czwartek, 29 września 2016

Pani Samochodzik i... praskie tajemnice.

Przy Chevrolecie Camaro 
Praca w Technikum Samochodowym łączy się różnymi ciekawostkami. Poza opowieściami uczniów (chociaż w tej kwestii przodują uczniowie Technikum Rolniczego) mogą to być także imprezy tematyczne. I tak poprzedni weekend spędziłam w...Pradze na targach motoryzacyjnych. 


Do Mustanga pozwalano wsiadać - nie widziałabym ulicy!
(ponoć właśnie oto chodzi)
Spod szkół wyjechaliśmy piątkowym wieczorem, noc spędziliśmy w autobusie, by rano znaleźć się w stolicy Czech. Najpierw spacer ulicami miasta, później gwóźdź programu, czyli same targi, którymi jestem...zawiedziona. Miałam trochę inne wyobrażenie na temat targów motoryzacyjnych - dla mnie zbyt dużo było aut zupełnie zwyczajnych, codziennych - takich, jak w każdym salonie samochodowym, a zbyt mało tych z efektem "łał!". 
A na Astonie można było się podpisać. ;)
Nawet moje wymarzone Camaro zostało postawione w wersji ugrzecznionej (białe?!). Zawiodły mnie także...hostessy. Miałam nadzieję naoglądać się smukłych nóg w niebotycznych szpilkach, a takich było niewiele. Większość pań przy samochodach miało na sobie nobliwe sukienki do kolan i grzeczne czółenka albo balerinki. 




Miałam wrażenie, że targi adresowane są raczej dla rodzin szukających komfortowego środka lokomocji, nie dla ludzi chcących pooglądać samochody kultowe, legendarne, zapierające dech w piersiach. 
A trzeba wspomnieć, ze wstęp na imprezę był płatny. Do salonu Skody mogę natomiast wejść bezpłatnie. I także będę mogła wsiąść do auta, podotykać go i pooglądać (do Camaro nie można było wsiąść, czym jestem mocno zawiedziona). Ogromne wrażenie zrobiła na mnie za to budowla, w której targi się odbyły - tereny wystawowe powstały w 1891 r. 
Sobotnim wieczorem postanowiliśmy wyjść jeszcze na Stare Miasto, przejść się uliczkami, obejrzeć Pragę nocą - na jednym z placów rozstawione były stoiska ze smakołykami i rękodziełem. Nie odmówiłam sobie nugatu i marcepanu. ;)

Wspomniany witraż
Niedzielny poranek i wczesne przedpołudnie spędziliśmy zwiedzając Hradczany. Największe wrażenie zrobiła na mnie panorama miasta oraz przepiękny kościół Św. Wita z witrażem namalowanym przez Alfonsa Muchę. 
Ogólnie w Pradze można było znaleźć ogrom rzeczy z obrazami Muchy - sama wróciłam do domu z piórnikiem, a żałowałam, że mój portfel ma jednak swoje dno, bo zapewne wróciłabym z wieloma innymi drobiazgami (albo i nie drobiazgami) z reprodukcjami prac tego artysty. Pod mostem Karola (tak, pod) dostaliśmy czas wolny, który wraz z grupą kilkorga uczniów poświęciłam najpierw na szybki spacer z jednego końca mostu na drugi i z powrotem, a później na obiad i szybkie zakupy, by pozbyć się reszty koron (Czekolada Studencka musi być). 

Widok z okna hostelowego pokoju.
Przed wyjazdem moje ogromne wątpliwości budziła formuła wycieczki - noc w autobusie, cały dzień na nogach, jeden nocleg i cały maraton na nowo, tylko odwrotnie. Zdecydowałam się na wyjazd, bo nigdy nie byłam w Pradze i chciałam ją zobaczyć, ale moje obawy były słuszne - pierwszego dnia zasypialiśmy momentami niemal na stojąca, a drugiego posnęliśmy jak jeden mąż w autobusie do domu - efektem wyjazdu był bolący prze dwa dni kark. Niemniej - warto było. Tylko następnym razem będę wiedziała, czym to skutkuje. Podsumowując - Praga jest piękna, ale dwa dni, to raczej za mało. Brakowało mi czasu, by móc się zgubić w uliczkach, więc wciąż pozostaję pod większym wrażeniem naszego Lublina niż czeskiej Pragi. 
Nie ma to jak selfie z panią od polskiego. 
Przywiozłam ze sobą sporo słodyczy w ramach pamiątek, przejechałam się kilka razy metrem, przeszłam niezliczoną ilość kilometrów (nogi bolały mnie jeszcze we wtorek), dobrze się bawiłam w towarzystwie społeczności szkolnej.

5 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

Super powiedziane: samochód z efektem „łał”. Krótki wyraz, a oddaje wszystko, co tylko może poruszyć przy oglądaniu maszyn. Mój poprzedni samochód, nieodżałowany ford eskort, miał taki efekt: łał, jeszcze jedzie :-)
Ale ale! Skoro był tam aston martin, nie było tak tanio i codziennie. Wszak to legendarny arystokrata na kołach.
Nie byłem w Pradze, ale nasłuchałem się zachwytów koleżanki, która była tam wiele razy i ciągle jej mało i ciągle chce tam wracać. Myślę, że dla niej Praga też ma efekt łał.

Wawrzyniec Szczepkowski pisze...

Już widzę te poduszki z GOLFA w tym CAMARO :) Polecam targi motorshow w Poznaniu, naprawdę wiele aut sportowych i eleganckich ale równiez innowacyjne rozwiązania oraz cała hala przeznaczona na sporty motorowe. W Poznaniu można było również zobacz piękne jachty :)

Chuda pisze...

Oj ciii... Ta biała z baranka dałaby radę! Za to do Mustanga czerwone pasowałyby doskonale :D
Jak będziesz się kiedyś wybierał do Poznania na targi i będziesz miał ochotę na towarzystwo Pani od polskiego, to daj znać ;)

Chuda pisze...

Kilka aut niecodziennych było, ale za mało jak dla mnie. Miałam trochę inne wyobrażenie o takich imprezach. :)

Jan Łęcki pisze...

Fotka w Mustangu jest "łał". W czerwonym kolorze jest Ci "do twarzy".