sobota, 21 października 2017

O zakupach

Zwierzaki obudziły mnie jak zwykle przed wschodem słońca. Niebo jaśniało i żółkło. Nic nie zapowiadało spektakularnego wschodu słońca, jednak poszarpane chmurki wyglądały zachęcająco, więc zamiast pić poranną kawę wyskoczyłam z aparatem na łąkę. Zdążyłam akurat na moment, gdy schowane jeszcze za Tłoczyną słońce podświetlało żółtoróżowe obłoki.

środa, 18 października 2017

Co zostało z dawnej świetności schroniska w Kotlinie?

Gdy byłam mała, o zachodzie słońca wchodziłyśmy z babcią Trudką na Kufel i obserwowałyśmy światła w pensjonatach na Kotlinie. Z roku na rok było ich coraz mniej i mniej, aż w końcu zgasły na zawsze. Przez jakiś czas straszyły jeszcze pustymi oknami, skrzypiącymi drzwiami. Potem posypały się dachy, część budynków strawił ogień. Po wielkim schronisku na osiem budynków pozostały zarastające zgliszcza.

poniedziałek, 16 października 2017

Złote dni października

Musiały kiedyś nadejść. Co roku październik obdarowuje nas kilkoma ciepłymi, pięknymi dniami. Właśnie teraz mamy te dni. Siadam przed domem i patrzę przed siebie. Zagapiam się. Czuję, ze mogłabym tak zostać jak ten Jancio Wodnik z filmu Kolskiego, ale chwilę potem czuję, zę musze na rower. Już teraz! Natychmiast! Pod jakimkolwiek pretekstem albo bez pretekstu!

sobota, 14 października 2017

Leczo z opieńkami

Każdy spacer po lesie niesie za sobą konieczność przetworzenia ogromnej ilości grzybów. Właśnie zaczął się sezon na opieńki, które rosną wszędzie i w ogromnej ilości. Wystarczy wyść powyżej Domku pod Orzechem, by sie na nie natknąć. A każdy dłuższy spacer kończy się niesieniem ciężkiego wora z grzybami. Nie sposób im się oprzeć! Ślubny lubi te grzyby pod każdą postacią, ale ile można jeść grzybów!

środa, 11 października 2017

Mamy nowe "córeczki"

- Twoje córki Cię wołają!- oznajmił Ślubny grobowym głosem.  gdyby chodziło o Gui lub Chudą, tembr głosu byłby inny.
 -Aha!-domyśliłam się, że chodzi o dwie młode kozy przywiezione dopołudnia i zamknięte teraz w komórce udostęnionej u sąsiada.  Kozie salony na razie jeszcze niegotowe, póki co pysznią się nowiutką, równą posadzką.

poniedziałek, 9 października 2017

Weekendowe radości

 -Zapłać za paliwo. - głos Ślubnego dotarł do mnie jak z zaświatów. Oderwana od pasjonującego reportażu na jednym z blogów podróżniczych wyskoczyłam z auta. Stojąc w kolejce do kasy, uświadomiłam sobie, że mam w ręce telefon, a torebka i leżący na jej dnie portfel z kartą kredytową spoczywa spokojnie a samochodzie. Przyjrzałam się kolejce: jedna osoba przede mną i kilka za mną. Nie zdążę wrócić po kartę. A stać w tej kolejce od nowa, żadna przyjemność. Kliknęłam w ikonkę IKO na ekranie komórki i za chwilę logowałam się do aplikacji. Przy kasie poinformowałam: płacę BLIKIEM. Wystukałam 6 cyfr na terminalu i mogłam wrócić do lektury. Ślubnemu oczywiście nie przyznałam się, że jestem gapą!

sobota, 7 października 2017

Gołąbki z kaszą gryczaną i grzybami

Mnogość grzybów w izerskich lasach i zagajnikach sprawia, że ciągle wymyślam nowe potrawy, w których mogę te grzyby wykorzystać. Tym razem postanowiłam przygotować gołąbki. Nim jednak wzięłam się do pracy, zrobiłam cotygodniowe zakupy w mieście. Miałam dużo szczęścia, bo akurat nie padało, gdy na targowisku wybierałam kapustę.

czwartek, 5 października 2017

Dobra kawa na deszczowy dzień

Za oknem mały armagedon. Znajdujemy się w centrum orkanu Ksawery. Wieje, świszcze, huczy, pada. Krzesła latają po podwórku. Drzewa kłaniają się ziemi, trawy kładą się, liście wirują. Deszcz siecze poziomo, Po niebie przewalają się gęste sine chmury. A w domku trzeszczy ogień pod blachą, strzelają żywiczne szczapy, pachnie smażonymi jabłkami i mocną kawą.(krótki filmik sprzed drzwi )

środa, 4 października 2017

Pies i kot...Światowy Dzień Zwierząt





wtorek, 3 października 2017

O starych grzybach


-W tym roku grzyby rodzą się stare.- Stwierdziła Marysia, wskazując na wielkie niekształtne jasnobrązowe bryły przypominające kamienie. Spojrzałam na nią zdziwiona i dopiero teraz w szaro-burych grudach rozpoznałam prawdziwki. Daleko było im do borowików z wiersza Brzechwy.

sobota, 30 września 2017

Co nowego w Domku pod Orzechem?

- O, macie WiFi!- wykrzyknęła zdziwiona Gui, gdy po przyjeździe do Gierczyna wyjęła telefon.
- No, mamy - potwierdziłam z dumą.- I telewizję też już mamy.W zimowe wieczory Tatuś będzie mógł oglądać filmy.

wtorek, 26 września 2017

Co zrobić z miechunki pomidorowej?

-Wiesz, mamo, mogłabyś posiać phisalis.- stwierdził któregoś dnia Syn.- popatrz, w supermarkecie jest bardzo drogi, a przecież ludzie to wyrzucają , gdy przekwitnie, bo nie wiedzą, że się je owoce.
Popatrzyłam na Syna z zainteresowaniem, no... w sumie ma rację. Skoro te pomarańczowe "lampioniki" skrywają w środku super jagodę, to czemu nie spróbować jej wyhodować we własnym ogrodzie.

piątek, 22 września 2017

Jak pies z kotem, czyli o trudnej przyjaźni

Jest wieczór. W Domku pod Orzechem słychać niespotykane o tej porze psie szczekanie i tupot czterech par nóg. Zazwyczaj o tej porze Koki już spał, ale nie teraz. Od dwóch tygodni chatka ma nowego domownika młodą, szarorudą kotkę. Frida (imię oczywiście na część naszego domowego ducha) jest kilkumiesięczną znajdą. Ślubny przywiózł ją z Trzebiatowa, gdy przyparty do muru rozpaczliwą prośbą bratanka zgodził się przygarnąć bidę znalezioną na nowielickich łąkach.

środa, 20 września 2017

Pożegnanie z supermaratonami 2017

Sezon Supermaratonów Rowerowych dobiegł końca. W ostatni weekend uczestniczyłyśmy w podsumowaniu zmagań w Rewalu. Nim jednak zgarnęłyśmy trofea odbył się jeszcze ostatni w sezonie maraton- Supermaraton Rewal Bike System . Już wcześniej podjęłam decyzję, że w nim nie będę uczestniczyć, swoją obecność zaznaczając obsługą fotograficzną imprezy Na trasę wyjechała więc tylko Chuda, której relację można przeczytać na blogu rowerowym. Za to my wspólnie z Gui spędziłyśmy sobotę robiąc setki zdjęć rowerzystom na starcie i mecie imprezy.

piątek, 15 września 2017

Gminne dożynki w Gajówce

O dożynkach w Gajówce dowiedziałam sie przypadkiem, przeglądając zdjęcia na fb. Program imprezy poznałam dzięki zaproszeniu, jakie dostali moi sąsiedzi. Interesująca mnie część uroczystości, czyli prezentacja wieńcow zaplanowana była na popołudnie, dzięki czemu mogłam połączyć wizytę w Lwówku z obejrzeniem wieńców w Gajówce.

środa, 13 września 2017

Metamorfoza łazienki za 200 zł w weekend

Po kilku latach obserwowania rynku nieruchomości w końcu nadszedł ten czas: kupiliśmy mieszkanie. Trafiła nam się szalenie korzystna oferta i wciąż nie do końca jesteśmy w stanie uwierzyć, jak nam się poszczęściło. Mieszkanie jest wykończone i urządzone minimalistycznie i ze smakiem, jedynie łazienka nieco kontrastowała z resztą lokalu. Pomimo wysokiego standardu wykończenia, coś tam zgrzytało. Podłoga wyłożona fantastycznymi kaflami wykonanymi z zatopionych w żywicy epoksydowej kamyczków, niestety tworzyła chaotyczny duet z częścią ścian pokrytych drobnymi kafelkami w różnych odcieniach szarości, tworzącymi losową mozaikę. Wymiana kafli nie wchodziła w grę, bo jest to wydatek rzędu kilku(nastu) tysięcy złotych i spora fatyga.
Jako że w sierpniu skończyłam swoje dwumiesięczne praktyki studenckie, mam cały wrzesień nicnierobienia. Szukając sobie jakiegoś projektu, którym urozmaiciłabym ten czas, trafiłam na coś pod nazwą "farby renowacyjne". Są to farby pozwalające na pokrycie i odświeżenie wizerunku takich powierzchni jak podłogi czy ściany pokryte kafelkami. Po przeszperaniu sieci i przeczytaniu kilku opinii zdecydowałam się na użycie farby Renowacja płytek ceramicznych do łazienki i kuchni firmy V33. Producent obiecuje odporność farby na powtarzający się kontakt z wodą i środkami czystości.

niedziela, 10 września 2017

Dożynki, Brodka i dużo dobrego jedzenia ;)

Moja kolejna wizyta w Wielkopolsce zapowiadała się bardzo aktywnie - i taka też była. W niedzielny poranek wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę Krotoszyna. Droga była pusta, pogoda w miarę ok, więc jechało się dobrze i po niecałych dwóch godzinach byłam na miejscu. 

Wraz z Krzysiem najpierw w planach mieliśmy powiatowe dożynki w Lutogniew, na których mój chłopak pojawić się musiał ze względów oficjalnych, więc ubraliśmy się elegancko i ruszyliśmy do pobliskiej miejscowości. Pogoda tego dnia niestety nie sprzyjała - było zimno i wietrznie, wobec tego wróciliśmy do Krotoszyna niedługo po zakończeniu oficjalnej części obrzędów. 

Na wieczór zaplanowaliśmy koncert Moniki Brodki odbywający się w ramach cyklu Więc Wiec na krotoszyńskim rynku. Zanim jednak tam dotarliśmy postanowiliśmy uzupełnić cukier w uroczej knajpce Antrejka przy Małym Rynku (byliśmy tam już w styczniu). Przepyszne ciasta i desery, gorąca czekolada, odpowiednie towarzystwo - więcej do szczęścia nie potrzebowaliśmy. ;) 

Po słodkiej rozgrzewce dotarliśmy na rynek, gdzie trwał jeszcze koncert grupy Bisquit, który wysłuchaliśmy do końca. W przerwie przed występem Brodki poszliśmy jeszcze na herbatę z malinami i zapiekanki do krotoszyńskiego Loftu, z którymi wróciliśmy pod ratusz, by poczekać na koncert. 

Bardzo lubię "Grandę" Moniki Brodki - w Krotoszynie można było usłyszeć kilka utworów z tej płyty, większość jednak w innych aranżacjach. Dużo było także utworów nowych, które mniej przypadły mi do gustu - muzycznie są ok, ale zdecydowanie wolę słuchać wokalistki śpiewającej po polsku. Niemniej - cały koncert bardzo na plus. Podobnie jak pozostałe elementy dnia i wieczoru.

W poniedziałek rano po śniadaniu zaliczyliśmy godzinę na basenie, później marszobieg po mieście w celu załatwienia kilku ważnych dla Krzysia spraw. Wiedziałam, że ten dzień spędzimy raczej w biegu, gdyż mój chłopak miał bardzo napięty grafik z zaplanowaną dużą ilością wydarzeń. Kilka osób poznałam, niektórzy stwierdzili, że już mnie przecież znają...ze zdjęć, z innymi miałam możliwość trochę porozmawiać. Wieczorem znów odwiedziliśmy Antrejkę, tym razem jednak postawiliśmy na tosty. Lokal ma przepiękny wystrój i bardzo ciekawe menu - dość zróżnicowane, ale mimo to bardzo spójne i mogące zadowolić posiadaczy różnych gustów kulinarnych. 

Wieczorem spakowałam się z powrotem do golfa, zabrałam ze sobą Kubusia - balon z helem - i ruszyłam do Wrocławia. Trochę zmęczona, ale szczęśliwa i z głową pełną kolejnych pozytywnych wspomnień. 

Rowerem na Piknik Historyczny do Lwówka

Wyjazd rowerowy do Lwówka na Piknik Historyczny z okazji 800-lecia miasta planowałam od sierpnia, gdy tylko o imprezie się dowiedziałam. Jednak kapryśna pogoda stawiała wycieczkę pod znakiem zapytania. W tygodniu wiało paskudnie, na szczęście sobota zapowiadała się z lżejszym wiatrem i wysoką temperaturą.

piątek, 8 września 2017

Pierogi z grzybami, idzie jesień

Jesień przyszła niepostrzeżenie, liście straciły swą soczystą zieleń i zaczęły żółkąć, trawy zrudziały a w powietrzu daje się wyczuć chwilowy acz przenikliwy chłód. Wieczorami zaczęliśmy palić w piecu, by w domu robiło się przytulnie, a zbierane co dzień grzyby miały się gdzie suszyć.

środa, 6 września 2017

Pomaratonowe zwiedzanie

Maraton w Lwówku Śląskim był krótki i bardzo szybki, mimo że prowadził pogórzem. Przed 15 byłam więc już po obiedzie i przebrana w sukienkę. Postanowiliśmy więc z Krzysiem przejść się po Lwówku Śląskim, który dotychczas odwiedzałam przede zwiedzaniu. Tym razem było trochę inaczej. Wprawdzie przeszliśmy się tylko po rynku i najbliższych okolicach, ale udało nam się zajrzeć do Kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, który już od dawna zwracał moją uwagę. Miasteczko ze sporą ilością zabytkowych zabudowań z jasnego kamienia niezmiennie kojarzy mi się z francuskim gotykiem (chyba trochę stereotypowo i skojarzeniowo, bo francuskiego gotyku nie widziałam nigdy na żywo). Wrażenie to potęguje jeszcze fasada wyżej wspomnianego kościoła - ma dwie wieże i wygląda jak skromniejsza siostra katedry Notre Dame. Obejrzeliśmy także fragmenty murów miejskich, które zachowały się w doskonałym stanie, Ratusz ze strzelistą wierzą i lwem na ścianie, kilka ciekawych zakamarków i restaurację w budynku kuźni z połowy XVIII w.  - bardzo dobra pizza :)

poniedziałek, 4 września 2017

Jakie konto osobiste wybrać?

Mam przed sobą list z PKO BP informujący Chudą, że... jest stara ;) A dokładnie, że nie należy się jej już preferencyjne konto Student. Ma więc Chuda dylemat, co dalej, jakie konto osobiste wybrać, a może trzymać wypłatę w skarpecie?. Postanowiłam jej trochę pomóc, przeglądając oferty kilku banków. A przy okazji może komuś się ta moja praca przyda.
Zacznę od wspomnianego już PKO BP, gdyż z bankiem związani jesteśmy od wielu lat kontami (dzieci miały założone swoje konta po ukończeniu 13 roku życia!), lokatami i kredytami. Przed długi czas byliśmy zadowoleni z oferty, jednak ostatnio coraz mniej nam odpowiada. Moje konto za zero przestało się opłacać- wystarczy nie znaleźć odpowiedniego bankomatu i już pobierana jest prowizja, oprocentowanie też zbliża się do zera. Jeszcze jakiś czas temu warto było mieć dodatkowo konto oszczędzające, ale ono też przestało oszczędzać. Alternatywą dla osób podróżujących za granicę miało być Konto bez Granic, jednak szybko okazało się, że opłata za konto jest wyższa niż prowizje pobierane przy wypłatach z bankomatów za granicą.

Obecnie testuję ofertę Get in Banku z kontem oszczędnościowym.

 Zaletą konta osobistego jest całkowity brak opłat za prowadzenie konta i wypłat z wszystkich bankomatów w kraju ( za granicą niestety pobierana jest prowizja) warto przy okazji zakładania konta osobistego można pokusić się i o wspomniane oszczędzające, bo jest ono jako tako oprocentowane (2,5% w skali roku)
Można je przy tym założyć nie wychodząc z domu.

Następnym bankiem, któremu przyglądam sie z bliska jest Nest Bank (pisałam o nim niedawno) Lokata powitalna spisała się na medal, a konto, jako że jest całkowicie darmowe i nie trzeba płacić za kartę oraz wypłaty z banokomatów też na razie utrzymuję. Konto zakłada się równie bezproblemowo jak poprzednie, nie wychodząc z domu.



BGŻ BNP Paribas - Konto Optymalne oprócz braku opłat i prowizji kusiło nowych klientów zwrotem za zakupy.



Eurobank proponuje kilka możliwości przechowywania pieniędzy: "konto na co dzień" (7 zł opłaty za prowadzenie); "konto active" bezpłatne przy regularnych wpływach 1500 zł.oraz "konto prestige" produkt dla osób o zarobkach ponad 4000 miesiecznie. 


Na zalety konta w MBanku zwracał nam uwagę syn. Tu oprócz zwonienia z opłat przez przynajmniej 24 miesiące można otrzymac do 600 zł zwrotu płacąc za pomocą blika lub karty. Trzeba tylko dodać, że darmowe wypłaty dotyczą bankomatów Euronet, Planet Cash oraz BZ WBK i kwoty ponad 100 zł. 

Bardzo ciekawą ofertę ma obecnie Bank Millenium konto 360* - całkowicie bezpłatne, z darmowymi wypłatami z wszystkich bankomatów w kraju i zagranicą oraz możliwością otrzymania nagród w programie lojalnościowym "LUBIĘ TO POLECAM". Jedynym warunkiem są regularne wpłaty 1000 zł miesięcznie i jednokrotna płatność mobilna. 


Na koniec "Wymarzone Konto Osobiste" w Raiffeisen Polbank. 

To jedyne z przeglądanych przeze mnie kont oferujących oprocentowanie w wysokości do 1,5% ( jeśli uzbieramy 10 000 zł) ! 
W ofercie jest także konto oszczędnościowe o oprocentowaniu 2,2%. Minusem tej ofery jest ograniczona ilość bezpłatnych bankomatów oraz sporo innych ograniczeń sprawiających, że korzystna na pierwszy rzut oka oferta może być nią dopiero po spełnieniu kilku warunków (karta bezpłatna pod warunkiem przynajmniej 8 płatności w ciagu miesiąca)
Ten niepełny przegląd ofert pokazuje, że jest w czym wybierać, ale trzeba dobrze przyjrzeć się warunkom, ograniczeniom, by po założeniu nie okazało się, że do konta dokładamy (wtedy trzeba jak najszybciej zmieniać bank!)




sobota, 2 września 2017

O jabłkach,borówkach i pająku

Późne lato. W powietrzu czuć już oddech jesieni. Pachnie ziołami,owocami i grzybami, to taka woń niepodobna do zapachów innych pór roku. O poranku ściele się mgła, apotem wpadamy w sieci pająków i motamy się babim latem.
Korzystając z przyjemnej aury i tego, że uporałam się z wszyskimi urzędowymi sprawami, wsiadłam na rower i pojechałam do lasu. W planie miałam zbór borówek, bo przecież bez borówkowych dżemów nie obejdą się żadne święta, żaden uroczysty obiad. 

czwartek, 31 sierpnia 2017

#jestemPrimo, czyli o jogurtach słów kilka

Jogurty naturalne gościły w mojej lodówce dość często. I obecnie goszczą nadal, a to dzięki współpracy z trnd.pl i kolejnemu projektowi ambasadorskiemu - tym razem na tapecie jogurty naturalne Primo firmy Zott. Dotychczas Zott był najczęściej wybieraną przeze mnie marką jogurtów naturalnych, bo były dość tanie i dobre. Pod nowym szyldem trochę się jednak zmieniło - przede wszystkim wybór i konsystencja. W gamie jogurtów naturalnych Primo znajdziemy klasyczny jogurt naturalny, jogurt grecki, bez laktozy, z miodem, pitny i z dodatkami. Co do konsystencji - wcześniej jogurt naturalny Zott był typowym kremowym jogurtem, który nie różnił się specjalnie od innych. Obecnie jest to jogurt troszkę "galaretkowaty", przypominający mi jogurty robione kiedyś przez moją mamę. Dla mnie jest to zdecydowany atut. 

wtorek, 29 sierpnia 2017

Supermaraton Doliną Bobru w Lwówku

- Co???!!! Nie ma Liczyrzepy??? No jak to?!!! Naszego ulubionego maratonu!!!
Tak zareagowałyśmy z Chudą na wieść, że nasza ulubiona impreza po prostu się w tym roku nie odbędzie. I nic nie było w stanie ukoić naszego smutku. Zrozumiałe więc, że informacja o organizacji w to miejsce maratonu w pobliskim Lwówku przyjęłyśmy z mieszanymi uczuciami, łącznie z buntem, że nie pojedziemy. No, ale jak nie jechać skoro to zaledwie 30 km od Gierczyna?
Zapisałyśmy się więc i z niecierpliwością oczekiwały na start.

piątek, 25 sierpnia 2017

Trójstyk - kilka refleksji o granicach

Granica między noca a dniem, niebem a ziemią
Granice... pierwsze skojarzenia? Granica państwa, granica wytrzymałości, wyznaczyć granice. Już te pierwsze myśli pokazują, jak różnie można te granicę postrzegać.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Ruda w świecie filiżanek

Bolesłąwieckie Święto Ceramiki było jedną z tych imprez, które chciałam odwiedzić i nigdy mi się nie udało. Do teraz.
Po raz pierwszy spędzam w Gierczynie drugą połowę sierpnia, więc mogliśmy pojechać na ten największy w Polsce ceramiczny targ.

Dla dobrego jedzenia i dobrych ludzi

Wrocławski Bazar Smakoszy to cykliczne wydarzenie, które odwiedziłyśmy z Marzenką już drugi raz odkąd jestem we Wrocławiu. Niesamowicie klimatyczny Browar Mieszczański gości kulinarnych wystawców dwa razy w tygodniu - w środy i niedziele. Dotychczas dwukrotnie załapałyśmy się na niedzielną edycję, ale w planach mamy zobaczyć także, jak całość wygląda w środy. 

piątek, 18 sierpnia 2017

O gierczyńskich grzybach i wrocławskich krasnalach

O gierczyńskich grzybach i wrocławskich krasnalach
Gdy Ślubny oświadczył, że w piątek jedziemy do Wrocławia odwiedzić dziewczyny, wpadłam w niewielką panikę: „jak to jedziemy? A ja mam tylko jeden słoiczek grzybków w occie dla mojego zięcia????”

środa, 16 sierpnia 2017

Korzystając ze słońca

Usiadłam pod orzechem nad filiżanką kawy. Tak mógłby się zaczynać każdy post, bo przecież jedynie ulewa, wichura lub -20 stopni może mnie powstrzymać od wypicia kawy przed domkiem.
Słońce właśnie rozpoczęło swoją wędrówkę ponad szczytem Stożka. Dni są już zdecydowanie krótsze, choć nadal mamy lato Już nie muszę zrywać się przed piątą, by przywitać świt. Teraz wystarczy otworzyć oczy przed szóstą, a to przecież moja normalna pora na wstawanie. Po zeszłotygodniowych burzach (które znamy tylko z opowieści) nie pozostał ślad. Dni są ciepłe, wręcz upalne. To chyba najładniejsze dni tego lata.

sobota, 12 sierpnia 2017

O ogórkach i fasolce

Za mną kolejne "słoikowe godziny". Tym razem dominowała fasolka, pomidory i ogórki.
Każde z tych warzyw wymagało sporo uwagi, ale efekty sa myślę, zadawalające. Nie pamiętam, czy kiedyś miałam tyle słoików z fasolką szparagową. Ostatnio koleżanka pytała mnie o przepis na konserwowanie tejże.Niestety u mnie wszystko jest " na język". Nie potrafię podać dokłądnych proporcji, bo zarówno poziom kwasowości jak i słoności sprawdzam organoleptycznie :)

piątek, 11 sierpnia 2017

Zwiedzając... Trzebiatów

Poznałam ich z daleka. Stali pod drzewem. On wysoki, ona drobna, niewiele wyższa ode mnie. Nagle poczułam się, jakbym przed chwilą wyszła z klasy, umówiona z Beatą i Markiem i na spacer po mieście, jakby nie było tych 30 lat po maturze. To nie tak, że nie widzieliśmy się w ciągu tych 30 lat. Spotykaliśmy się przy różnych okazjach, może 4-5 razy.

środa, 9 sierpnia 2017

Posiedzieć nad Bałtykiem

Kilka dni na działce i w kuchni sprawiło, że zatęskniłam za rowerem. Patrząc na cuedne słońce za oknem wyyśliłam sobie, że pojadę do Międzyzdrojów obejrzeć żaglowce żegnające polskie wybrzeże po Tall Ship Races. No. Spakowałam ręcznik i koc, żeby posiedzieć przy tym na plazy i pojechałam... Ta... Tylko nie wzięłam pod uwagę, że zamiast treka mam do dyspozycji tylko crossa, którym raz przejechałam 100 km w ciągu dnia...
Ale po kolei.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Rodzinnie i blogowo w lunaparku

Skoro mamy sierpień to czas na blogowe spotkanie w Ustroniu! Niby dopiero drugi raz, ale to już rodzaj systematyczności, więc można mówić o ... tradycji - latem w Ustroniu, zimą w Gierczynie. Właśnie tak ułożyliśmy nasze spotkania z Krzysztofem z bloga.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Z kuchni i ogrodu

No, ja to sobie potrafię czas zorganizować ;) Blog leży odłogiem, bo utkwiłam w kuchni. Dzisiejszy post powstaje tylko dlatego, że... zabrakło mi czosnku. Gdyby nie ów brak, to teraz kroiłabym kolejny kilogram fasolki szparagowej. Fasolka to jedno z tych warzyw, które moja rodzina uwielbia, więc sieję jej mnóstwo, a potem muszę ją zbierać i wekować :) W tym roku jednak fasola przesadziła z urodzajem i czeka mnie sporo roboty. Podobnie będzie z pomidorami, które prawie łamią się pod cieżarem owoców! Moja wiosenna praca na działce teraz przynosi wymierne efekty- codziennie znoszę do domu kolejne warzywa i owoce, które koniecznie trzeba przetworzyć.
Co zatem robię?
video

Wstaję kilka minut po 6.00. Wypijam ulubioną kawę z ekspresu i robię prasówkę. Ogarniam trochę dom i ok. 8.00 jestem gotowa do działania. W zależności od pogody albo przetwarzam to, co przywiozłam poprzedniego dnia, albo jadę na działkę toczyć nierówną walkę z chwastami i ... ogórecznikeim, które to ziele skutecznie opanowało grządki pod moja nieobecność. W ferworze walki nie zauważam, że staję się posiłkiem dla niezliczonej rzeszy owadów i dopiero wieczorem liczę bąble po ukąszeniach, zadrapania i efekty spotkania z liśćmi pomidorów. Dobrze, że mam swój ocet ziołowy do przecierania swędzących miejsc!
Gdy już uda mi sie odsłonić kolejny fragment ogrodu, mogę zebrać plony, które potem do wieczora przetwarzam. Póki co w garnku glinianym stoją ogórki małosolne. W gąsiorze burzy się wino z białej i czerwonej porzeczki ( za wino odpowiada Ślubny, ale to ja zbieram owoce!)
Część czerwonej porzeczki zamieniła się w mus owocowy i wylądowała w butelkach, a resztki po przetarciu owoców włożyłam do słoja z wodą i drożdżami. Będzie cudny różowy ocet.
Pod wpływem Inkwizycji postanowiłam trochę poeksperymentować i  przygotowałam 4 słoki ogórków w ... occie z kwiatów dzikiego bzu. A octu mam 4 litry zupełnie przez przypadek. Wiosną nastawiłam najpierw lemoniadę w Domku pod Orzechem i wydawało się, że nic z niej nie będzie, bo nie chciała pracować,a okazało się, że wyszła rewelacyjna. W Trzebiatowie też nastawiłam, jednak nie mogłam jej przypilnować, do tego zrobiło się chłodno. Po powrocie więc zamiast lemoniady miałam 4 litry octu. Teraz będę go używać do eksperymentalnych przetworów. Do przygotowania potrawy wykorzystałam przepis na ogórki z curry, tylko zamiast roztworu octu spirytusowego użyłam właśnie bzowego. Przyznam, że ogórki wyszły przepyszne!
Innym eksperymentem jest kiszona kalarepa. Tu jednak nie pytajcie o przepis, bo go nie ma. Po prostu Ślubny pokroił kalarepę a ja włożyłam ją do słoików. Do każdego słoiczka dodałam coś innego: czerwoną porzeczkę, kwiaty i liście ogórecznika, kwitnące gałązki oregano. Wszystko zalałam słoną wodą. Teraz czekam aż się kalarepka ukisi. W najbliższych dniach zakonserwuję fasolkę, zbiorę suchy groszek, kolejne ogórki, cukinię i kabaczki no i przede wszystkim te dziesiątki kilogramów pomidorów na przeciery.
Gdy nie wyrywam chwastów, nie zbieram plonów i nie gotuję to... wcale nie jeżdżę na rowerze! No... rower musi poczekać na inny czas. Bo w czasie wolnym od przetwórstwa zajmuję się wyszywaniem. Jedno zlecenie dostałam jeszcze w czasie pobytu w Gierczynie i zaraz po powrocie do Trzebiatowa zajęłam się wyszywaniem chusty. Teraz zaś ozdabiam słowiańską koszulę znajomego.
Jeśli tylko wszystko pójdzie po mojej myśli, to w tym miesiącu zaczniemy realizację całkiem sporego zamówienia, ale o nim napisze, gdy wszystko zostanie dopięte i dogadane.
Mimo nawału pracy staram się nei zaniedbywac najbliższych odwiedzam teściów, spotykam się z przyjaciółkami.
A jutro czeka mnie miłe blogowe spotkanie :)
Teraz jednak wracam do wyszywania!


niedziela, 30 lipca 2017

Święto Kaszy po raz dwudziesty

Są takie święta w kalendarzu imprez, na których nie może nas zabraknąć. Takim wydarzeniem jest niewątpliwie Trzebiatowskie Święto Kaszy. Trudno sobie wyobrazić, aby odbyło sie ono bez Słowian z Baszty Kaszanej.
W tym roku mniej zaangażowałysmy się w święto, gdyż Chuda przyjechała dopiero w piatkowy wieczór, a ja myślami jeszcze siedzę w Izerach. Obowiązki "ogarnięcia" Chąśby przejęła koleżanka i całkiem nieźle jej to poszło, ale o tym za chwilę.

wtorek, 25 lipca 2017

KIlka refleksji po Izerskiej Gali Folkloru

Niedziela miała być dniem błogiego nieróbstwa i w sumie, prawie nam się udało. Prawie, bo choć poczatkowo nie planowaliśmy udziału w Izerskiej Gali, to po obiedzie i tak zjechaliśmy do Mirska. Bywamy tu praktycznie co roku i obserwjemy, jak zmienia się charakter imprezy, jak z niedopracowanych dni miasta staja się licząca i świetnie przygotowanym świętem folkloru. 

niedziela, 23 lipca 2017

XIV Klasyk Kłodzki- 100 km po górach

Nie ma gigi!??? Ta elektryzujaca wiadomość prawie zniweczyła nasze weekendowe plany. Co roku o tej porze jeździmy na Klasyk Kłodzki i pokonujemy najdłuższy dystans. A tu taka straszna nowina! Zastanawiamy się, czy jest sens jechać kilka godzin samochodem, by spędzić na rowerze ok. 5 godzin. Messenger rozgrzał się do czerwoności. Wreszcie podejmujemy decyzję, że jedziemy, ale tylko z jednym noclegiem. Cóż... nie pójdę na prawdziwki, których ponoć mnóstwo rośnie w Górach Orlickich. I tak, w piątkowe popołudnie meldujemy się w Zieleńcu. Noclegi tradycyjnie zamówiłam w Zielenieckiej Chacie. Lubię klimat tego miejsca.

piątek, 21 lipca 2017

Lemoniada z koniczyny


Gdy rok temu pierwszy raz przygotowałam szampan z czarnego bzu, nie podejrzewałam, że lemoniady kwiatowe wejdą na stałe do naszego repertuaru napojów ulubionych. Mając nieograniczony prawie dostęp do kwiatów rozmaitych, eksperymentuję ze smakami. Zwłaszcza, że wykonanie jest dziecinnie proste.

czwartek, 20 lipca 2017

Jagody, wszędzie jagody!

Podjeżdżałam pod Kamienicę. Zatrzymałam się na skrzyżowaniu dróg i wtedy je zobaczyłam- całe połacia jagodzisk bogato obsypanych owocami! Są! Znalazłam jagody, o których marzyłam od kilku dni. Bo przecież niżej na „moich miejscach” w tym roku jagody zmarzły i nie owocują. W jednej chwili zdecydowałam, że nastepnego dnia przyjadę z wiaderkiem i będę zbierać. 

niedziela, 16 lipca 2017

"Król Artur", czyli o Arturze, który nie chciał być królem

W sobotnie popołudnie wybrałam się z Krzysiem na randkę. Taką prawdziwą - z kwiatami, szykowaniem się, butami na obcasie, dobrym jedzeniem i kinem. I rozmowami. O filmach, jedzeniu i życiu. 

Zjedliśmy na wrocławskim rynku pizzę, pospacerowliśmy wokół ratusza (po nierównym bruku, co wywoływało w moim chłopaku niesamowitą radość - sadysta - miał trampki!), chwilę oglądaliśmy pokaz fireshow (aż zatęskniłam za moimi POI). Wczesnym wieczorem ruszyliśmy do CH Arkady, by kupić bilety do kina i usiąść jeszcze na coś słodkiego w którejś z pobliskich kawiarenek. I o ile strona multikina wyświetlała repertuar dla tej lokalizacji, o tyle miła pani z obsługi stwierdziła, ze kino zamknięte do odwołania i niestety ale tylko Pasaż Grunwaldzki. Za tę niedogodność dostaliśmy vouchery na zakup biletów w niższej cenie i ruszyliśmy na przystanek w poszukiwaniu czegoś, czym dojedziemy do Pasażu. Po dotarciu na miejsce kupiliśmy bilety i poszliśmy jeszcze na lody. 
http://www.impawards.com/2017/posters/king_arthur_legend_of_the_sword_ver5_xlg.jpg

Perski Jarmark Izerski w Kopańcu

Farma 69 w Kopańcu to miejsce niezwykłe, które jak wiele innych czekało na moment, bym je odwiedziła. Pretekstem do obejrzenia osady słowiańskiej stał się Perski Jarmark, który systematycznie jest w niej organizowany. Kilka razy już się tam wybierałam, ale niesprzyjająca aura ciągle mi przeszkadzała. Tym razem, mimo niezbyt pomyślnych prognoz zdecydowałam się pojechać.

piątek, 14 lipca 2017

Poranna kawa pod orzechem

Każdy, kto odwiedził Domek pod Orzechem, wie, że nic nie smakuje tak dobrze, jak kawa pita o poranku przed domem. Często to jej zapach oraz terkanie starego ekspresu do kawy (TO JESZCZE DZIAŁA???) budzi domowników i gości. Potem, w ciągu dnia wypijamy hektolitry naparów, soków i lemoniad, ale rano króluje kawa.

wtorek, 11 lipca 2017

Wycieczka do Miedzianki i nad Kolorowe Jeziorka

Browar Miedzianka jest miejscem, które po wielokroć mijałam w czasie maratonu Liczyrzepa i za każym razem wyobrażałam sobie, że siedzę na tarasie i pije chłodne piwo... Tym razem prawie się udało. Prawie, bo chłodne piwo pił Ślubny, ja zadowoliłam się latte ( nie wiem, czy, gdyby wiedział, jak potem przewiozę go do Wieściszowa i Kolorowych Jeziorek, to tak chętnie oddałby mi kierownicę)

niedziela, 9 lipca 2017

III Supermaraton Szosowy "Szlakiem Don Kichota"

7 lipca do pracy bladym świtem ruszyłam samochodem z zapakowanym już rowerem i wszystkimi potrzebnymi na trasie rzeczami. Po pracy zjadłam coś na szybko i wyjechałam z Wrocławia do Krotoszyna. Tam przepakowałam z Krzysiem samochody, mój troskliwie wstawiłam do garażu i ruszyliśmy do Nietążkowa na III Supermaraton Szosowy Szlakiem Don Kichota.

piątek, 7 lipca 2017

Wiejska sielanka


Z ogniska unosi się aromatyczny dym- rano wykarczowałam rozrośnięty nad wyraz bez i teraz Ślubny pali gałęzie. A wydawało się, że z dzisiejszego ogniska nic nie wyjdzie, bo po południu zawarczało w odddali, błysnęło się, zerwał się silny wiatr...

środa, 5 lipca 2017

Bałtyk- Izery podejście trzecie

Droga hipnotyzuje... Gdy jedziesz n-tą godzinę, jest już tylko droga, rower i mijane pejzaże. 24 godziny, które porządkują myśli, odczucia, ustalają priorytety.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Jedziemy do Wisły!

Niemal za samym oknem szemrała nam Wisła <3 
Właściwie, to pojechaliśmy. Przełomowy weekend czerwca i lipca spędziłam wraz z Krzysiem i Damianem spędziliśmy w górach. Główny zamiar był jeden - pojeździć na rowerach. Panowie startowali w Road Maratonie - Krzyś na dwóch pętlach, Damian na jednej. Zanim jednak pętle i maratony, był piątek. W piątek rano wsiadłam w golfa i z Wrocławia ruszyłam do Krotoszyna. Zjadłam wczesny obiad przygotowany przez tatę Krzysia, przepakowaliśmy samochody, zamknęliśmy moją limuzynę w garażu (w ogłoszeniu o sprzedaży nie omieszkam o tym wspomnieć) i ruszyliśmy do Ostrowa po Damiana. Najpierw jednak zahaczyliśmy o kawiarnię w centrum handlowym i uzupełniliśmy poziom czekolady. 

sobota, 1 lipca 2017

Blogowa ekonomia w połowie roku

Na półmetku 2017 postanowiłam podzielić się z Wami "blogową ekonomią", czyli tym, o co wzbogaciłyśmy się dzięki funkcjonowaniu bloga. Nie będę pisała o konkursach, którymi chwaliłam się w marcu (klik), za to napiszę o innych wygranych oraz możliwości testowania produktów. Zacznę jednak od finansów. W marcu pisałam o lokacie w Nest Banku (klik) oraz koncie oszczedzającym w Getin Banku, czyli moich sposobach na oszczędzanie.

czwartek, 29 czerwca 2017

Ło Matulu! Ta szczoteczka do mnie gada!- Oral B Genius 9000

Różne rzeczy już testowałam, przyszedł czas na test elektrycznej szczoteczki do zębów i to nie byle jakiej, ale pawdziwego cuda: Oral B Genius 9000. Co jest w niej genialnego i czym różni się od innych szczoteczek elektrycznych?

środa, 28 czerwca 2017

Letnie czytadło: "W słońcu i we mgle" Doroty Schrammek

Jasnobłękitne tło z ledwo widoczymi we mgle zroszonymi roślinami i trzy klucze na cieńkiej wstążce. Cóż może kryć książka z taką okładką?
Ano kryje się tam nowa powieść Doroty Schrammek "W słońcu i we mgle". Tym razem pisarka zabrała czytelników i swoje bohaterki do swojej rodzinnej miejscowści- Wałcza. To o tyle istotna informacja, że możemy być pewni, iż opisywane w ksiażce miejsca istnieją naprawdę i jeśli tylko nam się spodoba, możemy pojechać do Wałcza i przejść się śladem bohaterek.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

III Wolsztyński Maraton Rowerowy - 24.06.2017 r.

Czwartek upłynął mi na pakowaniu połowy dobytku do starego Golfa. Pudła, pudełka, worki i przede wszystkim dwa rowery. Jakimś cudem moje autko okazało się tak pojemne, jak zakładałam i wszystko pięknie się zmieściło. W piątek o poranku wsiadłam więc za kierownicę, odpaliłam nawigację w telefonie i ruszyłam przed siebie. To pierwsza moja tak długa samodzielna trasa - celem na piątek był Pałac w Orli. Udało mi się dojechać. Po odebraniu klucza do pokoju chwilę się jeszcze pokręciłam, po czym postanowiłam się zdrzemnąć, czekając na Krzysia, który miał dojechać z pobliskiego Krotoszyna. Po jego przyjeździe przepakowaliśmy jeden z moich rowerów do jego auta, zjedliśmy posiłek i dość wcześnie poszliśmy spać. Czekała nas pobudka przed 4 rano.

niedziela, 25 czerwca 2017

Trzebiatowskie Sąsiady po raz dwudziesty!

"Sąsiady" to jedna z tych imprez, które w kalendarzu wydarzeń trzebiatowskich niesamowicie lubię, ponieważ pokazuje ona wielokulturowość naszego miasta z jednej, a stopień integracji z drugiej strony. Pamiętam początki tej imprezy z korowodem zespołów folklorystycznych- bardziej festiwal niż festyn, gdzie muzyka była najważniejsza. Z czasem formuła się zmieniała, tak, by trafić w gusta uczstników i widzów.

piątek, 23 czerwca 2017

Stare nowe buty

Wszystko zaczęło się od bloga Antywieszak, którego autorka przerabia, odnawia i ratuje naprawdę różne przypadki. Będąc wierną czytelniczką, chciałam być jak ona... Gdy kilka lat temu dostałam zaproszenie na Sylwester w stylu lat 20, postanowiłam pomalować stare buty z balu gimnazjalnego...czarnym akrylem. Zrobiłam to jednak nieporadnie i pewnie za grubo, gdyż już na początku imprezy z moich butów odpadać zaczęły płatki czarnej farby. Historią na ten temat wygrałam konkurs na wyżej wspomnianym blogu i otrzymałam bon do wykorzystania w sklepie multirenowacja.pl
Stan butów po wyjęciu z szafy

środa, 21 czerwca 2017

Upojny zapach róż zamknięty w butelkach

Gdy wiele lat temu przeprowadziłam się na Pomorze, zaskoczył mnie bezmiar różanych zagajników. Nagle znalazłam się w baśnieowym świecie, którego istnienia nawet nie podejrzewałam! Intensywnie różowe, duże kwiaty kontrastujące z soczystą zielenia liści zauorczyły mnie od pierwszego wejrzenia.
Ponieważ wiedziałam, że róża jest źródłem wielu witamin,  zastanawiałam się, jak wykorzystać te obfite dary natury.