poniedziałek, 27 czerwca 2016

Noc Kupały w Szczecinie

Przesilenie letnie było jedną z najważniejszych dat słowiańskiego kalendarza. Świętem radosnym, chwalącym potęgę natury, miłości, ognia. Po przyjściu chrześcijaństwa starano się wyrugować dawne tradycje, ale puszczanie wianków na wodę tak głęboko wplecione było w kulturę, że w wielu miejscach przetrwało kolejne wieki.
Dziś chętnie wracamy do dawnych słowiańskich świąt i obrzędów - zwykle ciekawi widowiska historycznego. Coraz częściej też szukamy informacji na temat dawnych wierzeń i uroczystości. Wówczas z pomocą przyjść może nam np. Słowiański Bestiariusz - miejsce, które dostarcza odpowiedzi na przynajmniej część pytań o słowiańską wiarę. :)

Przy okazji Nocy Kupały w Szczecinie na terenie Zamku Książąt Pomorskich zorganizowano dwudniową imprezę, w której miałyśmy możliwość brać udział. Na zaproszenie Staszka Mazurka zjawiłyśmy się w sobotnie południe na dziedzińcu zamkowym ze swoim skromnym kramem. Rozbiłyśmy nad głowami zaimprowizowane zadaszenie - ileż było z nim problemów! Najpierw okazało się, że nasze śledzie są za delikatne do wbijania w twardą ziemię między kamieniami bruku, później szalejąca wichura zawaliła nam konstrukcję na głowy, na koniec padający przez dłuższy czas deszcz podtopił trochę nasz dobytek. Na szczęście wszystkie te przygody miały miejsce tylko w sobotę - niedziela nas oszczędziła. 
Poza stawianiem zapadającego się namiotu i ratowaniem dobytku przed deszczem wzięłyśmy udział w konkursie na najpiękniejszy wianek - przygotowania rozpoczęłyśmy już w piątek na naszej trzebiatowskiej łące, z której przytargałyśmy dwa wielkie naręcza ziela przeróżnego. Z całej operacji wyszłyśmy z podrapanymi nogami, które na szczęście dało się ukryć pod słowiańskimi sukniami. 


W wiankowym konkursie udało mi się zdobyć drugie miejsce - otrzymałam w nagrodę mapę Lubinusa, która już ozdabia baszciane wnętrza
Najważniejszym momentem programu w piątek było krzesanie Żywego Ognia za pomocą świdra ogniowego - 1000 lat temu wygaszano wówczas ogień w domach i w zupełnej ciszy wspólnymi siłami całej społeczności krzesano ogień bez użycia metalu. Następnie ten Żywy Ogień roznoszony był do wszystkich gospodarstw - nas zaprowadził długim pochodem nad Odrę, gdzie rzuciłyśmy w wodę nasze wianki.
Przez całe dwa dni na zamkowym dziedzińcu coś się działo - były koncerty zespołów słowiańskich i ludowych, były konkursy, spektakle, pokazy walk, rzemiosł i sokolnictwa. Nie było mowy o nudzie. Mama z rozbawieniem stwierdziła, że dziwnie czuje się jako żywy eksponat. Spotkałyśmy kilkoro znajomych, przeprowadziłyśmy kilka bardzo ciekawych rozmów, zjadłyśmy przepyszne zamkowe obiady. Mamy nadzieję, że za rok znów będziemy mogły wziąć udział w obchodach tego niezwykłego słowiańskiego święta. 
W czasie imprezy promowałyśmy naszą inicjatywę: Z przeszłości w przyszłość. 

8 komentarzy:

Inkwizycja pisze...

Brawo, dziewczyny! Przepięknie i ciekawie, tak trzymać! Wianki cudne i Wy w nich ;)

Aleksandra Kot-Bytomska pisze...

Ostatnie zdjęcie Ani.... uwielbiam!!!!!

Chuda pisze...

Ja też! :D

Alicja P. pisze...

Świetna impreza :) Ja Noc Kupały spędziłam we Wrocławiu na koncertach folkowych :))

Teresa pisze...

Ania najładniej w rudych wygląda:)
Do twarzy wam w tych sukniach, tak prawdziwie.

Anna Kruczkowska pisze...

Prawda? Na pokazie sporo ludzi mówiło nam, że wyglądamy nieźle :) Ba, usłyszałyśmy nawet, że jesteśmy najlepszymi Słowiankami!

Anna Kruczkowska pisze...

Dzięki :)

Anna Kruczkowska pisze...

Pewnie też było cudnie!