piątek, 9 grudnia 2016

Niespiesznie wędrując, czyli książka K. Gduli

Z niecierpliwością rozdzierałam papier pakowy. Chociaż domyślałam się zawartości, to chciałam mieć pewność, chciałam zaspokoić ciekawość. Dotknąć, przejechać dłonią po papierze...
Zajrzałam na pierwszą stronę: szybkim, nerwowym pismem zapisana dedykacja. Dedykacja dla mnie. Nie taka wymuszona z wieczoru autorskiego, gdy pisarz patrząc na setnego czytelnika pyta znużonym głosem: "to komu mam napisać? " Ta była bardzo osobista i zrozumiała tylko dla nas. Rodzaj kodu.

Bo też autor nie jest kimś tam, imieniem i nazwiskiem na okładce, ale człowiekiem z krwi i kości- Krzysztofem. Tym samym, z którym wymieniamy się refleksjami o górach i książkach od kilku lat. Tym samym, który w zimowe popołudnie zawitał do Domku pod Orzechem, a latem zaprosił na karuzele do Ustronia Morskiego.
Teraz trzymałam w dłoniach jego pierwszą książkę.
"Sudeckie wędrówki"- oj! Gdybym to ja nadawała tytuł, byłoby to owo "Niespieszne wędrowanie" z tytułu posta albo "Łapiąc Dal" , albo jeszcze inaczej ;) Ale to Krzysztof nadawał tytuł- prosty w formie i jasny w przekazie. Bo o sudeckich wędrówkach jest w tej książce mowa.
Z przepastnych czeluści swojego bloga autor wybrał najciekawsze, najlepsze albo najbliższe jego sercu teksty o górach, przy czym poprosił i nas, swoich czytelników o pomoc w tym wyborze.
Gdy pierwszy raz, przypadkiem trafiłam na blog Krzysztofa zachwycił mnie zupełnie niespotykany gdzie indziej język- kunsztowny, obrazowy, bogaty, po prostu piękny. Byłam tak zauroczona jego opisami krajobrazu, emocji, refleksjami, że zostałam na dłużej.
Cała książka napisana jest właśnie takim językiem, prawdziwy raj dla miłośnika polszczyzny! (choć pewnie w recenzjach będzie przede wszystkim o celności opisów widzianych krajobrazów, rzetelności w przekazie, dokładności w prezentowaniu nieraz mało znanych dróg w Sudetach).
Może więc mieć ta książka dwa różne kręgi odbiorców- jeden to zapaleni turyści, którzy znajdą w niej odbicie własnych przeżyć i emocji; drugi to miłośnicy pięknego języka, dla których będzie to nie tyle wędrówka po konkretnych miejscach, co wędrówka w głąb języka, barokowej nieraz składni, homeryckich porównań; bo też autor jawi się  nie tylko jako miłośnik Sudetów, ale prawdziwy erudyta, który w swoje górskie refleksje nieraz wplata przemyślenia dotyczące przeczytanych pozycji.
Krzysztof wędruje wolno, delektując się każdym pejzażem, zachwycając jego zmiennością lub na odwrót odwiecznym trwaniem. Jest w tym jego wędrowaniu jednak pewna sprzeczność- niby zatrzymuje się często, snując swoje rozważania, a jednak łapie zapalczywie i zachłannie każdą wolną chwilę, próbując zatrzymać ją czy to pod powiekami, czy zapisując w notesie, czy też wreszcie fotografując (po zdjęciu właśnie do Krzysztofa trafiłam) Niektóre fotografie znalazły się i w książce, kredowy papier uwydatnia wrażliwość, z jaką autor podchodzi do natury.
Mogłabym tak rozpisywać się i rozpływać nad tym Krzysiowym pisaniem w nieskończoność, zanudzając was przy tym. Dodam więc tylko, że Krzysztof nie tylko takim językiem pisze- on takim pięknym językiem mówi. Ma przy tym ciepły przyjemny głos i można słuchać go godzinami.
Czy was zachwyci? Przekonajcie się zaglądając na blog Krzysztofa lub kupując książkę- może być świetnym prezentem pod choinkę dla każdego turysty!

7 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

Anno, dzisiaj rozmawiałem z córką. Zaczęliśmy od nowości z jej pracy (a zaraz po studiach udało się jej dostać pracę w swoim zawodzie psychologa), skończyliśmy na zmienności i nieprzewidywalności ludzkich losów. O tym, że nigdy nie wiadomo, co jeszcze może przynieść przyszłość, także wtedy, gdy wydaje się być już ustalona.
Gdy przeczytałem tę Twoją piękną recenzję książki (bo wszak jest to recenzja), odłożyłem laptopa i wstałem, żeby ochłonąć i pomyśleć. Wtedy uświadomiłem sobie – w związku z dzisiejszą rozmową z moim dzieckiem, z Małgosią – że stało się coś wyjątkowego swoją odmiennością: oto ja, mając kopę lat za sobą, przeżywam coś zasadniczo nowego i jakże miłego: po raz pierwszy w życiu czytam pierwszą recenzję swojej pierwszej książki.
Anno, dziękuję za tak bardzo pozytywną ocenę książki i za ofiarowanie mi nowych wrażeń, nowych przeżyć.
Czytając, czułem onieśmielenie i niedowierzanie pt. „Czy to wszystko o mnie?” :-)

Marchevka _ pisze...

To bardzo pokrzepiające - że są ludzie z pasją i że są ludzie, którzy znają nasz piękny język. Nie wspominając już o tym, że istnieją ludzie, którzy łączą to wszystko razem, a jeśli jeszcze chcą się dzielić z innymi - bajka. Nie znam bloga pana Krzysztofa, czasami tylko podpatrywałam Wasze dyskusje pod wpisami u Ciebie i relacje ze spotkań. Zachęciłaś mnie, by w wolnym czasie zajrzeć.

A Panu, Panie Krzysztofie, serdecznie gratuluję. To nie lada wyczyn, mieć coś do przekazania i to przekazać, w dodatku robiąc to dobrze - a że dobrze, to potwierdza recenzja Anny :)

Pozdrawiam!

Anna Kruczkowska pisze...

Krzysztofie, tak naprawdę, nigdy nie wiemy, co nas spotka. Dobrze, że udało Ci się zrealizować swoje marzenie, wszak nigdy nie jest na to za późno!
Pisząc o Twojej książce, przypomniałam sobie, jak porządkując osobiste rzeczy mojego ojca natrafiłyśmy z siostrą na maleńki notesik zapisany drobnym, równym, choć mało czytelnym pismem taty. To był jego dziennik podróży- zapiski z jedynej wielodniowej samotnej wyprawy w Beskidy Wschodnie. Pamiętam, jak się do tej wyprawy szykował, jak ważna dla niego była. Szkoda, że tylko z tej jednej wędrówki zrobił notatki, a przecież wyjeżdżał co tydzień, czasem zabierając nas ze sobą. Dobrze, że był gawędziarzem i o wielu swoich wyprawach opowiadał, dzięki temu trwają one w naszej pamięci.
Marchewko- koniecznie zajrzyj!

Sol (Blog Włóczykijów) pisze...

Tak pięknie piszesz o jego blogu, że aż się skusiłam i zajrzę! :D

Gosia Dzierzega pisze...

Zachęcona bardzo...przy najbliższej okazji" Powędruję sobie"po "Sudeckich wędrówkach"

Dreptak Zenon pisze...

Gratulacje, panie Krzysztofie! Zarówno publikacji jak i recenzji! :)
Na bloga postaram się zaglądać, przynajmniej od czasu do czasu. :)

Krzysztof Gdula pisze...

Bardzo dziękuję Wam wszystkim. Słuchając siebie dochodzę do wniosku, że człowiek potrzebuje usłyszeć czasami coś miłego o sobie.
Wiem, że nam wszystkim brakuje czasu. Bywa, że znajdę jakąś ciekawą – w treści lub w dobrej formie opisu – stronę, ale z powodu czasu nie mogę tam bywać tak często, jak chciałbym. Tym bardziej dziękuję za zajrzenie na mój blog.
Napisałaś o przepastnej wielkości bloga. To prawda. Nie liczyłem stron, szacuję tylko, że jest ich – formatu książkowego, sporo ponad tysiąc. Chyba nie ma nikogo, kto zdołał je wszystkie przeczytać, a przecież są one tylko częścią wszystkich moich tekstów.
Kiedyś, jeszcze w epoce przedkomputerowej (a była taka, była!), pisałem swoje dopiski w zeszycie. Niestety, kiedyś włamano się do kampingu i przy tej okazji straciłem pierwsze swoje teksty. Właśnie uświadomiłem sobie, Aniu, że w kampingu zacząłem mieszkać, jeżdżąc po Polsce, naprawdę dawno temu, bo na początku lat osiemdziesiątych. A pierwszą książkę zacząłem pisać jeszcze wcześniej. Gdybym miał w trzech słowach opisać te wszystkie lata, napisałbym tak: praca, czytanie, pisanie.
Tak, życie niesie niespodzianki. Gdyby ktoś powiedział mi jeszcze 10 lat temu, że napiszę książkę o sudeckich wędrówkach, że w Górach Kaczawskich znać będę niemal każdą górkę, na pewno nie uwierzyłbym, a przecież tak się stało.
Co jeszcze los przyniesie?