czwartek, 4 sierpnia 2016

Chusteczki w podróży

Jakiś czas temu dostałam się do kampanii reklamowej chusteczek oczyszczających Nivea. Kurier dostarczył mi je do Baszty Kaszanej, gdzie akurat prowadziłam warsztaty rękodzielnicze - malowaliśmy farbami akrylowymi podstawki pod kubki. Paczka bardzo mnie ucieszyła, bo ilekroć mam do czynienia z farbą akrylową, zawsze muszę się ubrudzić, a zmycie tejże farby wcale nie jest łatwe. Tym razem miałam jednak pod ręką nowe chusteczki i mogłam je od razu wypróbować.

 Pachną ładnie- tak jak zazwyczaj pachną kosmetyki Nivea. To subtelny zapach wspomnień, gdy w domach używało się tylko kremu do rąk tej marki. Wygodne opakowanie zabezpieczające chusteczki przed utratą wilgoci pozwala łatwo wyjąc potrzebną chusteczkę. Myje skutecznie, pozostawiając skórę wilgotną, nawilżoną i pachnącą.
Po tym pierwszym użyciu wiedziałam, ze chusteczki będą mi towarzyszyły w moich wakacyjnych podróżach. Pojechały zatem ze mną pociągiem z Trzebiatowa do Rębiszowa, pozwalając cieszyć się czystymi rękoma, gdy jadłam kanapki i gdy potem czytałam książkę.
Stały się nieodzownym towarzyszem wieczorów przy gierczyńskim ognisku, pozwalając cieszyć się czystą i odświeżona buzią- bez majonezu czy musztardy w kącikach ust.
Za kilka dni ruszam na kolejną eskapadę i chusteczki na pewno będą mi towarzyszyć w czasie biwakowania.

7 komentarzy:

W Harmonii pisze...

Wilgotne chusteczki to świetny wynalazek. Też często korzystam z tego rodzaju gadżetów. Pozdrawiam :)

AgaGr -JANulkowo pisze...

Ja mam małe dziecko więc chusteczki są niezbędne, używam je od pierwszych dni narodzin synka.

Anna Kruczkowska pisze...

Zdarza mi się żałować, że niektórych rzeczy nie było, gdy moje dzieci były malutkie. Ileż czynności byłoby łatwiejszych i ile więcej czasu mogłaby dzieciom poświęcić!(samo pranie i prasowanie pieluch tetrowych!)

Krzysztof Gdula pisze...

Pranie pieluch znamy i pamiętamy, a jakże!
Pamiętam też pojawienie się pierwszych chusteczek tego rodzaju, czyli jednorazowych i nawilżonych, a było to w połowie lat siedemdziesiątych. Wtedy były nowością i rarytasem trudno dostępnym, ale dzięki temu nie traktowało się ich jako czegoś zwykłego, niewartego zapamiętania.

Anna Kruczkowska pisze...

Oj tak! wiele rzeczy było dla nas powiewem cywilizowanego Zachodu, o którym skrycie się marzyło... I nawet foliowa torba była cennym prezentem ;)

Krzysztof Gdula pisze...

Zwłaszcza z ładnym, kolorowym nadrukiem. Albo zapalniczka jednorazowa.

Anna Kruczkowska pisze...

O tak!