wtorek, 23 maja 2017

Czy sprzyjała nam Wambierzycka Pani? - Klasyk Radkowski 2017

Klasyk Radkowski to jeden z tych maratonow na które czeka się z niecierpliwością, ale też niepewnością i lękiem. Nie inaczej było i w tym roku.  Obie z Chudą ambitnie zapisałyśmy się na dystans giga liczący 200 km z przewyższeniami prawie 4000 m. (profil trasy)
Do Radkowa dojechałyśmy późnym popołudniem, po wielogodzinnej jeździe naszymi drogami w budowie.Upał, korki, przestoje, dziury, wykopy, czyli wszystko, czego można się spodziewać polskich drogach mocno nas wyczerpało. Przed 18 stawiłyśmy się w miejscu noclegu.  Tym razem zakwaterowanie miałyśmy w pensjonacie "Czarodziejski Młyn", gdzie przemiła właścicielka proponwała też wyżywienie. W czasie, gdy pałaszowałyśmy obiado-kolację nadjechał Krzyś. Dzięki temu na odprawę techniczną poszliśmy wspólnie. W bazie maratonu panował już ożywiony ruch i radosna atmosfera, którą tak bardzo lubimy.

czwartek, 18 maja 2017

Nivea mnie rozpieszcza!

Odkąd dołączyłam do Klubu Moja Nivea, czuję się rozpieszczana przez firmę. Biorę udział we wszystkich kampaniach, a dzięki temu co chwilę zaskakiwana jestem nowymi produktami. Dopiero co pisałam o antyperspirantach (klik), a już kurier niósł mi następną przesyłkę.

wtorek, 16 maja 2017

Chuda przewodnik, czyli krótkie wizyty w Stargardzie i Szczecinie

Stargardzki maraton należał do tych zdecydowanie krótkich i dość szybkich, więc po jego zakończeniu zostało nam wolne parę godzin popołudnia. Wraz z Krzysiem postanowiliśmy wykorzystać ten czas miedzy innymi na zobaczenie Stargardu, który ja widziałam pobieżnie w gimnazjum, a on chyba nigdy. Zostawiliśmy samochód pod Kolegiatą pw. NMP Królowej Świata. Przepiękną budowlę obejrzeliśmy jednak tylko z zewnątrz i udaliśmy się na rynek przejściem pod Odwachem. Przyjrzeliśmy się ratuszowi, z rozczarowaniem stwierdziliśmy, że nie bardzo jest gdzie usiąść i jeść przy samym rynku i ruszyliśmy w stronę dawnych fortyfikacji miejskich. 

poniedziałek, 15 maja 2017

II Maraton Szosowy dookoła Jeziora Miedwie

W momencie, gdy pojawił się kalendarz tegorocznych Supermaratonów Szosowych  nie zaznaczałam w swoim prywatnym kalendarzu daty 13 maja - II Maratonu Szosowego dookoła Jeziora Miedwie. Raz, że dystansem maksymalnym było króciutkie Mega - 130 km - toż to niemal szkoda rower z piwnicy wyciągać, dwa - zeszłoroczni uczestnicy bardzo nieprzychylnie wypowiadali się o stanie asfaltów na wytyczonej w okolicach Stargardu trasie, a trzy - mama nie jechała, to samej mi się nie chce. 
Okazało się jednak, że jedzie Krzyś. Początkowo miałam w związku z tym plan, że pojadę z nim w roli nadwornego fotografa - porobię zdjęcia, pobyczę się nad jeziorem, pokręcę, porozmawiam ze znajomymi. Ostatecznie jednak wystartowałam na dystansie 130 km. Wprawdzie organizatorzy zapomnieli chyba, że ideą maratonu jest pokonanie jego dystansu, a nie wkręcenie sobie języka w szprychy ścigając się z czasem i ustawili wyśrubowany czas na przejazd tego odcinka - 5 godzin (co wymagało utrzymania średniej 26 km/h - dla mnie - nierealnej na takim dystansie). Było to dla mnie o tyle dziwne, że na mini (65km) uczestnicy dostali 3 godziny - dlaczego więc nie można było na mega dać dwa razy tyle czasu? Wprawdzie, gdy przekroczyłam wyznaczony czas o 15 minut nie robiono mi problemów, ale co nadenerwowałam się przed startem, to moje. 

niedziela, 14 maja 2017

Rzepakowa wycieczka

Wszystko zaczyna się w głowie... Tę banalną prawdę próbowałam wyjaśnić Chudej kilka dni temu, gdy wmawiała mi, że nie da rady jechać szybciej. Chyba mi się udało, ale o tym, jak jej poszło na maratonie pewnie sama napisze.
Gdy Chuda z Krzysiem pokonywali kilometry maratonu w Stargardzie, ja wybrałam się na samotną wielogodziną wycieczkę.

czwartek, 11 maja 2017

Przedłużona majówka

Moja tegoroczna majówka nie należała do krótkich. Trwała od maratonowego weekendu, aż do pomajówkowego wtorku. W międzyczasie zahaczyłam o Wrocław i Warszawę i o tym poniżej. 
Bilety na tegoroczną 3majówkę we Wrocławiu zamówione miałam już od dawna - jak tylko dowiedziałyśmy się z Marzenką, ze gra Cranberries, podjęłyśmy decyzję, że warto. Do Wrocławia przyjechałam w poniedziałek przywieziona przez Krzysia. Po obiedzie ruszyłyśmy z Marzenką w stronę Hali Stulecia, na terenie której odbywała się cała impreza. Większość odległości pokonywałyśmy w tych dniach na wrocławskich rowerach miejskich
Tego dnia jednak, zanim dotarłyśmy na teren festiwalu przeleciałyśmy jeszcze nad rzeką dzięki Polince - wrocławskiej kolejce gondolowej, później przeszłyśmy się jeszcze obejrzeć jaz i jego stan przy podniesionym stanie wód i dopiero wówczas skierowałyśmy swoje kroki w stronę, skąd dobiegała już muzyka. Pierwszego dnia "zaliczyłyśmy" koncert grupy Lacuna Coil, którą pamiętam jeszcze z czasów swoich gotyckich fascynacji. 
Bardziej jednak niż sam koncert zajmowała mnie Hala Stulecia, w  której byłam po raz pierwszy - potężna konstrukcja znana mi z książek Andrzeja Ziemiańskiego dopiero teraz pozwoliła w pełni wyobrazić sobie część opisywanych sytuacji. Koniecznie muszę wrócić tam jakiegoś zwykłego dnia. 
Drugim koncertem tego dnia był występ Cranberries, który stał się głównym powodem mojego przyjazdu do Wrocławia. Już raz z Marzenką byłyśmy na koncercie tej grupy - niecały rok temu w Lublinie. Tym razem, miałam wrażenie, że energia, z jaką przepiękna Dolores występuje jest zdecydowanie mniejsza, ale wieczór i tak należy zaliczyć do tych bardzo udanych. 

Drugiego dnia zaczęłyśmy od zwiedzenia Ogrodu Botanicznego, który rzucił się kiedyś Marzence w oczy. Moja siostra rozpływała się w szklarniach z sukulentami, a ja podziwiałam kwitnące azalie, tulipany i drzewa owocowe. Następnie ruszyłyśmy w kierunku terenu festiwalu.
 Na wtorek zaplanowane miałyśmy trzy koncerty - Julię Pietruchę, Happysad i Hunter. Ten drugi, był planowany, jako ten najbardziej oczekiwany. Niestety - Happysad mocno nas rozczarował. Zespół zagrał przede wszystkim utwory z dwóch najnowszych płyt, skupiając się na promocji tej najnowszej (promowanej już miesiąc wcześniej w czasie trasy koncertowej). Miałyśmy nadzieję, że ze względu na festiwalowy charakter imprezy skupią się raczej na znanych utworach ze starszych albumów, ale te zagrano tylko trzy. :/  

Dzień uratowały dwa pozostałe koncerty - Julii Pietruchy słucha się po prostu bardzo przyjemnie - przyjemnie się także na nią patrzy. Artystka wygląda, jakby doskonale bawiła się na scenie, jest urocza i niezwykle naturalna. Hunter natomiast dotychczas nie leżał w kręgu moich zainteresowań muzycznych, ale być może włączę go do playlisty do ćwiczeń. ;) W tym samym czasie Krzyś spełniał się w roli organizatora <3
Ostatniego dnia spotkałyśmy się z przyjaciółką Natalką - zaczęłyśmy od kawy i czegoś słodkiego, później wybrałyśmy się na spacer ulicami Wrocławia, zahaczając o...karuzelę z konikami w Parku Staromiejskim. Po dłuższym spacerze pożegnałyśmy się z Natalką i ruszyłyśmy na ostatnie już koncerty. 

W środę Kult oraz punkowe The Toy Dolls. Na pierwszym koncercie, odbywającym się na Pergoli udało mi się złapać leżak usytuowany z drugiej strony fontanny. Jedząc frytki odpoczywałam. Doczekałam się hymnu nauczycieli i poszłam dołączyć do Marzeny i Macieja w Hali. 
W czwartek rano wsiadłam do pociągu do domu - zmęczona, ale zadowolona z przebiegu tych kilku dni. 
Przede mną było kilka dni odpoczynku w domu. Pojeździłyśmy z mamą na rowerach, byłyśmy z babcią na zakupach, a w poniedziałek wczesnym rankiem znów wsiadałam do pociągu - tym razem kierunek: Warszawa. 
10 godzin w pociągu, 10 w stolicy i kolejnych 10 w pociągu. Męczący, ale satysfakcjonujący dzień. Załatwiłam, co miałam do załatwienia, spędziłam trochę czasu w mieście, zrobiłam selfie pod Pałacem Kultury i Nauki, a później wróciłam do domu. Majówka dobiegła końca...
Gdzie jest Nemo? Na dworcu Warszawa Centralna! :D

niedziela, 7 maja 2017

Aktywny rowerowy weekend

O weekendzie można rzec, że był ciepły (oczywiście w porównaniu z tym, co zaserwowała nam ostatnio wiosna) A że do tego obyło się BEZ DESZCZU, więc zdecydowałyśmy się z Chudą na dłuższe rowerowe kręcenie. Sobotni wypad należałoby nazwać kompromisem między tym, jak jeździ Chuda a tym, co ważne dla mnie. W efekcie ja wybrałam trasę, ale jechałyśmy na warunkach Chudej. Jak wyszło? Całkiem nieźle.

piątek, 5 maja 2017

Kotleciki ziemniaczano-pokrzywowe- z cyklu jemy chwasty

Chłodna i wilgotna wiosna sprawiła, że pokrzywy rosną bujne i mięsiste. Aż chce się je rwać i jeść! Zrywamy młode liście albo czubki roślin przed kwitnieniem i używamy do tego gumowych rękawiczek!

czwartek, 4 maja 2017

Motylarnia w Niechorzu

Latarnia morska w Niechorzu może poszczycić sie najlepiej zagospodarowanym terenem wokół obiektu i w jego okolicy. Widziałam wszystkie polskie latarnie i kilka zagranicznych, ale żadna nie może poszczycic się tyloma atrakcjami w pobliżu. Genianym pomysłem było otwarcie Parku Miniatur Latarni Morskich, o którym pisałam kilka lat temu (klik) oraz wybudowanie dwóch sporych obiektów gastronomiczno-rozrywkowych stylem komponujących się z biało-ceglano-zieloną latarnią.

środa, 3 maja 2017

Początek maja z książką

Kolorowy plakat zachęcał do odwiedzenia Pałacu nad Młynówką. Pogoda choć słoneczna była jednoczesnie chłodną i wietrzną. Nie sprzyjała  rowerowym eskapadom. Postnowiłam więc skorzystać z zaproszenia  Trzebiatowskiego Ośrodka Kultury. Tym bardziej, że w czasie porządków w domowej biblioteczce okazało się, że kilka bibliotecznych książek zawieruszyło się w naszych zbiorach. Spakowałam je więc do sakwy i pojechałam nad Młynówkę. Przywitałam się z ulubionymi bibliotekarkami, a że do spotkania czytelniczego  było jeszcze sporo czasu, zwiedziłam wystawę "Sztuka czterech kontynentów". Zajrzałam do czytelni, gdzie wyświetlano film o Trzebiatowie, przeszłam się pałacowymi korytarzami, które bardzo lubię. Tu i ówdzie można było spotkać zwiedzających, zachęconych szeroko otwartymi drzwiami Pałacu i wystawionymi na dziedzińcu stolikami. Goście rozsiedli się zarówno w wygodnych fotelach, jak i na ławkach wokół wielobarwnego klombu.

poniedziałek, 1 maja 2017

Zaczynamy sezon maratonów szosowych!- Supermaraton Gryfland w Nowogardzie

Zgodnie z planami tegoroczny sezon maratonowy zaczęłyśmy w Nowogardzie. Odpuściłyśmy otwarcie sezonu w Obornikach, gdyż uznałyśmy, że zimno i daleko, ale w Nowogardzie nie mogło nas zabraknąć! Stęskniłyśmy się za znajomymi i atmosferą kolarskiego święta. Każda z nas pojechała jednak z różnymi aspiracjami i planami. Chuda zdecydowana była od początku na 220 km, ja wręcz przeciwnie. Choć zapisałam się optymistycznie jeszcze w marcu na dystans giga, to czym bliżej było do startu, tym bardziej wiedziałam, że moje przygotowanie kondycyjne i, co równie ważne psychiczne, uniemożliwia mi realizację ambitnego planu. Postawiłam więc na przejazd treningowy i spotkanie towarzyskie. 
Czy nam się udało, o tym za chwilę.

piątek, 28 kwietnia 2017

Z cyklu jemy chwasty- omlet z pokrzywą

Wiosna... nadeszła, acz niechętnie i z ociąganiem, znacznie opóźniona i chłodna. Pokrzywy zdają się jednak nie zauważać tej anomalii i rosną w najlepsze! Od dwóch, może trzech tygodni wykorzystujemy je w kuchni, jednocześnie uzupełniając zapasy suszonego ziela.
Dziś na obiad zaproponowałam omlet, a Chuda zaaprobowała pomysł.

wtorek, 25 kwietnia 2017

Cmentarne porządki w Stolcu


Jest rok 1792 Juergen Bernard Wilhelm von Ramin galopuje konno po lipowej alei wprost na przepiękne schody swojego pałacu w Stolcu. Koń staje dęba, a jeździec upada na kamienne stopnie i umiera. Jego młoda żona funduje pomnik na cmentarnym wzgórzu. Widać na nim pogrążoną w żałobie kobietę i dziewczynkę tulącą psa.

piątek, 21 kwietnia 2017

Tajemnica Góry

Nad Fersztel nadciągnęła mgła. Mleczna, gęsta niczym śmietana od krów wypasanych na izerskich łakach. W jednej chwili otuliła mnie lepkim woalem, odgradzając od świata. Przystanęłam na drodze. Spojrzałam w nieprzenikniona biel, w której majaczyła rozmyta, ledwie widoczna szara kępa drzew. To tam. odległą wiosną stała Ona, wypatrując z rosnącym przerażeniem nadciągającej, nieuniknionej trwogi...

wtorek, 18 kwietnia 2017

"Starożytni o sobie"- ciekawa książka na wieczór

Starożytność... z czasów szkolnych kojarzymy Egipt, Grecję, Rzym. Czasem jeszcze Babilon, czy Mezopotamię. Wszystko zda się równie odległe, a kilka tysięcy i kilkaset lat p.n.e. wydaje nam się zupełnie abstrakcyjne. Wystarczy jednak jedna rzetelnie przygotowana książka, by nagle okazało się, że tak naprawdę nasza szkolna wiedza jest tylko znikomym ułamkiem fascynujących dziejów starożytnych.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Na spotkanie z Górą

Poranna łuna rozświetlała wschodnie niebo. Pomarańczowiało... zewsząd jednak ciągnęły ciemne deszczowe chmury, które przekonały mnie do pozostania w ciepłej izbie. Przez umyte okna obserwowałam sloneczny spektakl. Chmury podbarwialy się różowo, a później żółto. Cały lekko zamglony świat stał się nagle żółtozłoty, by po chwili zszarzeć i ściemnieć. A potem nagle i niespodziwanie znad wielkiej sinej chmury wystrzeliły słoneczne promienie.
Po śniadaniu ruszyłam przed siebie. Wszak w zaleceniach mam dużo ruchu. Poszłam oczywiście przywitać Górę. Obeszłam ją zachodnim zboczem aż do południowego stoku. To tu pozostawiono ją samej sobie. 

piątek, 14 kwietnia 2017

Wielkopiątkowy śledź w śmietanie

Wielki Piątek, więc w niebieskiej kuchni serwujemy śledzie. Dokladnie takie, jakie lubi Ślubny- w śmietanie.
Potrzebujemy:
3 płaty śledzi ala matias
1/2 cebuli
1/2 marchewki
1 jabłko
200 ml śmietanki
gałązka lubczyku
kolorowy pieprz

czwartek, 13 kwietnia 2017

Kwiecień plecień

Izery przywitały nas słonecznie, co było o tyle zaskakujące, że większość trasy z Trzebiatowa pokonywaliśmy w deszczu. Jedynie silny wiatr dawał się we znaki. Nie przeszkodziło mi to jednak zjeść obiadu na ławce przed domem (opatuliłam się kurtką, kocem i dałam radę).

wtorek, 11 kwietnia 2017

Motor Show Poznań 2017

Gdy jakiś tydzień temu przyjaciel zaproponował wyjazd do Poznania na targi motoryzacyjne nie wahałam się długo - nie miałam planów na niedzielę, więc ten pomysł wydał mi się zachęcający.  Wyruszyliśmy wczesnym rankiem w stronę stolicy Wielkopolski, droga upłynęła nam na niekończących się rozmowach i podziwianiu krajobrazów pojezierza drawskiego, a następnie Wielkopolski zielonej w dużo większym stopniu niż nad morzem, gdzie listki rozwijają się dopiero nieśmiało. 

Do Poznania zajechaliśmy około południa, pokluczyliśmy trochę, by znaleźć miejsce na samochód (w bezpośrednim sąsiedztwie Międzynarodowych Targów Poznańskich nie było większego sensu szukać - wszędzie pełno aut), ostatecznie od samochodu mieliśmy 1,5 km do Targów - nie stanowiło to większego problemu. 

niedziela, 9 kwietnia 2017

NIVEA INVISIBLE FRESH i można ruszać przed siebie

Spodenki rowerowe, koszulka termo, bluza rowerowa, jeszcze tylko kask, rękawiczki i można ruszać
w kolejna trasę. No prawie. Bo przecież przez następne godziny będę intensywnie pedałować i się pocić. Potrzebuję zatem izotonika i... dobrego antyperspirantu.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Po śladzie torów kolejowych, cz.1 Trzebiatkowo- Chomętowo

Błękitne niebo i jaskrawe słońce zachęcało do wyjścia, jednak porywisty, zimny północno-zachodni  wiatr uniemożliwiał dalekie wyprawy rowerem. Należało poszukać alternatywy. A gdyby tak ruszyć szlakiem kolei? Na zachód będę poruszała się wśród krzaków i parowów, a powrót szosą będzie z wiatrem.

środa, 5 kwietnia 2017

Piję kawę i ...


Pamiętacie? Jeśli nie, to koniecznie posłuchajcie. Słowa tej piosenki oddają poniekąd stan, w którym sie teraz znajduję. Zwolniłam i to znacznie. Po raz pierwszy od wielu lat mam czas na spokojną poranną kawę, spacer z psem, oglądanie coraz pełniejszej wiosny. A jednocześnie czuję, jak czas przecieka mi przez palce i wiem, że tak musi być.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Z przeszłości w przyszłość- wycieczka do Kołobrzegu

Piękna wiosenna pogoda zachęciła nas do zrealizowania kolejnego punktu w naszym zeszłorocznym projekcie na Wspieram.to. Zaprosiłyśmy naszych wolontariuszy z Chąśby  na wycieczkę do Kołobrzegu. Okazało się, że na eskapadę po muzeach chętne są tylko dziewczyny, co trochę nas zdziwiło, bo przecież Muzeum Oręża Polskiego powinno zaciekawić i  chłopców (ale widać w słoneczny dzień piłka była ważniejsza ;) )
Wyjechałyśmy z Trzebiatowa pociągiem, bo po pierwsze tanio, a po drugie obecnie to też rodzaj atrakcji.

sobota, 1 kwietnia 2017

A co jeśli nie mam czasu? - Monte plus

Ostatnio pokazałam Wam mój sztadarowy, pokazowy super deser rowerzysty. Uwielbiam go! Chuda też. Nie zawsze jednak mam czas na przygotowanie tego przysmaku, a pewnie w końcu by się przejadł. Uwielbiam łakocie i słodkości, więc gdy tylko mam możliwość skosztować czegoś nowego i słodkiego, to korzystam z okazji. Tym razem była to kampania TRND z Monte Plus firmy Zott. O samym Monte i Monte z dodatkami już kiedyś pisałam.

czwartek, 30 marca 2017

Kawowa pianka z wiśniami

Jeśli się odchudzasz, walczysz z nadmiarem kalorii, dbasz o linię przed latem -  nie czytaj tego postu pod żadnym pozorem! Dlaczego? Bo nie będzie fit! Będzie słodko, tłusto, ale... ekologicznie ;)
- Mamo, zrób galaretkę!- tę prośbę Chuda ponawia dosyć  czesto, bo wiadomo rowerzysta musi dbać o stawy, a te lubią ponoć żelatynę. Wymyślam więc najróżniejsze galaretki, te na słono i te na słodko- są na tyle często, że ostatnio nie zauważyłam, że skończyła się kolejna paczka żelatyny!

wtorek, 28 marca 2017

Miejsca na końcu dróg

Na mapie Pomorza Zachodniego znajduje się niewielka kropka podpisana Niczonów. Wokół widać jedynie bagna i las. Miejsce zagubione w przestrzeni. Odkąd pamiętam korciło mnie, aby ów Niczonów zobaczyć, jednak nie był on nigdy "po drodze" i nie mógł być, bo według papierowej mapy tam droga się kończy... Niczonów nie mógł być zatem po drodze, musiał być celem. I stał się nim  teraz, gdy słońce zaczęło wreszcie lekko przygrzewać. Nim jednak do niego dotarłam, zwiedziłam, lub chociaż spojrzałam na wszystkie wioski leżące na zachodzie gminy Karnice. 

czwartek, 23 marca 2017

Pod niebem błękitnym

To był pierwszy prawdziwie wiosenny dzień, O świcie jeszcze przymroziło, ale gdy tylko pomiędzy blokami zaczęło prześwitywać słońce, zaczęło się ocieplać. Prognozy pogody przepowiadały słaby wiatr. Wyjątkowo dobra aura na rower. Zebrałam się całkiem sprawnie, choć ostatnio wcale nie jest to takie proste i oczywiste, bo nie zawsze chce mi się chcieć (czasem nawet bardzo m się nie chce).

wtorek, 21 marca 2017

20 tys. kroków, najstarsze polskie miasto i Wieczór dla duszy, czyli Chuda znów w Wielkopolsce

Kaliskie kościoły (garnizonowy i św.  Józef),
mural "Matka 24h" i ratusz
Pretekstem do kolejnej wizyty w Wielkopolsce był koncert z cyklu "Wieczór dla duszy" o jakże pasującym do ostatnich miesięcy tytule: Życie jest podróżą... Montaż słowno-muzyczny zorganizowany został przez Stowarzyszenie Ludzie Dla Ludzi 19 marca w Ostrowskim Centrum Kultury. Oś spektaklu stanowiły teksty salezjanina Bruna Ferrera - przypowieści, powiastki filozoficzne, prozy poetyckie. Niektóre z nich funkcjonują w przestrzeni internetu w zupełnym oderwaniu od postaci twórcy (niemal tak jak oderwane od kontekstów cytaty Paulo Coelho lub fragmenty "Małego Księcia").

niedziela, 19 marca 2017

Co jeszcze mogę zrobić z moimi pieniędzmi?


Ostatnio opisałam Wam, gdzie korzystnie ulokowałam  na kilka miesięcy swoje uciułane złotówki.
Przypomnę, że najlepsze warunki oferuje obecnie Nest Bank , fakt, trzeba założyć konto, ale jest ono całkowicie darmowe, o czym pisałam tu: (klik). Moje złotówki bezpiecznie sobie leżą na lokacie, a odsetki rosną.

sobota, 18 marca 2017

O naszym kundelku

Koki jest z nami od zawsze, jak twierdzi Gui. I w tym jej twierdzeniu nie ma wielkiej przesady, bo nasz czarny mieszaniec po matce spanielce pojawił się w domu na początku 2002 r. Miał być prezentem pod choinkę, ale urodził się zbyt późno i dopiero po nowym roku mogliśmy go odebrać.

czwartek, 16 marca 2017

Lżejsze podwójnie kakaowe babeczki



Ślinka cieknie, prawda?
Odkąd obejrzałam powyższy filmik, nie umiem z głowy wyrzucić tych ślicznych mufinek. Jedynym sposobem na poradzenie sobie z owym problemem było wrzucenie ich do żołądka! Tylko co zrobić, jeżeli liczy się kalorie i cukier, a tam śmietana 18%, kostka masła i szklanka cukru? Nie wszyscy podpisali pakt z diabłem jak Chuda. Oczywiście pół biedy, jak się zje jedną taką babeczkę, ale ja znam siebie, wiedziałam, że po jednej nie przestanę (i miałam rację). Trzeba było więc uruchomić kreatywność! Przedstawiam wam więc nieco zmodyfikowany przepis na podwójnie kakaowe babeczki od DecoMorreno, po których zjedzeniu nie zostaniecie zjedzeni przez wyrzuty sumienia!

wtorek, 14 marca 2017

W Paprotnie i Ciećmierzu

Kilka dni temu, sprawdzając na mapie nazwę rzeczki płynącej przez Karnice, uświadomiłam sobie, że niewiele wiem o tej graniczącej z Trzebiatowem gminie. Mało tego- odkryłam, że jakoś nie utrwaliło mi się, że to Karnice są siedzibą władz gminnych! Postanowiłam to zmienić. Obszar gminy jest spory, w jej skład wchodzi aż 30 miejscowości! Część z nich (te na wschodzie gminy) znam, nawet całkiem nieźle,bo przecież mijam je często w drodze do Niechorza. Pozostałe miejscowości mijam czasami jadąc w kierunku Świerzna, jednak te położone z dala od dróg nr 103 i 110 są mi zupełnie nieznane.

poniedziałek, 13 marca 2017

O moim oszczędzaniu - ciąg dalszy opowieści

Widzieliście na pewno te reklamę. Mnie ujęła - rodzinna, ciepła. Początkowo nie skojarzyłam, że chodzi o bank. Dopiero poszukując nowego miejsca na swoje oszczędności ( poprzednim miejscu pisałam tu: (klik) trafiłam na Nest Bank.
Początkowo wahałam się prze założeniem lokaty, gdyż dostępna jest ona jedynie dla posiadaczy konta, a ja póki co konto osobiste mam w innym banku ( choć, nie ukrywam, coraz mniej jestem zadowolona z jego usług).
Przeczytałam jednak bardzo dokładnie umowę oraz taryfę opłat i stwierdziłam, że nic nie tracę. Konto jest dokładnie takie, jak się reklamuje- bezpłatne. Nie płacę za prowadzenie rachunku ani za wydanie karty płatniczej. Bank nie pobiera prowizji za wypłaty z wszystkich bankomatów w kraju. Bezpłatne są też operacje na koncie za pomocą internetu.
Gdzie tkwi haczyk? W operacjach wykonywanych  w banku lub za pomocą serwisu telefonicznego. Tu trzeba będzie zapłacić podobnie jak ma to miejsce w przypadku innych kont reklamujących się jako konto za 0 zł.
Mnie taka forma odpowiada, bo większość transakcji przeprowadzam internetowo.
Konto zakłada się bardzo prosto. Nie trzeba nawet wychodzić z domu (ważne, gdy mieszka się daleko od jakiegokolwiek banku) Dokumenty do podpisu przywozi kurier. Wszystko trwa około tygodnia i już po tym czasie można się cieszyć nowym kontem (na kartę czeka się trochę dłużej)
Mając już własne nowe konto w Nest Banku możemy założyć lokatę . Ale o niej następnym razem.
Masz dosyć opłat bankowych w swoim banku- po prostu go zmień. To naprawdę proste.
A jak zacząć oszczędzanie? Zapraszam do notki o oszczędzaniu małych kwot.





sobota, 11 marca 2017

Miała być wiosna, czyli jak mi się nie chce!

Już pierwsze otwarcie oczu wywołało u mnie nieprzyjemny dreszcz, po którym pojawił się bunt: "jest niedziela! Nie wstaję". ... Ta... mogę się buntować... Koki najpierw ostrożnie polizał mnie po ręce, by po chwili już mniej delikatnie pacnąć mnie łapą w twarz... Koniec buntu. Pies chce wyjść, więc Pańcia nie masz nic do gadania. Zwlokłam się z materaca, odziałam i wyszłam... Brrr.... zimno! Gdzie ta wiosna?!
Szaro, buro... nic się nie chce... powoli piłam kawę i szykowałam śniadanie z zielonym jarmużem. Niech choć na talerzu będzie zielono.
- Idziesz na rower?- zapytała mnie Chuda na powitanie.
- No, idę.- mruknęłam bez entuzjazmu. Sezon tuż tuż, a forma sama się nie zrobi.

czwartek, 9 marca 2017

Nasz Dzień Kobiet

Kilka dni przed 8 marca otrzymałam zaskakująca propozycję-  Radna Jaromina pytała, czy nie zechciałabym spotkać się z jaromińskimi  paniami przy herbacie i cieście. W pierwszej chwili mnie zamurowało, jednak pomyślałam, że skoro nie mam innych planów, to skorzystam z zaproszenia i  o swoich pasjach opowiem. Przygotowałam pastele i pokaz slajdów z podróży. Zastanawiałam się, o czym chciałabym opowiedzieć i stanęło na tym, że najlepiej zacząć od początku, czyli od Szlaku Latarń Morskich.

wtorek, 7 marca 2017

Konkursowe zdobycze początku roku, czyli co zrobić, by wygrać

Ach, jak ja lubię konkursy! Ta odrobina adrenaliny, gdy czeka się na wyniki lub... zaskoczenie, gdy zapomniało się o czymś. Początek roku okazał się dla mnie wyjątkowo łaskawy i udało mi się wygrać prawie wszystkie konkursy, w których wzięłam udział. Możecie powiedzieć, że mam szczęście, ale gdyby tylko o to chodziło, wygrywałabym w totolotka. A tak nie jest. Co zatem zrobić, by pomóc szczęściu?

niedziela, 5 marca 2017

Piknik historyczny w Brojcach

Początek marca wydaje się niezbyt dobrym terminem na imprezę plenerową, więc z lekkim wahaniem przyjęłyśmy zaproszenie do udziału w pikniku historycznym z okazji otwarcia Izby Muzealnej w Brojcach. Prognozy pogody były jednak optymistyczne i sobotnim przedpołudniem znalazłyśmy się w tej niewielkiej miejscowości. Po placu przed budynkiem, gdzie w jednym z pomieszczeń mieści się nowo otwarta izba regionalna, kręcili się organizatorzy oraz rozstawiały zaproszone grupy rekonstrukcyjne. Z niedowierzaniem patrzyłyśmy na rozmach organizacyjny w tej niewielkiej miejscowości. Rozstawiłyśmy się pod piękną lipą (szkoda, że to nie był czas kwitnienia!), gdzie przygotowano nam kameralne i przytulne miejsce. Idealne na nasze kobiece obozowisko.

piątek, 3 marca 2017

Powieść z Trzebiatowem w tle- o "Niepełce" Doroty Schrammek

"Niepełka"- taki trochę enigmatyczny tytuł nosi nowa powieść Doroty Schrammek. Czytelnicy znają ją już trylogii pobierowskiej, której recenzję zamieszczałam latem oraz "Domu, którego nie było".
Nowa powieść odbiega trochę od tematyki,do której przyzwyczaiła nas pisarka, klasyfikowana jako twórca polskiej prozy kobiecej.
Tym razem autorka zmierzyła się z tematyką młodzieżową. Bohaterami powieści uczyniła uczniów trzebiatowskiego gimnazjum. I to ich perypetie śledzimy przez 140 stron powieści. Nie bez przyczyny podaję ilość stron, gdyż na spotkaniu autorskim z tej objętości pisarka się tłumaczy.

czwartek, 2 marca 2017

Spotkanie autorskie z Dorotą Schrammek w trzebiatowskiej "Gromadzie"

Z twórczością Doroty Schrammek zetknęłam się jakiś rok temu dzięki książce  wygranej w konkursie. Szybko okazało się, że pisarka jest ściśle związana z powiatem gryfickim, a  bohaterami swoich powieści czyni mieszkańców małych pomorskich miejscowości.

środa, 1 marca 2017

Krotoszyńskich wojaży ciąg dalszy...

Kolejny weekend spędziłam w wielkopolskim Krotoszynie. Powodem przyjazdu była niedzielna impreza, w której udział brał ktoś bardzo mi bliski. Na dłuższy spacer po miasteczku zabrakło czasu, ale wystarczyło go w zupełności na krótką wycieczkę do Sulmierzyc i Zdun oraz wizytę w miejscowym muzeum. Na krotoszyński dworzec wjechałam planowo - tuż przed 16 w sobotę. Sobotnie popołudnie i wieczór upłynęło głównie na poznawaniu nowych ludzi, rozmowach i jedzeniu, dużej ilości jedzenia. Do niedzielnego południa nie zabrakło dramatycznych zwrotów akcji z wątkami kryminalnymi! ;)

niedziela, 26 lutego 2017

"Królowa" - dalsze losy Hardej Pani

Gdy zamknęłam "Hardą"(recenzja) cieszyłam się, że obok na stole leży drugi tom cyklu i mogę od razu zasiąść do czytania "Królowej". Na lekturę poświęciłam czas przejazdu z Domku pod Orzechem do domu i pół kolejnej nocy.
"Królowa" opowiada o dalszych losach Hardej Pani i jej najbliższych. Zaczyna się dokładnie tam, gdzie skończyła się "Harda", czyli porwaniem siostry króla Svena- Tyry, którą siostra Świętosławy Astryda wiezie nowemu mężowi Olafovi. Wydarzenie to pociągnie za sobą tragiczne konsekwencje i całkowicie zmieni nie tylko losy Świętosławy, ale także średniowiecznej Europy.

sobota, 25 lutego 2017

"Harda", książka na którą czekałyśmy

Świętosława, matka królów, córka Mieszka I - jedna z najciekawszych kobiet polskiego średniowiecza lub, jak wolą niektórzy, postać fikcyjna. Od początku wiedziałyśmy, że nową powieść Elżbiety Cherezińskiej "Hardą"będziemy czytać z zapartym tchem. Przecież tak było z jej wcześniejszymi książkami o średniowieczu- sagach "Północna droga"(recenzja) oraz  "Odrodzone królestwo". Nasze oczekiwanie miało też osobisty charakter- dla mnie Świętosława ma postać Słowianki Czesławy- czyli Chudej.

wtorek, 21 lutego 2017

Roladki z suszonymi śliwkami

Kiedyś niebieska kuchnia zwana była kuchnią letnią, gdyż tylko latem dało się w niej pracować. Zimą skutecznie zastępowała lodówkę i spiżarnię. Odkąd mamy w Domku pod Orzechem CO, kuchnię można użytkować cały rok, z czego tej zimy często korzystałam. Lubię to miejsce, gdyż sama je zaprojektowałam i urządziłam, wykorzystując meble z odzysku, podarowane mi przez sąsiadów. W przyszłości trochę się tu zmieni, ale nadal będzie to kuchnia niebieska.

niedziela, 19 lutego 2017

Jednodniowy Poznań

Był piątek. Miałam doła, obudziłam się bladym świtem, padał deszcz, było zimno, ponuro i paskudnie. Z roweru nici, bo po kilku pierwszych km byłabym przemarznięta i przemoczona, a nie o to przecież chodzi w tej zabawie. Trzeba było więc coś na to poradzić. Na poprzednie silne obniżenie nastroju pomogła wizyta u Stasia i Jacka, czyli...w Muzeum Narodowym w Poznaniu na piętrze z malarstwem polskim XVIII-XIX w. Czyli między Stanisławem Wyspiańskim, Jackiem Malczewskim i Józefem Mehofferem. Szybki rzut oka na rozkład PKP i stronę Muzeum. W piątki czynne do 21! Jeszcze szybsza rezerwacja pokoju usytuowanego przy Świętym Marcinie - w połowie drogi miedzy dworcem a Starym Rynkiem. Muzeum natomiast miałam tuż za rogiem. Już ekspresowe pakowanie i śniadanie, marsz na pociąg. Podróż Przewozami Regionalnymi trwa jakieś 5 godzin (wraz z przesiadką), kosztuje mnie niecałe 40 zł. 

sobota, 18 lutego 2017

Zimowy izerski las

Idę, woła mnie las, woła mnie Góra. Pogoda nadal idealna. Ciepło, słonecznie. Wędruję zachodnim zboczem Blizbora. Wśród brzóz swoje żerowisko mają jelenie, o czym świadczy obdarta kora i mnóstwo jelenich śladów. Na szukanie poroży jest jednak jeszcze za wcześnie. Pies został w domu, mam więc nadzieję, że uda mi się dojrzeć jakieś zwierzęta. Chwilę później słyszę natarczywe szczekanie koziołka, samych saren jednak nie udaje mi się dojrzeć. Uciekają gdzieś za kolejny garb. W lesie leży sporo śniegu, więc żeby nie wpaść w jakiś dołek,

środa, 15 lutego 2017

Na dnie doliny

Siedząc przy kaflowym piecu w Domku pod Orzechem, delektowałam się smakiem świeżo parzonej kawy z piankami marshmallow. Przez okno widziałam, jak niebo powoli zaróżowiało się i jaśniało. Trochę trwało nim przekonałam swoje rozleniwienie, że warto wyjść obejrzeć wschód słońca.

wtorek, 14 lutego 2017

Zima w Domku pod Orzechem

Gdy podjeżdżaliśmy pod górkę, niebo błękitniało a południowe słońce odbijało się od zmrożonych śnieżnych zasp. Przywitał nas radosny śmiech biegających po górce młodych sąsiadów, korzystających z pierwszego dnia ferii. Od razu przypomniałam sobie moje pociechy baraszkujące od rana do wieczora z przerwą na obiad.