piątek, 18 listopada 2016

Z miłości do radości albo znowu kupiłam czekoladę!

Czekolada... słodycz, którą uwielbiam w każdej postaci ( no może prawie bo tej z chili nie lubię). Jeśli tylko pojawi się jakakolwiek promocja, wiadomo, że wrócę z torbą pełną czekoladowych cukierków albo 10 tabliczkami. Od pewnego czasu, a dokładnie od czasu gdy wróciły Tiki taki, Malaga i Kasztanki, zajadam się czekoladami firmy Wawel. Wcześniej też je kupowałam, podobnie jak ukochane Michałki, ale ekspansja pralin sprawiła, że Wawel stał się moim numerem jeden.

Na moje szczęście słodycze tej marki często bywają w promocjach typu "kup trzy w cenie dwóch" albo razem taniej. W dyskontach zdarza się, że praliny schodzą do ceny poniżej 20 zł za kilogram.
Obecnie ma dodatkowy powód do zakupów- akcję "Z miłości do radości".  Kupując słodycze i rejestrując kody lub paragony na dedykowanej stronie, zdobywamy punkty zamieniane na nagrody w postaci biletów do kina lub bawełnianych toreb. Nasze punkty są jednocześnie punktami wybranej przez nas fundacji (jednej z pięciu do wyboru). Na koniec akcji firma przekaże fundusze na realizację zadań poszczególnych fundacji, a kwota będzie zależna od ilości punktów. Moje punkty przekazuję fundacji Jaśka Meli "Poza horyzonty". Dlaczego?
To proste, Jasiek jest podróżnikiem, najmłodszym zdobywcą obu biegunów w ciągu jednego roku Nie to jest jedna ważne, a fakt, że jest niepełnosprawny. Postawa Jaśka pokazuje, że amputacja kończyn nie jest końcem świata. W jego przypadku była wręcz początkiem niezwykłej przygody.
Ilekroć rozmawiam z dziećmi o marzeniach, wspominam o beznogim chłopcu, który brnął wśród śniegu z Markiem Kamińskim, by zdobyć biegun, by pokazać, że chcieć to móc, a marzenia należy spełniać i nigdy się nie poddawać.
Fundacja Jaśka Meli pomaga osobom po amputacjach wrócić do samodzielnego, pełnego życia, daje im nadzieję, pozwala przywrócić sens ich życiu.
Jan Mela miał szczęście, bo po wypadku, gdy wydawało się, że jego młode życie właśnie się skończyło,  na swej drodze spotkał Marka Kamińskiego, teraz sam staje się dobrym duchem potrzebujących.
No i tak siedząc sobie przed komputerem i zajadając ulubioną czekoladę mogę i ja wspierać Jaśka.
Zatem, jeśli zjedliście właśnie tabliczkę czekolady Wawel, zajrzyjcie na wewnętrzną stronę opakowania- jest tam kod, który można zarejestrować na podlinkowane wcześniej stronie, a po zjedzeniu 20 czekolad dostać cudnej urody torbę ( ja właśnie potwierdziłam zamówienie drugiej )

4 komentarze:

Krzysztof Gdula pisze...

Niesamowity facet jest z Jaśka! Jestem pełen podziwu dla was obojga: dla niego z oczywistych powodów, dla Ciebie z powodu zjadania takiej ilości czekolady, a przy tym wyglądzie kruszynki. A ja, tak lubiąc czekoladę, muszę ją sobie wydzielać :(

Anna Kruczkowska pisze...

Wiesz, Krzysztofie, w sumie to sama podziwiam swój organizm i bardzo się cieszę, ze mogę objadać się czekolada zupełnie bezkarnie!
A Jaśka podziwiam od wielu lat.

Niania w Paryzu pisze...

Moga dostac czekoladki Wawela i Wedla w polskim sklepie pod Bordeaux, ale nie wiem czy i tutaj jest prowadzona ta akcja. W kazdym razie ja czekolade jem codziennie bo lubie. Poobiednia kawa bez czekolady sie nie liczy. Nawet jak jem w pracy to mam takie mikroskopijne pudeleczko od czekoladnika do ktorego chowam moja porcje, do kawy. A zdziwieni koledzy pytaja " co to?"... we Francji mamy znakomitych czekoladnikow, ktorzy maja tak rozne czekolady, z tylu zakatkow swiata... tyle, ze czekolada jest tutaj droga. Przemyslowa, typu Lindt kosztuje okolo 1,2 euro za 100g ale ta dobra lub znakomita od czekoladnika moze kosztowac i 5-6 euro za 100 g.

Anna Kruczkowska pisze...

Wiesz, dobre i ciekawe czekolady też w Polsce swoje kosztują, ale mój ulubiony Wawel ma sporo promocji i wtedy go kupuję.