poniedziałek, 26 grudnia 2016

Izerskie ścieżki zimą

Zima odsłania ścieżki, których latem nie dostrzegamy. Pozwala wędrować miejscami niedostępnymi w innych porach. Na spacer wybrałam się w porze, która wcale spacerom nie sprzyjała- dął silny zimny wiatr, zacinając drobnym równie zimnym deszczem. Miałam jednak dosyć siedzenia w domu. Ileż można przyglądać się światu przez niewielkie okna Domku pod Orzechem, wiedząc, że wyżej panorama jest rozleglejsza, a poczucie wolności pełniejsze.

Pies z radością przyjął zaproszenie do wędrówki, choć powątpiewałam, czy będzie zadowolony, gdy uświadomi sobie, jaką trasę wybrałam. Gnało mnie w górę, do niczym nieograniczonej przestrzeni, postanowiłam więc wejść na Dłużec, bo stamtąd widać pasmo Wysokiego Kamienia. Tak mi się przynajmniej wydawało.
Planowałam wejść z „górnego asfaltu” na Pięć Dróg, okazało się jednak, że droga na przełaj, która latem zazwyczaj jest podmokła i zarośnięta gęstą trawą oraz sitowiem, teraz jawi się jako suchy trakt prowadzący prosto w górę. Pięłam się zatem prosto na szczytową Tytoniową Ścieżkę. Po obu stronach rosły na przemian zielone dorodne świerki i bezigłe modrzewie. Tam , gdzie las był modrzewiowy, poszycie przybierało idealnie rudą barwę, tylko czasami upstrzona zielonymi wyspami mchów. Im bliżej byłam grzbietu, tym częściej pojawiały się niewielkie śnieżne poletka, a płynący bokiem ciek połyskiwał cieniutka taflą lodu.
Tytoniową Ścieżkę znów rozjechały ciężkie traktory do zrywki drewna. W głębokich koleinach stała zamarznięta woda, środek pokryty był błotem. Na szczęście temperatura na tej wysokości oscylowała w granicach zera i błoto było zmarznięte. Dzięki temu mogłam kontynuować spacer.
Było to jednak smutne wędrowanie. Tytoniowa Ścieżka przez lata należała do najbardziej malowniczych izerskich duktów. To tu kręcono zapierające dech w piersiach sceny z „Wiedźmina”.
Teraz, gołe niegdyś, zbocza Dłużca zarosły świerkowym lasem, który uniemożliwia podziwianie widoków, a rozjeżdżony kamienny dukt nie sprzyja wędrówkom. Dodatkowo wyjątkowo ponury dzień z mgłą ograniczał widoczność tam, gdzie pomiędzy drzewami można by cokolwiek dostrzec.
Plusem wędrówki był całkowity brak wiatru! Nastawiłam się raczej na walkę z podmuchami wichury, a tu było zupełnie cicho.
Na samym szczycie Dłużca leżało trochę śniegu- wystarczająco, by ganiający w te i we wte pies, wytarzał się radośnie.
A potem zaczęliśmy schodzić. Nie chciałam dalej iść szczytowym duktem, gdyż za bardzo oddaliłabym się od domu i pies mógłby się zbuntować. Ruszyliśmy więc ledwo widoczną przecinka stromo w dół. Psu ta trasa wyjątkowo się podobała. Biegł przede mną i nie zamierzał skręcić w lewo na asfalt, gdy do niego doszliśmy. Zamiast tego pobiegł dalej trawiastą ścieżką. Zrezygnowana podążyłam jego śladem. Zatrzymał się dopiero na niewielkiej polanie, obok paśnika, bo … dalej nie było już drogi w dół!
Stał w wyczekującej pozie i zdawał się mówić:
- No czemu się tak grzebiesz? Ja już tu na ciebie czekam! Dokąd teraz idziemy?
- W lewo. Koki, idziemy w lewo!
- A dlaczego, dlaczego? Nie możemy w bok? Przez łąkę, po błocie? Zobacz jakie ładne błoto!
- W lewo! Do domu idziemy!
- No dobra... jak musimy... ale ja pójdę strumieniem! Tak ładnie chlapie!

Nim się spostrzegliśmy mijaliśmy szkółkę leśną i znaleźliśmy się na drodze do domu.
Pies znów wyrwał się do przodu. Teraz gnał już wiedziony instynktem. Ledwo udało mi się go przekonać, by skręcił jeszcze raz, bo nie chciałam iść asfaltem koło pałacyku (może czuł, że jego pan poszedł w odwiedziny i siedzi teraz u sąsiadów?)
Gdy wyszliśmy z lasu, od razu poczuliśmy znów silne podmuchy, które teraz pchały nas prosto do chatki.




7 komentarzy:

Krys Tek pisze...

Niestety gospodarka leśna potrafi zniszczyć piękne miejsca :(

Krzysztof Gdula pisze...

Dobry wieczór, Anno.
Dokładnie takie same dróżki – rozjechane wielkimi kołami lub gąsienicami – widziałem niedawno w Górach Kaczawskich. Okropne bywa to podporządkowanie wszystkiego zyskowi.
Natomiast pogodę odebrałem jako… normalną :-) Wszak chodzę późną jesienią i zimą.

Anna Kruczkowska pisze...

Masz rację, tylko czy takie bezmyślne działanie można nazwać gospodarką? To raczej rabunek połączony z dewastacją środowiska.

Anna Kruczkowska pisze...

No właśnie, dla Ciebie to normalna pogoda i pewnie gdyby nie towarzyszyła mi tu w Domku pod Orzechem Twoja książka, nie zdecydowałabym się wyjść w ten deszcz w góry. Ale skoro Ty możesz, to i ja mogę.
W Izerach często niszczone są piękne miejsca, jakoś nie docenia się walorów tych gór i postrzega je tylko w kategoriach pozyskiwania drewna. Ludzie maja krótką pamięć, nie przypominają już sobie bezleśnej pustyni, jaką były Góry Izerskie 30 lat temu.

Jan Łęcki pisze...

Tytoniową Ścieżką, podobnie jak Tabaczną Ścieżką w Karkonoszach, chyba przed laty przemycano wyroby akcyzowe.

Krzysztof Gdula pisze...

Aniu, w styczniu tego roku byłem w Górach Stołowych, w miejscu odwiedzonym po kilkuletniej przerwie. Pamiętałem ładny las świerkowy, zobaczyłem nagie kikuty. Nie tylko dawniej przemysł niszczył górskie lasy, chociaż teraz rzadziej – w tym postęp.
Skoro ja mogę, to i Ty? Uśmiechnąłem się przeczytawszy te słowa, bo wyobraziłem sobie Annę unoszoną przez wiatr :-)
Przyznasz chyba, że po powrocie z wycieczki w paskudną pogodę odczuwa się większą satysfakcję.

Anna Kruczkowska pisze...

Janie, właśnie tak. To był szlak przemytniczy.
Krzysztofie, jasne, że większą, chociaż żal tych pejzaży, co się ich nie widziało...