niedziela, 31 lipca 2016

Święto Kaszy 2016

Do tegorocznego Święta Kaszy nie przygotowywałyśmy się jakoś specjalnie. Po pierwsze dlatego, że po powrocie z Izerów miałyśmy niewiele czasu, a po wtóre było to już kolejne święto, w którym uczestniczymy, więc i zorganizować jest nam się coraz łatwiej. Tym razem jako Stowarzyszenie Historyczny Trzebiatów "Chąśba" pojawiliśmy się kilkakrotnie.

Już od rana Chuda i wolontariusze piekli podpłomyki, którymi po południu mieli być częstowali goście święta, ja szykowałam w tym czasie swój kram oraz ziołowe masełko do podpłomyków. Przed piętnastą wspólnie z Robertem zaczęliśmy rozstawiać się w okolicach Pałacu. Najpierw rozbiliśmy namiot dla Chudej i Roberta w obozowisku wojów Mohorta, a potem przed Pałacem ustawiłam mój niewielki kram z różnościami. Czesława w tym czasie czekała na gości jako gospodarz Baszty Kaszanej, gdzie o 16.30 rozpoczynają się uroczystości.
Po szesnastej wspólnie z włodarzami miasta i gośćmi udałam się do Baszty.
Tam Czesława pięknie opowiedziała legendę o Baszcie Kaszanej (czy ja już pisałam, że uwielbiam słuchać, jak ona opowiada?), wojowie przyjęli na siebie atak miską kaszy w wykonaniu Burmistrza Trzebiatowa, Chąśniczki zatańczyły średniowieczne tańce. Następnie barwnym korowodem ze słoniem przeszliśmy ulicami miasta do Pałacu.
Gdy trzebiatowianie i turyści przechadzali się wśród wielobarwnych stoisk i słuchali występów kolejnych zespołów lub brali udział w konkursach i zabawach, my zajęliśmy się swoimi obowiązkami. Chuda i Robert serwowali podpłomyki z dodatkami, Ślubny krążył z aparatem, a ja zachęcałam do wsparcia stowarzyszenia poprzez zakup naszego rękodzieła. Opowiadałam o naszej działalności, zapraszałam do Baszty lub kierowałam do Chudej.
Miałam też kilka sympatycznych spotkań- przychodzili uczniowie, by na chwilę pogadać, a nawet.... się przytulić! Przystawali dorośli już uczniowie, by pochwalić się swoimi pociechami i kupić jakiś drobiazg. Kilkakrotnie usłyszałam gratulacje z okazji zakończonej z sukcesem zbiórki na wspieram.to ( o efektach napiszę, jak ochłoniemy) Chwilę pogadałam z zaprzyjaźniona rękodzielniczką z "Pod burym kotem". Na stoisku z drewnem zakupiłam jak zwykle mnóstwo różności- łyżki, noże i miski dla wolontariuszy. Miałam też bardzo sympatyczne spotkanie z pisarką Dorotą Schrammek, ale o niej, o książkach i o tym, dlaczego nie należy zaczynać trylogii od końca będzie w innym poście.
Pogoda na ogół dopisywała, choć zakupiona przez Ślubnego folia malarska została użyta i gdy lunęło, zdążyłam uformować z niej zgrabny namiocik (a nawet podzielić się kawałkiem). Impreza trwała do późnej nocy- goście mieli możliwość obejrzenia podobno bardzo udanego występu Ani Wyszkoni, a przed samą 12 w nocy pokazu firedance w wykonaniu grupy, w skład której wchodzi Chuda (film z pokazu wrzucę, gdy tylko załaduje się na youtube) oraz spektaklu Biała Dama i pokazu sztucznych ogni. Ja już wtedy smacznie spałam (nawet świst sztucznych ogni  nie wyrwał mnie ze snu).

4 komentarze:

Jan Łęcki pisze...

Маша плюс каша
Oх наварила я кашу!!!

https://www.youtube.com/watch?v=KYniUCGPGLs&list=PLz2SOypWEGF2z8UKMtHCdfqDkVkJEBZin

Krzysztof Gdula pisze...

Janku, wiedziony ciekawością obejrzałem filmik. Oj, dobry, dobry. No i trochę a propos: najpierw mała załatwiła misia kaszą, a później on dokonał zemsty. Ciekawe, jak wyglądała kaszana walka w Trzebiatowie...

Krzysztof Gdula pisze...

Anno, pół godziny temu wyjechałyście, pewnie jeszcze jedziecie, ja usiadłem w kampingu i czytam o was.
Zajedźcie szczęśliwie.

Anna Kruczkowska pisze...

Dojechałyśmy szczęśliwie;) Trochę popadało na trasie, ale nie było tragicznie.