niedziela, 8 maja 2016

Szlakiem legend pomorskich- Stargard

Plan wycieczki do Stargardu narodził się rok temu, gdy odpoczywałam u podnóża murów obronnych w czasie wyjazdu w Izery. To wówczas pomyślałam, że fajnie byłoby mieć ciut więcej czasu na obejrzenie miasta. Teraz przy pięknej pogodzie można było ten plan zrealizować. 
Z domu ruszyłam o 8.00 (i potem żałowałam, że nie zebrałam się wcześniej, ale jakoś potrzebowałam długiego poranka dla siebie) Słońce cudnie świeciło, wiatr wiał tak jak na Pomorzu przystało, czyli nie najlżejszy, ale o dziwo południowy, więc miałam go centralnie w twarz. Drogi były  tej porze puste, zwłaszcza, gdy w Gryficach skręciłam na Kołomąć. Nim się obejrzałam miałam przed sobą Nowogard. Przed miastem, przy niewielkim jeziorku zrobiłam sobie pierwszy krótki postój. Zrobiło się już cudownie ciepło, przez chwilę leżałam na rozgrzanej trawie, niestety okazało się, ze w euforii, że mogę siedzieć na trawie, usiadłam na... niewielkim na szczęście mrowisku. Odpoczynek został więc przerwany prze obłażące nie mrówki.
 Do Stargardu jechałam drogą 106, cieszyłam się, że mam czas aby porozglądać się wokół, a było na co patrzeć- rzepakowe pola w pełnym rozkwicie, las o wszystkich odcieniach zieleni, niewielkie jeziorka w śród łąk i pól.Rzepak pachniał odurzająco, chciało się wejść weń, położyć i widzieć tylko niebo i żółte kwiaty nad sobą, jabłonie i grusze w pełnym rozkwicie pachniały uwodzicielsko, a niepokojący lekko gorzkawy zapach czeremchy przywoływał wspomnienia. Najbardziej zaskoczył mnie jednak zapach lasu Nie była to już lekka wiosenna świeża woń, lecz przywołująca lato ciepła słodycz, zapach sosnowego igliwia. Zaskoczeniem był dla mnie kwitnący na poboczach filetowy bez i rozwijające się konwalie.  Droga też jest urozmaicona- góra- dół, mnóstwo zakrętów. Nie ma czasu na nudę.
Po 98 km moim oczom ukazały się wieże Stargardu. Bo też miasto z baszt i wież słynie. nie utkwiła w pamięci legenda o Baszcie Czerwone Morze. Dlaczego? Bo w moim ulubionym zbiorze Legend Pomorza Zachodniego jest... najkrótsza! Co roku, gdy proszę uczniów, by przygotowali wybrana pomorską legendę, zawsze ktoś ten najkrótszy tekst wybiera i odświeża mi ten tekst. Zgodnie z legendą nazwa baszty pochodzi od krwi żołnierzy z wojny trzydziestoletniej albo w innej wersji od czerwonych bagien rozciągających się w okolicy. Stargard zwany perła Pomorza Zachodniego może pochwalić się wieloma zabytkami, przede wszystkim z okresu średniowiecza. Na szlaku gotyku ceglanego znajdziemy nie tylko wspomniane przed chwila baszty i mury, ale także kościół św. Jana czy kolegiatę. 
Po 4,5 godzinach na rowerze bardziej niż o zabytkach myślałam o jedzeniu i tu pojawił się problem, gdyż była sobota, więc albo odbijałam się od zamkniętych drzwi albo odczytywałam napis rezerwacja. Jadłodajnia na rynku nie wzbudziła mojego zaufania. Obawiałam się, że przyjdzie mi brudnymi rękami jeść kurczaka z rożna albo odwiedzić galerię handlową usytuowaną na samym rynku ( a tego chciałam uniknąć). Na szczęście objeżdżając mury zauważyłam, ze szczytem poprowadzona jest droga przy której znajdują się niewielkie kamieniczki. Mój zmysł podróżnika podpowiedział mi, ze to idealne miejsce na niewielki, klimatyczny lokal. Jakoż nie pomyliłam się i po chwili siedziałam w trattorii Toskania. Miejsce stylowe i ze smaczną kuchnią. Miałam trochę problemów z wyborem makaronu, ale zdecydowałam się na lazanię. Co ciekawe, część dań oferowana była w dużych i małych porcjach, co dla nie ma spore znaczenie, bo nie lubię zostawiać czegoś na talerzu, a niejednokrotnie porcje są dla mnie za duże. Tu mogłam zamówić mała porcję lazanii i to było w sam raz.
Niestety poszukiwania jadłodajni zajęły mi sporo czasu i teraz zaczęło mi go brakować na zwiedzanie. Objechałam więc mury obronne, zajrzałam do kościoła św. Jana, wpadłam na rynek. Stwierdziłam, że jeszcze tu wrócę, by spokojnie zwiedzić muzea i dokładnie przyjrzeć się basztom... Pierwsze wrażenie nie jest takie, jak się spodziewałam, mimo wielu zabytków miasto sprawia wrażenie chaotycznego, a wybudowana w centrum galeria jeszcze pogarsza sprawę. 
Powrót zapowiadał się przyjemny, gdyż zgodnie z logiką jeśli wieje południowy wiatr, a jedzie się na północ, to ma się przychylny wiatr w plecy. I po wyjeździe tak to wyglądało, ale tylko przez chwile. Nagle nie wiadomo skąd dmuchnęło tak, że prawie spadłam z roweru, na ciele poczułam ukłucia szypułek kwiatowych zerwanych podmuchem z drzewa, oberwałam kilkoma drobnymi gałązkami. A potem wiatr zaczął zmieniać kierunek na wschodni i w takim bocznym powiewie dojechałam aż do domu. 
Wycieczka była udana, trzeba ją jednak powtórzyć przy mniejszym wietrze tak by mieć więcej czasu na zwiedzanie miasta. 

6 komentarzy:

Marchevka _ pisze...

Baszta Morze Czerwone jest dla mnie jakaś wybitnie wyjątkowa. Bardzo ją lubię, chociaż przecież w Stargardzie tego typu obiektów nie brakuje! Zazdroszczę Ci tej zieleni i ciepła, my zwiedzaliśmy miasto w śnieżycy. Do muzeum w Bastei koniecznie zajrzyj następnym razem. Zadziwiło mnie, że z pozoru niewielki obiekt jest tak bogaty i przestronny wewnątrz.
Pozdrawiam :)

PS: Wiatr u nas tańczy, jak chce. Wczoraj grabiłam działkę ze skoszonej trawy i jakbym się nie ustawiła, zmieniał kierunek i ciągle mi rozwiewał moje małe stogi :D

Anna Kruczkowska pisze...

Na pewno zajrzę- korciło mnie bardzo, ale dojechałam zbyt późno- wiatr pokrzyżował mi plany i to szukanie obiadu...

Anna Kruczkowska pisze...

Krzysztofie! Skasował mi się Twój komentarz :(

Krzysztof Gdula pisze...

Gdzieś go miałem zapisanego.... Mam.:

Lubię stare mury, wąskie uliczki, zaułki między kilkusetletnimi kamienicami. Galeria pasuje tam jak ta róża do kożucha. Ach, Aniu, przypomniałem sobie pewne wielkopolskie miasteczko. Na ulicy zabudowanej starymi, jednopiętrowymi domami postawiono wielki market, chyba Tesco, ale tak, że ściany do złudzenia przypominają zabudowę sąsiednią. Gdyby nie szyld, sklepu nie byłoby widać.
---------
Ach, Aniu! Wysłałem młodszemu synowi adres Twojego tekstu o wyspie Wolin, żeby wziął ją pod uwagę w swoich planach wakacyjnych; syn będzie tydzień u mnie w Ustroniu. Czytał, podoba mu się tam, ma chęć pojechać tam.

Anna Kruczkowska pisze...

:) Czasem, choć rzadko udaje się wkomponować galerie w zabudowę miejska. Tak dzieje się w przypadku galerii Hosso, które świetnie współgrają z otoczeniem- w Kołobrzegu czy Gryficach przypominają otaczające je kamienice, jednocześnie podkreślając swój handlowy charakter.
Cieszę się, że będziesz miał możliwość zwiedzenia wyspy Wolin! To naprawdę piękne miejsce! (Międzyzdroje warto ominąć szerokim łukiem)

Krzysztof Gdula pisze...

Warto ominąć. Gdzie gwiazdy i tłumy, tam raczej nie ma miejsca na odpoczynek.