piątek, 8 lipca 2016

Jak mogłam żyć bez drylownicy?

Gdy kilka dni temu wypestkowałam 3 litry czereśni a w perspektywie miałam kolejne wiadra owoców, stwierdziłam, że potrzebuję drylownicy. Po 40 latach ręcznego wyjmowania pestek z czereśni i wiśni dojrzała we mnie decyzja- muszę mieć drylownicę! Niewiele brakowało, a kolejne czereśnie znów pestkowałabym ręcznie, na szczęście jadąc wczoraj przez miasto zauważyłam przy sklepie napis: drylownice. Niewiele myśląc poszłam do sklepu i owo cudo kupiłam.

Dziś miałam okazję użyć i.... jak mogłam żyć bez drylownicy?! Jakże genialne w swej prostocie jest to urządzenie! Jak skraca czas drylowania czereśni! (nieważne, że część pestek i tak ląduje w garnku-mieszając dżem na kuchence, wybierałam pływające w owocowej mazi pesteczki)
To co zabierało mi zawsze sporo cennego czasu stało się czynnością o wiele prostszą i szybszą.
Teraz 9 litrów czereśni zamieniło się już w dżemy i kompoty, a ja miałam czas, by przygotować zupę na obiad. Oczywiście czereśniową.
Składniki:
300 ml dorodnych czerwonych czereśni bez pestek
1 l wody
2 łyżki cukru
100 ml kwaśnej śmietanki
pół szklanki kaszy jaglanej
mix nasion lub orzeszków do posypania (ja użyłam mieszanki Bakallandu, ostatnio była w promocji w Rossmannie)
Owoce ugotować w wodzie z cukrem. 10 minut przed końcem gotowania dodać kaszę jaglaną. Zabielić śmietanką. Podawać kilka minut po przyrządzeniu, żeby kasza nie "wypiła" całej zupy, bo zrobi się kleik. Posypać orzeszkami lub nasionkami. 
Smacznego! 

8 komentarzy:

Teresa pisze...

U Ciebie Aniu jedzonko jak zwykle kolorowe i apetyczne, to niebieskie to jakie kwiatki?. Drylownicę mam tylko o wiele prostszą , bierze się po jednej wisience, ta wygląda super , muszę ja nabyć

Anna Kruczkowska pisze...

Drylownica jest bardzo fajna i spokojnie można całe wiadro wydrylować. Niebieskie kwiatki to ogórecznik. Wiosną jemy liście, a latem kwiaty!

Marchevka _ pisze...

Niby niewielka rzecz, a cieszy :)

Krzysztof Gdula pisze...

Uwielbiam zupy owocowe, ale takiej, z kaszą i niebieskimi kwiatkami, jeszcze nie jadłem.
Ja czereśnie dryluję tradycyjnie: wkładam kilka do ust, no i... dryluję :-)

Anna Kruczkowska pisze...

Ogórecznik jest moim ulubionym jadalnym kwiatkiem, często pojawia się w moich daniach.Ciekawam, czy w podany przez siebie sposób wydrylowałbyś te wiadra czereśni! A tak przy okazji czereśni - w Gierczynie dojrzewają dziczki. To dopiero jest smakowa magia!

Krzysztof Gdula pisze...

Myślisz o dzikich czereśniach? Jadłem je ostatnio dzieckiem będąc, w sadzie mojego dziadka.
Moja osobista drylownica podoła co najwyżej kilogramowi czereśni, a i tyle nie zawsze. Wiesz, ma wady, ale lubię ją :)

Anna Kruczkowska pisze...

Tak aromat dzikich czereśni nie ma sobie równych.

Mój Miły Czas pisze...


Znam drylownicę od zawsze, bo Mama używa :)
Bardzo się zdziwiłam, gdy Mąż powiedział mi, że w jego rodzinie dryluje się np za pomocą agrafki. Ale co kto woli ;)

Czy dzięki drylownicy będziesz robić więcej pyszności?