czwartek, 8 grudnia 2016

Mamo, kup Belriso...

Mamo, kup Belriso... ta prośba wypowiadana przed laty przez moje maleńkie pociechy w czasie zakupów sprawiały że żołądek mi się kurczył i było mi potwornie źle... Bo przecież, jak wytłumaczyć Maluchowi, że na taką drobnostkę nas po prostu nie stać, że nie mogę kupić jednego, bo dzieci jest troje, a cena jednego deseru miała równowartość obiadu dla całej rodziny. Łamałam się rzadko i tylko dlatego, że kolorowe pudełka po deserze służyły mi później za kamuflaż dla zwykłego ryżu na mleku. Myślę, że dzieci w końcu orientowały się w tym moim oszustwie, ale z czasem rozumiały też prawa ekonomii. Szybko nauczyły się, że trzeba dokonywać mądrych wyborów- swoje kieszonkowe wydawały z rozsądnie, nieraz ciułając na wymarzone zabawki.

 Ilekroć współcześnie patrzę na wyszukane jogurty i desery wraca do mnie tamto wspomnienie (podobnie robiłam z jogurtem danone, tylko Monte nie dało się zamienić na dwusmakowy budyń- dzieci nie dawały się oszukać)
Gdy nadarzyła się okazja, by zostać testerem nowych smaków Belriso, nie wahałam się ani chwili i zgłosiłam chęć testowania na platformie TRND. Dzięki temu lodówka zapełniła się tymi jakże pożądanymi niegdyś deserami.Jakie jest Belriso? Słodkie. Nawet bardzo słodkie, a przez to niestety trochę mdłe i mało wyraziste, zwłaszcza owocowe smaki mnie rozczarowały, bo kwaśna nuta owoców jest ledwo wyczuwalna. Mile zaskakuje Belriso czekoladowe- czekolady jest sporo czuć wyraźny smak.
Ostatnio firma Zott wprowadziła kilka nowych smaków: czekoladowo-truskawkowe i czekoladowo-wiśniowe, o smaku krówki (obok istniejącego karmelu) oraz trzy smaki zimowe: hot cynamon, hot pieczone jabłko i Winter o smaku... ponczu) Oba desery hot można podgrzewać w mikrofalówce.
Póki co udało mi się spróbować deseru czekoladowo- wiśniowego. Czekolada jest w nim mocno wyczuwalna, natomiast wiśni jest moim zdaniem trochę za mało. Niemniej deser pozwolił mi zaspokoić głód i przetrwać trudny dzień w pracy. Był też świetnym towarzyszem podróży, jaką odbyliśmy w weekend, a o której dopiero napiszę. Jedząc deserki, urządziliśmy sobie zabawę i wspominaliśmy czas sprzed 20 lat.
Czy warto kupować Belriso? Z pewnością  jest to ciekawy dodatek do codziennej diety, niewielka przekąska na podwieczorek bądź drugie śniadanie, serwowana od czasu do czasu.
Zdecydowanie jednak wolę jogurt owocowy lub mus owocowy.
EDIT:
Po wizycie w kołobrzeskim Kauflandzie mogłam spróbować Belriso Hot o smaku pieczonego jabłka- ten smak mile mnie zaskoczył. Po pierwsze można deser podgrzać w mikrofali- wieczko jest papierowe a nie aluminiowe, a ponadto połączenie waniliowego smaku z jabłkiem i rodzynkami bardzo mi odpowiada.

4 komentarze:

Krzysztof Gdula pisze...

Aniu, przypomniało mi się pewne zdarzenie z lat osiemdziesiątych: będąc w Warszawie, pojechałem na bazar Różyckiego, tam można było kupić wszystko, a ja kupiłem kilka bananów i wiozłem do Lublina, żeby moje dzieci mogły poznać ich smak.
Smakują mi te wszystkie jogurty smakowe i desery mleczne, ale rzadko je kupuję właśnie z powodu ich przesłodzenia.

Marchevka _ pisze...

Szczególnie ten HOT z możliwością podgrzania jawi mi się jako doskonała przekąska na służbowe długie nocki. Tylko tego cukru się trochę boję, bo niczego nie słodzę, ale może jeden deserek mnie nie zabije :D :D

Anna Kruczkowska pisze...

Marchevko, myślę, że będzie ok.- trochę cukru czasem się przydaje ;)
Krzysztofie, czegóż nie robi się dla dzieci...

Sol (Blog Włóczykijów) pisze...

Rozumiem Cię :D Ja miałam świra na punkcie Belriso na stiudiach, ale jak to studentka, oszczędzałam na wszystkich, zwł. na jedzeniu. A Belriso drogie było. Mimo to czasami sobie na nie pozwalałam, taka grzeszna przyjemność ;)