niedziela, 10 grudnia 2017

Tradycyjny niedzielny obiad

Tak... w naszym domu też czasami gości tradycyjne jedzenie, a nie eksperymenty, choć... ten, o którym dziś napiszę trochę innowacji też zawiera. Już od pewnego czasu chodziły za mną śląskie rolady z wołowiny i czerwona kapusta. Niewiele brakowało, a obeszłabym się smakiem, bo wołowiny w sklepie nie było. Zamiast niej przywiozłam do domu kilogram wieprzowej łopatki. I tak trzeba było zadowolić się roladami z wieprzowiny.

piątek, 8 grudnia 2017

Finanse, ech finanse

Listopad był dla nas trudny pod względem finansowym - budowa koziarni pochłonęła całkiem niezłą kwotę, ale też jest solidna i trwała; trzeba było kupić opał na zimę, no i nazbierało się tych wydatków. Szukając sposobów sfinansowania naszej inwestycji bez znacznego uszczerbku na oszczędnościach (o oszczędzaniu pisałam tu), znalazłam ofertę Citi Banku Handlowego. Bank oferował kartę kredytową z nagrodą. Doczytałam wszystkie informacje, skontaktowałam się z bankiem i po przesłaniu dokumentów stałam się posiadaczką karty kredytowej  Citi Simlicity. I spokojnie mogę teraz kupować prezenty! Czym różni się ona od innych kart kredytowych, których tyle w tej chwili na rynku?

środa, 6 grudnia 2017

Marchewkowo-korzenne ciasteczka dla Świetego Mikołaja

Kozy uwielbiają marchew, stąd też moja spiżarnia jest jej obecnie pełna. Mając bardzo dużo marchewki, postanowiłam użyć jej jako podstawy mikołajowych ciastek. Bazowałam na przepisie z netu, ale jak zwykle zapamiętałam tylko składniki, które i tak zmodyfikowałam po swojemu.

wtorek, 5 grudnia 2017

Płomienna korona, czyli Władziu na tronie

Trochę trwało nim w moje ręce trafiła trzecia część trylogii "Odrodzone Królestwo" Elżbiety Cherezińskiej. Nie muszę chyba pisać, że ksiażkę prawie połknęłam, co nie było łatwe, zważywszy że jest to ponad tysiąćstronicowe tomiszcze.

sobota, 2 grudnia 2017

Tu, gdzie kiedyś płonęło ognisko

- Prześlij mi zdjęcia Polany. - poprosiła znajoma na fb. Polana... niewielki bezdrzewny , prawie płaski obszar na szczycie Stożka. Miejsce zarośnięte malinami i młodymi brzózkami, rozjeżdżone kołami traktorów ściągających drewno. Można przejść obok obojętnie, niezauważając go prawie (no chyba, że akurat jest lato i chcemy nazbierać malin, którymi kuszą dorodne krzaczki). Dlaczego ktoś chce zdjęcia tego akurat miejsca w Gierczynie? Wokół tyle ciekawszych widoków. A jednak takiej prośbie nie mogłam odmówić, więc zrobiłam kilka fotek w czasie spaceru na Prochową, o której pisałam niedawno (klik)

czwartek, 30 listopada 2017

Pojechała baba do urzędu

Korzystając ze sprzyjającej aury (mgliście, ale bezwietrznie), zdecydowałam się pojechać rowerem do kilku urzędów, aby załatwić sprawy wymagające już załatwienia. Wydawało mi się, że:
a) umiem czytać ze zrozumieniem
b) w miarę biegle korzystam z internetu
c) wiem, gdzie i co mam o załatwienia.

poniedziałek, 27 listopada 2017

W rytmie słońca

Listopadowe poranki i wieczory należą do moich ulubionych.Trwają nieskończenie ługo i pozwalają na zwolnienie tempa. Choć z tym zwolnieniem to różnie bywa. Prognozy na ostatnie dni nie były zbyt zachęcające, więc zaplanowałam sobie dość absorbujace zajęcie, o którym niedługo napiszę. I zamiast spacerować w lekkim mrozie (bo zamiast deszczu ze sniegiem mieliśmy całkiem ładne słońce) oddawałam się pracy w domu.
Dzielnie towarzyszyły mi zwierzaki, które z racji wyjazdu Ślubnego na kilka dni, były moimi najważniejszymi kompanami. Frida dbała, bym nie wylegiwała się za długo i już kilka minut po szóstej budziła mnie mruczeniem i lekkim podgryzaniem... nosa. Potem razem z Kokim towarzyszyli mi przy porannej kawie, dbając, bym nie zjadła za dużo słodyczy ( podobnie bywało wieczorami)  Przed dziewiątą moim czasem władały Pawetta, Jenefer i Piesio. Cała trójka domagała się wyjścia na świeże powietrze.
W ciagu dnia zajmowałam się tym, co sobie zaplanowałam, przez okno podglądając kozy na łące. Frida dzielnie chciała mi pomagać, ale ... nie koniecznie jej to wychodziło. Między 15.00 a 15.30 zabierałam kozy z pastwiska, bo na naszej górce jest już wtedy po zachodzie słońce i robi się zimno, wzmaga się także wiatr (tak jak dziś) . Dziewczyny biegną już bez smyczy prosto do koziarni, wiedząc, że czekają tam na nie smakołyki. Teraz czas na Piesia, który odpięty od linki idzie na spacer i wraca po... godzinie. Wpuszczam go do jego zagródki w koziarni, gdzie stoi już miseczka z jedzeniem. Teraz już tylko rowerkiem pod gókę po mleko i ... mam wieczór.
 Tak, tak! Jest 17.00 a ja mam wieczór. Czas czytania książek, picia gorącej aromatycznej herbaty lub czekolady i czytania! No oczywiście te czynności także dzielę z Kokim i Fridą, które tylko czekają, bym sięgnęła po czekoladę!



piątek, 24 listopada 2017

Najsmutniejszy pies we wsi

Wyobraźcie sobie ciemną komórkę ze zgniłą ściółką na podłodze i monstrualnymi girlandami pajęczyn zwieszjącymi się z sufitu. W rogu komórki stoi stara rozpadająca się buda, a w niej... pies. Rude, jamnikowate stworzenie warczy, szczerzy zęby, ale w jego oczach widać strach i ból... Fama mówi, że to groźne zwierzę, do którego lepiej nie podchodzić. Nikt nie pamięta ani jego wieku (będzie miał z 18 lat!) ani tym bardziej imienia.

wtorek, 21 listopada 2017

MTB Tour of Bagatela, czyli leśny debiut Chudej

Ze względu na specyfikę mojej pracy - grafik ustalany na miesiąc do przodu - wolny czas z Krzysiem planować musimy z dużym wyprzedzeniem. Ze względu na imprezę rowerową organizowaną przez OTR Interkol - klub, do którego należy Krzyś - poprosiłam o wolny weekend 18-19 listopada, by towarzyszyć swojemu chłopakowi. Początkowo miałam zamiar raczej wystąpić tylko w roli fotografa i obserwatora, jak to miało miejsce przy poprzednich wyścigach, ale po namyśle uznałam, że może warto byłoby w końcu wystartować w terenie...

poniedziałek, 20 listopada 2017

Skałki na Prochowej

Niedziela powitała mnie śniegem, wiatrem i lekkim mrozem. Mogłam zapomnieć o planowanej wycieczce rowerowej. Nie zamierzałam jednak siedzieć w domu. Koniecznie chciałam wyjść. Pomyślałam, że dawno nie byłam na Prochowej i tam też się wybrałam.

sobota, 18 listopada 2017

A gdyby tak Mieszko nie przyjął chrześcijaństwa...- "Szeptucha"

 - A "Szeptuchę" czytałaś?  zapytała przyjaciółka, gdy we wtorkowe popołudnie pojawiłam się u niej z aromatyczną zupą dyniową.
Moje przeciągłe "Nie?" było jednocześnie odpowiedzią i pytaniem. Czekałam, aż przyjaciółka powie kilka słów o książce.

piątek, 17 listopada 2017

Doroty Schrammek prezent pod choinkę

Nie ukrywam, że przesyłka od Wydawnictwa "Szara Godzina" w skrzynce pocztowej znów mnie zaskoczyła. Fakt, że do świąt został jeszcze ponad miesiąc, ale to właśnie teraz jest najlepszy czas na zakup prezentów, a nowa powieść idealnie się do tego nadaje.
"Tam, gdzie czeka anioł" to kolejna książka Doroty dziejąca się na Pomorzu. Tym razem Pisarka umiejscowiła akcję na pograniczu polsko- niemieckim. Główna bohaterka przemieszcza się pomiędzy Ueckernmunde a Policami, a my mamy możliwość zwiedzić obie miejscowości razem z nią.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Bułki drożdżowe z kurczakiem

Wzięło mnie na drożdżówki, oj wzięło!No, ale co robić  gdy za oknem pięknie jest jedynie o świcie, a potem ciemne chmury szczelnie otulają dolinę?
 O upieczeniu bułek myślałam już od jakiegoś czasu.  Są one świetnym rozwiązaniem, gdy wyrusza się w trasę, a ja sporo ostatnio podróżuję pociągami linii wszelakich. Małe, poręczne a jedzonko konkretne.

piątek, 10 listopada 2017

Wariacje z białym makiem

Było letnie południe. Przepełnione radością i wrażeniami wjechałyśmy na rynek w Ronne na Bornholmie (klik). W piekarni kupiłyśmy pieczywo z białym makiem. Chyba wtedy pierwszy raz zetknęłam się z tymi ziarenkami. Dopiero google uświadomiły mi, że biały mak jest głównym składnikiem nadzienia rogali świętomarcińskich. Ale mnie biały mak już zawsze przenosić będzie na najpiękniejszą z wysp (co przy dzisiejszej dżdżystej aurze jest sporym atutem).

czwartek, 9 listopada 2017

Na mglisty dzień najlepsze... racuchy!

Dzień wstał całkiem pogodny, tylko przez Pogórze płynęły gęste mleczne mgły. Widok był niesamowity. Chuda, której przyjazd urozmaicił nam ten szary tydzień, postanowiła pojechać rowerem w góry. Wcześniej jednak załatwiłyśmy kilka spraw w miasteczku, robiąc sobie przy tym kilka klimatycznych fotek.

poniedziałek, 6 listopada 2017

No i gdzie jest ta skała?

Kilka tygodni temu pokazałam Wam ruiny schroniska na Kotlinie (klik) Nie wiem, czy zajrzelisćie na proponowane przeze mnie portale, jeśli nie, to chciałam Wam pokazać jedną ze starych pocztówek:
http://dolnoslaskie.fotopolska.eu/420154,foto.html


niedziela, 5 listopada 2017

Spacerkiem na Wysoki Kamień

Pierwszy listopadowy weekend zapowiadał się z piękną pogodą, gdy więc goszczący w Domku pod Orzechem brat zaproponował wycieczkę na Wysoki Kamień, z radością nań przystałam.
Może wydawać się to dziwne, ale na Wysokim Kamieniu nigdy nie byłam. Dlaczego? Jakoś wolałam do Szklarskiej Poręby chodzić szlakiem niebieskim, czerwony omijałam ze wzgędu na złą sławę szlaku błotnistego i często trudno dostępnego. Potem przestałam chodzić i zaczęłam jeździć rowerem, co spowodowało wybór tras rowerowych, które też Wysoki Kamień omijają ( skalista ścieżka nie nadaje się do kecenia na rowerze)
Teraz nadarzyła się okazja, by ten brak uzupełnić.

piątek, 3 listopada 2017

"Laboranci u Ducha Gór" - mój urodzinowy prezent

http://adrem.jgora.pl/ksiegarnia-karkonoska/ksiazki
/dokument-historia/laboranci-u-ducha-gor/
Góry Izerskie to prawdziwa skarbnica ziół, od wielu lat zbieram tu te najpopularniejsze:macierzankę, dziurawiec, lipę. To tu pierwszy raz zobaczyłam na żywo świetlika, czy marchwnik. Obecnie czerpię z tego bogactwa pełnymi garściami, susząc i przetwarzając m.in. krwawnik, babkę, podbiał, wierzbówkę, fiołek trójbarwny, liście pokrzyw, malin, brusznic oraz jagód, korę dębu, kłącza pokrzyw i łopianu, owoce róży, jarzębiny, kaliny, malin, jeżyn jagód, borówek, głogu. Owo bogactwo nie pojawiło się nagle, Izery słynęły z ziół od wieków, o czym świadczą zachowane księgi zielarskie, obrazy, ryciny, czy przedmioty służące do przerobu ziół.

środa, 1 listopada 2017

Spacerując po opuszczonym niemieckim cmentarzu

"Najważniejszym ludzkim zadaniem jest ratowanie czegoś, co się rozpada, a nie tworzenie rzeczy nowych" napisała Olga Tokarczuk w powieści "Dom dzienny dom nocny". 
 Myślałam o tych słowach, przedzierając się przez chaszcze na starym zniszczonym cmentarzu ewangelickim w Gierczynie. 

wtorek, 31 października 2017

Stary dom przysłupowy

fot. Grzegorz Honcek
( zapraszam do jego galerii zdjęć
na fb: https://www.facebook.com/grzesiumirsk/)
Podobno najciemniej jest pod latarnią. Przekonałam się o tym kilka dni temu, gdy dokładnie przyjrzałam się chałupie stojącej najbliżej Domku pod Orzechem. Pewnie nadal żyłabym w nieświadomości, ale obecnie w obórce mieszkają moje kozy, więc bywam tam często.

niedziela, 29 października 2017

Groźne piękno huraganu

O tym, że nadciąga kolejny orkan mówiło się od kilku dni. Sąsiedzi nawzajem przypominali sobie o potrzebie zabezpieczenia ruchomych części wyposażenia ogrodów, przestrzegali przez nawałnicą. Orkan rozhulał się nocą. Huczał w drzewach na Stożku i Blizborze, wciskał się w szczeliny między deskami domu, dzwonił szybrem w kominie.

piątek, 27 października 2017

Kamienne wały na Blizborze

Za oknem... lepiej nie pisać. Zabiorę więc Was na króciutką wycieczkę powyżej Domku pod Orzechem w jeden z tych słonecznych październikowych dni.

sobota, 21 października 2017

O zakupach

Zwierzaki obudziły mnie jak zwykle przed wschodem słońca. Niebo jaśniało i żółkło. Nic nie zapowiadało spektakularnego wschodu słońca, jednak poszarpane chmurki wyglądały zachęcająco, więc zamiast pić poranną kawę wyskoczyłam z aparatem na łąkę. Zdążyłam akurat na moment, gdy schowane jeszcze za Tłoczyną słońce podświetlało żółtoróżowe obłoki.

środa, 18 października 2017

Co zostało z dawnej świetności schroniska w Kotlinie?

Gdy byłam mała, o zachodzie słońca wchodziłyśmy z babcią Trudką na Kufel i obserwowałyśmy światła w pensjonatach na Kotlinie. Z roku na rok było ich coraz mniej i mniej, aż w końcu zgasły na zawsze. Przez jakiś czas straszyły jeszcze pustymi oknami, skrzypiącymi drzwiami. Potem posypały się dachy, część budynków strawił ogień. Po wielkim schronisku na osiem budynków pozostały zarastające zgliszcza.

poniedziałek, 16 października 2017

Złote dni października

Musiały kiedyś nadejść. Co roku październik obdarowuje nas kilkoma ciepłymi, pięknymi dniami. Właśnie teraz mamy te dni. Siadam przed domem i patrzę przed siebie. Zagapiam się. Czuję, ze mogłabym tak zostać jak ten Jancio Wodnik z filmu Kolskiego, ale chwilę potem czuję, zę musze na rower. Już teraz! Natychmiast! Pod jakimkolwiek pretekstem albo bez pretekstu!

sobota, 14 października 2017

Leczo z opieńkami

Każdy spacer po lesie niesie za sobą konieczność przetworzenia ogromnej ilości grzybów. Właśnie zaczął się sezon na opieńki, które rosną wszędzie i w ogromnej ilości. Wystarczy wyść powyżej Domku pod Orzechem, by sie na nie natknąć. A każdy dłuższy spacer kończy się niesieniem ciężkiego wora z grzybami. Nie sposób im się oprzeć! Ślubny lubi te grzyby pod każdą postacią, ale ile można jeść grzybów!

środa, 11 października 2017

Mamy nowe "córeczki"

- Twoje córki Cię wołają!- oznajmił Ślubny grobowym głosem.  gdyby chodziło o Gui lub Chudą, tembr głosu byłby inny.
 -Aha!-domyśliłam się, że chodzi o dwie młode kozy przywiezione dopołudnia i zamknięte teraz w komórce udostęnionej u sąsiada.  Kozie salony na razie jeszcze niegotowe, póki co pysznią się nowiutką, równą posadzką.

poniedziałek, 9 października 2017

Weekendowe radości

 -Zapłać za paliwo. - głos Ślubnego dotarł do mnie jak z zaświatów. Oderwana od pasjonującego reportażu na jednym z blogów podróżniczych wyskoczyłam z auta. Stojąc w kolejce do kasy, uświadomiłam sobie, że mam w ręce telefon, a torebka i leżący na jej dnie portfel z kartą kredytową spoczywa spokojnie a samochodzie. Przyjrzałam się kolejce: jedna osoba przede mną i kilka za mną. Nie zdążę wrócić po kartę. A stać w tej kolejce od nowa, żadna przyjemność. Kliknęłam w ikonkę IKO na ekranie komórki i za chwilę logowałam się do aplikacji. Przy kasie poinformowałam: płacę BLIKIEM. Wystukałam 6 cyfr na terminalu i mogłam wrócić do lektury. Ślubnemu oczywiście nie przyznałam się, że jestem gapą!

sobota, 7 października 2017

Gołąbki z kaszą gryczaną i grzybami

Mnogość grzybów w izerskich lasach i zagajnikach sprawia, że ciągle wymyślam nowe potrawy, w których mogę te grzyby wykorzystać. Tym razem postanowiłam przygotować gołąbki. Nim jednak wzięłam się do pracy, zrobiłam cotygodniowe zakupy w mieście. Miałam dużo szczęścia, bo akurat nie padało, gdy na targowisku wybierałam kapustę.

czwartek, 5 października 2017

Dobra kawa na deszczowy dzień

Za oknem mały armagedon. Znajdujemy się w centrum orkanu Ksawery. Wieje, świszcze, huczy, pada. Krzesła latają po podwórku. Drzewa kłaniają się ziemi, trawy kładą się, liście wirują. Deszcz siecze poziomo, Po niebie przewalają się gęste sine chmury. A w domku trzeszczy ogień pod blachą, strzelają żywiczne szczapy, pachnie smażonymi jabłkami i mocną kawą.(krótki filmik sprzed drzwi )

środa, 4 października 2017

Pies i kot...Światowy Dzień Zwierząt





wtorek, 3 października 2017

O starych grzybach


-W tym roku grzyby rodzą się stare.- Stwierdziła Marysia, wskazując na wielkie niekształtne jasnobrązowe bryły przypominające kamienie. Spojrzałam na nią zdziwiona i dopiero teraz w szaro-burych grudach rozpoznałam prawdziwki. Daleko było im do borowików z wiersza Brzechwy.

sobota, 30 września 2017

Co nowego w Domku pod Orzechem?

- O, macie WiFi!- wykrzyknęła zdziwiona Gui, gdy po przyjeździe do Gierczyna wyjęła telefon.
- No, mamy - potwierdziłam z dumą.- I telewizję też już mamy.W zimowe wieczory Tatuś będzie mógł oglądać filmy.

wtorek, 26 września 2017

Co zrobić z miechunki pomidorowej?

-Wiesz, mamo, mogłabyś posiać phisalis.- stwierdził któregoś dnia Syn.- popatrz, w supermarkecie jest bardzo drogi, a przecież ludzie to wyrzucają , gdy przekwitnie, bo nie wiedzą, że się je owoce.
Popatrzyłam na Syna z zainteresowaniem, no... w sumie ma rację. Skoro te pomarańczowe "lampioniki" skrywają w środku super jagodę, to czemu nie spróbować jej wyhodować we własnym ogrodzie.

piątek, 22 września 2017

Jak pies z kotem, czyli o trudnej przyjaźni

Jest wieczór. W Domku pod Orzechem słychać niespotykane o tej porze psie szczekanie i tupot czterech par nóg. Zazwyczaj o tej porze Koki już spał, ale nie teraz. Od dwóch tygodni chatka ma nowego domownika młodą, szarorudą kotkę. Frida (imię oczywiście na część naszego domowego ducha) jest kilkumiesięczną znajdą. Ślubny przywiózł ją z Trzebiatowa, gdy przyparty do muru rozpaczliwą prośbą bratanka zgodził się przygarnąć bidę znalezioną na nowielickich łąkach.

środa, 20 września 2017

Pożegnanie z supermaratonami 2017

Sezon Supermaratonów Rowerowych dobiegł końca. W ostatni weekend uczestniczyłyśmy w podsumowaniu zmagań w Rewalu. Nim jednak zgarnęłyśmy trofea odbył się jeszcze ostatni w sezonie maraton- Supermaraton Rewal Bike System . Już wcześniej podjęłam decyzję, że w nim nie będę uczestniczyć, swoją obecność zaznaczając obsługą fotograficzną imprezy Na trasę wyjechała więc tylko Chuda, której relację można przeczytać na blogu rowerowym. Za to my wspólnie z Gui spędziłyśmy sobotę robiąc setki zdjęć rowerzystom na starcie i mecie imprezy.

piątek, 15 września 2017

Gminne dożynki w Gajówce

O dożynkach w Gajówce dowiedziałam sie przypadkiem, przeglądając zdjęcia na fb. Program imprezy poznałam dzięki zaproszeniu, jakie dostali moi sąsiedzi. Interesująca mnie część uroczystości, czyli prezentacja wieńcow zaplanowana była na popołudnie, dzięki czemu mogłam połączyć wizytę w Lwówku z obejrzeniem wieńców w Gajówce.

środa, 13 września 2017

Metamorfoza łazienki za 200 zł w weekend

Po kilku latach obserwowania rynku nieruchomości w końcu nadszedł ten czas: kupiliśmy mieszkanie. Trafiła nam się szalenie korzystna oferta i wciąż nie do końca jesteśmy w stanie uwierzyć, jak nam się poszczęściło. Mieszkanie jest wykończone i urządzone minimalistycznie i ze smakiem, jedynie łazienka nieco kontrastowała z resztą lokalu. Pomimo wysokiego standardu wykończenia, coś tam zgrzytało. Podłoga wyłożona fantastycznymi kaflami wykonanymi z zatopionych w żywicy epoksydowej kamyczków, niestety tworzyła chaotyczny duet z częścią ścian pokrytych drobnymi kafelkami w różnych odcieniach szarości, tworzącymi losową mozaikę. Wymiana kafli nie wchodziła w grę, bo jest to wydatek rzędu kilku(nastu) tysięcy złotych i spora fatyga.
Jako że w sierpniu skończyłam swoje dwumiesięczne praktyki studenckie, mam cały wrzesień nicnierobienia. Szukając sobie jakiegoś projektu, którym urozmaiciłabym ten czas, trafiłam na coś pod nazwą "farby renowacyjne". Są to farby pozwalające na pokrycie i odświeżenie wizerunku takich powierzchni jak podłogi czy ściany pokryte kafelkami. Po przeszperaniu sieci i przeczytaniu kilku opinii zdecydowałam się na użycie farby Renowacja płytek ceramicznych do łazienki i kuchni firmy V33. Producent obiecuje odporność farby na powtarzający się kontakt z wodą i środkami czystości.

niedziela, 10 września 2017

Dożynki, Brodka i dużo dobrego jedzenia ;)

Moja kolejna wizyta w Wielkopolsce zapowiadała się bardzo aktywnie - i taka też była. W niedzielny poranek wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę Krotoszyna. Droga była pusta, pogoda w miarę ok, więc jechało się dobrze i po niecałych dwóch godzinach byłam na miejscu. 

Wraz z Krzysiem najpierw w planach mieliśmy powiatowe dożynki w Lutogniew, na których mój chłopak pojawić się musiał ze względów oficjalnych, więc ubraliśmy się elegancko i ruszyliśmy do pobliskiej miejscowości. Pogoda tego dnia niestety nie sprzyjała - było zimno i wietrznie, wobec tego wróciliśmy do Krotoszyna niedługo po zakończeniu oficjalnej części obrzędów. 

Na wieczór zaplanowaliśmy koncert Moniki Brodki odbywający się w ramach cyklu Więc Wiec na krotoszyńskim rynku. Zanim jednak tam dotarliśmy postanowiliśmy uzupełnić cukier w uroczej knajpce Antrejka przy Małym Rynku (byliśmy tam już w styczniu). Przepyszne ciasta i desery, gorąca czekolada, odpowiednie towarzystwo - więcej do szczęścia nie potrzebowaliśmy. ;) 

Po słodkiej rozgrzewce dotarliśmy na rynek, gdzie trwał jeszcze koncert grupy Bisquit, który wysłuchaliśmy do końca. W przerwie przed występem Brodki poszliśmy jeszcze na herbatę z malinami i zapiekanki do krotoszyńskiego Loftu, z którymi wróciliśmy pod ratusz, by poczekać na koncert. 

Bardzo lubię "Grandę" Moniki Brodki - w Krotoszynie można było usłyszeć kilka utworów z tej płyty, większość jednak w innych aranżacjach. Dużo było także utworów nowych, które mniej przypadły mi do gustu - muzycznie są ok, ale zdecydowanie wolę słuchać wokalistki śpiewającej po polsku. Niemniej - cały koncert bardzo na plus. Podobnie jak pozostałe elementy dnia i wieczoru.

W poniedziałek rano po śniadaniu zaliczyliśmy godzinę na basenie, później marszobieg po mieście w celu załatwienia kilku ważnych dla Krzysia spraw. Wiedziałam, że ten dzień spędzimy raczej w biegu, gdyż mój chłopak miał bardzo napięty grafik z zaplanowaną dużą ilością wydarzeń. Kilka osób poznałam, niektórzy stwierdzili, że już mnie przecież znają...ze zdjęć, z innymi miałam możliwość trochę porozmawiać. Wieczorem znów odwiedziliśmy Antrejkę, tym razem jednak postawiliśmy na tosty. Lokal ma przepiękny wystrój i bardzo ciekawe menu - dość zróżnicowane, ale mimo to bardzo spójne i mogące zadowolić posiadaczy różnych gustów kulinarnych. 

Wieczorem spakowałam się z powrotem do golfa, zabrałam ze sobą Kubusia - balon z helem - i ruszyłam do Wrocławia. Trochę zmęczona, ale szczęśliwa i z głową pełną kolejnych pozytywnych wspomnień. 

Rowerem na Piknik Historyczny do Lwówka

Wyjazd rowerowy do Lwówka na Piknik Historyczny z okazji 800-lecia miasta planowałam od sierpnia, gdy tylko o imprezie się dowiedziałam. Jednak kapryśna pogoda stawiała wycieczkę pod znakiem zapytania. W tygodniu wiało paskudnie, na szczęście sobota zapowiadała się z lżejszym wiatrem i wysoką temperaturą.

piątek, 8 września 2017

Pierogi z grzybami, idzie jesień

Jesień przyszła niepostrzeżenie, liście straciły swą soczystą zieleń i zaczęły żółkąć, trawy zrudziały a w powietrzu daje się wyczuć chwilowy acz przenikliwy chłód. Wieczorami zaczęliśmy palić w piecu, by w domu robiło się przytulnie, a zbierane co dzień grzyby miały się gdzie suszyć.

środa, 6 września 2017

Pomaratonowe zwiedzanie

Maraton w Lwówku Śląskim był krótki i bardzo szybki, mimo że prowadził pogórzem. Przed 15 byłam więc już po obiedzie i przebrana w sukienkę. Postanowiliśmy więc z Krzysiem przejść się po Lwówku Śląskim, który dotychczas odwiedzałam przede zwiedzaniu. Tym razem było trochę inaczej. Wprawdzie przeszliśmy się tylko po rynku i najbliższych okolicach, ale udało nam się zajrzeć do Kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, który już od dawna zwracał moją uwagę. Miasteczko ze sporą ilością zabytkowych zabudowań z jasnego kamienia niezmiennie kojarzy mi się z francuskim gotykiem (chyba trochę stereotypowo i skojarzeniowo, bo francuskiego gotyku nie widziałam nigdy na żywo). Wrażenie to potęguje jeszcze fasada wyżej wspomnianego kościoła - ma dwie wieże i wygląda jak skromniejsza siostra katedry Notre Dame. Obejrzeliśmy także fragmenty murów miejskich, które zachowały się w doskonałym stanie, Ratusz ze strzelistą wierzą i lwem na ścianie, kilka ciekawych zakamarków i restaurację w budynku kuźni z połowy XVIII w.  - bardzo dobra pizza :)

poniedziałek, 4 września 2017

Jakie konto osobiste wybrać?

Mam przed sobą list z PKO BP informujący Chudą, że... jest stara ;) A dokładnie, że nie należy się jej już preferencyjne konto Student. Ma więc Chuda dylemat, co dalej, jakie konto osobiste wybrać, a może trzymać wypłatę w skarpecie?. Postanowiłam jej trochę pomóc, przeglądając oferty kilku banków. A przy okazji może komuś się ta moja praca przyda.
Zacznę od wspomnianego już PKO BP, gdyż z bankiem związani jesteśmy od wielu lat kontami (dzieci miały założone swoje konta po ukończeniu 13 roku życia!), lokatami i kredytami. Przed długi czas byliśmy zadowoleni z oferty, jednak ostatnio coraz mniej nam odpowiada. Moje konto za zero przestało się opłacać- wystarczy nie znaleźć odpowiedniego bankomatu i już pobierana jest prowizja, oprocentowanie też zbliża się do zera. Jeszcze jakiś czas temu warto było mieć dodatkowo konto oszczędzające, ale ono też przestało oszczędzać. Alternatywą dla osób podróżujących za granicę miało być Konto bez Granic, jednak szybko okazało się, że opłata za konto jest wyższa niż prowizje pobierane przy wypłatach z bankomatów za granicą.

Obecnie testuję ofertę Get in Banku z kontem oszczędnościowym.

 Zaletą konta osobistego jest całkowity brak opłat za prowadzenie konta i wypłat z wszystkich bankomatów w kraju ( za granicą niestety pobierana jest prowizja) warto przy okazji zakładania konta osobistego można pokusić się i o wspomniane oszczędzające, bo jest ono jako tako oprocentowane (2,5% w skali roku)
Można je przy tym założyć nie wychodząc z domu.

Następnym bankiem, któremu przyglądam sie z bliska jest Nest Bank (pisałam o nim niedawno) Lokata powitalna spisała się na medal, a konto, jako że jest całkowicie darmowe i nie trzeba płacić za kartę oraz wypłaty z banokomatów też na razie utrzymuję. Konto zakłada się równie bezproblemowo jak poprzednie, nie wychodząc z domu.



BGŻ BNP Paribas - Konto Optymalne oprócz braku opłat i prowizji kusiło nowych klientów zwrotem za zakupy.



Eurobank proponuje kilka możliwości przechowywania pieniędzy: "konto na co dzień" (7 zł opłaty za prowadzenie); "konto active" bezpłatne przy regularnych wpływach 1500 zł.oraz "konto prestige" produkt dla osób o zarobkach ponad 4000 miesiecznie. 


Na zalety konta w MBanku zwracał nam uwagę syn. Tu oprócz zwonienia z opłat przez przynajmniej 24 miesiące można otrzymac do 600 zł zwrotu płacąc za pomocą blika lub karty. Trzeba tylko dodać, że darmowe wypłaty dotyczą bankomatów Euronet, Planet Cash oraz BZ WBK i kwoty ponad 100 zł. 

Bardzo ciekawą ofertę ma obecnie Bank Millenium konto 360* - całkowicie bezpłatne, z darmowymi wypłatami z wszystkich bankomatów w kraju i zagranicą oraz możliwością otrzymania nagród w programie lojalnościowym "LUBIĘ TO POLECAM". Jedynym warunkiem są regularne wpłaty 1000 zł miesięcznie i jednokrotna płatność mobilna. 


Na koniec "Wymarzone Konto Osobiste" w Raiffeisen Polbank. 

To jedyne z przeglądanych przeze mnie kont oferujących oprocentowanie w wysokości do 1,5% ( jeśli uzbieramy 10 000 zł) ! 
W ofercie jest także konto oszczędnościowe o oprocentowaniu 2,2%. Minusem tej ofery jest ograniczona ilość bezpłatnych bankomatów oraz sporo innych ograniczeń sprawiających, że korzystna na pierwszy rzut oka oferta może być nią dopiero po spełnieniu kilku warunków (karta bezpłatna pod warunkiem przynajmniej 8 płatności w ciagu miesiąca)
Ten niepełny przegląd ofert pokazuje, że jest w czym wybierać, ale trzeba dobrze przyjrzeć się warunkom, ograniczeniom, by po założeniu nie okazało się, że do konta dokładamy (wtedy trzeba jak najszybciej zmieniać bank!)




sobota, 2 września 2017

O jabłkach,borówkach i pająku

Późne lato. W powietrzu czuć już oddech jesieni. Pachnie ziołami,owocami i grzybami, to taka woń niepodobna do zapachów innych pór roku. O poranku ściele się mgła, apotem wpadamy w sieci pająków i motamy się babim latem.
Korzystając z przyjemnej aury i tego, że uporałam się z wszyskimi urzędowymi sprawami, wsiadłam na rower i pojechałam do lasu. W planie miałam zbór borówek, bo przecież bez borówkowych dżemów nie obejdą się żadne święta, żaden uroczysty obiad. 

czwartek, 31 sierpnia 2017

#jestemPrimo, czyli o jogurtach słów kilka

Jogurty naturalne gościły w mojej lodówce dość często. I obecnie goszczą nadal, a to dzięki współpracy z trnd.pl i kolejnemu projektowi ambasadorskiemu - tym razem na tapecie jogurty naturalne Primo firmy Zott. Dotychczas Zott był najczęściej wybieraną przeze mnie marką jogurtów naturalnych, bo były dość tanie i dobre. Pod nowym szyldem trochę się jednak zmieniło - przede wszystkim wybór i konsystencja. W gamie jogurtów naturalnych Primo znajdziemy klasyczny jogurt naturalny, jogurt grecki, bez laktozy, z miodem, pitny i z dodatkami. Co do konsystencji - wcześniej jogurt naturalny Zott był typowym kremowym jogurtem, który nie różnił się specjalnie od innych. Obecnie jest to jogurt troszkę "galaretkowaty", przypominający mi jogurty robione kiedyś przez moją mamę. Dla mnie jest to zdecydowany atut. 

wtorek, 29 sierpnia 2017

Supermaraton Doliną Bobru w Lwówku

- Co???!!! Nie ma Liczyrzepy??? No jak to?!!! Naszego ulubionego maratonu!!!
Tak zareagowałyśmy z Chudą na wieść, że nasza ulubiona impreza po prostu się w tym roku nie odbędzie. I nic nie było w stanie ukoić naszego smutku. Zrozumiałe więc, że informacja o organizacji w to miejsce maratonu w pobliskim Lwówku przyjęłyśmy z mieszanymi uczuciami, łącznie z buntem, że nie pojedziemy. No, ale jak nie jechać skoro to zaledwie 30 km od Gierczyna?
Zapisałyśmy się więc i z niecierpliwością oczekiwały na start.

piątek, 25 sierpnia 2017

Trójstyk - kilka refleksji o granicach

Granica między noca a dniem, niebem a ziemią
Granice... pierwsze skojarzenia? Granica państwa, granica wytrzymałości, wyznaczyć granice. Już te pierwsze myśli pokazują, jak różnie można te granicę postrzegać.