środa, 18 stycznia 2017

Manicure hybrydowy okiem nowicjuszek

Zgłoszenie do kampanii recenzenckiej lakierów hybrydowych Neess wydawało się karkołomnym przedsięwzięciem, zwłaszcza, że rzadko zdarzało się, abym była zadowolona ze swojego manicure. A to zamalowałam skórki, a to niedosuszyłam. Lakier wytrzymywał najwyżej dwa dni, a najczęściej już następnego zastanawiałam się, czy wypada z takimi paznokciami jeszcze się pokazywać.
Gdy oglądałam zdjęcia i filmy blogerek kulinarnych z ich perfekcyjnymi paznokciami, zastanawiałam się jak to możliwe.

Zestaw startowy z produktami neess mile mnie zaskoczył. Pozwalał na wykonanie podstawowego manicure hybrydowego. Do zestawu dołączona była ulotka, dzięki której udało się wykonać malowanie. Moja pierwsza próba daleka była od doskonałości, ale lakier i tak wytrzymał przedświąteczną krzątaninę, gotowanie i pieczenie. Drugie podejście wykonała na  moich paznokciach Chuda, śmiejąc się przy tym ze mnie (złośliwiec jeden). Szary lakier wyglądał całkiem nieźle i padł dopiero w trakcie skomasowanego ataku: rozmrażanie zamrażarki oraz sprzątanie w łazience, połączone z całodziennym gotowaniem sprawiły, że na paznokciach pojawiły się odpryski.
Ściąganie lakieru wygląda zabawnie, bo należy nałożyć na palce "laleczki" z folii aluminiowej z wacikiem nasączonym cleanerem. Po 10 minutach lakier łuszczy się i odchodzi od płytki paznokcia.
Najnowszy manicure wykonałam samodzielnie, korzystając z poprzednich doświadczeń i... zakładając odpowiednie okulary. Jestem z siebie bardzo dumna, bo wbrew czarnowidztwu Chudej, która poprzednim razem stwierdziła, że jeśli przez ostatnie 30 lat nie nauczyłam się porządnie nakładać lakieru, to teraz też się nie nauczę, udało mi się wykonać coś, co można ludziom pokazać ;)
A teraz kilka uwag i wniosków:
- przeraża mnie ilość czynności, które na paznokciach muszę wykonać, na szczęście dociekliwa Chuda sprawdziła skład poszczególnych preparatów (cleanera, removera, topu, bazy), dzięki czemu wiem, co jest co;
-paznokcie są znacznie mocniejsze, bo nie stykają się z wodą i środkami do mycia np naczyń;
- wreszcie mam estetycznie wyglądający manicure i nie muszę chować rąk;
- ponieważ wykonanie manicure trochę trwa, warto wykorzystać czas na kobiece pogaduszki;
- czerwony lakier nie kryje zbyt dokładnie, za to szary jest całkiem niezły;
- zaczynamy eksperymentować, dodając np. świecidełka;
- mamy za mało kolorów, trzeba dokupić;
- jak mogłyśmy żyć bez lampy i lakierów hybrydowych?????
A na poważnie:
starter firmy  Neess wydaje się świetnym prezentem dla dziewczyny chcącej mieć modne i ładne paznokcie, która jednak nie ma czasu co dwa tygodnie odwiedzać kosmetyczki.

4 komentarze:

Krzysztof Gdula pisze...

Jeśli siebie nazywasz nowicjuszką, to jak mnie nazwać? Anno, a są lakiery dla facetów? A dlaczego ten lakier nazywa się hybrydowy? A od tych rozpuszczalników nie rozpuszczą się paznokcie?

Anna Kruczkowska pisze...

Hahahha. Też się zastanawiałam, dlaczego hybrydowy. Chyba chodzi o to, że jest on czymś pośrednim pomiędzy manicure akrylowym i tipsami, które są bardzo inwazyjne, a zwykłym lakierem, który schodzi po jednym dniu.
Paznokcie nie rozpuszczą się na szczęście, ale stosuje się dodatkowe odżywki, żeby wzmocnić płytkę.

Krzysztof Gdula pisze...

Hmm, gdyby trzymać się ściśle znaczenia słowa, należałby wysnuć wniosek o zastosowaniu dwóch lub więcej odmiennych technik lub składników nie stosowanych zwykle razem w jednym lakierze.

Anna Kruczkowska pisze...

Bo to jest połączenie dwóch technik- maluje się jak lakierem tradycyjnym, a suszy jak manicure akrylowy- za pomocą specjalnej lampy.