poniedziałek, 21 listopada 2016

"Talenty" w Warszawie...

Znów byłam w drodze - tym razem moim celem była Warszawa. W ramach wycieczki ze szkoły, w której pracuję wybraliśmy się z uczniami na Targi Motoryzacyjne Warsaw Moto Show.
Wyjechaliśmy późnym wieczorem i wczesnym rankiem byliśmy już na terenach wystawienniczych. Spędziliśmy dwie godziny, dosypiając jeszcze w autobusie, a później nadszedł czas zwiedzania.
Dostałam plakietkę świadczącą o byciu opiekunem grupy (mimo że moi uczniowie często wyglądają na moich rówieśników) i wraz z kilkorgiem przyszłych mechaników rozpoczęłam swoją wędrówkę między poszczególnymi wystawami. 
Moje wymarzone Camaro wypatrzyłam wprawdzie jedno, ale Mustangów różnych roczników i wersji było sporo. Dużo czasu spędziłam z uczniami przy stoisku z jednośladami na rozmowach na temat sportów motocyklowych. Odeszliśmy stamtąd z tajemniczymi tubami, swoją otwarłam dopiero w domu - zawiera kalendarz. Ładny kalendarz. Ale przed 22 nie wrzucę tu jego zdjęcia. ;) 

Na targach znaleźć można było też kilka rowerów. W tym dwa na przyczepce do...Malucha!

Przynajmniej połowa jednej z hal przeznaczona była na wystawę Oldtimerów - od tych naprawdę zabytkowe, po takie, które jeszcze do dziś spotyka się na drogach. 








Zdjęcie wykonane przez ucznia Mateusza -
sprawdzamy jak daleko jestem w stanie sięgnąć
Po targach poszliśmy na obiad, zakwaterowaliśmy się w schronisku młodzieżowym i wyruszyliśmy do Centrum Nauki "Kopernik". Jest to mocno multimedialna wystawa dotycząca zagadnień naukowych związanych z funkcjonowaniem świata i ludzkiego organizmu. Mieliśmy zdecydowanie za mało czasu, by obejrzeć ją dokładnie, wypróbować wszystkie urządzenia, przeczytać wszystkie informacje. Miejsce zdecydowanie warte zobaczenia, szczególnie z dziećmi. 
Po wystawie udaliśmy się jeszcze do Planetarium "Niebo Kopernika" na przedziwne widowisko "Dark Side of the Moon", czyli pokaz świateł i laserów do muzyki Pink Floyd. Spektakl (bo nie wiem, jak inaczej to nazwać) jest rzeczą przedziwną - sekwencje wzorów wyświetlanych na kopule planetarium sprawiają niejednokrotnie psychodeliczne wrażenie, powodując np. uczucie spadania. Lasery przecinające przestrzeń zatrzymują się na smugach sztucznego dymu, co wygląda, jakbyśmy oglądali powierzchnię falującej wody od spodu. Wszystkiemu towarzyszy niespokojna muzyka legendarnego angielskiego zespołu. 

Drugi dzień rozpoczęliśmy od wymeldowania się ze schroniska oraz zjedzenia śniadania (które było najlepszym z trzech posiłków, jakie zjedliśmy w Mleczarni. Następnie poszliśmy w stronę Pałacu Kultury i Nauki, gdzie ustalono czas wolny. I tu przyznam się do własnego lenistwa - w nocy spałam nie najlepiej, położyłam się późno, więc zamiast zwiedzać centrum Warszawy poszłam zwiedzać...Złote Tarasy. Wypiłam sok owocowy i poszlajałam się po sklepach odpoczywając przez te godziny od obecności uczniów pytających co chwilę o wszystko. Nie zrozumcie mnie źle - uwielbiam pracę z tymi dzieciakami, atmosfera w mojej szkole jest niesamowita, a uczniów naprawdę mam świetnych, ale gdy po raz kolejny słyszę totalnie abstrakcyjne pytanie, to wymiękam. 

Norbert i Hubert oraz ich umiejętności.
Po obiedzie podjechaliśmy jeszcze na warszawską starówkę, gdzie po krótkim spacerze nasi uczniowie postanowili zaprezentować swoje talenty (wszak szkoła nazywa się Centrum Edukacyjne "Talent-Promocja-Postęp"). 





Krystiany i ich talent do poprawiania humoru. 














Po starówce kolejny przejazd, tym razem do Muzeum Powstania Warszawskiego. I znów - żałuję własnego zmęczenia i zbyt małej ilości czasu. Muzeum jest bowiem interesujące, mimo że bardzo tej tematyki nie lubię - nasza polska martyrologia nigdy mnie nie fascynowała. Myślałam wprawdzie, że będzie bardziej nastawione na interakcję ze zwiedzającym, ale poza kakofonią dźwięków, możliwością zbierania kartek z kalendarza i odkrywania skrytek z informacjami na temat np. poszczególnych osób zaangażowanych w powstanie nie dzieje się tam nic, co nastawia na aktywność. 



Później jeszcze krótki przystanek przy kolejnym centrum handlowym, by chętni mogli pójść po coś do jedzenia i ruszyliśmy w drogę do domu. We własnym łóżku znalazłam się ok. 4 nad ranem przywieziona przez jednego z przyjaciół. Zmęczona, ale zadowolona z wyjazdu. Następna szkolna wycieczka na szczęście dopiero za jakiś czas - zdążę odpocząć. ;)

2 komentarze:

Domka pisze...

moi znajomi też byli na tych targach :D podobno świetny event! :)
Cieszymy się, że wyjazd do Warszawy udany! :D

Krzysztof Gdula pisze...

Zafundowaliście sobie morderczy maraton.
Chuda, a możesz podać przykład tych totalnie abstrakcyjnych pytań uczniów?