wtorek, 15 listopada 2016

Żyć pełnią życia...

Ze względu na pewne zawirowania osobiste mało mnie ostatnio było i cały ciężar prowadzenia bloga spadł na Mamę. Ale spokojnie, powoli wychodzę na prostą. Właściwie dość krętą prostą - jak w tytule wpisu - zaczynam żyć pełnią życia, w związku z czym do końca roku skończyły mi się już weekendy. Dziś będzie o tym ostatnim - długim weekendzie z 11 listopada, który spędziłam we Wrocławiu u Marzenki. Cóż, ze względu na specyfikę mojej pracy długi weekend mam co tydzień, więc wolny piątek nie był dla mnie niczym nadzwyczajnym. Ale weekend to weekend, a jak wiadomo - siedzenie w domu zabija. Wobec tego już od jakiegoś czasu zaplanowane było, że wsiadam w pociąg i przyjeżdżam. Plany na ten czas klarowały się powoli - pewne było spotkanie z Natalką i wieczorne wyjście do klubu. W międzyczasie znajomy zaproponował nietypowy teatr, a do kin wszedł "Doktor Strange" Marvela.  

Marzenka odebrała mnie z dworca we Wrocławiu późną nocą już w środę, poranek i przedpołudnie spędziłam leniwie w domu, w czasie gdy moja siostra się edukowała. Porozmawiałam z Maciejem, poczytałam "Harrego Pottera i przeklęte dziecko", popatrzyłam sobie w sufit. popołudnie spędziliśmy już we troje, a wczesnym wieczorem wyruszyłyśmy na spotkanie z Natalką. Rozmowa nad pizzą trwała i trwała. Zahaczyła o tematy poważne i bardziej błahe. I nie chciała się skończyć, więc niewiele brakowało, abyśmy zaczęły wzajemnie odprowadzać się przez pasy. 

W piątek wybraliśmy się do kina. Film jest wizualnie ładny, zastanawiające są pewne gry z popkulturą i konwencją (zamierzone, czy przypadkowe?), przyjemne kino rozrywkowe - był dokładnie tym, czego można się spodziewać po kolejnych produkcjach z uniwersów Marvela. Wieczorem w odwiedziny przyszedł kolega Marzenki z uczelni. Nad kopiastym talerzem sushi (zrobionego przez moją utalentowaną siostrzyczkę) do późnej nocy prowadziliśmy rozmowy na szereg dziwnych tematów. Już wiem, czym jest punkt potrójny wody i w jaki sposób wg teorii można go osiągnąć. Jak podsumował spotkanie Maciej "Tak się baluje z Polibudą". 

Na sobotę zaplanowałyśmy spotkanie z kolejnym maratonowym znajomym, Krzysiem, który w sposób zupełnie nieświadomy stał się poniekąd zapalnikiem prowadzącym do obecnych zmian w moim życiu. Najpierw pożartowaliśmy nad obiadem, kawą i deserem, by później oddać się rozrywkom wyższych lotów - wybraliśmy się na tajemniczy spektakl "9 - rekonstrukcja" teatru Ad Spectatores. Sztuka od samego początku jest zagadkowa - bierze w niej udział najwyżej dziewięcioro widzów, którzy spotykają się w jednym z małych klimatycznych pubów Wrocławia. Stamtąd przewieziono nas z zawiązanymi oczyma w miejsce, gdzie rozegrać miała się cała inscenizacja. Widowisko ciekawe, bazujące na nietypowych dla zwykłego teatru zabiegach, zaskakujące, wywołujące spore emocje. Rzecz dla ludzi rządnych wrażeń i o mocnych nerwach. Warta przeżycia. 

Niedziela znów minęła nam leniwie i spokojnie, obejrzałyśmy z Marzenką film, porozmawiałyśmy, powygłupiałyśmy się, spędziłyśmy ze sobą czas, którego tak mało miałyśmy przez ostatnie 2,5 roku. Nadrabiałyśmy. W czasie weekendu zdążyłam jeszcze pomóc siostrze w farbowaniu jej jaśniutkich włosów na ciemny brąz (i załatwieniu własnych brwi uczuleniem na hennę zawartą w tejże farbie), ustaleniu sposobów poruszania się komunikacją miejską na trasie: Rynek - mieszkanie Marzenki oraz Dworzec - mieszkanie Marzenki, z czego jestem dumna. :D 

Odpoczęłam. Mimo że wróciłam w poniedziałek zmęczona, niedospana, ale z masą miłych wspomnień. 

Przede mną szereg kolejnych wyjazdów. Dwie stolice Polski - obecna i historyczna, wizyta u rodziny na Śląsku (tam też już daaaawno mnie nie było), święta w górach, Bydgoszcz - kolejne miasto, którego jeszcze nie widziałam. Staram się nadrobić stracony czas. I nareszcie żyć pełnią życia... 

Zdjęcia do wpisu wykonał Krzysztof swoim Ajfonem ;)

2 komentarze:

Krzysztof Gdula pisze...

Mało zrozumiałem z tekstu, jako że nie znam kontekstów, ale jedno miejsce, parę Twoich słów, bardzo mi się spodobało: to o popatrzeniu sobie w sufit. Tak, czasami tego nam trzeba. To nam pomaga :-)

Anonimowy pisze...

Najważniejsze, że masz szansę wyjść na prostą. Cokolwiek się nie działo to z wpisu wynika że jest coraz lepiej. Najważniejsze to mieć w kimś wsparcie. Tylko warto także uważać i zwrócić swą uwagę ku temu, że niektóre osoby będą się starały wykorzystać sytuację w której się znajdujesz, ale głowa go gory i idx smiało przed siebie.