środa, 28 grudnia 2016

Wschód słońca pod Tłoczyną

Nikła łuna pomiędzy drzewami na przełęczy pod Stożkiem zwiastowała świt i choć ciepłe łóżko nęciło, wstałam, by powitać nowy dzień. Chłodne powietrze zaskoczyło mnie- lekki mróz był miłą odmianą po ostatnich mokrych dniach. Drugą niespodzianką okazała się cisza- po wichurze także nie było śladu- powietrze znieruchomiało.
Spojrzałam na Pogórze- położone u podnóża Izerów wsie i miasteczka spały jeszcze, gdy swoim zwyczajem szłam asfaltem pod górę. 


Szłam, to dużo powiedziane, stąpałam ostrożnie brzegiem drogi, gdyż była ona pokryta cienką warstwą lodu.
Chmury nad Leśnym Kurortem podbarwiały się czerwono, co dawało nadzieję na spektakularne widowisko.
Usadowiłam się na myśliwskiej ambonce z widokiem na Tłoczynę, ale gałęzie modrzewia ograniczały widoczność, więc zdecydowałam się na moją stałą miejscówkę pod samotnym świerkiem. 
Usiadłam na zmrożonej trawie i czekałam.





Przez chwilę obserwowałam Dłużec, w myślach pokonując kolejny raz świąteczną trasę. 

Na niebie pojawiało się coraz więcej różowych refleksów, jednak na dramatyczne czerwienie nie było szans- gdzieś znad gór nadciągała mgła. 
Najpierw zasłoniła Dłużec, a potem powoli zbliżała się do majestatycznej Tłoczyny. 

Do tego z przepastnych leśnych płuc zaczął wydobywać się mroźny podmuch i dalsze siedzenie na łące przestało mieć sens. Nim doszłam do Domku pod Orzechem świat zszarzał i posmutniał.  

4 komentarze:

Jan Łęcki pisze...

Świat zszarzał i posmutniał. Krzysztof powiada, że Eos miała fochy i poszła spać.

Anna Kruczkowska pisze...

Krzysztof sypie przenośniami jak z rękawa. Niesamowita jest ta jego lekkość w obrazowaniu!

Krzysztof Gdula pisze...

Krzysztof trzy godziny temu dojechał do Leszna i po rozpakowaniu pakunków zapoznaje się w nowościami blogowymi. Z opóźnieniem, jako że w domu miałem dwie panie na głowie: wnuczkę i jej babcię.
Eos… Ja ją trochę znam. Kiedyś miałem okazję być na pewnym weselu, co prawda obok mnie siedziała Afrodyta i swoimi… hmm, atrybutami wiele mi zasłaniała, ale Eos przyjrzałem się. Ta dziewczyna jest jedną z tych, dla których uroda raczej ciężarem jest niż darem losu. Ona pragnie trwałej miłości, a ma nieszczęście spotykać samych playbojów widzących w niej li tylko zgrabną dupencję. Owszem, zaniedbuje swoje obowiązki, ale tylko wtedy, gdy sparzy się na kolejnym kochanku.
Tak, bronię ją: nie ona ponosi winę za te chmurne świty, a tamci faceci.

Anna Kruczkowska pisze...

No właśnie :) Przywołany do tablicy, stawił się w całej językowej krasie :)