środa, 14 września 2016

Ziołologia cz. 2 - Cudowne ziele?

Na pierwszy ogień – bohater pojawiający się coraz częściej, remedium na wszelkie dolegliwości, cudowne zioło prosto z naszych łąk i przydrożnych rowów. Jego majestatyczność Wrotycz. Żółci się dumnie w słońcu, pachnie specyficznie, gorzko – co kto lubi, ja uwielbiam.


Towarzysz setek dziecięcych zabaw – czegóż to z tych przepięknych kwiatków nie robiłam! Czasem wplatałam w bukiet dla mamy, innym razem gotowałam razem z piachem w plastikowym garnku (takiej potrawki nie dają w żadnej restauracji), czasem tylko ściskałam z całej siły brzegi złotego okręgu i patrzyłam zafascynowana, jak rozsypuje się na moich palcach. Łodygę miał gorzką – czasem dziecięcym rączkom brakło sił w rwaniu, trzeba było pomóc sobie zębami. Korzeń słaby – częściej to on puścił, niż kanciasta łodyżka. Listki niepozorne, traktowane po macoszemu w piaskownicowej kuchni.
Zenon Węglarz w „Leksykonie roślin leczniczych” pod red. Antoniny Rumińskiej i Aleksandra Ożarowskiego z 1990 r. pisze: „Cała roślina jest bardzo silnie aromatyczna i trująca.” Mnie nie otruła w czasie zabaw, ale nie przeszło mi przez myśl zjadanie jej, ani wypijanie herbatek z żółtych kwiatów. A o takich pomysłach ostatnio z przerażeniem czytam – pijmy beztrosko napar. Całymi szklankami, codziennie – pozbędziemy się wszelkich dolegliwości!

Otóż, niekoniecznie... Pozbędziemy się owsików i tasiemców, jeśli takowe posiadamy. Możemy próbować także ze wszami i świerzbem. Ale tylko wówczas, gdy razem z robalami otruć chcemy i siebie – ze względu na toksyczność wrotyczu nie należy stosować wewnętrznie. Zastosowanie znajduje jeszcze w weterynarii, może pomóc przy pasożytach skórnych (ale ostrożnie! Z uwagą! A najlepiej pod opieką lekarza).
Głównym z ważnych składników surowca (czyli suszonego kwiatu wrotycza) jest olejek eteryczny, którego głównym składnikiem jest tujon. Substancja psychoaktywna, wpływająca na ośrodkowy układ nerwowy, mogąca wywoływać drgawki i halucynacje, obecna także w piołunie. Bardzo dobrze rozpuszczalny w alkoholu, nie w wodzie. Niemniej – przyjmowanie w sposób zupełnie niekontrolowany i lekkomyślny roślin trujących jest moim zdaniem skrajną głupotą. Wrotycz owszem – jako suszony bukiet odstraszający insekty – nie jako herbata. Mamy na naszych łąkach i w lasach wiele innych roślin, które nie wykazują obecność tak szkodliwych i groźnych dla zdrowia związków i spokojnie mogą kontrowersyjny wrotycz zastąpić. Nie ma sensu ryzykować własnym zdrowiem w imię mody i wiary we wszystkie rzeczy opublikowane w internecie.

Należy pamiętać także, że zioła z niekontrolowanych upraw mogą mieć różną zawartość poszczególnych substancji, a ich działanie na konkretny organizm może różnić się od innych, więc jeżeli ktoś pisze „mi pomogło, polecam”, nie jest to wystarczający powód, by wprowadzić do własnego organizmu substancję potencjalnie szkodliwą.
 

7 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

O meritum głosu nie zabiorę, bom zielony zupełnie…
Napiszę o zdjęciach, chwaląc je wielce. Cóż w nich tak ładnego? Zielarka lejmoniadzie podobna.

Dreptak Zenon pisze...

Testowaliśmy rodzinnie na różne przypadłości. Również w formie naparów, ale to ostatnie to bardzo ostrożnie. Generalnie odradzamy wszystkim, bo nigdy nie wiadomo co ludzie mogą wymyślić. Bezpieczniej używać ziela, bo kwiatki są trzykrotnie silniejsze. Wrotycz działa na serce, powodując silniejszy puls. Wpływa też na naczynia krwionośne, rozszerzając je. Ta właściwość naparów likwiduje tzw. zimne stopy i dłonie. Poprawia nieco wzrok, przesuwając widzenie w kierunku barwy żółtej. Jeżeli jednak ktoś spodziewa się halucynacji i widzeń, to się srodze zawiedzie, bo prędzej dostanie mdłości, drgawek i torsji. Wymioty powodują, że stosunkowo trudno się wrotyczem zatruć i trudno się nim odurzyć. Ponieważ destylacja nalewek ziołowych jest w Polsce legalna, pozwoliłem sobie na ostre wzmocnienie wrotyczem absyntu - efekt był mizerny, poza zepsuciem smaku dobrego trunku!
Tak wiec przyjmijmy, że jest to zioło trujące, ale przy bardzo usilnym usiłowaniu i zastosowaniu formy nalewki z samego wrotyczu, o ile ktoś ma na tyle samozaparcia i odporności, żeby to pić.
Natomiast może to być śmiertelna trucizna przy chorobach serca i lekach na ciśnienie. Dla zdrowych ludzi bezpieczna dawka wynosi około 5 g suszu na dobę!!!!
Do czego używać?
Do okładów w różnej postaci - na trądzik, opuchlizny, siniaki, stłuczenia, owrzodzenia, uczulenia, pasożyty skóry, nadmierną potliwość nóg, grzybice.
Do płukania jamy ustnej i gardła w przypadku stanów zapalnych dziąseł, jamy ustnej, gardła, krtani. Można wtedy użyć silnego naparu, ale nie pić. Oczywiście to co po płukaniu pozostanie w ustach groźne dla zdrowia nie jest.
Płukanie włosów w naparze z wrotyczu wzmacnia je.
Moczenie nóg w naparze poprawia bardzo krążenie w stopach.

Problem z wrotyczem jest też taki, że żaden lekarz nie wskaże interakcji z lekami i na pewno nie przepisze go jako leku. Wszystko na ślepo, a jest to bardzo silne zioło.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

No właśnie, czytałam nawet na zaprzyjaźnionym blogu, że popijają herbatkę z wrotycza ... u mnie wisi w pękach na tarasie, bo jest ładny nawet po ususzeniu, a jeśli przy okazji odstrasza jakieś owady, to chwała mu za to:-)
Podziwiam wiedzę zielarską u Ciebie, jak i w powyższym komentarzu:-)
Mamy w Beskidzie Niskim p.Łukasza Łuczaja ze swoimi warsztatami zielarskimi, a także kursy dra Henryka Różańskiego ... dobrze chyba, że naród zwraca się ku naturze, bo wkrótce zginęlibyśmy pod zwałami tabletek, które serwują nam koncerny farmaceutyczne; pozdrawiam serdecznie.
P.S. Zielarka na zdjęciach prześliczna:-)

Chuda pisze...

Dziękuję! :)

Chuda pisze...

Niestety w kilku miejscach w Internecie natknęłyśmy się już z mamą na hurraoptymistyczne artykuły o cudownych właściwościach wrotycza, gdzie zaleca się jego codzienne popijanie, jako remedium na wszystko. Sama wrotycz uwielbiam - za wygląd i zapach pozostawiany na dłoniach, ale do płukania gardła używam szałwii. O stosowaniu zewnętrznie na pasożyty pisałam, na trądzik używaliśmy naparu z liści brzozy - ładnie wysuszał wszelkie zmiany. O wpływie na włosy nie wiedziałam, zastanawiam się, czy wrotycz ich nie przesuszy.
Stosowanie ziół na ślepo nie jest dobrym pomysłem. Szczególnie w tak kontrowersyjnym przypadku.
Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za merytoryczny komentarz, zawsze dobrze dowiedzieć się czegoś nowego. :)

Chuda pisze...

Z jednej strony powrót do natury jest ok, z drugiej nie do końca, a to ze względu na brak odpowiedniej wiedzy o ziołach i obchodzeniu się z nimi. Nawet dziurawiec, sprzedawany jako herbatka, może mieć bardzo przykre skutki uboczne i wchodzić w interakcje z lekami. Dlatego koniecznie trzeba czytać ulotki leków, a o ziołach dowiadywać się z jak największej ilości różnych źródeł (wiarygodnych), konfrontować posiadane fakty, dociekać. :)
Pozdrawiam cieplutko!

Dreptak Zenon pisze...

Jako płukanka jest zdecydowanie silniejszy od szałwii! Można stosować razem, więc nic straconego! :)
Wrotycz nie wysusza! Raczej wzmacnia :)
Warto do włosów sobie zrobić naftę wrotyczową. Co prawda nafta kosmetyczna ma jakąś kosmiczna cenę, ale to i tak taniej niż inne specyfiki, jakie kobiety sobie w głowę i skórę wcierają. :D :D :D