niedziela, 29 stycznia 2017

"Na tęsknotę za Bornholmem" - "Hygge. Klucz do szczęścia"

W prezencie bożonarodzeniowym dostałam od Gui książkę. W sumie to oczywiste, bo przecież nie bardzo łatwo robi się prezenty- filiżanki i książki.
Na pierwszej stronie Gui napisała: "Na tęsknotę za Bornholmem". Każdy kto śledzi nasz blog od dawana, wie, że Bornholm pokochałyśmy od pierwszego wejrzenia, od pierwszego przejechanego kilometra, od pierwszego oddechu.

Czytając teraz "Hygge. Klucz do szczęścia" Meika Wikinga, porównywałam nasze odczucia z tym, co o Duńczykach i ich sposobie na życie pisze autor książki.
Pojęcie hygge stało się ostatnio bardzo modne. W pogoni za zadowoleniem szukamy sposobów sprawdzonych, potwierdzonych naukowo i... modnych. Takim na pewno jest duński sposób na szczęście. Przy czym nie jest to jakaś wyjątkowo oryginalna koncepcja, coś odkrywczego. To raczej kultywowanie małych przyjemności, budowanie relacji międzyludzkich, ciepła, poczucia bezpieczeństwa. Owszem, autor wskazuje na pewne rekwizyty, mające sprzyjać hygge.
 Są to świece, kominki, kubki z kawą lub kakao, koce, ciepłe swetry i... wełniane skarpety. Ważniejsze jednak od tych materialnych gadżetów wydaje się samo budowanie atmosfery i tu ze zdziwieniem stwierdziłam, że ... nasze celebrowanie codzienności świetnie wpisuje się w ideę hygge. "Hygge jest skromne i niespieszne. To wybór czegoś rustykalnego zamiast nowego, prostego zamiast szykownego, nastrojowego zamiast ekscytującego. Pod wieloma względami hygge to duński krewny idei prostego życia".
Kolejne kartki książki utwierdzają mnie w moim pierwszym odczuciu. Bo oto kultowe gierczyśnkie buły z ogniska  mają swój duński odpowiednik! Nasza wielka biblioteczka z książkami i umiłowanie siedzenia pod kocykiem -podobnie. Wspólne gry planszowe i karcianki, zachwycanie się powolny ruchem płatków śniegu czy liści na wietrze... też.
I choć autor podkreśla, że Duńczycy są najszczęśliwszym narodem świata nie tylko z powodu hygge, ale przede wszystkim ze względu na dobrobyt i stabilizację, to wydaje mi się, że warto z Duńczyków wziąć przykład i cieszyć się drobnymi przyjemnościami każdego dnia, ba! Stwarzać sobie owe przyjemności.
Jak? To proste! U nas są to wieczory w kuchni przy kubku gorącej czekolady z piankami marshmallow, grzany cydr pity w czasie oglądania relacji ze skoków narciarskich, wspólne przeglądanie zdjęć z letnich wypraw rowerowych, gierczyńskie ogniska i trzebiatowskie grille, przygotowywanie ciast i przetworów, pieczenie chleba, czytanie książek i dyskusje o nich, spotkania z przyjaciółmi...Mogłabym tak długo wymieniać, ale wydaje mi się, że każdy może znaleźć swój klucz do szczęścia, a książka Meika Wikinga przez te poszukiwania poprowadzi.
A o naszej wyprawie na Bornholm można przeczytać tu: Bornholm


6 komentarzy:

baja pisze...

Kocham chwile przy książce,są najpiękniejsze,a jeszcze do tego filiżanka w różyczki i pachnąca herbatka...

Anna Kruczkowska pisze...

No własnie,Baju, molom książkowym nic więcej nie trzeba do szczęścia.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

To trzeba umieć ... cieszyć się małymi rzeczami, drobnostkami, życiem codziennym, bo to one tworzą nasze szczęście; gorzej, jeśli mamy wygórowane oczekiwania, i nic nie cieszy, tylko spoglądanie zawistnie obok, kto, co, ile ma; no i poczucie bezpieczeństwa, to też ważne.

Krzysztof Gdula pisze...

Bardzo mądra i głęboka filozofia szczęścia, mimo swojej prostoty. Szkoda tylko, że ludzie czasami szukają szczęścia gdzieś daleko, wśród gwiazd, a nie wśród bliskich osób i miłych drobiazgów codzienności. Szkoda tylko, że innym ludziom do odczuwania szczęścia potrzebna jest góra pieniędzy lub poklask tłumów.

Anna Kruczkowska pisze...

Właśnie tą prostotą, Krzysztofie mnie ujęła, zwłaszcza, ze w wielu momentach jest tożsama z moim pojmowaniem celebrowania małego szczęścia. Góra pieniędzy szczęścia nie da, choć może je czasem przybliżyż (tak wiem, nie wszyscy dostają hygge dom w prezencie)

Kocham Cię moje życie blog pisze...

chwile podczas czytania, to te które dają wytchnienie nawet w najgorsze dni :)