niedziela, 31 grudnia 2017

Blogowe podsumowanie roku

Za oknem plucha. W nocy diametralnie zmieniła się pogoda i po bajkowej zimie nie pozostał ślad (nawet nasz cudowny bałwan stopił się prawie całkowicie) Zamiast więc biegać na nartach, przeglądam blogosferę. A tam podsumowania, podsumowania... To może i ja takowe napiszę?

piątek, 29 grudnia 2017

Wypić kawę z Górą

Piliście kawę z Górą? Nie na górze, obok góry lub pod górą. Nie??? To spróbujcie. To zupełnie ciekawe doświadczenie. Wiecie zaproszenie kogoś na kawę bądź herbatę, spędzenie z nim kilkunastu, kilkudziesięciu minut twarzą w twarz tworzy więź.

czwartek, 28 grudnia 2017

Wykwintny grzaniec na czerwonym winie z malinami

Stary kaflowy piec z ogniem buzującym pod blachą aż prosi, by przygotowywać na nim zimowe eliksiry. Chyba mogę powiedzieć, że zimowa aura wymusiła na mnie opracowanie niezliczonej ilości aromatycznych napojów, często z dodatkowymi procentami. Bo przecież nic tak nie rozgrzeje po zimowej wycieczce lub pracy na dworze, jak grzaniec.

wtorek, 26 grudnia 2017

Świąteczny rower w górach

Boże Narodzenie w Domku pod Orzechem przebiega wolno i spokojnie. W wigilijne południe odwiedzili nas sąsiedzi z Domku na Górce, zapraszając na wieczorne kolędowanie. Potem odwiedziliśmy kozy i podzieliliśmy się z naszymi zwierzętami opłatkiem. Po południu przygotowaliśmy się do wigilijnej kolacji, która zgodnie z tradycja rozpoczyna się wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdki ( w tym roku gęste chmury uniemożliwiły obserwację nieba, ale przepastny internet poinformował, o której powinna zalśnić).

niedziela, 24 grudnia 2017

Wesołych Świąt!

Za oknem ciemność. Wszak to jeden z najkrótszych dni w roku. Do tego gęste chmury nie pozwalają jutrzence przebić się z różową poświatą. Wieje. Trzeszczą belki, huczy las na Blizborze. W domu jeszcze spokojnie, choć od wczoraj w izbie stoi niewielka, ale całkiem zgrabna choinka przygotowana z wielkiej gałęzi oderwanej w czasie poprzedniego huraganu. Zgodnie z rodzinną tradycją, choinkę stroi się dopiero w wigilię. Ślubny jednak nie wytrzymał i wczoraj zaczął przymierzać lampki. Potem Chuda dokończył dzieła, przystrajając drzewko ulubionymi zabawkami i słodyczami (nie mamy bombek) Przy okazji okazało się, że mamy kilka nadliczbowych  świetlnych łańcuchów, więc Ślubny przystawił do ściany domu drabinę i przystroił domek z zewnątrz.
Za kilka godzin usiądziemy do wigilijnej wieczerzy, przyjmijcie więc życzenia:

W świąteczny czas bądźmy serdeczni.
Nie dopuśćmy do siebie złości i nienawiści.
Żyjmy miłością i życzliwością.
Cieszmy się bliskością rodziny i przyjaciół.
Celebrujmy ulotną, migotliwą atmosferę 
Bożego Narodzenia

piątek, 22 grudnia 2017

"Żerca" K.B. Miszczuk- trzecia część serii "Kwiat paproci"

Jeśli przeczytaliście dwie poprzednie części i przypadły Wam do gustu, to "Żerca" wciągnie Was niczym Utopiec pan Dareczek w bagno. Z lekturą tej książki czekałam na powrót pociągiem do Domku pod Orzechem. Wiedziałam, że czeka mnie wielogodzinna podróż, gdy będę mogła z czystym sumieniem zatopić się w lekturze. Zaczęłam czytać w autobusie i nim wsiadłam w Kołobrzegu do pociągu miałam za sobą 100 stron powieści.
Ale od początku.

czwartek, 21 grudnia 2017

Biało wszędzie biało

Nadeszła prawdziwa zima, niestety, ta jej część trawała krótko. Śniegu w Izerach nie brakuje, choć dodatnia temperatura i deszcz niweczą nasze nadzieje na białę święta. Nareszcie znów mamy Narnię na Blizborze!

sobota, 16 grudnia 2017

Prezentowy ambaras

Znacie "Żółty szalik"? Ilekroć przed świętami myślę o prezentach, mam przed oczyma Janusza Gajosa otrzymującego od Danuty Szaflarskiej kolejny żółty szalik, który i tak niedługo zgubi. Pomijam tu główną ideę filmu, czyli próbę wyjścia z alkoholizmu. Chodzi tylko o ten żółty szalik. Matka co roku kupuje synowi to samo, a za każdym razem jest to prezent jedyny w swoim rodzaju.
Móc sprezentować coś, co będzie ważne, wyczekiwane... i nie musieć prosić o sugestie, proponować napisanie listu do Świętego Mikołaja.

piątek, 15 grudnia 2017

"Noc Kupały" K.B. Miszczuk, czyli komu Gosia odda kwiat paproci

Po przeczytaniu „Szeptuchy” Katarzyny Bereniki Miszczuk (recenzja: klik), gdy autorka zostawiła mnie z pytaniami bez odpowiedzi, a akcja urwała się w najważniejszym momencie, wiedziałam, że koniecznie chce przeczytać kolejny tom cyklu „Kwiat paproci”. Trochę musiałam poczekać, żeby książka do mnie dotarła z biblioteki, potem czekałam na dogodny moment, by zagłębić się w lekturze na kilka godzin i jadąc pociągiem skończyłam czytanie. „Noc Kupały” toczy się w ciągu kilku tygodni poprzedzających przesilenie letnie, w czasie którego Gosia, bohaterka znana z „Szeptuchy” powinna zdecydować, komu odda zerwany przez siebie kwiat. W kolejce stoją ważne osobistości: Weles i Świętowit oraz ukochany nieśmiertelny książę Polan Mieszko. Jak należało się spodziewać, czym bliżej święta, tym atmosfera się zagęszcza. Do gry o życie Gosi wkraczają kolejne nadprzyrodzone istoty: strzyga, mająca porachunki z Mieszkiem i jego kobietami, bogini Mokosz i bóg Swarożyc. Można się zatem spodziewać spektakularnych przemian, gonitw po lesie i po polach, nagłych zwrotów akcji. Oprócz perypetii Gosławy poznajemy też trochę tajemnic szeptuchy Jagi i żercy Mszczuja, a także pewnej południcy, rozwiąże się też zagadka przepowiedni w domu Jagi.

 Podobnie jak poprzedni tom, powieść czyta się szybko i przyjemnie, choć fabuła staje się nieco przewidywalna, a tym samym już nie tak pasjonująca jak poprzedniczka. Nie mniej należało po nią sięgnąć, jeśli pierwsza część zachwyciła. Teraz czekam na trzecią część trylogii, aczkolwiek nie ma we mnie już takiego dreszczu emocji jak wcześniej, bo tym razem autorka nie zostawiła nas w środku wydarzeń, raczej zamknęła pewien rozdział, pozostawiając lekko uchylone drzwi do kolejnego tomu.

czwartek, 14 grudnia 2017

A gdyby tak Mieszko nie przyjął chrześcijaństwa...- "Szeptucha"

 - A "Szeptuchę" czytałaś?  zapytała przyjaciółka, gdy we wtorkowe popołudnie pojawiłam się u niej z aromatyczną zupą dyniową.
Moje przeciągłe "Nie?" było jednocześnie odpowiedzią i pytaniem. Czekałam, aż przyjaciółka powie kilka słów o książce.

środa, 13 grudnia 2017

Jarmark Bożonarodzeniowy w Görlitz

Święta zbliżają się wielkimi krokami, o czym przypominają reklamy, sklepowe półki i przede wszystkim zapachy unoszące się w mojej kuchni. Już od października planowałam, że w tym roku w adwencie wybierzemy się na bożonarodzeniowy jarmark.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Zapraszam na zimowy spacer z kozami

Przez wiele lat wychodziłam na poranny sacer z psem. Szło się do parku albo za działki. Teraz Koki wychodzi kiedy chce i chodzi gdzie chce, a ja wychodzę na spacery z ... kozami. Jesienią Pawetta i Jenefer pasły się całymi dniami na łące przypięte łańcuszkami. Teraz, gdy spadł śnieg, wychodzimy na ok. półgodzinny spacer po okolicy. Kozy biegają luzem, przy czym nie oddalają się zbytnio i reagują na wołanie. Ot takie psiaki z różkami i kopytkami.

niedziela, 10 grudnia 2017

Tradycyjny niedzielny obiad

Tak... w naszym domu też czasami gości tradycyjne jedzenie, a nie eksperymenty, choć... ten, o którym dziś napiszę trochę innowacji też zawiera. Już od pewnego czasu chodziły za mną śląskie rolady z wołowiny i czerwona kapusta. Niewiele brakowało, a obeszłabym się smakiem, bo wołowiny w sklepie nie było. Zamiast niej przywiozłam do domu kilogram wieprzowej łopatki. I tak trzeba było zadowolić się roladami z wieprzowiny.

piątek, 8 grudnia 2017

Finanse, ech finanse

Listopad był dla nas trudny pod względem finansowym - budowa koziarni pochłonęła całkiem niezłą kwotę, ale też jest solidna i trwała; trzeba było kupić opał na zimę, no i nazbierało się tych wydatków. Szukając sposobów sfinansowania naszej inwestycji bez znacznego uszczerbku na oszczędnościach (o oszczędzaniu pisałam tu), znalazłam ofertę Citi Banku Handlowego. Bank oferował kartę kredytową z nagrodą. Doczytałam wszystkie informacje, skontaktowałam się z bankiem i po przesłaniu dokumentów stałam się posiadaczką karty kredytowej  Citi Simlicity. I spokojnie mogę teraz kupować prezenty! Czym różni się ona od innych kart kredytowych, których tyle w tej chwili na rynku?

środa, 6 grudnia 2017

Marchewkowo-korzenne ciasteczka dla Świetego Mikołaja

Kozy uwielbiają marchew, stąd też moja spiżarnia jest jej obecnie pełna. Mając bardzo dużo marchewki, postanowiłam użyć jej jako podstawy mikołajowych ciastek. Bazowałam na przepisie z netu, ale jak zwykle zapamiętałam tylko składniki, które i tak zmodyfikowałam po swojemu.

wtorek, 5 grudnia 2017

Płomienna korona, czyli Władziu na tronie

Trochę trwało nim w moje ręce trafiła trzecia część trylogii "Odrodzone Królestwo" Elżbiety Cherezińskiej. Nie muszę chyba pisać, że ksiażkę prawie połknęłam, co nie było łatwe, zważywszy że jest to ponad tysiąćstronicowe tomiszcze.

sobota, 2 grudnia 2017

Tu, gdzie kiedyś płonęło ognisko

- Prześlij mi zdjęcia Polany. - poprosiła znajoma na fb. Polana... niewielki bezdrzewny , prawie płaski obszar na szczycie Stożka. Miejsce zarośnięte malinami i młodymi brzózkami, rozjeżdżone kołami traktorów ściągających drewno. Można przejść obok obojętnie, niezauważając go prawie (no chyba, że akurat jest lato i chcemy nazbierać malin, którymi kuszą dorodne krzaczki). Dlaczego ktoś chce zdjęcia tego akurat miejsca w Gierczynie? Wokół tyle ciekawszych widoków. A jednak takiej prośbie nie mogłam odmówić, więc zrobiłam kilka fotek w czasie spaceru na Prochową, o której pisałam niedawno (klik)

czwartek, 30 listopada 2017

Pojechała baba do urzędu

Korzystając ze sprzyjającej aury (mgliście, ale bezwietrznie), zdecydowałam się pojechać rowerem do kilku urzędów, aby załatwić sprawy wymagające już załatwienia. Wydawało mi się, że:
a) umiem czytać ze zrozumieniem
b) w miarę biegle korzystam z internetu
c) wiem, gdzie i co mam o załatwienia.

poniedziałek, 27 listopada 2017

W rytmie słońca

Listopadowe poranki i wieczory należą do moich ulubionych.Trwają nieskończenie ługo i pozwalają na zwolnienie tempa. Choć z tym zwolnieniem to różnie bywa. Prognozy na ostatnie dni nie były zbyt zachęcające, więc zaplanowałam sobie dość absorbujace zajęcie, o którym niedługo napiszę. I zamiast spacerować w lekkim mrozie (bo zamiast deszczu ze sniegiem mieliśmy całkiem ładne słońce) oddawałam się pracy w domu.
Dzielnie towarzyszyły mi zwierzaki, które z racji wyjazdu Ślubnego na kilka dni, były moimi najważniejszymi kompanami. Frida dbała, bym nie wylegiwała się za długo i już kilka minut po szóstej budziła mnie mruczeniem i lekkim podgryzaniem... nosa. Potem razem z Kokim towarzyszyli mi przy porannej kawie, dbając, bym nie zjadła za dużo słodyczy ( podobnie bywało wieczorami)  Przed dziewiątą moim czasem władały Pawetta, Jenefer i Piesio. Cała trójka domagała się wyjścia na świeże powietrze.
W ciagu dnia zajmowałam się tym, co sobie zaplanowałam, przez okno podglądając kozy na łące. Frida dzielnie chciała mi pomagać, ale ... nie koniecznie jej to wychodziło. Między 15.00 a 15.30 zabierałam kozy z pastwiska, bo na naszej górce jest już wtedy po zachodzie słońce i robi się zimno, wzmaga się także wiatr (tak jak dziś) . Dziewczyny biegną już bez smyczy prosto do koziarni, wiedząc, że czekają tam na nie smakołyki. Teraz czas na Piesia, który odpięty od linki idzie na spacer i wraca po... godzinie. Wpuszczam go do jego zagródki w koziarni, gdzie stoi już miseczka z jedzeniem. Teraz już tylko rowerkiem pod gókę po mleko i ... mam wieczór.
 Tak, tak! Jest 17.00 a ja mam wieczór. Czas czytania książek, picia gorącej aromatycznej herbaty lub czekolady i czytania! No oczywiście te czynności także dzielę z Kokim i Fridą, które tylko czekają, bym sięgnęła po czekoladę!



piątek, 24 listopada 2017

Najsmutniejszy pies we wsi

Wyobraźcie sobie ciemną komórkę ze zgniłą ściółką na podłodze i monstrualnymi girlandami pajęczyn zwieszjącymi się z sufitu. W rogu komórki stoi stara rozpadająca się buda, a w niej... pies. Rude, jamnikowate stworzenie warczy, szczerzy zęby, ale w jego oczach widać strach i ból... Fama mówi, że to groźne zwierzę, do którego lepiej nie podchodzić. Nikt nie pamięta ani jego wieku (będzie miał z 18 lat!) ani tym bardziej imienia.

wtorek, 21 listopada 2017

MTB Tour of Bagatela, czyli leśny debiut Chudej

Ze względu na specyfikę mojej pracy - grafik ustalany na miesiąc do przodu - wolny czas z Krzysiem planować musimy z dużym wyprzedzeniem. Ze względu na imprezę rowerową organizowaną przez OTR Interkol - klub, do którego należy Krzyś - poprosiłam o wolny weekend 18-19 listopada, by towarzyszyć swojemu chłopakowi. Początkowo miałam zamiar raczej wystąpić tylko w roli fotografa i obserwatora, jak to miało miejsce przy poprzednich wyścigach, ale po namyśle uznałam, że może warto byłoby w końcu wystartować w terenie...

poniedziałek, 20 listopada 2017

Skałki na Prochowej

Niedziela powitała mnie śniegem, wiatrem i lekkim mrozem. Mogłam zapomnieć o planowanej wycieczce rowerowej. Nie zamierzałam jednak siedzieć w domu. Koniecznie chciałam wyjść. Pomyślałam, że dawno nie byłam na Prochowej i tam też się wybrałam.

piątek, 17 listopada 2017

Doroty Schrammek prezent pod choinkę

Nie ukrywam, że przesyłka od Wydawnictwa "Szara Godzina" w skrzynce pocztowej znów mnie zaskoczyła. Fakt, że do świąt został jeszcze ponad miesiąc, ale to właśnie teraz jest najlepszy czas na zakup prezentów, a nowa powieść idealnie się do tego nadaje.
"Tam, gdzie czeka anioł" to kolejna książka Doroty dziejąca się na Pomorzu. Tym razem Pisarka umiejscowiła akcję na pograniczu polsko- niemieckim. Główna bohaterka przemieszcza się pomiędzy Ueckernmunde a Policami, a my mamy możliwość zwiedzić obie miejscowości razem z nią.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Bułki drożdżowe z kurczakiem

Wzięło mnie na drożdżówki, oj wzięło!No, ale co robić  gdy za oknem pięknie jest jedynie o świcie, a potem ciemne chmury szczelnie otulają dolinę?
 O upieczeniu bułek myślałam już od jakiegoś czasu.  Są one świetnym rozwiązaniem, gdy wyrusza się w trasę, a ja sporo ostatnio podróżuję pociągami linii wszelakich. Małe, poręczne a jedzonko konkretne.

piątek, 10 listopada 2017

Wariacje z białym makiem

Było letnie południe. Przepełnione radością i wrażeniami wjechałyśmy na rynek w Ronne na Bornholmie (klik). W piekarni kupiłyśmy pieczywo z białym makiem. Chyba wtedy pierwszy raz zetknęłam się z tymi ziarenkami. Dopiero google uświadomiły mi, że biały mak jest głównym składnikiem nadzienia rogali świętomarcińskich. Ale mnie biały mak już zawsze przenosić będzie na najpiękniejszą z wysp (co przy dzisiejszej dżdżystej aurze jest sporym atutem).

czwartek, 9 listopada 2017

Na mglisty dzień najlepsze... racuchy!

Dzień wstał całkiem pogodny, tylko przez Pogórze płynęły gęste mleczne mgły. Widok był niesamowity. Chuda, której przyjazd urozmaicił nam ten szary tydzień, postanowiła pojechać rowerem w góry. Wcześniej jednak załatwiłyśmy kilka spraw w miasteczku, robiąc sobie przy tym kilka klimatycznych fotek.

poniedziałek, 6 listopada 2017

No i gdzie jest ta skała?

Kilka tygodni temu pokazałam Wam ruiny schroniska na Kotlinie (klik) Nie wiem, czy zajrzelisćie na proponowane przeze mnie portale, jeśli nie, to chciałam Wam pokazać jedną ze starych pocztówek:
http://dolnoslaskie.fotopolska.eu/420154,foto.html


niedziela, 5 listopada 2017

Spacerkiem na Wysoki Kamień

Pierwszy listopadowy weekend zapowiadał się z piękną pogodą, gdy więc goszczący w Domku pod Orzechem brat zaproponował wycieczkę na Wysoki Kamień, z radością nań przystałam.
Może wydawać się to dziwne, ale na Wysokim Kamieniu nigdy nie byłam. Dlaczego? Jakoś wolałam do Szklarskiej Poręby chodzić szlakiem niebieskim, czerwony omijałam ze wzgędu na złą sławę szlaku błotnistego i często trudno dostępnego. Potem przestałam chodzić i zaczęłam jeździć rowerem, co spowodowało wybór tras rowerowych, które też Wysoki Kamień omijają ( skalista ścieżka nie nadaje się do kecenia na rowerze)
Teraz nadarzyła się okazja, by ten brak uzupełnić.

piątek, 3 listopada 2017

"Laboranci u Ducha Gór" - mój urodzinowy prezent

http://adrem.jgora.pl/ksiegarnia-karkonoska/ksiazki
/dokument-historia/laboranci-u-ducha-gor/
Góry Izerskie to prawdziwa skarbnica ziół, od wielu lat zbieram tu te najpopularniejsze:macierzankę, dziurawiec, lipę. To tu pierwszy raz zobaczyłam na żywo świetlika, czy marchwnik. Obecnie czerpię z tego bogactwa pełnymi garściami, susząc i przetwarzając m.in. krwawnik, babkę, podbiał, wierzbówkę, fiołek trójbarwny, liście pokrzyw, malin, brusznic oraz jagód, korę dębu, kłącza pokrzyw i łopianu, owoce róży, jarzębiny, kaliny, malin, jeżyn jagód, borówek, głogu. Owo bogactwo nie pojawiło się nagle, Izery słynęły z ziół od wieków, o czym świadczą zachowane księgi zielarskie, obrazy, ryciny, czy przedmioty służące do przerobu ziół.

środa, 1 listopada 2017

Spacerując po opuszczonym niemieckim cmentarzu

"Najważniejszym ludzkim zadaniem jest ratowanie czegoś, co się rozpada, a nie tworzenie rzeczy nowych" napisała Olga Tokarczuk w powieści "Dom dzienny dom nocny". 
 Myślałam o tych słowach, przedzierając się przez chaszcze na starym zniszczonym cmentarzu ewangelickim w Gierczynie. 

wtorek, 31 października 2017

Stary dom przysłupowy

fot. Grzegorz Honcek
( zapraszam do jego galerii zdjęć
na fb: https://www.facebook.com/grzesiumirsk/)
Podobno najciemniej jest pod latarnią. Przekonałam się o tym kilka dni temu, gdy dokładnie przyjrzałam się chałupie stojącej najbliżej Domku pod Orzechem. Pewnie nadal żyłabym w nieświadomości, ale obecnie w obórce mieszkają moje kozy, więc bywam tam często.

niedziela, 29 października 2017

Groźne piękno huraganu

O tym, że nadciąga kolejny orkan mówiło się od kilku dni. Sąsiedzi nawzajem przypominali sobie o potrzebie zabezpieczenia ruchomych części wyposażenia ogrodów, przestrzegali przez nawałnicą. Orkan rozhulał się nocą. Huczał w drzewach na Stożku i Blizborze, wciskał się w szczeliny między deskami domu, dzwonił szybrem w kominie.

piątek, 27 października 2017

Kamienne wały na Blizborze

Za oknem... lepiej nie pisać. Zabiorę więc Was na króciutką wycieczkę powyżej Domku pod Orzechem w jeden z tych słonecznych październikowych dni.

sobota, 21 października 2017

O zakupach

Zwierzaki obudziły mnie jak zwykle przed wschodem słońca. Niebo jaśniało i żółkło. Nic nie zapowiadało spektakularnego wschodu słońca, jednak poszarpane chmurki wyglądały zachęcająco, więc zamiast pić poranną kawę wyskoczyłam z aparatem na łąkę. Zdążyłam akurat na moment, gdy schowane jeszcze za Tłoczyną słońce podświetlało żółtoróżowe obłoki.

środa, 18 października 2017

Co zostało z dawnej świetności schroniska w Kotlinie?

Gdy byłam mała, o zachodzie słońca wchodziłyśmy z babcią Trudką na Kufel i obserwowałyśmy światła w pensjonatach na Kotlinie. Z roku na rok było ich coraz mniej i mniej, aż w końcu zgasły na zawsze. Przez jakiś czas straszyły jeszcze pustymi oknami, skrzypiącymi drzwiami. Potem posypały się dachy, część budynków strawił ogień. Po wielkim schronisku na osiem budynków pozostały zarastające zgliszcza.

poniedziałek, 16 października 2017

Złote dni października

Musiały kiedyś nadejść. Co roku październik obdarowuje nas kilkoma ciepłymi, pięknymi dniami. Właśnie teraz mamy te dni. Siadam przed domem i patrzę przed siebie. Zagapiam się. Czuję, ze mogłabym tak zostać jak ten Jancio Wodnik z filmu Kolskiego, ale chwilę potem czuję, zę musze na rower. Już teraz! Natychmiast! Pod jakimkolwiek pretekstem albo bez pretekstu!

sobota, 14 października 2017

Leczo z opieńkami

Każdy spacer po lesie niesie za sobą konieczność przetworzenia ogromnej ilości grzybów. Właśnie zaczął się sezon na opieńki, które rosną wszędzie i w ogromnej ilości. Wystarczy wyść powyżej Domku pod Orzechem, by sie na nie natknąć. A każdy dłuższy spacer kończy się niesieniem ciężkiego wora z grzybami. Nie sposób im się oprzeć! Ślubny lubi te grzyby pod każdą postacią, ale ile można jeść grzybów!

środa, 11 października 2017

Mamy nowe "córeczki"

- Twoje córki Cię wołają!- oznajmił Ślubny grobowym głosem.  gdyby chodziło o Gui lub Chudą, tembr głosu byłby inny.
 -Aha!-domyśliłam się, że chodzi o dwie młode kozy przywiezione dopołudnia i zamknięte teraz w komórce udostęnionej u sąsiada.  Kozie salony na razie jeszcze niegotowe, póki co pysznią się nowiutką, równą posadzką.

poniedziałek, 9 października 2017

Weekendowe radości

 -Zapłać za paliwo. - głos Ślubnego dotarł do mnie jak z zaświatów. Oderwana od pasjonującego reportażu na jednym z blogów podróżniczych wyskoczyłam z auta. Stojąc w kolejce do kasy, uświadomiłam sobie, że mam w ręce telefon, a torebka i leżący na jej dnie portfel z kartą kredytową spoczywa spokojnie a samochodzie. Przyjrzałam się kolejce: jedna osoba przede mną i kilka za mną. Nie zdążę wrócić po kartę. A stać w tej kolejce od nowa, żadna przyjemność. Kliknęłam w ikonkę IKO na ekranie komórki i za chwilę logowałam się do aplikacji. Przy kasie poinformowałam: płacę BLIKIEM. Wystukałam 6 cyfr na terminalu i mogłam wrócić do lektury. Ślubnemu oczywiście nie przyznałam się, że jestem gapą!

sobota, 7 października 2017

Gołąbki z kaszą gryczaną i grzybami

Mnogość grzybów w izerskich lasach i zagajnikach sprawia, że ciągle wymyślam nowe potrawy, w których mogę te grzyby wykorzystać. Tym razem postanowiłam przygotować gołąbki. Nim jednak wzięłam się do pracy, zrobiłam cotygodniowe zakupy w mieście. Miałam dużo szczęścia, bo akurat nie padało, gdy na targowisku wybierałam kapustę.

czwartek, 5 października 2017

Dobra kawa na deszczowy dzień

Za oknem mały armagedon. Znajdujemy się w centrum orkanu Ksawery. Wieje, świszcze, huczy, pada. Krzesła latają po podwórku. Drzewa kłaniają się ziemi, trawy kładą się, liście wirują. Deszcz siecze poziomo, Po niebie przewalają się gęste sine chmury. A w domku trzeszczy ogień pod blachą, strzelają żywiczne szczapy, pachnie smażonymi jabłkami i mocną kawą.(krótki filmik sprzed drzwi )

środa, 4 października 2017

Pies i kot...Światowy Dzień Zwierząt





wtorek, 3 października 2017

O starych grzybach


-W tym roku grzyby rodzą się stare.- Stwierdziła Marysia, wskazując na wielkie niekształtne jasnobrązowe bryły przypominające kamienie. Spojrzałam na nią zdziwiona i dopiero teraz w szaro-burych grudach rozpoznałam prawdziwki. Daleko było im do borowików z wiersza Brzechwy.

sobota, 30 września 2017

Co nowego w Domku pod Orzechem?

- O, macie WiFi!- wykrzyknęła zdziwiona Gui, gdy po przyjeździe do Gierczyna wyjęła telefon.
- No, mamy - potwierdziłam z dumą.- I telewizję też już mamy.W zimowe wieczory Tatuś będzie mógł oglądać filmy.