niedziela, 25 września 2016

Bałtyk na powitanie jesieni

Pierwszy jesienny weekend rozpieścił nas słońcem i ciepłem. O ile sobotę poświęciłam na pracę na działce i przetworzenie kolejnych wiader śliwek i jabłek, o tyle w niedzielę wsiadłam na rower. Wycieczka nie był daleka, ot do Pogorzelicy i dalej ścieżką rowerową do Mrzeżyna. 
Jechałam niezbyt szybko, rozkoszując się piękną pogodą. W okolicach Włodarki spotkałam znajomych z grupy rowerowej- spieszyli na Zlot Gwieździsty do Kołobrzegu. Nawet proponowali, bym się przyłączyła, ale ja nie miałam całej niedzieli wolnej, a tylko kilka porannych godzin. 
W Pogorzelicy wjechałam w sosnowy, pachnący upojnie las. Wrzosy zdążyły przekwitnąć- wszak kończy się wrzesień, za to nadal owocują borówki brusznice, a i grzyby można znaleźć, choć ze względu na susze jest ich niewiele- ja zauważyłam kilka maślaczków.  
Korzystając z wolnego czasu, tu i ówdzie zjechałam z ścieżki rowerowej na rzecz leśnych ścieżek i duktów. Jeden z nich zaprowadził mnie w okolice starego bunkra i szkółki leśnej. 
Następny prowadził na piękną pustą wydmę schowaną za zaroślami z rokitnika. Morze było niesamowicie spokojne, jego szum relaksował i koił. 
Usiadłam na piasku, a moje myśli poszybowały znów na Rugię, która przecież z rokitnika słynie. Przez chwilę czułam, jak jadę z Gui po cichej wyspie Hiddensee, podziwiając srebrzyste krzaczki obrzucone pomarańczowymi owocami. 
Moja wydma jednak w pewien nieprzyjemny sposób różniła się od Rugii- mimo sporej odległości od miejscowości, ktoś tu przychodził odpoczywać i zostawił po sobie śmieci. coś, co w Niemczech jest nie do pomyślenia. 
Walające się wzdłuż ścieżki rowerowej plastikowe butelki, opakowania po czipsach i batonach, foliowe woreczki nie nastrajały mnie pozytywnie. Czy my jako naród nie możemy się zmienić? Czy musimy być takimi brudasami i śmieciarzami? Skoro można było do lasy wziąć pełną butelkę, to nie można zabrać i pustej? 
Ech... nawet w środku lasu ludzie zaznaczają swoja bytność, pozostawiając po sobie potworny bałagan. 
Z taką niewesołą refleksją dojechałam do Mrzeżyna. Jedno spojrzenie na port i już lekko spóźniona wróciłam do domu pod wiatr. 










5 komentarzy:

Krys Tek pisze...

Niestety mnie też nachodzą podobne refleksje. Smutne :(

Sol (Blog Włóczykijów) pisze...

Ostatnio we Włoszech myśleliśmy o tym samym... Piękne morze, plaża i promenada, a między kamieniami sterta śmieci i butelek.... :( Chyba ludzie są wszędzie tacy sami... :(

Krzysztof Gdula pisze...

Nie są tacy sami.
Owszem, śmiecimy, też to widzę i też bardzo przeszkadzają mi śmieci rzucone byle gdzie, ale pracując z Ukraińcami jednak zauważyłem różnicę. Polak, gdy nie jest sam, czasami rozejrzy się, czy nikt nie widzi jego śmiecenia, albo rzuci ukradkiem, typowy Ukrainiec rzuca pod nogi butelkę takim gestem, jakby robił coś najzupełniej naturalnego. Gdy zwróci się uwagę, po zachowaniu Polaka można będzie (oczywiście nie zawsze) zauważyć, że wie, iż źle zrobił – Ukrainiec wybałuszy oczy: co on chce ode mnie??

Anna Kruczkowska pisze...

No właśnie, nie sa tacy sami, ale ja mam odwrotne doświadczenia- Niemcom do głowy nie wpadłoby rzucenie czegokolwiek na ziemię. W czasie naszych niemieckich eskapad rowerowych to nas zawsze zaskakiwało- czystość.
Jeden z moich znajomych, sprzątający w czasie niemieckiego festiwalu "Nagle nad Morzem", który odbywa się w Rogowie, opowiadał, że młodzi Niemcy potrafili gonić za nim, by wrzucić papierek do worka na śmieci, który tenże targał!

Anna Kruczkowska pisze...

Bardzo smutne :(