piątek, 16 grudnia 2016

Przedświąteczne tutti frutti

Do świąt coraz bliżej, więc i świąteczne przygotowania nabierają tempa. Ten tydzień zaczęłyśmy na słodko, umawiając się  na lukrowanie pierniczków. Przygotowałam całe mnóstwo elementów dekoracyjnych- kilka kolorów lukru, polewę czekoladową, cukiereczki, bakalie, lukrowe pisaki. Tym razem nie poszłam na łatwiznę i przygotowałam lukier z cukru pudru z wodą. Barwniki spożywcze kupiłam wiosną, więc mogłam poszaleć z kolorami- był żółty, zielony, czerwony, fioletowy i biały. Późnym popołudniem oprócz mnie i Chudej do lukrowania zasiadło jeszcze trochę wyrośnięte dziecko, które nigdy wcześniej nie malowało ciastek. Zabawy było jak zawsze co niemiara, a i pomysły szalone- kurczaki przerobione na pingwiny z Madagaskaru, symbole ulubionej marki samochodu i inne cudeńka. Nim się spostrzegliśmy dwa pudła pierników zmieniło barwy. Za to lukier był wszędzie- we włosach, na stole, na fartuchach, na podłodze. Przez chwile poczułam się jak w bardzo odległych czasach.

Kolejnego dnia spotkały się Czarownice nad garem z moczką. Święta nie mogą się przecież odbyć bez tej najdziwniejszej śląskiej mikstury. Aby jednak moczka powstała zgodnie z tradycyjnym przepisem, należało przygotować rybny wywar z pasternakiem. Z rozpędu ugotowałam go tyle, że zrobiłam pyszną rybną zupę na wtorkowy obiad oraz ... rybną galaretkę z białym winem.
Najważniejsza była jednak moczka.
Wieczór spędziłyśmy, krojąc kolejne bakalie, mieszając drewnianą łychą 3 litry gęstej masy. Trochę trwało, nim zgodnie stwierdziliśmy- po wielu próbach każdego uczestnika misterium moczkowego, że to jest własnie ten smak i można już nic nie dodawać. Gorąca breja została przełożona do słoików, zagotowana i teraz czeka na święta. Tradycyjnie będzie też elementem prezentów dla tych, którzy jej niepowtarzalny smak potrafią docenić.
Tego samego dnia sprawdziłyśmy też, czy poradzimy sobie z lakierem hybrydowym- dostałam do przetestowania zestaw startowy firmy NEESS, ale to już inna historia, o której opowiem niebawem.
Czwartkowe popołudnie spędziłam na zakupach i "polowaniu na karpia". Niewiele brakowało, a byłoby to prawdziwe polowanie, bo okazało się, że w Kauflandzie można dostać żywa rybę, ale... trzeba ją sobie samemu wydobyć podbierakiem z kadzi z wodą, a następnie takie szarpiące się zwierzę wrzucić do foliówki, zważyć i nakleić metkę. Kadź wielka, ja mała... woda mętna... karp zestresowany... perspektywa męczenia ryby w foliówce i przewożenie zdychającego zwierzaka do domu skutecznie mnie zniechęciła. W efekcie kupiłam zapakowane, całkiem już martwe płaty karpia o kilka złotych drożej.
Dziś rybka już upieczona z pomarańcza chłodzi się na balkonie, kapusta z grzybami stygnie w słoikach, podobnie jak farsz do pierogów.
Powoli czuję, że nadchodzą święta...

10 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

A ja jeszcze nic nie szykowałem… :(
W domu będę od środy, mam nadzieję na przygotowanie chociaż jednej potrawy. Mam też nadzieję, iż dywany będą już wytrzepane.
Anno, intryguje mnie przepis na moczkę, ściślej: zestawienie smaków wywaru z ryby i słodkości. Wielce to dla mnie oryginalne. A w zabawie w malowanie pierników chętnie wziąłbym udział. Jej, jak ja dawno temu wygłupiałem się ostatni raz!

baja pisze...

No u Ciebie rzeczywiscie bardzo juz przedswiątecznie,ja zaczynam od jutra,ale w tym roku swięta u mnie w bardzo małym gronie...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Piernik dojrzewający upieczony:-) nie będzie na Wielkanoc:-) drobne pierniczki piekła synowa, a Jaśko dzielnie pomagał:-) też już postanowione, że kupię filety z karpia; chociaż moja teściowa zawsze gotowała jedyny taki barszcz wigilijny na smaku z grzybów, z gotowanych rybich łbów i zabielany, smak niezapomniany; ze słodkości będzie jeszcze sernik w cieście czekoladowym:-) pozdrawiam.

Anna Kruczkowska pisze...

Przypomnij mi w Gierczynie. Na pewno będę miała jeszcze jakiś słoiczek moczki.

Anna Kruczkowska pisze...

U nas też będzie małe grono, ale potem pewnie będziemy kolędować z sąsiadami.

Anna Kruczkowska pisze...

Czyli powoli zbliżamy się do świąt.

Krzysztof Gdula pisze...

Dziękuję, Anno :-)

Marchevka _ pisze...

Kilka dni temu pierwszy raz dekorowałam pierniki, ale frajda! :)

A mimo tragizmu karpiowego losu, cała ta opisana niedoszła sytuacja z poławianiem jakaś taka zabawna mi się wydała :D Ania łowiąca karpie... gdyby nie było strasznie, to by mogło być śmiesznie :)

Anna Kruczkowska pisze...

Ozdabianie pierników było u nas zawsze niesamowitą zabawą, na którą dzieci czekały cały rok. Okazuje się, że jest to świetny relaks także dla dorosłych- terapia śmiechem ;)
Masz rację- sytuacja była tragikomiczna- kiedyś prawie wpadłam do beczki z kiszoną kapustą, próbując wyłowić kapustę z dna beczki Teraz istniała obawa, że wpadnę do kadzi z karpiami ;) Ale ryb szkoda.

Marchevka _ pisze...

A to powiem Ci coś w tym temacie :D Chociaż jestem słusznego wzrostu i postury, zdarzyło mi się nurkować do kontenera, bo razem ze śmieciami wyrzuciłam wszystkie dokumenty. Szczęście w nieszczęściu było takie, że było po wywózce śmieci i prawko z dowodem osobistym i rejestracyjnym poleciały na samo dno, więc przewiesiłam się w pół przez burtę pojemnika. Ciekawa jestem reakcji, jakby naszedł na to któryś z sąsiadów, napotykając w zsypie moje cztery litery wystające z kubła. ;)

A ryb szkoda.