można było się samemu przekonać, że w Trzebiatowie działa sporo ciekawych ludzi i jeśli się chce, można czas spędzać bardzo aktywnie.

Prawdę mówiąc, nie do końca rozumiałam na początku, dlaczego i nasze stowarzyszenie zostało zaproszone do współpracy, domyśliłam się jednak, że chodzi pewnie o zdrowy tryb życia i proste potrawy, jakie serwujemy na naszych pokazach. Z tego też powodu nasze stoisko nastawione było tym razem na kuchnię.
Rozstawiliśmy się w zacisznym miejscu w pełnym słońcu (co było nie bez znaczenia, bo dokuczliwy wiatr znacznie ochładzał temperaturę powietrza w cieniu). Jako, że nie było Chudej, cała odpowiedzialność za obozowisko spadła na mnie, był to pierwszy pokaz, który przygotowywałam samodzielnie. Podejrzewam, że Chuda padnie ze śmiechu, gdy zobaczy zdjęcia wiaty, którą rozstawiłam "po mojemu" robiąc z niej namiot przywiązany do płotu. Dzięki temu mieliśmy zarówno trochę cienia, jak i miejsce ukrycia "niehistroycznych" skarbów typu kurtki i butelki z wodą.
Jak zwykle serwowaliśmy podpłomyki, która zawsze cieszą się popularnością. Do nich przygotowałam dżem, miód, smalec z jabłkiem, ziołowe masełko i pastę z soczewicy. Można było także posmakować naparów z lipy oraz mięty. Nastawienie na zioła było dobrym pomysłem, bo w trakcie trwania zabawy sporo osób podchodziło, by sobie o ziołach pogadać.
Praca w grupie była w miarę składna. Stale ktoś przygotowywał placuszki z ciasta, ktoś inny pilnował pieczenia, a Maciej częstował gości, wędrując w tłumie z tacą pełną podpłomyków- Maciek jest świetnym propagatorem naszej działalności, bo lubi i nie boi się mówić. Dziewczęta szyły sakiewki, obsługiwały stoisko z produktami.
Mieliśmy także swoje "wejście z mikrofonem", dzięki temu mogłam o naszym stowarzyszeniu opowiedzieć, zaprosić do stoiska na pikniku i na basztę w lecie. Z radością obserwowałam, jak nagle moje słowiańskie dzieci miały pełne ręce roboty.
Spontanicznie wyszły nam także kulinarne warsztaty, bo kilkoro dzieci bardzo chciało samodzielnie przygotować podpłomyk. Doszło do tego, że... zabrakło mi przygotowanego wcześniej ciasta i na oczach dzieci przygotowywałam mieszaninę mąki, wody i soli.
Każdy pokaz wzbogaca nas w nowe doświadczenia. Tym razem wysłuchałam wojennej opowieści o podpłomykach z... 1942 r., ziołach w ogrodzie tego czy owego. Pokazywałam te zbierane przeze mnie, opowiadałam o historycznych zbożach ( nie każdy wie, jak wygląda gryka czy proso) Myślę, że w czasie swoich tegorocznych wędrówkach po Polsce muszę zdobyć kłos prosa.
Promocja Stowarzyszenia Historyczny Trzebiatów "Chąśba" jest dla nas bardzo ważna. W tym roku nie udało nam się pozyskać zewnętrznych funduszy na letnią działalność w Baszcie Kaszanej, więc działamy całkowicie charytatywnie. Im więcej osób będzie o nas wiedziało, tym większa jest szansa na zlecenia pokazu i współpracę. Można nas także wspierać robiąc zakupy przez portal FaniMani, o czym pisała Chuda w poście lub bezpośrednio wpłacając datek na konto stowarzyszenia podane na oficjalnej stronie Chąśby. 

11 komentarzy:

Sol (Blog Włóczykijów) pisze...

Suuuper :D Muszę się kiedyś wybrać na coś takiego... :D

Anna Kruczkowska pisze...

Chwilami żałowałam, że mam na sobie zwoje płótna i nie zabrałam tzw. cywilek. Ale z drugiej strony miałam pod opieką grupę dzieciaków i obozowisko, więc prywata nie wchodziła w grę.

Ada. pisze...

:) pozdrawiam

Anna Kruczkowska pisze...

Ado, miło, że jesteś :) Mimo kilku prób nie udało mi się u Ciebie zalogować :(

Krzysztof Gdula pisze...

Aniu, zechciałoby ci się napisać kilka słów o Twoim sposobie przyrządzania smalcu z jabłkami? W zimie robię swój smalec, ale bez jabłek, może spróbowałbym.
To zainteresowanie dzieciaków samodzielnym pieczeniem placków musiało być miłą chwilą, satysfakcjonującą. Aniu, to za wszystko sami płacicie?

Anna Kruczkowska pisze...

Pokazy w Trzebiatowie są charytatywne. Czasem po prostu wystawiamy pojemnik na datki. Czasem organizator daje nam parę groszy na mąkę i dodatki.
Latem dzieciaki zarobią tyle, co z napiwków. Będziemy jeszcze próbowały jeden projekt na warsztaty napisać, ale wiadomo jak to jest z projektami- na dwoje babka wróżyła.
Co zaś tyczy smalcu- po wytopieniu słoninki dodaję cebule i starte na tarce jabłko (1 jabłko na 250 g smalcu), trzymam na małym ogniu aż cebulka się zeszkli, a nadmiar soku z jabłka odparuje. Potem doprawiam solą, pieprzem i majerankiem.

Krzysztof Gdula pisze...

Dziękuję, Aniu. Ja zwykle robię smalec ze słoniny i zmielonego wędzonego boczku, dodając cebulę, a na koniec czosnek i majeranek. Twój przepis wypróbuję, smalec powinien być „lżejszy” w smaku.
Tak, te pieniądze… Kiedyś słyszałem dobry dowcip. Mówi się, że Fenicjanie wymyślili pieniądze. Tak, tylko wymyślili ich za mało!
Podobają mi się wasze inicjatywy, bo nie dość, że pokazujecie dawne życie ludzi, to jeszcze budzicie ciekawość u dzieci. Zaciekawienie sprawami i zajęciami jakże odmiennymi od tych, którymi zajmują się teraz mali ludzie.

Anna Kruczkowska pisze...

Masz rację, że "mój" smalec jest lżejszy w smaku, ale trzeba pamiętać, że szybciej się psuje. trzeba szybko zjeść.
Dziękuję za ciepłe słowa dotyczące naszej działalności. Wiesz... nauczyciel to nie zawód, to styl życia, powołanie. Nauczycielem się po prostu jest... My mamy to we krwi.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Gdzieś czytałam, że do takiego smalcu należy dolać setkę mleka, jest wtedy biały i lśniący:-) piękna impreza plenerowa, piękna idea jej przyświeca, a ludzie z wielkim sercem; jakże prościej byłoby usiąść w domu przed tv, a nie trudzić się; Aniu, to prawda, powołanie sprawia, że człowiek oddaje połowę swojego serca, albo nawet i całe:-) stąd mój wielki podziw dla takich poczynań; pozdrowienia ślę na drugi koniec kraju.

Anna Kruczkowska pisze...

Mario, dziękuję za ciepłe słowa. To właśnie takie uznanie dodaje nam skrzydeł!
A ten sposób z mlekiem muszę wypróbować!

Kaszkazmleczkiem pisze...

Super, wszystko, co lubię - od smalcu do kajaków ; ) Zapraszam na Pilicę, tam właśnie byłem w tym czasie, na rodzinnym spływie.