sobota, 20 sierpnia 2016

Pałacowe strachy w Muzeum

Po raz kolejny Trzebiatowski Ośrodek Kultury zaproponował mieszkańcom i turystom nocne zwiedzane wnętrz pałacowych połączone z licznymi atrakcjami.

W piątek, 19 sierpnia punktualnie o 19.00 pałacowymi ogrodami ruszył barwny polonez. Niestety nam nie dane było obejrzeć tej części imprezy, gdyż z powodu licznych obowiązków dotarłyśmy dopiero ok. 20.00.
W tym czasie Pałac opanowały duchy i duszki. Po salach, schodach i korytarzach oraz ogrodach snuły się, skakały, biegały, kroczyły, krzyczały bądź jęczały zjawy wszelkiego rodzaju: białe damy, dusze potępione, wampiry i strzygi. Zwiedzając cudowne pałacowe wnętrza należało uważać, gdyż stworki owe potrafiły złapać za kostkę, przestraszyć, bądź... łasić się do nóg. W tę niesamowitą zabawę zaangażowano aż 33 dzieci i młodzieży! Wśród kręcących sie tu i tam zjaw trudno było rozpoznać znajome dzieci, dopiero baczniejsza obserwacja, bądź  przymilne łaszenie tego i owego pozwalały w duszkach zobaczyć swoich uczniów w zupełnie zaskakujących rolach.
Oprócz zwiedzania wnętrz muzealnych, TOK przygotował koncerty i poczęstunek. Nam udało się uczestniczyć w mini recitalu Marianny Kowal, niezwykle utalentowanej trzebiatowskiej gitarzystki. Kiedy te dzieci tak wyrosły?- pomyślałam, gdy Marianna wstała i okazało się, że już dawno nie jest ową małą dziewczynka, która pamiętam! Podobna refleksja naszła mnie także chwile później, gdy obserwowałam Czarownicę z Mandragory, teraz dorosłą młodą kobietę, a jeszcze niedawno dziecko- koleżankę z klasy Gui.

Punktem kulminacyjnym Nocy w Muzeum był koncert Marty Bizoń. Aktorka i piosenkarka przedstawiła utwory z płyty "Tu i tu". Kolejne piosenki przeplatała anegdotami ze swojego życia rodzinnego, dzięki czemu recital stał się bardzo ciepły, a atmosfera familijna. Artystka świetnie łapie kontakt z publicznością, a swoja naturalnością i dowcipem potrafi "kupić" słuchaczy.
Dla nas, a dokładnie dla Chudej najważniejszą częścią Nocy było jej zwieńczenie, czyli pokaz tańca ognia w wykonaniu jej grupy "Firemist".
Patrząc na to moje piękne dziecko, nie potrafiłam ukryć matczynej dumy.







2 komentarze:

Krzysztof Gdula pisze...

Oj, pięknej, to prawda :-)
Anno, czytając, porównałem Trzebiatów do miasteczka, w którym obecnie (formalnie) mieszkam. Tam na pewno nie dzieje się tyle, ile w Trzebiatowie. Pomysł na dzieci poprzebierane za duszki jest fajny, a zaangażowanie organizatorów i wykonawców budzi podziw.

Anna Kruczkowska pisze...

Niejednokrotnie już pisałam o moim podziwie dla tego trzebiatowskiego "dziania się". Stoi za nim sporo zaangażowanych ludzi z szefową TOK na czele.