środa, 22 czerwca 2016

Kwiatu paproci nie było!

Najdłuższy dzień w roku... My na Klasyfikacyjnej Radzie Pedagogicznej. Taka praca... Po 11 godzinach spędzonych w szkolnych murach w końcu dojeżdżam do domu. Po chwili pojawia się i Chuda, która miała radę w innym miejscu. Pijemy herbatę, jemy spóźniony posiłek. Wzdychamy, że noc świętojańska, kupalnocka, a my co? Padamy na twarz...
Patrzymy na siebie i ... :
- jedziemy do lasu!
Szybko zmieniamy ubrania, wskakujemy na rowery. Pół godziny później wdychamy orzeźwiający zapach nadmorskiej bryzy i ciepłego sosnowego lasu.

Wjeżdżamy w leśne ścieżki, spacerujemy wśród sosen, bażyny, jagód i bagna zwyczajnego, które pachnie tak niesamowicie! Chda znajduje grzyb, cieszy się, ale radość trwa krótko:
- a czy on nie ma aby różowej gąbki?- pytam sceptycznie.
Chuda ... smakuje językiem i potwierdza z rezygnacją:
- Ma.
Śmiejemy się, czyżby różowy był smakiem? Przecież pytałam o kolor, a nie smak gąbki!
Szybko opada z nas zmęczenie pracą. Jagody kuszą dojrzałymi owocami, a bryza znad Bałtyku przypomina, że czas na morze.
Jedziemy do portu, gdzie jedząc lody dowiadujemy się, że Polska wygrała z Ukrainą. Rozradowani kibice wiwatują, machają chorągiewkami, śpiewają.
Słońce jest coraz niżej, rozbłyskuje na falach. Plaża zaskakuje nas szerokością- to efekt pracy pogłębiarki, której potężne cielsko spokojnie odpoczywa w porcie.
Moczymy nogi, z żalem opuszczamy Mrzeżyno, bo przecież następnego dnia trzeba rano iść do pracy. Wracamy rozkopaną drogą z Mrzeżyna. Nagle delikatnie zahaczam o słupek i... bach! leżę w wykopie! Dobrze, że płytko było. Kilka zadrapań i zdarte kolano. Ale do końca roku szkolnego się nie zagoi. Trzeba będzie w spodniach wystąpić albo w dłuższej sukience ;)








6 komentarzy:

Inkwizycja pisze...

Fajny dzień, prawda? Mimo tej nastogodzinnej Rady...
Izeria czeka i tęskni ;)

Krzysztof Gdula pisze...

Ania ze zdartym kolanem – jak to małolata :-) Fajne.
W moich stronach te quasi prawdziwki nazywane są szatanami i też sprawdza się je organoleptycznie.

Kramik Magdy pisze...

Czytałam z przyjemnością. Zazdroszczę bryzy morskiej...u nas całkiem inne klimaty. Skały, wapienie, wieczorne nietoperze. Szkoda, że nie mozna raz na jakiś czas wymienic się a później wrócić do siebie :) Zroweru i ja spadłąm całkiem niedawno. Upadek w błoto, boląca pupa i zakupy pobrudzone ;) Wszyscy jesteśmy dziećmi :D Pozdrawiam

Anna Kruczkowska pisze...

Domyślam się, że tęskni... ja też tęsknię...

Anna Kruczkowska pisze...

U nas nazywają je goryczakami :) Mnie udaje się je rozpoznać po kolorze, ale bliscy i tak muszą sami się przekonać- nie wierzą mi ;)

Anna Kruczkowska pisze...

Prawda? Ja i tak mam dobrze, bo lato spędzam w domu w górach :) A do mojego nadmorskiego mieszkania przyjeżdżają wtedy sąsiedzi z gór.
Zgadzam się, że wszyscy jesteśmy dziećmi, pod warunkiem, że potrafimy to dziecko w sobie pielęgnować.