wtorek, 9 sierpnia 2016

III Mrzeżyński Festyn Rybny na Drodze św. Jakuba

Decyzję o wizycie w Mrzeżynie podjęłyśmy dosyć dawno, gdy tylko pojawiła się informacja, że w porcie wystąpi mój ulubiony kołobrzeski zespół "Cisza jak ta".  Nie miałyśmy jednak wtedy pojęcia, że Ciszaki wystąpią jako jedna z gwiazd Festynu Rybnego.  
To uświadomiła mi dopiero szefowa TOTUR-u "Ujście Regi", gdy pewnego dnia zapytała, czy będziemy się wystawiać z rękodziełem. I tak, zupełnie z zaskoczenia ubiegłą niedzielę spędzałyśmy w Mrzeżynie. 
Logistycznie nie było to proste przedsięwzięcie, zważając, że po wyjeździe Ślubnego w Izery mamy tylko jedno nieduże auto, a w Mrzeżynie chciałyśmy być w dwóch turach- ja od południa z rękodziełem, Chuda po południu na koncertach i pokazie. Na szczęście jakoś udało nam się to rozwiązać i w południe stawiałam w porcie swoje stoisko. Pogoda była ładna, choć trochę wiało.
 Ludzi kręciło się sporo, więc nie miałam czasu na nudę. Wczasowicze podchodzili, zagadywali o mój słowiański strój, kolonie oblegały stojak z biżuterią, ogromnym wzięciem cieszyły się bransoletki z zawieszkami. Przychodzili też znajomi i przyjaciele. 
Około szesnastej pojawili się Chuda z Robertem. zostawiłam na chwilę stoisko pod ich opieką i przeszłam się po straganach. Niestety wystawców było niewielu, kilku znałam, więc zamieniłam tu i tam parę zdań, jednocześnie obserwowałam i słuchałam, co dzieje się na scenie. A tam swoje opowieści snuł mój wychowanek z drużyny harcerskiej, Ostry. Ilekroć słucham jego głosu, odczuwam dumę, że miałam choć niewielki wpływ jego rozwój.
 O 17.00 przy ogromnym kotle z zupą rybną grzecznie ustawił się ogonek miłośników tej potrawy. Gar był tak przepastny, że wystarczyło dla każdego. A zupa, gotowana przez znajomych z "Bajudy" wyszła przepyszna- wydaje mi się, że jeszcze lepsza niż rok temu! Oprócz zupy można było zdegustować wędzoną flądrę  i  smażonego dorsza.
Na scenie zagrała trzebiatowianka Marianna Kowal, a potem pojawiła się wyczekiwana przeze mnie "Cisza jak ta". Zespól zagrał zupełnie inny repertuar niż na koncercie w Kołobrzegu, mogłam więc posłuchać utworów mniej znanych, podrygując pod scena w takt kolejnych piosenek o górskich wędrówkach, tęsknocie i miłości. Pojawiły się też te najpopularniejsze, którymi Ciszaki porywają publiczność do wspólnego śpiewania:

Po tej artystycznej uczcie mogłam złożyć swój kramik, bo robiło się późno. Młodzi jeszcze zostali, gdyż na scenie rozgrzewał się kolejny zespół, a po zachodzie słońca Chuda z przyjaciółmi z "FIREMIST dawali kolejny pokaz tańca z ogniem. Trzeba przyznać, że z pokazu na pokaz ich taneczne akrobacje są coraz atrakcyjniejsze.
To była kolejna ciekawie spędzona niedziela, choć przyznaję, że gdy przyjechali zaprzyjaźnieni rowerzyści, to mi się trochę żal zrobiło, że ja nie na rowerze (ale tylko na moment, bo zaraz sobie przypomniałam, ze za kilka dni z Gui wyruszamy na Rugię!)

6 komentarzy:

Zielona Małpa pisze...

W zeszłym roku (nawet dokładnie rok temu) byłam w Mrzeżynie na wakacjach :) Udało nam się załapać na noc spadających gwiazd na plaży :)

Krzysztof Gdula pisze...

Chuda tańczy z ogniem? Oj, zobaczyłbym taki taniec.
Smaku narobiłem sobie na zupę rybną. Pamiętam smak takiej zupy jedzonej daleko stąd: kiedyś miałem pewną sprawę w… Jałcie, i tam Rosjanin, u którego gościłem, ugotował pyszną zupę z małych rybek, a nazywał ją ucha. Chyba przejdę się jutro po barach, może gdzieś serwują taką zupę…

Anna Kruczkowska pisze...

Tak, tańczy! Wczoraj żałowała, że nie wzięła poi, bo pogoda i tłumy na plaży sprzyjały pokazowi ;)
Zupa rybna to dobra zupka. Na pewno znajdziesz w Ustroniu miejsce z taką zupą!

Dreptak Zenon pisze...

Lubię "Ciszaków"! Mam ich nawet w "polubianych" na FB, ale koncertem oboje ze Starszą byliśmy zawiedzeni. Fatalne nagłośnienie, średnia atmosfera i okoliczności nie sprzyjały słuchaniu. Konfrontując to z nagraniami, nie było najlepiej. :(
Zupa rybna to jest to! Dawniej nie lubiłem, ale wynikało to chyba z nieumiejętności przygotowania? Ciekawe jak ta była robiona? :)
Rugii zazdroszczę, szczególnie urwistych klifów! :)

Anna Kruczkowska pisze...

Noc spadających gwiazd rok temu spędzałam nad drawskimi jeziorami. Pięknie było...

Anna Kruczkowska pisze...

Ja byłam już na drugim koncercie. Pierwszy był w sali koncertowej z dobra akustyką i grali u siebie w Kołobrzegu. Dla swoich. Pięknie było.
Jeśli chodzi o zupę rybną, to chyba do wszystkiego trzeba dorosnąć. Ja także długo nie lubiłam tego specjału, a teraz się zajadam różnymi zupami rybnymi.Ta mrzeżyńska była rodzajem rosołu z kawałkami dorsza i warzywami. Smaczna.