poniedziałek, 6 czerwca 2016

Czarujący Lublin ekspresem


Bilety na koncert kupione już dawno temu, bilety na pociąg czekające od miesiąca, zarezerwowany pokój, spakowany plecak. W piątek pozostało mi wsiąść przed 7 rano do pociągu w Szczecinie, by przed 17 wysiąść na drugim krańcu Polski - w Lublinie, który odwiedziłam po raz pierwszy w życiu. Wraz z Gui wybrałyśmy się tam na koncert irlandzkiej grupy The Cranberries, ale o tym nie ja będę pisała. ;) 






Moja siostra była trochę wcześniej - zdążyła zameldować się w hostelu i odebrać mnie z dworca, kupiwszy po drodze coś do jedzenia. Miasto nie zrobiło na niej jednak zbyt dobrego wrażenia. Były pewne elementy, które zwróciły jej uwagę (wskazała mi na przykład ciekawy most o konstrukcji kratownicowej wykonany w całości z...betonu), ale nic jej nie zachwyciło. 


Następnego dnia swoje zdanie jednak zrewidowała... Miałyśmy trochę czasu w sobotę przed powrotami do domu, bo nasze pociągi odjeżdżały dopiero po 12. Było po 8, gdy ubrałyśmy się, spakowałyśmy i opuściłyśmy hostel, by zjeść śniadanie w upatrzonej dzień wcześniej piekarni. Piekarnia - cukiernia "Orzeł" znajduje się przy ulicy Lubartowskiej (chyba nawet dwa miejsca tej sieci można znaleźć przy tej dość długiej ulicy) w okolicach skrzyżowania z ulicą Czwartek. Lokalik jest niewielki i jest to przede wszystkim piekarnia - co chwilę przychodził ktoś po bułki czy po chleb. My zamówiłyśmy dwie słone francuskie miseczki z farszem i pizzerkę oraz kawę i herbatę - miejsce dysponuje porządnym ekspresem, więc kawa Marzenki była dobra. Pieczywo nam podgrzano, całość podana była na jednorazowych naczyniach, ale zaskoczeniem było, że przyniesiono nam je do stoliczka. Sama obsługa była także bardzo miła, gdy kupowałyśmy po śniadaniu pieczywo na drogę (przepyszne croissanty z marcepanem <3 ) ekspedientka zapytała z uśmiechem dokąd się wybieramy. 


Zamek w tle
Po śniadaniu poszłyśmy w górę ulicy Lubartowskiej w stronę starego miasta. I przepadłyśmy... Lubelskie stare miasto sprawia wrażenie miasta dużo senniejszego niż te miasta wojewódzkie, które znamy dość dobrze. Żadnego McDonalda, żadnej Biedronki na starówce. Brukowane uliczki spadające w dół, lub pnące się stromo pod górę. Poupychane w zaułkach kamienice lub zaskakujące swą urodą kościoły. Olbrzymi masyw klasztoru górujący nad biegnącą dołem uliczką, bajkowy eklektyczny Zamek, na którego wieżę nie udało się nam wejść, bo czynna była tego dnia od 18. W sobotę bowiem w Lublinie odbywała się Noc Kultury i bardzo żal nam było, że nie możemy skorzystać z tego wydarzenia. 
To nie wejście do lochów, to taka "zwykła" brama 
Takich zachwycających detali w Lublinie znalazłyśmy już sporo... 
Na plansza nad uliczką, na ścianach przypadkowych domów,
na szkołach wymalowano wiersze. Czechowicz, Szymborska,
Świetlicki...
"Sweterkowe" stojaki na rowery
Kupiłyśmy pamiątki, wypiłyśmy na deptaku owocowe koktajle i ruszyłyśmy w stronę dworca wciąż wzdychając z zachwytu. Postanowiłyśmy, że odwiedzimy jeszcze wspólnie Lublin uzbrojone w lepszy aparat i plan zwiedzania, że zgubimy się w uliczkach mniej ograniczone czasem i będziemy mogły dokładniej prześledzić reprodukcje Bruegela w oknach zrujnowanej kamienicy, gdzie zastępowały ponure deski. Lepiej poznamy żydowski epizod historii tego miasta, który pojawiał się czasem w nazwach lokali, tablicach informacyjnych, czy starych zdjęciach. Zobaczymy dokładniej zamek, śledząc historię jego niezwykłych przemian. Dowiemy się, co jest miejscowym przysmakiem i zobaczymy, jakim rytmem płynie codzienność tego miejsca. 

Bazylika od strony zewnętrznej murów
i ciągnące się dalej budynki klasztorne







Po 12 godzinach w podróży, gdy po północy wysiadałam z samochodu pod domem nadal miałam pod powiekami migające obrazy - piękną Dolores z The Cranberries, Most Kultury nocą, oświetlone mocnym słońce kamieniczki, bramy, zaułki, przepiękną Bazylikę
oo. Dominikanów pod wezwaniem św. Stanisława Biskupa i Męczennika ukrytą w jednej z niepozornych uliczek. 
Jeszcze tam wrócimy, by poszukać innych skarbów, które to miasto ukryło przed nami. 

16 komentarzy:

Dreptak Zenon pisze...

Hmmm.... koncert mnie raczej mało zajmował, ale czasami warto napomknąć na blogu o zamiarach podróżnych. Pewnie dałoby się i na wieżę wtedy wejść? 12-14 sierpnia jest Jarmark Jagielloński - zapraszamy!
Most kultury mamy niecałe dwa przystanki od domu.Od czasu, do czasu zmienia się ten most w Most Blogerów. Prawdę mówiąc mieliśmy się ze Starszą wybrać na nocne focenie, ale jakoś tak się nieszczególnie czuliśmy, że odpuściliśmy. A może to była kwestia motywacji? :)

Chuda pisze...

Nasze zwiedzanie było właściwie decyzją dość spontaniczną - nie miałyśmy go w planach wyjazdowych. Ale do kolejnego wyjazdu pilnie się przygotujemy i pewnie odezwiemy się wcześniej.:)
Mieszkacie w przepięknym miejscu.

Krzysztof Gdula pisze...

Poczułem oznakę lokalnego patriotyzmu: radość i satysfakcję z podobania się Lublina:-)
Urodziłem się w tym mieście i wiele lat mieszkałem, teraz mieszkam w sąsiednim mieście, 25 km od Lublina. W tym mieście mieszkałem o dwa kroki od wspomnianych przez Ciebie ulic Czwartek i Lubartowska. To moje miejsca. Pamiętam z dzieciństwa stare miasto: niebezpieczne, zaniedbane, ciemne i puste. Później ukształtowała się moda na posiadanie eleganckich biur na starówce, najróżniejszych lokali gastronomicznych i galerii. W ciągu kilkunastu lat starówka zmieniła się nie do poznania. Lubię ją. Lubię wchodzić w ciemne bramy, przechodzić wąskimi przejściami przez podwórza, jakieś ukryte przejścia, by wyjść na inną ulicę. Lubię zaglądać do nie dającej się już policzyć ilości pubów i restauracji. Ostatni raz byłem tam z moimi dziećmi w grudniu, tuż po świętach. Mimo zimna, na uliczkach było mnóstwo ludzi. Ta dzielnica żyje. Byliśmy w mojej ulubionej restauracji, to właściwie jest bar piwny sprzedający lubelskie piwa, ale z tak dobrą kuchnią, że przy pierwszej degustacji byłem bardzo zaskoczony i oczarowany. Ściślej: takie było moje podniebienie. Gdybyście wybierały się do Lublina, służę adresem. A zamek! Pamiętam koncerty w zamkowej kaplicy urządzane czasami przez lubelską filharmonię; w takich miejscach starą muzykę baroku odbiera się inaczej, lepiej.
Dziwnie się czułem oglądając zdjęcia z mojego miasta na tym blogu, który jednoznacznie kojarzy mi się w Pomorzem. Dziwnie i mile. Dziękuję Wam za te chwile.

Dreptak Zenon pisze...

Na panie od sweterkowych stojaczków mam "namiar" i planuję drobny tekścik na ich temat, bo bardzo to sympatyczne. :)

Sol (Blog Włóczykijów) pisze...

Zazdroszczę Wam koncertu, bo uwielbiam ten zespół... :D I zazdroszczę trochę Lublina, bo studiowałam tam, więc nabrałam sentymentu do tego miasta, mimo że nigdy go do końca nie lubiłam, jakoś aura tego miasta mi nie do końca odpowiadała. Ale Stare Miasto uwielbiam. Może dlatego, że moje własne miasto takiego miejsca nie posiada, jest na to po prostu za młode.
Właśnie uprzytomniłam sobie, że zrobiłam tam kiedyś mnóstwo zdjęć, a w blogu ich nigdy nie pokazałam! ;) Może to w końcu nadrobię... :)
Pozdrawiam,
M.
PS. Te sweterkowe stojaki są boskie!!! Za czasów, gdy tam studiowałam, miasto było dość szare, jakieś takie zaniedbane, dopiero pod koniec studiów zaczęto tam odnawiać niektóre budynki i zrobiło się ładniej. Takich stojaków tam wtedy nie było... :) Ale ludzie byli zawsze bardzo mili i przyjaźni i to mi się w tym mieście po dziś dzień ogromnie podoba.

Chuda pisze...

O! Po adres knajpki pewnie się zgłosimy. Piwo też może być lokalnym przysmakiem. ;) Zachwyciła nas mnogość lokali na starym mieście, szczególnie że nie były one sieciówkami, a część z nich oferowała bardzo ciekawe potrawy. I te bramy, zaułki, uliczki... Coś niesamowitego.
A jeśli chodzi o lokalny patriotyzm, to ja z uporem maniaka przekonuję wszystkich sceptyków, że Szczecin potrafi być piękny, trzeba tylko umieć dobrze patrzeć.

Chuda pisze...

My właściwie prześlizgnęłyśmy się tylko po powierzchni tego, co Lublin z pewnością ma do zaoferowania i ten krótki kontakt nas zauroczył. Pewnie nie będziemy miały okazji poznać tej atmosfery mieszkania w tym mieście na dłużej, ale kilka dni, na spokojnie chcemy tam spędzić.

Lubelak pisze...

Tak Lublin jest magiczny, ale z tym miejscem noclegowym to chyba nie za bardzo trafiłyście, ponieważ ul. Lubartowska to taka lubelska Praga Południe.
Przy kolejnej wizycie polecam jakieś miejsce noclegowe na starym mieście, np. w Trybunalskiej ew. jeżeli za drogo, to hostele w "lepszej" części miasta, np. przy ul. Królewskiej (od razu przy starym mieście).

p.s.
Bardzo ciekawa relacja.

Anonimowy pisze...

No to zapraszamy częściej do Lublina. W lipcu odbędzie się festiwal Inne Brzmienia potem Carnaval Sztukmistrzów (szczególnie go polecam), w sierpniu Jarmark Jagielloński,a we wrześniu Europejski Festiwal Smaku. A tak w ogóle to w przyszłym roku Lublin będzie obchodził 700-lecie nadania praw miejskich i będzie wiele rożnych wydarzeń. Przyjeżdżajcie!

Ps. Byłem kilka razy w Szczecinie i uważam, że to jedno z najładniejszych i najfajniejszych miast w Polsce.

Chuda pisze...

Wybór hostelu był mocno przypadkowy - miałyśmy upatrzone miejsce w pobliżu dworca PKP, kazano nam się kontaktować w maju, a gdy to zrobiłyśmy, okazało się, że miejsc już nie ma i musiałyśmy znaleźć cokolwiek, co mieściłoby się jeszcze w naszym budżecie. I mimo nocnego powrotu nie narzekałyśmy na okolicę i warunki - może miałyśmy szczęście. :) Niemniej następnym razem będziemy pewnie szukały bliżej starówki, żeby móc się nią nacieszyć. Dziękuję za wskazówki - z pewnością do nich wrócę planując kolejny wyjazd.

Chuda pisze...

Odległość trochę odstrasza, ale koniecznie chcemy się w Lublinie jeszcze pojawić. Carnaval Sztukmistrzów brzmi bardzo zachęcająco, szczególnie, że tematyka jest mi dość bliska. Nie wiem tylko, czy nie pokrywa mi się z terminami na miejscu. 700-lecie też może być ciekawe. Może powinnam zacząć tworzyć kalendarz na przyszły rok? :)
Dziękuję za wszelkie wskazówki - z pewnością wezmę je pod uwagę.
A co do Szczecina - to miasto, na które trzeba umieć spojrzeć.

Anonimowy pisze...

Jak się nie uda w tym roku to może w przyszłym? W 2017 (23-30 lipca) odbędzie się w Lublinie Europejska Konwencja Żonglerska czyli taki Carnaval Sztukmistrzów trwający ponad tydzień. Polecam i zapraszam.

Chuda pisze...

WOW! Brzmi niesamowicie! Dzięki, za informację! :)

Krzysztof Gdula pisze...

W Szczecinie byłem po raz ostatni rok temu, w maju. Obiecałem sobie zobaczyć ten plac w centrum miasta, od którego promieniście odchodzą ulice, ale nie miałem czasu wyrwać się poza karuzele. W tym roku nie pojechaliśmy do Twojego miasta. Może za rok?..
Adres knajpki wklejam, może się przyda, chociaż tak po prawdzie nie jest to stare miasto, ale od katedry to ledwie kilka minut pieszo.
Mnie smakuje tam wszystko. Szefem kuchni jest autentyczny pasjonat, fachowiec mający gust i smak.

https://www.google.pl/maps/@51.244265,22.5675074,3a,75y,268.29h,85.65t/data=!3m6!1e1!3m4!1sI9dKOUJBp-aJXP2zl7OhQQ!2e0!7i13312!8i6656?hl=pl

Chuda pisze...

Szczecin ma to do siebie, że wiele skrzyżowań jest tam właśnie rondami z promienistą siecią ulic. Największe z nich - Plac Grunwaldzki - to ponoć zmora ludzi uczących się na prawo jazdy. :)

Alicja P. pisze...

Nigdy nie byłam w Lublinie, ale mam w planach koniecznie ! :))