środa, 16 sierpnia 2017

Korzystając ze słońca

Usiadłam pod orzechem nad filiżanką kawy. Tak mógłby się zaczynać każdy post, bo przecież jedynie ulewa, wichura lub -20 stopni może mnie powstrzymać od wypicia kawy przed domkiem.
Słońce właśnie rozpoczęło swoją wędrówkę ponad szczytem Stożka. Dni są już zdecydowanie krótsze, choć nadal mamy lato Już nie muszę zrywać się przed piątą, by przywitać świt. Teraz wystarczy otworzyć oczy przed szóstą, a to przecież moja normalna pora na wstawanie. Po zeszłotygodniowych burzach (które znamy tylko z opowieści) nie pozostał ślad. Dni są ciepłe, wręcz upalne. To chyba najładniejsze dni tego lata.

sobota, 12 sierpnia 2017

O ogórkach i fasolce

Za mną kolejne "słoikowe godziny". Tym razem dominowała fasolka, pomidory i ogórki.
Każde z tych warzyw wymagało sporo uwagi, ale efekty sa myślę, zadawalające. Nie pamiętam, czy kiedyś miałam tyle słoików z fasolką szparagową. Ostatnio koleżanka pytała mnie o przepis na konserwowanie tejże.Niestety u mnie wszystko jest " na język". Nie potrafię podać dokłądnych proporcji, bo zarówno poziom kwasowości jak i słoności sprawdzam organoleptycznie :)

piątek, 11 sierpnia 2017

Zwiedzając... Trzebiatów

Poznałam ich z daleka. Stali pod drzewem. On wysoki, ona drobna, niewiele wyższa ode mnie. Nagle poczułam się, jakbym przed chwilą wyszła z klasy, umówiona z Beatą i Markiem i na spacer po mieście, jakby nie było tych 30 lat po maturze. To nie tak, że nie widzieliśmy się w ciągu tych 30 lat. Spotykaliśmy się przy różnych okazjach, może 4-5 razy.

środa, 9 sierpnia 2017

Posiedzieć nad Bałtykiem

Kilka dni na działce i w kuchni sprawiło, że zatęskniłam za rowerem. Patrząc na cuedne słońce za oknem wyyśliłam sobie, że pojadę do Międzyzdrojów obejrzeć żaglowce żegnające polskie wybrzeże po Tall Ship Races. No. Spakowałam ręcznik i koc, żeby posiedzieć przy tym na plazy i pojechałam... Ta... Tylko nie wzięłam pod uwagę, że zamiast treka mam do dyspozycji tylko crossa, którym raz przejechałam 100 km w ciągu dnia...
Ale po kolei.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Rodzinnie i blogowo w lunaparku

Skoro mamy sierpień to czas na blogowe spotkanie w Ustroniu! Niby dopiero drugi raz, ale to już rodzaj systematyczności, więc można mówić o ... tradycji - latem w Ustroniu, zimą w Gierczynie. Właśnie tak ułożyliśmy nasze spotkania z Krzysztofem z bloga.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Z kuchni i ogrodu

No, ja to sobie potrafię czas zorganizować ;) Blog leży odłogiem, bo utkwiłam w kuchni. Dzisiejszy post powstaje tylko dlatego, że... zabrakło mi czosnku. Gdyby nie ów brak, to teraz kroiłabym kolejny kilogram fasolki szparagowej. Fasolka to jedno z tych warzyw, które moja rodzina uwielbia, więc sieję jej mnóstwo, a potem muszę ją zbierać i wekować :) W tym roku jednak fasola przesadziła z urodzajem i czeka mnie sporo roboty. Podobnie będzie z pomidorami, które prawie łamią się pod cieżarem owoców! Moja wiosenna praca na działce teraz przynosi wymierne efekty- codziennie znoszę do domu kolejne warzywa i owoce, które koniecznie trzeba przetworzyć.
Co zatem robię?
video

Wstaję kilka minut po 6.00. Wypijam ulubioną kawę z ekspresu i robię prasówkę. Ogarniam trochę dom i ok. 8.00 jestem gotowa do działania. W zależności od pogody albo przetwarzam to, co przywiozłam poprzedniego dnia, albo jadę na działkę toczyć nierówną walkę z chwastami i ... ogórecznikeim, które to ziele skutecznie opanowało grządki pod moja nieobecność. W ferworze walki nie zauważam, że staję się posiłkiem dla niezliczonej rzeszy owadów i dopiero wieczorem liczę bąble po ukąszeniach, zadrapania i efekty spotkania z liśćmi pomidorów. Dobrze, że mam swój ocet ziołowy do przecierania swędzących miejsc!
Gdy już uda mi sie odsłonić kolejny fragment ogrodu, mogę zebrać plony, które potem do wieczora przetwarzam. Póki co w garnku glinianym stoją ogórki małosolne. W gąsiorze burzy się wino z białej i czerwonej porzeczki ( za wino odpowiada Ślubny, ale to ja zbieram owoce!)
Część czerwonej porzeczki zamieniła się w mus owocowy i wylądowała w butelkach, a resztki po przetarciu owoców włożyłam do słoja z wodą i drożdżami. Będzie cudny różowy ocet.
Pod wpływem Inkwizycji postanowiłam trochę poeksperymentować i  przygotowałam 4 słoki ogórków w ... occie z kwiatów dzikiego bzu. A octu mam 4 litry zupełnie przez przypadek. Wiosną nastawiłam najpierw lemoniadę w Domku pod Orzechem i wydawało się, że nic z niej nie będzie, bo nie chciała pracować,a okazało się, że wyszła rewelacyjna. W Trzebiatowie też nastawiłam, jednak nie mogłam jej przypilnować, do tego zrobiło się chłodno. Po powrocie więc zamiast lemoniady miałam 4 litry octu. Teraz będę go używać do eksperymentalnych przetworów. Do przygotowania potrawy wykorzystałam przepis na ogórki z curry, tylko zamiast roztworu octu spirytusowego użyłam właśnie bzowego. Przyznam, że ogórki wyszły przepyszne!
Innym eksperymentem jest kiszona kalarepa. Tu jednak nie pytajcie o przepis, bo go nie ma. Po prostu Ślubny pokroił kalarepę a ja włożyłam ją do słoików. Do każdego słoiczka dodałam coś innego: czerwoną porzeczkę, kwiaty i liście ogórecznika, kwitnące gałązki oregano. Wszystko zalałam słoną wodą. Teraz czekam aż się kalarepka ukisi. W najbliższych dniach zakonserwuję fasolkę, zbiorę suchy groszek, kolejne ogórki, cukinię i kabaczki no i przede wszystkim te dziesiątki kilogramów pomidorów na przeciery.
Gdy nie wyrywam chwastów, nie zbieram plonów i nie gotuję to... wcale nie jeżdżę na rowerze! No... rower musi poczekać na inny czas. Bo w czasie wolnym od przetwórstwa zajmuję się wyszywaniem. Jedno zlecenie dostałam jeszcze w czasie pobytu w Gierczynie i zaraz po powrocie do Trzebiatowa zajęłam się wyszywaniem chusty. Teraz zaś ozdabiam słowiańską koszulę znajomego.
Jeśli tylko wszystko pójdzie po mojej myśli, to w tym miesiącu zaczniemy realizację całkiem sporego zamówienia, ale o nim napisze, gdy wszystko zostanie dopięte i dogadane.
Mimo nawału pracy staram się nei zaniedbywac najbliższych odwiedzam teściów, spotykam się z przyjaciółkami.
A jutro czeka mnie miłe blogowe spotkanie :)
Teraz jednak wracam do wyszywania!


niedziela, 30 lipca 2017

Święto Kaszy po raz dwudziesty

Są takie święta w kalendarzu imprez, na których nie może nas zabraknąć. Takim wydarzeniem jest niewątpliwie Trzebiatowskie Święto Kaszy. Trudno sobie wyobrazić, aby odbyło sie ono bez Słowian z Baszty Kaszanej.
W tym roku mniej zaangażowałysmy się w święto, gdyż Chuda przyjechała dopiero w piatkowy wieczór, a ja myślami jeszcze siedzę w Izerach. Obowiązki "ogarnięcia" Chąśby przejęła koleżanka i całkiem nieźle jej to poszło, ale o tym za chwilę.

wtorek, 25 lipca 2017

KIlka refleksji po Izerskiej Gali Folkloru

Niedziela miała być dniem błogiego nieróbstwa i w sumie, prawie nam się udało. Prawie, bo choć poczatkowo nie planowaliśmy udziału w Izerskiej Gali, to po obiedzie i tak zjechaliśmy do Mirska. Bywamy tu praktycznie co roku i obserwjemy, jak zmienia się charakter imprezy, jak z niedopracowanych dni miasta staja się licząca i świetnie przygotowanym świętem folkloru. 

niedziela, 23 lipca 2017

XIV Klasyk Kłodzki- 100 km po górach

Nie ma gigi!??? Ta elektryzujaca wiadomość prawie zniweczyła nasze weekendowe plany. Co roku o tej porze jeździmy na Klasyk Kłodzki i pokonujemy najdłuższy dystans. A tu taka straszna nowina! Zastanawiamy się, czy jest sens jechać kilka godzin samochodem, by spędzić na rowerze ok. 5 godzin. Messenger rozgrzał się do czerwoności. Wreszcie podejmujemy decyzję, że jedziemy, ale tylko z jednym noclegiem. Cóż... nie pójdę na prawdziwki, których ponoć mnóstwo rośnie w Górach Orlickich. I tak, w piątkowe popołudnie meldujemy się w Zieleńcu. Noclegi tradycyjnie zamówiłam w Zielenieckiej Chacie. Lubię klimat tego miejsca.

piątek, 21 lipca 2017

Lemoniada z koniczyny


Gdy rok temu pierwszy raz przygotowałam szampan z czarnego bzu, nie podejrzewałam, że lemoniady kwiatowe wejdą na stałe do naszego repertuaru napojów ulubionych. Mając nieograniczony prawie dostęp do kwiatów rozmaitych, eksperymentuję ze smakami. Zwłaszcza, że wykonanie jest dziecinnie proste.

czwartek, 20 lipca 2017

Jagody, wszędzie jagody!

Podjeżdżałam pod Kamienicę. Zatrzymałam się na skrzyżowaniu dróg i wtedy je zobaczyłam- całe połacia jagodzisk bogato obsypanych owocami! Są! Znalazłam jagody, o których marzyłam od kilku dni. Bo przecież niżej na „moich miejscach” w tym roku jagody zmarzły i nie owocują. W jednej chwili zdecydowałam, że nastepnego dnia przyjadę z wiaderkiem i będę zbierać. 

niedziela, 16 lipca 2017

"Król Artur", czyli o Arturze, który nie chciał być królem

W sobotnie popołudnie wybrałam się z Krzysiem na randkę. Taką prawdziwą - z kwiatami, szykowaniem się, butami na obcasie, dobrym jedzeniem i kinem. I rozmowami. O filmach, jedzeniu i życiu. 

Zjedliśmy na wrocławskim rynku pizzę, pospacerowliśmy wokół ratusza (po nierównym bruku, co wywoływało w moim chłopaku niesamowitą radość - sadysta - miał trampki!), chwilę oglądaliśmy pokaz fireshow (aż zatęskniłam za moimi POI). Wczesnym wieczorem ruszyliśmy do CH Arkady, by kupić bilety do kina i usiąść jeszcze na coś słodkiego w którejś z pobliskich kawiarenek. I o ile strona multikina wyświetlała repertuar dla tej lokalizacji, o tyle miła pani z obsługi stwierdziła, ze kino zamknięte do odwołania i niestety ale tylko Pasaż Grunwaldzki. Za tę niedogodność dostaliśmy vouchery na zakup biletów w niższej cenie i ruszyliśmy na przystanek w poszukiwaniu czegoś, czym dojedziemy do Pasażu. Po dotarciu na miejsce kupiliśmy bilety i poszliśmy jeszcze na lody. 
http://www.impawards.com/2017/posters/king_arthur_legend_of_the_sword_ver5_xlg.jpg

Perski Jarmark Izerski w Kopańcu

Farma 69 w Kopańcu to miejsce niezwykłe, które jak wiele innych czekało na moment, bym je odwiedziła. Pretekstem do obejrzenia osady słowiańskiej stał się Perski Jarmark, który systematycznie jest w niej organizowany. Kilka razy już się tam wybierałam, ale niesprzyjająca aura ciągle mi przeszkadzała. Tym razem, mimo niezbyt pomyślnych prognoz zdecydowałam się pojechać.

piątek, 14 lipca 2017

Poranna kawa pod orzechem

Każdy, kto odwiedził Domek pod Orzechem, wie, że nic nie smakuje tak dobrze, jak kawa pita o poranku przed domem. Często to jej zapach oraz terkanie starego ekspresu do kawy (TO JESZCZE DZIAŁA???) budzi domowników i gości. Potem, w ciągu dnia wypijamy hektolitry naparów, soków i lemoniad, ale rano króluje kawa.

wtorek, 11 lipca 2017

Wycieczka do Miedzianki i nad Kolorowe Jeziorka

Browar Miedzianka jest miejscem, które po wielokroć mijałam w czasie maratonu Liczyrzepa i za każym razem wyobrażałam sobie, że siedzę na tarasie i pije chłodne piwo... Tym razem prawie się udało. Prawie, bo chłodne piwo pił Ślubny, ja zadowoliłam się latte ( nie wiem, czy, gdyby wiedział, jak potem przewiozę go do Wieściszowa i Kolorowych Jeziorek, to tak chętnie oddałby mi kierownicę)

niedziela, 9 lipca 2017

III Supermaraton Szosowy "Szlakiem Don Kichota"

7 lipca do pracy bladym świtem ruszyłam samochodem z zapakowanym już rowerem i wszystkimi potrzebnymi na trasie rzeczami. Po pracy zjadłam coś na szybko i wyjechałam z Wrocławia do Krotoszyna. Tam przepakowałam z Krzysiem samochody, mój troskliwie wstawiłam do garażu i ruszyliśmy do Nietążkowa na III Supermaraton Szosowy Szlakiem Don Kichota.

piątek, 7 lipca 2017

Wiejska sielanka


Z ogniska unosi się aromatyczny dym- rano wykarczowałam rozrośnięty nad wyraz bez i teraz Ślubny pali gałęzie. A wydawało się, że z dzisiejszego ogniska nic nie wyjdzie, bo po południu zawarczało w odddali, błysnęło się, zerwał się silny wiatr...

środa, 5 lipca 2017

Bałtyk- Izery podejście trzecie

Droga hipnotyzuje... Gdy jedziesz n-tą godzinę, jest już tylko droga, rower i mijane pejzaże. 24 godziny, które porządkują myśli, odczucia, ustalają priorytety.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Jedziemy do Wisły!

Niemal za samym oknem szemrała nam Wisła <3 
Właściwie, to pojechaliśmy. Przełomowy weekend czerwca i lipca spędziłam wraz z Krzysiem i Damianem spędziliśmy w górach. Główny zamiar był jeden - pojeździć na rowerach. Panowie startowali w Road Maratonie - Krzyś na dwóch pętlach, Damian na jednej. Zanim jednak pętle i maratony, był piątek. W piątek rano wsiadłam w golfa i z Wrocławia ruszyłam do Krotoszyna. Zjadłam wczesny obiad przygotowany przez tatę Krzysia, przepakowaliśmy samochody, zamknęliśmy moją limuzynę w garażu (w ogłoszeniu o sprzedaży nie omieszkam o tym wspomnieć) i ruszyliśmy do Ostrowa po Damiana. Najpierw jednak zahaczyliśmy o kawiarnię w centrum handlowym i uzupełniliśmy poziom czekolady. 

sobota, 1 lipca 2017

Blogowa ekonomia w połowie roku

Na półmetku 2017 postanowiłam podzielić się z Wami "blogową ekonomią", czyli tym, o co wzbogaciłyśmy się dzięki funkcjonowaniu bloga. Nie będę pisała o konkursach, którymi chwaliłam się w marcu (klik), za to napiszę o innych wygranych oraz możliwości testowania produktów. Zacznę jednak od finansów. W marcu pisałam o lokacie w Nest Banku (klik) oraz koncie oszczedzającym w Getin Banku, czyli moich sposobach na oszczędzanie.

czwartek, 29 czerwca 2017

Ło Matulu! Ta szczoteczka do mnie gada!- Oral B Genius 9000

Różne rzeczy już testowałam, przyszedł czas na test elektrycznej szczoteczki do zębów i to nie byle jakiej, ale pawdziwego cuda: Oral B Genius 9000. Co jest w niej genialnego i czym różni się od innych szczoteczek elektrycznych?

środa, 28 czerwca 2017

Letnie czytadło: "W słońcu i we mgle" Doroty Schrammek

Jasnobłękitne tło z ledwo widoczymi we mgle zroszonymi roślinami i trzy klucze na cieńkiej wstążce. Cóż może kryć książka z taką okładką?
Ano kryje się tam nowa powieść Doroty Schrammek "W słońcu i we mgle". Tym razem pisarka zabrała czytelników i swoje bohaterki do swojej rodzinnej miejscowści- Wałcza. To o tyle istotna informacja, że możemy być pewni, iż opisywane w ksiażce miejsca istnieją naprawdę i jeśli tylko nam się spodoba, możemy pojechać do Wałcza i przejść się śladem bohaterek.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

III Wolsztyński Maraton Rowerowy - 24.06.2017 r.

Czwartek upłynął mi na pakowaniu połowy dobytku do starego Golfa. Pudła, pudełka, worki i przede wszystkim dwa rowery. Jakimś cudem moje autko okazało się tak pojemne, jak zakładałam i wszystko pięknie się zmieściło. W piątek o poranku wsiadłam więc za kierownicę, odpaliłam nawigację w telefonie i ruszyłam przed siebie. To pierwsza moja tak długa samodzielna trasa - celem na piątek był Pałac w Orli. Udało mi się dojechać. Po odebraniu klucza do pokoju chwilę się jeszcze pokręciłam, po czym postanowiłam się zdrzemnąć, czekając na Krzysia, który miał dojechać z pobliskiego Krotoszyna. Po jego przyjeździe przepakowaliśmy jeden z moich rowerów do jego auta, zjedliśmy posiłek i dość wcześnie poszliśmy spać. Czekała nas pobudka przed 4 rano.

niedziela, 25 czerwca 2017

Trzebiatowskie Sąsiady po raz dwudziesty!

"Sąsiady" to jedna z tych imprez, które w kalendarzu wydarzeń trzebiatowskich niesamowicie lubię, ponieważ pokazuje ona wielokulturowość naszego miasta z jednej, a stopień integracji z drugiej strony. Pamiętam początki tej imprezy z korowodem zespołów folklorystycznych- bardziej festiwal niż festyn, gdzie muzyka była najważniejsza. Z czasem formuła się zmieniała, tak, by trafić w gusta uczstników i widzów.

piątek, 23 czerwca 2017

Stare nowe buty

Wszystko zaczęło się od bloga Antywieszak, którego autorka przerabia, odnawia i ratuje naprawdę różne przypadki. Będąc wierną czytelniczką, chciałam być jak ona... Gdy kilka lat temu dostałam zaproszenie na Sylwester w stylu lat 20, postanowiłam pomalować stare buty z balu gimnazjalnego...czarnym akrylem. Zrobiłam to jednak nieporadnie i pewnie za grubo, gdyż już na początku imprezy z moich butów odpadać zaczęły płatki czarnej farby. Historią na ten temat wygrałam konkurs na wyżej wspomnianym blogu i otrzymałam bon do wykorzystania w sklepie multirenowacja.pl
Stan butów po wyjęciu z szafy

środa, 21 czerwca 2017

Upojny zapach róż zamknięty w butelkach

Gdy wiele lat temu przeprowadziłam się na Pomorze, zaskoczył mnie bezmiar różanych zagajników. Nagle znalazłam się w baśnieowym świecie, którego istnienia nawet nie podejrzewałam! Intensywnie różowe, duże kwiaty kontrastujące z soczystą zielenia liści zauorczyły mnie od pierwszego wejrzenia.
Ponieważ wiedziałam, że róża jest źródłem wielu witamin,  zastanawiałam się, jak wykorzystać te obfite dary natury.

piątek, 16 czerwca 2017

Na szutrowych duktach izerskich

Rozkładam mapę... tyle dróg, tyle miejsc! Dokąd jechać? Czy wybrać znajome zakątki o niewielkim nachyleniu dróg? Objechać pobliskie asfalty? A może sprawdzić możliwości nowego roweru, który wisi na strychu od kilku miesięcy i czeka na prawdziwe wyzwanie, bo przecież nie można nazwać sprawdzeniem roweru tych czterdziestu kilometrów po asfalcie! Wybieram wyjazd w góry. Po maratonach w Radkowie i Świnoujściu podjazdy nie powinny sprawić mi problemu.

środa, 14 czerwca 2017

Ćwierkająca ściana

-ćwir, ćwir... - głośne, natarczywe ćwierkanie rozlega się gdzieś blisko... tylko gdzie? Nie widzę źródła dźwięku. Podchodzę do ściany domu... Ej, ćwierkanie rozbrzmiewa w … ścianie! Jak to możliwe?
 To akurat proste- para sikorek zagnieździla się w otworze wentylacyjnym naszej chatki i teraz ich młode domagają się jedzenia. Jeśli podejść za blisko i próbować zajrzeć, milkną spłoszone.Jeśli w środku akurat jest któreś z rodziców- rozlega się dźwiek podobny syczeniu. Nigdy bym się nie spodziewała, że sikory mogą wydobywać z siebie taki głos!

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Odpocząć nad Świną- Domki Zbyszko w Świnoujściu

W telefonie usłyszałam ciepły, męski głos. Kilka chwil rozmowy wystarczyło, bym poczuła sympatię do tego zupełnie obcego człowieka- właściciela domku, w którym zamówiłam noclegi na ultramaraton w Świnoujściu. Podobnego uczucia doświadczyłam kilka minut później, gdy potwierdzałam rezerwację u pani Teresy- żony pana Zbyszka. Oboje posiadają fantastyczne ciepłe głosy, w których pobrzmiewa nuta poczucia humoru i radości życia. Nim przyjechaliśmy, wiedziałam, że to muszą być niesamowicie sympatyczni ludzie.

360 km jazdy towarzyskiej- Ultramaraton w Świnoujściu

Ultramaraton w Świnoujściu od zawsze był dla nas bardzo ważną impreza w maratonowym kalendarzu. To własnie tu w 2012 r. przejechałyśmy z Gui swój pierwszy maraton zaliczany do Pucharu Polski w Supermaratonach Szosowych. Tu swoje rekody w długości przejazdu biła Chuda, a ja rekord prędkosci przejazdu. Wreszcie to tu jest rewelacyjna, zgrana ekipa przygotowująca imprezę (od tego powinnam zacząć!) Zatem i w tym roku nie mogło nas zabraknąć, zwłaszcza, że to jedyny w tym roku ultramaraton cyklu.
Noclegi zamówiłam na wyspie Wolin, żeby nie martwić się przeprawą promową o świcie. Naszej kwaterze poświęcę osobny post, gdyż miejsce nas zauroczyło!

czwartek, 8 czerwca 2017

Majowo-czerwcowe zbiory ziół

Maj skończył się niepostrzeżenie i rozpoczął czerwiec. To najlepszy czas dla wszyskich zbieraczy ziól wszelakich. Roboty mamy mnóstwo, czasem nie wiadomo, co zbierać najpierw, co może poczekać i jaki specjał przyrządzić. U mnie trochę tradycyjnych przetworów i trochę nowości.

środa, 7 czerwca 2017

Z cyklu jemy chwasty- pokrzywowe naleśniki

Obiecuję, że to ostatni w tym roku pokrzywowy przepis! Następne będą już z innych chwastów ;) Póki co nie potrafię przestać wykorzystywać pokrzyw, gdzie się da! Dziś zapraszam Was na pokrzywowe naleśniki.
Składniki:
ok. 1 l liści pokrzyw
2 szkl. wody
2 szkl. maki pszennej
1 szkl. mleka
1 jajko
szczypta sody oczyszczonej
szczypta soli.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Rodzinny weekend

Nieczęsto zdarza nam się ostatnio siadać w pięcioro przy naszym kuchennym stole. Tym bardziej są to chwile cenne i drogie. W piątkowy wieczór taka chwila nam się przytrafiła. Do domu zawitały dzieci. Pretekstem był udział w weselu mężowskiego chrześniaka.

piątek, 2 czerwca 2017

Migawki z Święta 3 batalionu zmechanizowanego Legii Akademickiej w Trzebiatowie

Plakat wisiał od kilku dni. No tak początek czerwca - zawsze wtedy świętowaliśmy. Często całymi rodzinami spędzaliśmy czas na piknikach wojskowych. Po wielu z ich pozostały zabawne zdjęcia i fajne wspomnienia, nawiązywało się znajomości i przyjaźnie. Wojskowe dzieci z wszystkich osiedli bawiły się razem, współzawodniczyły w konkursach i zabawach. Wieczorem dorosli bawili się pod gwiadami przy muzyce zaprzyjaźnionego zespołu... Ileż to już lat?

czwartek, 1 czerwca 2017

Z cyklu jemy chwasty- pierogi z pokrzywą i serem

Pokrzywy powoli zaczynają kwitnąć, więc sezon na potrawy z tym rewelacyjnym chwastem niedługo się skończy. Coraz trudniej znaleźc młode pędy bez charakterystycznych żółtozielonych zwisających kwiatków.
Póki jeszcze mogę znaleźć dorodne i zdrowe liści, korzystam. Tym razem proponuję pierogi.

wtorek, 30 maja 2017

Po śladzie torów kolejowych cz.2.- Chomętowo- Niczonów

Od poprzedniej wycieczki (KLIK)minęło trochę czasu, pomyślałam więc, że pora wrócić na bezdroża powiatu gryfickiego. Swoje poszukiwania śladów dawnej historii postanowiłam rozpocząć w miejscu, gdzie je przerwałam poprzednio. Dojechałam więc do Chomętowa, by od strony wsi spróbować dotrzeć do nasypu kolejowego. Jakoż udało mi się dojechać do skraju wsi, gdzie odkryłam resztki starego wiaduktu nad torami.

poniedziałek, 29 maja 2017

Choszczeńska Pętla pachnąca konwaliami

- Muszę Cię o coś zapytać, Aniu- zagaił Romek, gdy podjechaliśmy kolejny podjazd Pojezierza Drawskiego- czy czułaś zapach konwalii?
Czy czułam??? Nie dało się nie poczuć upajającej woni całych konwaliowych łanów porastających jasny, rozsłoneczniowy las przed Kaliszem Pomorskim.
Tak... zapachy zdominowały doznania tego maratonu. Pachniał ciepły sosnowy las, zapraszający do zanurzenia się w jego zieloność. Słodycza kusiłu konwalie i bzy. Niepokojąco duszącą, gęstą wonią wabiły głogi i przekwitajacy juz rzepak. w dolinach, nad brzegami jezior wyczuwało się rzeską bryzę wody i zgniły zapach mokradeł i bajor. Przez 250 km jechaliśmy w ferii aromatów, których nie da się powtórzyć i opisać...

czwartek, 25 maja 2017

Spacerkiem po Wambierzycach

Obiecałam Wam kilka słów o niezwykle ciekawej dolnośląskiej wsi- Wambierzycach.
Zatem zaczynajmy!
O Wambierzycach wiedziałam chyba od zawsze, albo przynajmniej od czasów gdy w szkole podstawowej w podręczniku do plastyki zobaczyłam fascynującą barokową bazylikę. Odwiedzając Góry Stołowe 30 lat temu, zahaczyłam o to miejsce, ale dziś już nie pamiętam swojej reakcji. Należało więc wycieczkę powtórzyć, zwłaszcza że przez wioskę przejeżdżamy w czasie Klasyku Radkowskiego (nie czytaliście sprawozdania, to zajrzyjcie). Za każdym razem wykręcam też głowę, by choć chwilę napawać się tym barokowym pięknem.

wtorek, 23 maja 2017

Czy sprzyjała nam Wambierzycka Pani? - Klasyk Radkowski 2017

Klasyk Radkowski to jeden z tych maratonow na które czeka się z niecierpliwością, ale też niepewnością i lękiem. Nie inaczej było i w tym roku.  Obie z Chudą ambitnie zapisałyśmy się na dystans giga liczący 200 km z przewyższeniami prawie 4000 m. (profil trasy)
Do Radkowa dojechałyśmy późnym popołudniem, po wielogodzinnej jeździe naszymi drogami w budowie.Upał, korki, przestoje, dziury, wykopy, czyli wszystko, czego można się spodziewać polskich drogach mocno nas wyczerpało. Przed 18 stawiłyśmy się w miejscu noclegu.  Tym razem zakwaterowanie miałyśmy w pensjonacie "Czarodziejski Młyn", gdzie przemiła właścicielka proponwała też wyżywienie. W czasie, gdy pałaszowałyśmy obiado-kolację nadjechał Krzyś. Dzięki temu na odprawę techniczną poszliśmy wspólnie. W bazie maratonu panował już ożywiony ruch i radosna atmosfera, którą tak bardzo lubimy.

czwartek, 18 maja 2017

Nivea mnie rozpieszcza!

Odkąd dołączyłam do Klubu Moja Nivea, czuję się rozpieszczana przez firmę. Biorę udział we wszystkich kampaniach, a dzięki temu co chwilę zaskakiwana jestem nowymi produktami. Dopiero co pisałam o antyperspirantach (klik), a już kurier niósł mi następną przesyłkę.

wtorek, 16 maja 2017

Chuda przewodnik, czyli krótkie wizyty w Stargardzie i Szczecinie

Stargardzki maraton należał do tych zdecydowanie krótkich i dość szybkich, więc po jego zakończeniu zostało nam wolne parę godzin popołudnia. Wraz z Krzysiem postanowiliśmy wykorzystać ten czas miedzy innymi na zobaczenie Stargardu, który ja widziałam pobieżnie w gimnazjum, a on chyba nigdy. Zostawiliśmy samochód pod Kolegiatą pw. NMP Królowej Świata. Przepiękną budowlę obejrzeliśmy jednak tylko z zewnątrz i udaliśmy się na rynek przejściem pod Odwachem. Przyjrzeliśmy się ratuszowi, z rozczarowaniem stwierdziliśmy, że nie bardzo jest gdzie usiąść i jeść przy samym rynku i ruszyliśmy w stronę dawnych fortyfikacji miejskich. 

poniedziałek, 15 maja 2017

II Maraton Szosowy dookoła Jeziora Miedwie

W momencie, gdy pojawił się kalendarz tegorocznych Supermaratonów Szosowych  nie zaznaczałam w swoim prywatnym kalendarzu daty 13 maja - II Maratonu Szosowego dookoła Jeziora Miedwie. Raz, że dystansem maksymalnym było króciutkie Mega - 130 km - toż to niemal szkoda rower z piwnicy wyciągać, dwa - zeszłoroczni uczestnicy bardzo nieprzychylnie wypowiadali się o stanie asfaltów na wytyczonej w okolicach Stargardu trasie, a trzy - mama nie jechała, to samej mi się nie chce. 
Okazało się jednak, że jedzie Krzyś. Początkowo miałam w związku z tym plan, że pojadę z nim w roli nadwornego fotografa - porobię zdjęcia, pobyczę się nad jeziorem, pokręcę, porozmawiam ze znajomymi. Ostatecznie jednak wystartowałam na dystansie 130 km. Wprawdzie organizatorzy zapomnieli chyba, że ideą maratonu jest pokonanie jego dystansu, a nie wkręcenie sobie języka w szprychy ścigając się z czasem i ustawili wyśrubowany czas na przejazd tego odcinka - 5 godzin (co wymagało utrzymania średniej 26 km/h - dla mnie - nierealnej na takim dystansie). Było to dla mnie o tyle dziwne, że na mini (65km) uczestnicy dostali 3 godziny - dlaczego więc nie można było na mega dać dwa razy tyle czasu? Wprawdzie, gdy przekroczyłam wyznaczony czas o 15 minut nie robiono mi problemów, ale co nadenerwowałam się przed startem, to moje. 

niedziela, 14 maja 2017

Rzepakowa wycieczka

Wszystko zaczyna się w głowie... Tę banalną prawdę próbowałam wyjaśnić Chudej kilka dni temu, gdy wmawiała mi, że nie da rady jechać szybciej. Chyba mi się udało, ale o tym, jak jej poszło na maratonie pewnie sama napisze.
Gdy Chuda z Krzysiem pokonywali kilometry maratonu w Stargardzie, ja wybrałam się na samotną wielogodziną wycieczkę.

czwartek, 11 maja 2017

Przedłużona majówka

Moja tegoroczna majówka nie należała do krótkich. Trwała od maratonowego weekendu, aż do pomajówkowego wtorku. W międzyczasie zahaczyłam o Wrocław i Warszawę i o tym poniżej. 
Bilety na tegoroczną 3majówkę we Wrocławiu zamówione miałam już od dawna - jak tylko dowiedziałyśmy się z Marzenką, ze gra Cranberries, podjęłyśmy decyzję, że warto. Do Wrocławia przyjechałam w poniedziałek przywieziona przez Krzysia. Po obiedzie ruszyłyśmy z Marzenką w stronę Hali Stulecia, na terenie której odbywała się cała impreza. Większość odległości pokonywałyśmy w tych dniach na wrocławskich rowerach miejskich
Tego dnia jednak, zanim dotarłyśmy na teren festiwalu przeleciałyśmy jeszcze nad rzeką dzięki Polince - wrocławskiej kolejce gondolowej, później przeszłyśmy się jeszcze obejrzeć jaz i jego stan przy podniesionym stanie wód i dopiero wówczas skierowałyśmy swoje kroki w stronę, skąd dobiegała już muzyka. Pierwszego dnia "zaliczyłyśmy" koncert grupy Lacuna Coil, którą pamiętam jeszcze z czasów swoich gotyckich fascynacji. 
Bardziej jednak niż sam koncert zajmowała mnie Hala Stulecia, w  której byłam po raz pierwszy - potężna konstrukcja znana mi z książek Andrzeja Ziemiańskiego dopiero teraz pozwoliła w pełni wyobrazić sobie część opisywanych sytuacji. Koniecznie muszę wrócić tam jakiegoś zwykłego dnia. 
Drugim koncertem tego dnia był występ Cranberries, który stał się głównym powodem mojego przyjazdu do Wrocławia. Już raz z Marzenką byłyśmy na koncercie tej grupy - niecały rok temu w Lublinie. Tym razem, miałam wrażenie, że energia, z jaką przepiękna Dolores występuje jest zdecydowanie mniejsza, ale wieczór i tak należy zaliczyć do tych bardzo udanych. 

Drugiego dnia zaczęłyśmy od zwiedzenia Ogrodu Botanicznego, który rzucił się kiedyś Marzence w oczy. Moja siostra rozpływała się w szklarniach z sukulentami, a ja podziwiałam kwitnące azalie, tulipany i drzewa owocowe. Następnie ruszyłyśmy w kierunku terenu festiwalu.
 Na wtorek zaplanowane miałyśmy trzy koncerty - Julię Pietruchę, Happysad i Hunter. Ten drugi, był planowany, jako ten najbardziej oczekiwany. Niestety - Happysad mocno nas rozczarował. Zespół zagrał przede wszystkim utwory z dwóch najnowszych płyt, skupiając się na promocji tej najnowszej (promowanej już miesiąc wcześniej w czasie trasy koncertowej). Miałyśmy nadzieję, że ze względu na festiwalowy charakter imprezy skupią się raczej na znanych utworach ze starszych albumów, ale te zagrano tylko trzy. :/  

Dzień uratowały dwa pozostałe koncerty - Julii Pietruchy słucha się po prostu bardzo przyjemnie - przyjemnie się także na nią patrzy. Artystka wygląda, jakby doskonale bawiła się na scenie, jest urocza i niezwykle naturalna. Hunter natomiast dotychczas nie leżał w kręgu moich zainteresowań muzycznych, ale być może włączę go do playlisty do ćwiczeń. ;) W tym samym czasie Krzyś spełniał się w roli organizatora <3
Ostatniego dnia spotkałyśmy się z przyjaciółką Natalką - zaczęłyśmy od kawy i czegoś słodkiego, później wybrałyśmy się na spacer ulicami Wrocławia, zahaczając o...karuzelę z konikami w Parku Staromiejskim. Po dłuższym spacerze pożegnałyśmy się z Natalką i ruszyłyśmy na ostatnie już koncerty. 

W środę Kult oraz punkowe The Toy Dolls. Na pierwszym koncercie, odbywającym się na Pergoli udało mi się złapać leżak usytuowany z drugiej strony fontanny. Jedząc frytki odpoczywałam. Doczekałam się hymnu nauczycieli i poszłam dołączyć do Marzeny i Macieja w Hali. 
W czwartek rano wsiadłam do pociągu do domu - zmęczona, ale zadowolona z przebiegu tych kilku dni. 
Przede mną było kilka dni odpoczynku w domu. Pojeździłyśmy z mamą na rowerach, byłyśmy z babcią na zakupach, a w poniedziałek wczesnym rankiem znów wsiadałam do pociągu - tym razem kierunek: Warszawa. 
10 godzin w pociągu, 10 w stolicy i kolejnych 10 w pociągu. Męczący, ale satysfakcjonujący dzień. Załatwiłam, co miałam do załatwienia, spędziłam trochę czasu w mieście, zrobiłam selfie pod Pałacem Kultury i Nauki, a później wróciłam do domu. Majówka dobiegła końca...
Gdzie jest Nemo? Na dworcu Warszawa Centralna! :D

niedziela, 7 maja 2017

Aktywny rowerowy weekend

O weekendzie można rzec, że był ciepły (oczywiście w porównaniu z tym, co zaserwowała nam ostatnio wiosna) A że do tego obyło się BEZ DESZCZU, więc zdecydowałyśmy się z Chudą na dłuższe rowerowe kręcenie. Sobotni wypad należałoby nazwać kompromisem między tym, jak jeździ Chuda a tym, co ważne dla mnie. W efekcie ja wybrałam trasę, ale jechałyśmy na warunkach Chudej. Jak wyszło? Całkiem nieźle.

piątek, 5 maja 2017

Kotleciki ziemniaczano-pokrzywowe- z cyklu jemy chwasty

Chłodna i wilgotna wiosna sprawiła, że pokrzywy rosną bujne i mięsiste. Aż chce się je rwać i jeść! Zrywamy młode liście albo czubki roślin przed kwitnieniem i używamy do tego gumowych rękawiczek!

czwartek, 4 maja 2017

Motylarnia w Niechorzu

Latarnia morska w Niechorzu może poszczycić sie najlepiej zagospodarowanym terenem wokół obiektu i w jego okolicy. Widziałam wszystkie polskie latarnie i kilka zagranicznych, ale żadna nie może poszczycic się tyloma atrakcjami w pobliżu. Genianym pomysłem było otwarcie Parku Miniatur Latarni Morskich, o którym pisałam kilka lat temu (klik) oraz wybudowanie dwóch sporych obiektów gastronomiczno-rozrywkowych stylem komponujących się z biało-ceglano-zieloną latarnią.

środa, 3 maja 2017

Początek maja z książką

Kolorowy plakat zachęcał do odwiedzenia Pałacu nad Młynówką. Pogoda choć słoneczna była jednoczesnie chłodną i wietrzną. Nie sprzyjała  rowerowym eskapadom. Postnowiłam więc skorzystać z zaproszenia  Trzebiatowskiego Ośrodka Kultury. Tym bardziej, że w czasie porządków w domowej biblioteczce okazało się, że kilka bibliotecznych książek zawieruszyło się w naszych zbiorach. Spakowałam je więc do sakwy i pojechałam nad Młynówkę. Przywitałam się z ulubionymi bibliotekarkami, a że do spotkania czytelniczego  było jeszcze sporo czasu, zwiedziłam wystawę "Sztuka czterech kontynentów". Zajrzałam do czytelni, gdzie wyświetlano film o Trzebiatowie, przeszłam się pałacowymi korytarzami, które bardzo lubię. Tu i ówdzie można było spotkać zwiedzających, zachęconych szeroko otwartymi drzwiami Pałacu i wystawionymi na dziedzińcu stolikami. Goście rozsiedli się zarówno w wygodnych fotelach, jak i na ławkach wokół wielobarwnego klombu.

poniedziałek, 1 maja 2017

Zaczynamy sezon maratonów szosowych!- Supermaraton Gryfland w Nowogardzie

Zgodnie z planami tegoroczny sezon maratonowy zaczęłyśmy w Nowogardzie. Odpuściłyśmy otwarcie sezonu w Obornikach, gdyż uznałyśmy, że zimno i daleko, ale w Nowogardzie nie mogło nas zabraknąć! Stęskniłyśmy się za znajomymi i atmosferą kolarskiego święta. Każda z nas pojechała jednak z różnymi aspiracjami i planami. Chuda zdecydowana była od początku na 220 km, ja wręcz przeciwnie. Choć zapisałam się optymistycznie jeszcze w marcu na dystans giga, to czym bliżej było do startu, tym bardziej wiedziałam, że moje przygotowanie kondycyjne i, co równie ważne psychiczne, uniemożliwia mi realizację ambitnego planu. Postawiłam więc na przejazd treningowy i spotkanie towarzyskie. 
Czy nam się udało, o tym za chwilę.

piątek, 28 kwietnia 2017

Z cyklu jemy chwasty- omlet z pokrzywą

Wiosna... nadeszła, acz niechętnie i z ociąganiem, znacznie opóźniona i chłodna. Pokrzywy zdają się jednak nie zauważać tej anomalii i rosną w najlepsze! Od dwóch, może trzech tygodni wykorzystujemy je w kuchni, jednocześnie uzupełniając zapasy suszonego ziela.
Dziś na obiad zaproponowałam omlet, a Chuda zaaprobowała pomysł.

wtorek, 25 kwietnia 2017

Cmentarne porządki w Stolcu


Jest rok 1792 Juergen Bernard Wilhelm von Ramin galopuje konno po lipowej alei wprost na przepiękne schody swojego pałacu w Stolcu. Koń staje dęba, a jeździec upada na kamienne stopnie i umiera. Jego młoda żona funduje pomnik na cmentarnym wzgórzu. Widać na nim pogrążoną w żałobie kobietę i dziewczynkę tulącą psa.