czwartek, 22 czerwca 2017

Stare nowe buty

Wszystko zaczęło się od bloga Antywieszak, którego autorka przerabia, odnawia i ratuje naprawdę różne przypadki. Będąc wierną czytelniczką, chciałam być jak ona... Gdy kilka lat temu dostałam zaproszenie na Sylwester w stylu lat 20, postanowiłam pomalować stare buty z balu gimnazjalnego...czarnym akrylem. Zrobiłam to jednak nieporadnie i pewnie za grubo, gdyż już na początku imprezy z moich butów odpadać zaczęły płatki czarnej farby. Historią na ten temat wygrałam konkurs na wyżej wspomnianym blogu i otrzymałam bon do wykorzystania w sklepie multirenowacja.pl
Stan butów po wyjęciu z szafy

Kupiłam najpotrzebniejsze ingrediencje (i różowy brokat! <3) i zabrałam się za ratowanie butów. Tak, tak... dokładnie tych gimnazjalnych (czyli właściwie dziesięcioletnich!), które mimo obłażącego czarnego akrylu, wrzuciłam z powrotem do szafy, bo są niesamowicie wygodne i mam do nich sentyment. 
Pierwszym krokiem ku ich nowemu życiu było wyszorowanie ich szczotką i...mleczkiem do łazienek. Sporą część farby udało się w ten sposób usunąć. Następnie buty wystawiłam na dwór do wyschnięcia. 
Po pierwszym szorowaniu

Gdy były już suche i wyglądały coraz gorzej przystąpiłam do mycia mydłem do skór - użyłam do tego celu gąbki do nauczyć i nie ukrywam, że kilkakrotnie sięgałam także po jej szorstką stronę. Z butów poza czarnym akrylem zaczęła złazić także farba w kolorze starego złota, którą pokryte były od nowości odsłaniając warstwę w kolorze brudno-metalicznym. 
Drugie mycie

Po suszeniu postanowiłam buty jeszcze dodatkowo odtłuścić i potraktowałam je...denaturatem, który ściągnął resztę "starozłotej" farby.
Po spotkaniu z alkoholem

Tak przygotowane buty mogłam zacząć malować - najpierw pokryłam wierzch buta kolejnymi warstwami specjalnej farby, która zdaje się być wchłaniana przez materiał wierzchni, mam więc nadzieję, że nic nie będzie się łamać. Użyłam farby w kolorze czarnym i na metalicznym podkładzie uzyskałam kolor markera - tak jakby czarnym markerem malować po szkle - kolor niby czarny, ale taki opalizujący lekko na brązowo - ciekawy efekt. 
Efekt finalny - nie wyglądają, jak nówki sztuki ze sklepu - zagięcia w palcach i na piętach są nadal widoczne, ale przyznacie sami - zmiana jest spora ;) 

Na koniec jeszcze pokryłam obcasy specjalnym lakierem, który jest tak piękny, że najchętniej pokryłabym nim całe buty, ale pewnie mógłby wówczas pękać. Buteleczka tego specyfiku wyposażona została w  śmieszną gąbeczkę przytwierdzoną drutem do nakrętki, która świetnie spełnia rolę pędzelka. Takim oto sposobem buty pozostawione do testów, by nie było mi ich szkoda, zyskały nowe życie. A ja zyskałam stare nowe obcasy (w których potrafię nawet biegać!). 
Zbliżenia na pomalowaną powierzchnię 

środa, 21 czerwca 2017

Upojny zapach róż zamknięty w butelkach

Gdy wiele lat temu przeprowadziłam się na Pomorze, zaskoczył mnie bezmiar różanych zagajników. Nagle znalazłam się w baśnieowym świecie, którego istnienia nawet nie podejrzewałam! Intensywnie różowe, duże kwiaty kontrastujące z soczystą zielenia liści zauorczyły mnie od pierwszego wejrzenia.
Ponieważ wiedziałam, że róża jest źródłem wielu witamin,  zastanawiałam się, jak wykorzystać te obfite dary natury.

piątek, 16 czerwca 2017

Na szutrowych duktach izerskich

Rozkładam mapę... tyle dróg, tyle miejsc! Dokąd jechać? Czy wybrać znajome zakątki o niewielkim nachyleniu dróg? Objechać pobliskie asfalty? A może sprawdzić możliwości nowego roweru, który wisi na strychu od kilku miesięcy i czeka na prawdziwe wyzwanie, bo przecież nie można nazwać sprawdzeniem roweru tych czterdziestu kilometrów po asfalcie! Wybieram wyjazd w góry. Po maratonach w Radkowie i Świnoujściu podjazdy nie powinny sprawić mi problemu.

środa, 14 czerwca 2017

Ćwierkająca ściana

-ćwir, ćwir... - głośne, natarczywe ćwierkanie rozlega się gdzieś blisko... tylko gdzie? Nie widzę źródła dźwięku. Podchodzę do ściany domu... Ej, ćwierkanie rozbrzmiewa w … ścianie! Jak to możliwe?
 To akurat proste- para sikorek zagnieździla się w otworze wentylacyjnym naszej chatki i teraz ich młode domagają się jedzenia. Jeśli podejść za blisko i próbować zajrzeć, milkną spłoszone.Jeśli w środku akurat jest któreś z rodziców- rozlega się dźwiek podobny syczeniu. Nigdy bym się nie spodziewała, że sikory mogą wydobywać z siebie taki głos!

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Odpocząć nad Świną- Domki Zbyszko w Świnoujściu

W telefonie usłyszałam ciepły, męski głos. Kilka chwil rozmowy wystarczyło, bym poczuła sympatię do tego zupełnie obcego człowieka- właściciela domku, w którym zamówiłam noclegi na ultramaraton w Świnoujściu. Podobnego uczucia doświadczyłam kilka minut później, gdy potwierdzałam rezerwację u pani Teresy- żony pana Zbyszka. Oboje posiadają fantastyczne ciepłe głosy, w których pobrzmiewa nuta poczucia humoru i radości życia. Nim przyjechaliśmy, wiedziałam, że to muszą być niesamowicie sympatyczni ludzie.

360 km jazdy towarzyskiej- Ultramaraton w Świnoujściu

Ultramaraton w Świnoujściu od zawsze był dla nas bardzo ważną impreza w maratonowym kalendarzu. To własnie tu w 2012 r. przejechałyśmy z Gui swój pierwszy maraton zaliczany do Pucharu Polski w Supermaratonach Szosowych. Tu swoje rekody w długości przejazdu biła Chuda, a ja rekord prędkosci przejazdu. Wreszcie to tu jest rewelacyjna, zgrana ekipa przygotowująca imprezę (od tego powinnam zacząć!) Zatem i w tym roku nie mogło nas zabraknąć, zwłaszcza, że to jedyny w tym roku ultramaraton cyklu.
Noclegi zamówiłam na wyspie Wolin, żeby nie martwić się przeprawą promową o świcie. Naszej kwaterze poświęcę osobny post, gdyż miejsce nas zauroczyło!

czwartek, 8 czerwca 2017

Majowo-czerwcowe zbiory ziół

Maj skończył się niepostrzeżenie i rozpoczął czerwiec. To najlepszy czas dla wszyskich zbieraczy ziól wszelakich. Roboty mamy mnóstwo, czasem nie wiadomo, co zbierać najpierw, co może poczekać i jaki specjał przyrządzić. U mnie trochę tradycyjnych przetworów i trochę nowości.

środa, 7 czerwca 2017

Z cyklu jemy chwasty- pokrzywowe naleśniki

Obiecuję, że to ostatni w tym roku pokrzywowy przepis! Następne będą już z innych chwastów ;) Póki co nie potrafię przestać wykorzystywać pokrzyw, gdzie się da! Dziś zapraszam Was na pokrzywowe naleśniki.
Składniki:
ok. 1 l liści pokrzyw
2 szkl. wody
2 szkl. maki pszennej
1 szkl. mleka
1 jajko
szczypta sody oczyszczonej
szczypta soli.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Rodzinny weekend

Nieczęsto zdarza nam się ostatnio siadać w pięcioro przy naszym kuchennym stole. Tym bardziej są to chwile cenne i drogie. W piątkowy wieczór taka chwila nam się przytrafiła. Do domu zawitały dzieci. Pretekstem był udział w weselu mężowskiego chrześniaka.

piątek, 2 czerwca 2017

Migawki z Święta 3 batalionu zmechanizowanego Legii Akademickiej w Trzebiatowie

Plakat wisiał od kilku dni. No tak początek czerwca - zawsze wtedy świętowaliśmy. Często całymi rodzinami spędzaliśmy czas na piknikach wojskowych. Po wielu z ich pozostały zabawne zdjęcia i fajne wspomnienia, nawiązywało się znajomości i przyjaźnie. Wojskowe dzieci z wszystkich osiedli bawiły się razem, współzawodniczyły w konkursach i zabawach. Wieczorem dorosli bawili się pod gwiadami przy muzyce zaprzyjaźnionego zespołu... Ileż to już lat?

czwartek, 1 czerwca 2017

Z cyklu jemy chwasty- pierogi z pokrzywą i serem

Pokrzywy powoli zaczynają kwitnąć, więc sezon na potrawy z tym rewelacyjnym chwastem niedługo się skończy. Coraz trudniej znaleźc młode pędy bez charakterystycznych żółtozielonych zwisających kwiatków.
Póki jeszcze mogę znaleźć dorodne i zdrowe liści, korzystam. Tym razem proponuję pierogi.

wtorek, 30 maja 2017

Po śladzie torów kolejowych cz.2.- Chomętowo- Niczonów

Od poprzedniej wycieczki (KLIK)minęło trochę czasu, pomyślałam więc, że pora wrócić na bezdroża powiatu gryfickiego. Swoje poszukiwania śladów dawnej historii postanowiłam rozpocząć w miejscu, gdzie je przerwałam poprzednio. Dojechałam więc do Chomętowa, by od strony wsi spróbować dotrzeć do nasypu kolejowego. Jakoż udało mi się dojechać do skraju wsi, gdzie odkryłam resztki starego wiaduktu nad torami.

poniedziałek, 29 maja 2017

Choszczeńska Pętla pachnąca konwaliami

- Muszę Cię o coś zapytać, Aniu- zagaił Romek, gdy podjechaliśmy kolejny podjazd Pojezierza Drawskiego- czy czułaś zapach konwalii?
Czy czułam??? Nie dało się nie poczuć upajającej woni całych konwaliowych łanów porastających jasny, rozsłoneczniowy las przed Kaliszem Pomorskim.
Tak... zapachy zdominowały doznania tego maratonu. Pachniał ciepły sosnowy las, zapraszający do zanurzenia się w jego zieloność. Słodycza kusiłu konwalie i bzy. Niepokojąco duszącą, gęstą wonią wabiły głogi i przekwitajacy juz rzepak. w dolinach, nad brzegami jezior wyczuwało się rzeską bryzę wody i zgniły zapach mokradeł i bajor. Przez 250 km jechaliśmy w ferii aromatów, których nie da się powtórzyć i opisać...

czwartek, 25 maja 2017

Spacerkiem po Wambierzycach

Obiecałam Wam kilka słów o niezwykle ciekawej dolnośląskiej wsi- Wambierzycach.
Zatem zaczynajmy!
O Wambierzycach wiedziałam chyba od zawsze, albo przynajmniej od czasów gdy w szkole podstawowej w podręczniku do plastyki zobaczyłam fascynującą barokową bazylikę. Odwiedzając Góry Stołowe 30 lat temu, zahaczyłam o to miejsce, ale dziś już nie pamiętam swojej reakcji. Należało więc wycieczkę powtórzyć, zwłaszcza że przez wioskę przejeżdżamy w czasie Klasyku Radkowskiego (nie czytaliście sprawozdania, to zajrzyjcie). Za każdym razem wykręcam też głowę, by choć chwilę napawać się tym barokowym pięknem.

wtorek, 23 maja 2017

Czy sprzyjała nam Wambierzycka Pani? - Klasyk Radkowski 2017

Klasyk Radkowski to jeden z tych maratonow na które czeka się z niecierpliwością, ale też niepewnością i lękiem. Nie inaczej było i w tym roku.  Obie z Chudą ambitnie zapisałyśmy się na dystans giga liczący 200 km z przewyższeniami prawie 4000 m. (profil trasy)
Do Radkowa dojechałyśmy późnym popołudniem, po wielogodzinnej jeździe naszymi drogami w budowie.Upał, korki, przestoje, dziury, wykopy, czyli wszystko, czego można się spodziewać polskich drogach mocno nas wyczerpało. Przed 18 stawiłyśmy się w miejscu noclegu.  Tym razem zakwaterowanie miałyśmy w pensjonacie "Czarodziejski Młyn", gdzie przemiła właścicielka proponwała też wyżywienie. W czasie, gdy pałaszowałyśmy obiado-kolację nadjechał Krzyś. Dzięki temu na odprawę techniczną poszliśmy wspólnie. W bazie maratonu panował już ożywiony ruch i radosna atmosfera, którą tak bardzo lubimy.

czwartek, 18 maja 2017

Nivea mnie rozpieszcza!

Odkąd dołączyłam do Klubu Moja Nivea, czuję się rozpieszczana przez firmę. Biorę udział we wszystkich kampaniach, a dzięki temu co chwilę zaskakiwana jestem nowymi produktami. Dopiero co pisałam o antyperspirantach (klik), a już kurier niósł mi następną przesyłkę.

wtorek, 16 maja 2017

Chuda przewodnik, czyli krótkie wizyty w Stargardzie i Szczecinie

Stargardzki maraton należał do tych zdecydowanie krótkich i dość szybkich, więc po jego zakończeniu zostało nam wolne parę godzin popołudnia. Wraz z Krzysiem postanowiliśmy wykorzystać ten czas miedzy innymi na zobaczenie Stargardu, który ja widziałam pobieżnie w gimnazjum, a on chyba nigdy. Zostawiliśmy samochód pod Kolegiatą pw. NMP Królowej Świata. Przepiękną budowlę obejrzeliśmy jednak tylko z zewnątrz i udaliśmy się na rynek przejściem pod Odwachem. Przyjrzeliśmy się ratuszowi, z rozczarowaniem stwierdziliśmy, że nie bardzo jest gdzie usiąść i jeść przy samym rynku i ruszyliśmy w stronę dawnych fortyfikacji miejskich. 

poniedziałek, 15 maja 2017

II Maraton Szosowy dookoła Jeziora Miedwie

W momencie, gdy pojawił się kalendarz tegorocznych Supermaratonów Szosowych  nie zaznaczałam w swoim prywatnym kalendarzu daty 13 maja - II Maratonu Szosowego dookoła Jeziora Miedwie. Raz, że dystansem maksymalnym było króciutkie Mega - 130 km - toż to niemal szkoda rower z piwnicy wyciągać, dwa - zeszłoroczni uczestnicy bardzo nieprzychylnie wypowiadali się o stanie asfaltów na wytyczonej w okolicach Stargardu trasie, a trzy - mama nie jechała, to samej mi się nie chce. 
Okazało się jednak, że jedzie Krzyś. Początkowo miałam w związku z tym plan, że pojadę z nim w roli nadwornego fotografa - porobię zdjęcia, pobyczę się nad jeziorem, pokręcę, porozmawiam ze znajomymi. Ostatecznie jednak wystartowałam na dystansie 130 km. Wprawdzie organizatorzy zapomnieli chyba, że ideą maratonu jest pokonanie jego dystansu, a nie wkręcenie sobie języka w szprychy ścigając się z czasem i ustawili wyśrubowany czas na przejazd tego odcinka - 5 godzin (co wymagało utrzymania średniej 26 km/h - dla mnie - nierealnej na takim dystansie). Było to dla mnie o tyle dziwne, że na mini (65km) uczestnicy dostali 3 godziny - dlaczego więc nie można było na mega dać dwa razy tyle czasu? Wprawdzie, gdy przekroczyłam wyznaczony czas o 15 minut nie robiono mi problemów, ale co nadenerwowałam się przed startem, to moje. 

niedziela, 14 maja 2017

Rzepakowa wycieczka

Wszystko zaczyna się w głowie... Tę banalną prawdę próbowałam wyjaśnić Chudej kilka dni temu, gdy wmawiała mi, że nie da rady jechać szybciej. Chyba mi się udało, ale o tym, jak jej poszło na maratonie pewnie sama napisze.
Gdy Chuda z Krzysiem pokonywali kilometry maratonu w Stargardzie, ja wybrałam się na samotną wielogodziną wycieczkę.

czwartek, 11 maja 2017

Przedłużona majówka

Moja tegoroczna majówka nie należała do krótkich. Trwała od maratonowego weekendu, aż do pomajówkowego wtorku. W międzyczasie zahaczyłam o Wrocław i Warszawę i o tym poniżej. 
Bilety na tegoroczną 3majówkę we Wrocławiu zamówione miałam już od dawna - jak tylko dowiedziałyśmy się z Marzenką, ze gra Cranberries, podjęłyśmy decyzję, że warto. Do Wrocławia przyjechałam w poniedziałek przywieziona przez Krzysia. Po obiedzie ruszyłyśmy z Marzenką w stronę Hali Stulecia, na terenie której odbywała się cała impreza. Większość odległości pokonywałyśmy w tych dniach na wrocławskich rowerach miejskich
Tego dnia jednak, zanim dotarłyśmy na teren festiwalu przeleciałyśmy jeszcze nad rzeką dzięki Polince - wrocławskiej kolejce gondolowej, później przeszłyśmy się jeszcze obejrzeć jaz i jego stan przy podniesionym stanie wód i dopiero wówczas skierowałyśmy swoje kroki w stronę, skąd dobiegała już muzyka. Pierwszego dnia "zaliczyłyśmy" koncert grupy Lacuna Coil, którą pamiętam jeszcze z czasów swoich gotyckich fascynacji. 
Bardziej jednak niż sam koncert zajmowała mnie Hala Stulecia, w  której byłam po raz pierwszy - potężna konstrukcja znana mi z książek Andrzeja Ziemiańskiego dopiero teraz pozwoliła w pełni wyobrazić sobie część opisywanych sytuacji. Koniecznie muszę wrócić tam jakiegoś zwykłego dnia. 
Drugim koncertem tego dnia był występ Cranberries, który stał się głównym powodem mojego przyjazdu do Wrocławia. Już raz z Marzenką byłyśmy na koncercie tej grupy - niecały rok temu w Lublinie. Tym razem, miałam wrażenie, że energia, z jaką przepiękna Dolores występuje jest zdecydowanie mniejsza, ale wieczór i tak należy zaliczyć do tych bardzo udanych. 

Drugiego dnia zaczęłyśmy od zwiedzenia Ogrodu Botanicznego, który rzucił się kiedyś Marzence w oczy. Moja siostra rozpływała się w szklarniach z sukulentami, a ja podziwiałam kwitnące azalie, tulipany i drzewa owocowe. Następnie ruszyłyśmy w kierunku terenu festiwalu.
 Na wtorek zaplanowane miałyśmy trzy koncerty - Julię Pietruchę, Happysad i Hunter. Ten drugi, był planowany, jako ten najbardziej oczekiwany. Niestety - Happysad mocno nas rozczarował. Zespół zagrał przede wszystkim utwory z dwóch najnowszych płyt, skupiając się na promocji tej najnowszej (promowanej już miesiąc wcześniej w czasie trasy koncertowej). Miałyśmy nadzieję, że ze względu na festiwalowy charakter imprezy skupią się raczej na znanych utworach ze starszych albumów, ale te zagrano tylko trzy. :/  

Dzień uratowały dwa pozostałe koncerty - Julii Pietruchy słucha się po prostu bardzo przyjemnie - przyjemnie się także na nią patrzy. Artystka wygląda, jakby doskonale bawiła się na scenie, jest urocza i niezwykle naturalna. Hunter natomiast dotychczas nie leżał w kręgu moich zainteresowań muzycznych, ale być może włączę go do playlisty do ćwiczeń. ;) W tym samym czasie Krzyś spełniał się w roli organizatora <3
Ostatniego dnia spotkałyśmy się z przyjaciółką Natalką - zaczęłyśmy od kawy i czegoś słodkiego, później wybrałyśmy się na spacer ulicami Wrocławia, zahaczając o...karuzelę z konikami w Parku Staromiejskim. Po dłuższym spacerze pożegnałyśmy się z Natalką i ruszyłyśmy na ostatnie już koncerty. 

W środę Kult oraz punkowe The Toy Dolls. Na pierwszym koncercie, odbywającym się na Pergoli udało mi się złapać leżak usytuowany z drugiej strony fontanny. Jedząc frytki odpoczywałam. Doczekałam się hymnu nauczycieli i poszłam dołączyć do Marzeny i Macieja w Hali. 
W czwartek rano wsiadłam do pociągu do domu - zmęczona, ale zadowolona z przebiegu tych kilku dni. 
Przede mną było kilka dni odpoczynku w domu. Pojeździłyśmy z mamą na rowerach, byłyśmy z babcią na zakupach, a w poniedziałek wczesnym rankiem znów wsiadałam do pociągu - tym razem kierunek: Warszawa. 
10 godzin w pociągu, 10 w stolicy i kolejnych 10 w pociągu. Męczący, ale satysfakcjonujący dzień. Załatwiłam, co miałam do załatwienia, spędziłam trochę czasu w mieście, zrobiłam selfie pod Pałacem Kultury i Nauki, a później wróciłam do domu. Majówka dobiegła końca...
Gdzie jest Nemo? Na dworcu Warszawa Centralna! :D

niedziela, 7 maja 2017

Aktywny rowerowy weekend

O weekendzie można rzec, że był ciepły (oczywiście w porównaniu z tym, co zaserwowała nam ostatnio wiosna) A że do tego obyło się BEZ DESZCZU, więc zdecydowałyśmy się z Chudą na dłuższe rowerowe kręcenie. Sobotni wypad należałoby nazwać kompromisem między tym, jak jeździ Chuda a tym, co ważne dla mnie. W efekcie ja wybrałam trasę, ale jechałyśmy na warunkach Chudej. Jak wyszło? Całkiem nieźle.

piątek, 5 maja 2017

Kotleciki ziemniaczano-pokrzywowe- z cyklu jemy chwasty

Chłodna i wilgotna wiosna sprawiła, że pokrzywy rosną bujne i mięsiste. Aż chce się je rwać i jeść! Zrywamy młode liście albo czubki roślin przed kwitnieniem i używamy do tego gumowych rękawiczek!

czwartek, 4 maja 2017

Motylarnia w Niechorzu

Latarnia morska w Niechorzu może poszczycić sie najlepiej zagospodarowanym terenem wokół obiektu i w jego okolicy. Widziałam wszystkie polskie latarnie i kilka zagranicznych, ale żadna nie może poszczycic się tyloma atrakcjami w pobliżu. Genianym pomysłem było otwarcie Parku Miniatur Latarni Morskich, o którym pisałam kilka lat temu (klik) oraz wybudowanie dwóch sporych obiektów gastronomiczno-rozrywkowych stylem komponujących się z biało-ceglano-zieloną latarnią.

środa, 3 maja 2017

Początek maja z książką

Kolorowy plakat zachęcał do odwiedzenia Pałacu nad Młynówką. Pogoda choć słoneczna była jednoczesnie chłodną i wietrzną. Nie sprzyjała  rowerowym eskapadom. Postnowiłam więc skorzystać z zaproszenia  Trzebiatowskiego Ośrodka Kultury. Tym bardziej, że w czasie porządków w domowej biblioteczce okazało się, że kilka bibliotecznych książek zawieruszyło się w naszych zbiorach. Spakowałam je więc do sakwy i pojechałam nad Młynówkę. Przywitałam się z ulubionymi bibliotekarkami, a że do spotkania czytelniczego  było jeszcze sporo czasu, zwiedziłam wystawę "Sztuka czterech kontynentów". Zajrzałam do czytelni, gdzie wyświetlano film o Trzebiatowie, przeszłam się pałacowymi korytarzami, które bardzo lubię. Tu i ówdzie można było spotkać zwiedzających, zachęconych szeroko otwartymi drzwiami Pałacu i wystawionymi na dziedzińcu stolikami. Goście rozsiedli się zarówno w wygodnych fotelach, jak i na ławkach wokół wielobarwnego klombu.

poniedziałek, 1 maja 2017

Zaczynamy sezon maratonów szosowych!- Supermaraton Gryfland w Nowogardzie

Zgodnie z planami tegoroczny sezon maratonowy zaczęłyśmy w Nowogardzie. Odpuściłyśmy otwarcie sezonu w Obornikach, gdyż uznałyśmy, że zimno i daleko, ale w Nowogardzie nie mogło nas zabraknąć! Stęskniłyśmy się za znajomymi i atmosferą kolarskiego święta. Każda z nas pojechała jednak z różnymi aspiracjami i planami. Chuda zdecydowana była od początku na 220 km, ja wręcz przeciwnie. Choć zapisałam się optymistycznie jeszcze w marcu na dystans giga, to czym bliżej było do startu, tym bardziej wiedziałam, że moje przygotowanie kondycyjne i, co równie ważne psychiczne, uniemożliwia mi realizację ambitnego planu. Postawiłam więc na przejazd treningowy i spotkanie towarzyskie. 
Czy nam się udało, o tym za chwilę.

piątek, 28 kwietnia 2017

Z cyklu jemy chwasty- omlet z pokrzywą

Wiosna... nadeszła, acz niechętnie i z ociąganiem, znacznie opóźniona i chłodna. Pokrzywy zdają się jednak nie zauważać tej anomalii i rosną w najlepsze! Od dwóch, może trzech tygodni wykorzystujemy je w kuchni, jednocześnie uzupełniając zapasy suszonego ziela.
Dziś na obiad zaproponowałam omlet, a Chuda zaaprobowała pomysł.

wtorek, 25 kwietnia 2017

Cmentarne porządki w Stolcu


Jest rok 1792 Juergen Bernard Wilhelm von Ramin galopuje konno po lipowej alei wprost na przepiękne schody swojego pałacu w Stolcu. Koń staje dęba, a jeździec upada na kamienne stopnie i umiera. Jego młoda żona funduje pomnik na cmentarnym wzgórzu. Widać na nim pogrążoną w żałobie kobietę i dziewczynkę tulącą psa.

piątek, 21 kwietnia 2017

Tajemnica Góry

Nad Fersztel nadciągnęła mgła. Mleczna, gęsta niczym śmietana od krów wypasanych na izerskich łakach. W jednej chwili otuliła mnie lepkim woalem, odgradzając od świata. Przystanęłam na drodze. Spojrzałam w nieprzenikniona biel, w której majaczyła rozmyta, ledwie widoczna szara kępa drzew. To tam. odległą wiosną stała Ona, wypatrując z rosnącym przerażeniem nadciągającej, nieuniknionej trwogi...

wtorek, 18 kwietnia 2017

"Starożytni o sobie"- ciekawa książka na wieczór

Starożytność... z czasów szkolnych kojarzymy Egipt, Grecję, Rzym. Czasem jeszcze Babilon, czy Mezopotamię. Wszystko zda się równie odległe, a kilka tysięcy i kilkaset lat p.n.e. wydaje nam się zupełnie abstrakcyjne. Wystarczy jednak jedna rzetelnie przygotowana książka, by nagle okazało się, że tak naprawdę nasza szkolna wiedza jest tylko znikomym ułamkiem fascynujących dziejów starożytnych.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Na spotkanie z Górą

Poranna łuna rozświetlała wschodnie niebo. Pomarańczowiało... zewsząd jednak ciągnęły ciemne deszczowe chmury, które przekonały mnie do pozostania w ciepłej izbie. Przez umyte okna obserwowałam sloneczny spektakl. Chmury podbarwialy się różowo, a później żółto. Cały lekko zamglony świat stał się nagle żółtozłoty, by po chwili zszarzeć i ściemnieć. A potem nagle i niespodziwanie znad wielkiej sinej chmury wystrzeliły słoneczne promienie.
Po śniadaniu ruszyłam przed siebie. Wszak w zaleceniach mam dużo ruchu. Poszłam oczywiście przywitać Górę. Obeszłam ją zachodnim zboczem aż do południowego stoku. To tu pozostawiono ją samej sobie. 

piątek, 14 kwietnia 2017

Wielkopiątkowy śledź w śmietanie

Wielki Piątek, więc w niebieskiej kuchni serwujemy śledzie. Dokladnie takie, jakie lubi Ślubny- w śmietanie.
Potrzebujemy:
3 płaty śledzi ala matias
1/2 cebuli
1/2 marchewki
1 jabłko
200 ml śmietanki
gałązka lubczyku
kolorowy pieprz

czwartek, 13 kwietnia 2017

Kwiecień plecień

Izery przywitały nas słonecznie, co było o tyle zaskakujące, że większość trasy z Trzebiatowa pokonywaliśmy w deszczu. Jedynie silny wiatr dawał się we znaki. Nie przeszkodziło mi to jednak zjeść obiadu na ławce przed domem (opatuliłam się kurtką, kocem i dałam radę).

wtorek, 11 kwietnia 2017

Motor Show Poznań 2017

Gdy jakiś tydzień temu przyjaciel zaproponował wyjazd do Poznania na targi motoryzacyjne nie wahałam się długo - nie miałam planów na niedzielę, więc ten pomysł wydał mi się zachęcający.  Wyruszyliśmy wczesnym rankiem w stronę stolicy Wielkopolski, droga upłynęła nam na niekończących się rozmowach i podziwianiu krajobrazów pojezierza drawskiego, a następnie Wielkopolski zielonej w dużo większym stopniu niż nad morzem, gdzie listki rozwijają się dopiero nieśmiało. 

Do Poznania zajechaliśmy około południa, pokluczyliśmy trochę, by znaleźć miejsce na samochód (w bezpośrednim sąsiedztwie Międzynarodowych Targów Poznańskich nie było większego sensu szukać - wszędzie pełno aut), ostatecznie od samochodu mieliśmy 1,5 km do Targów - nie stanowiło to większego problemu. 

niedziela, 9 kwietnia 2017

NIVEA INVISIBLE FRESH i można ruszać przed siebie

Spodenki rowerowe, koszulka termo, bluza rowerowa, jeszcze tylko kask, rękawiczki i można ruszać
w kolejna trasę. No prawie. Bo przecież przez następne godziny będę intensywnie pedałować i się pocić. Potrzebuję zatem izotonika i... dobrego antyperspirantu.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Po śladzie torów kolejowych, cz.1 Trzebiatkowo- Chomętowo

Błękitne niebo i jaskrawe słońce zachęcało do wyjścia, jednak porywisty, zimny północno-zachodni  wiatr uniemożliwiał dalekie wyprawy rowerem. Należało poszukać alternatywy. A gdyby tak ruszyć szlakiem kolei? Na zachód będę poruszała się wśród krzaków i parowów, a powrót szosą będzie z wiatrem.

środa, 5 kwietnia 2017

Piję kawę i ...


Pamiętacie? Jeśli nie, to koniecznie posłuchajcie. Słowa tej piosenki oddają poniekąd stan, w którym sie teraz znajduję. Zwolniłam i to znacznie. Po raz pierwszy od wielu lat mam czas na spokojną poranną kawę, spacer z psem, oglądanie coraz pełniejszej wiosny. A jednocześnie czuję, jak czas przecieka mi przez palce i wiem, że tak musi być.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Z przeszłości w przyszłość- wycieczka do Kołobrzegu

Piękna wiosenna pogoda zachęciła nas do zrealizowania kolejnego punktu w naszym zeszłorocznym projekcie na Wspieram.to. Zaprosiłyśmy naszych wolontariuszy z Chąśby  na wycieczkę do Kołobrzegu. Okazało się, że na eskapadę po muzeach chętne są tylko dziewczyny, co trochę nas zdziwiło, bo przecież Muzeum Oręża Polskiego powinno zaciekawić i  chłopców (ale widać w słoneczny dzień piłka była ważniejsza ;) )
Wyjechałyśmy z Trzebiatowa pociągiem, bo po pierwsze tanio, a po drugie obecnie to też rodzaj atrakcji.

sobota, 1 kwietnia 2017

A co jeśli nie mam czasu? - Monte plus

Ostatnio pokazałam Wam mój sztadarowy, pokazowy super deser rowerzysty. Uwielbiam go! Chuda też. Nie zawsze jednak mam czas na przygotowanie tego przysmaku, a pewnie w końcu by się przejadł. Uwielbiam łakocie i słodkości, więc gdy tylko mam możliwość skosztować czegoś nowego i słodkiego, to korzystam z okazji. Tym razem była to kampania TRND z Monte Plus firmy Zott. O samym Monte i Monte z dodatkami już kiedyś pisałam.

czwartek, 30 marca 2017

Kawowa pianka z wiśniami

Jeśli się odchudzasz, walczysz z nadmiarem kalorii, dbasz o linię przed latem -  nie czytaj tego postu pod żadnym pozorem! Dlaczego? Bo nie będzie fit! Będzie słodko, tłusto, ale... ekologicznie ;)
- Mamo, zrób galaretkę!- tę prośbę Chuda ponawia dosyć  czesto, bo wiadomo rowerzysta musi dbać o stawy, a te lubią ponoć żelatynę. Wymyślam więc najróżniejsze galaretki, te na słono i te na słodko- są na tyle często, że ostatnio nie zauważyłam, że skończyła się kolejna paczka żelatyny!

wtorek, 28 marca 2017

Miejsca na końcu dróg

Na mapie Pomorza Zachodniego znajduje się niewielka kropka podpisana Niczonów. Wokół widać jedynie bagna i las. Miejsce zagubione w przestrzeni. Odkąd pamiętam korciło mnie, aby ów Niczonów zobaczyć, jednak nie był on nigdy "po drodze" i nie mógł być, bo według papierowej mapy tam droga się kończy... Niczonów nie mógł być zatem po drodze, musiał być celem. I stał się nim  teraz, gdy słońce zaczęło wreszcie lekko przygrzewać. Nim jednak do niego dotarłam, zwiedziłam, lub chociaż spojrzałam na wszystkie wioski leżące na zachodzie gminy Karnice. 

czwartek, 23 marca 2017

Pod niebem błękitnym

To był pierwszy prawdziwie wiosenny dzień, O świcie jeszcze przymroziło, ale gdy tylko pomiędzy blokami zaczęło prześwitywać słońce, zaczęło się ocieplać. Prognozy pogody przepowiadały słaby wiatr. Wyjątkowo dobra aura na rower. Zebrałam się całkiem sprawnie, choć ostatnio wcale nie jest to takie proste i oczywiste, bo nie zawsze chce mi się chcieć (czasem nawet bardzo m się nie chce).