niedziela, 1 stycznia 2017

Rowerowe rozpoczęcie roku

Szczęśliwego Nowego Roku!
Gdzie powitać Nowy Rok? Gdzie stare z nowym się ściera? To pytanie tylko przez chwile zaprzątało moje myśli, bo przecież jechałam w kierunku Cerkwicy. Czyż może być lepsze miejsce niż ta niewielka miejscowość ze Studzienką św. Ottona na obrzeżach?

To tu w 1124 r. ochrzczono ludność Pomorza Zachodniego. Tu nastąpiła śmierć starego boga- pewnie był to Trigław- i symboliczne narodziny nowej wiary. Jak to się odbyło? Czy Pomorzanie bez żalu pogrzebali dawne wierzenia na rzecz nowych, czy może buntowali się przeciw decyzjom możnych? Co nimi kierowało? Strach przed panem większy od strachu przez bóstwem? Pragmatyzm? Chęć zysku? Kryzys wiary  w starego boga?
A może wszystko odbyło się na pokaz? Tu pokropiono wodą, ale w domostwie zapalono ogień bóstwom opiekuńczym?
Jak długo trwało powolne zagłuszanie coraz cichszego szeptu słowiańskich bóstw przez donośny, dźwięk wielkiego dzwonu w pobliskim kościele? Ten objaw wielkości, siły i bogactwa nowej religii musiał przemawiać do prostego ludu, skoro porzucił on wielowiekową tradycję.
Stałam przy studzience, zaglądając w puste, suche i zaśmiecone jej wnętrze, zastanawiając się, ile mogły by powiedzieć kamienie na jej dnie. Przy okazji zastanawiałam się, czy ta pusta studnia tez nie jest symboliczna, czy aby właśnie nie wysycha wiara w kolejnego boga, nie zastępuje je j kult pieniądza, egoistyczna chęć posiadania i bogacenia się. Jakby na potwierdzenie moich refleksji rozległ się nagle, niespodziewanie o dziwnej godzinie pojedynczy gong dzwonu na wieży kościoła w Cerkwicy.
Ruszyłam dalej. Przejechałam przez senne Karnice, Skorobotowo i Lędzin. Skręciłam do Niechorza. Tu ruch był już spory- pod latarnią morską spotkałam kilkoro spacerowiczów, których nie zniechęciła ponura aura.
Plac przy latarni mile mnie zaskoczył- dawno tu nie byłam. Zazwyczaj omijam to miejsce ze względu na tłok, za którym nie przepadam. Po dzikich chaszczach, które porastały okolicę latarni nie pozostało śladu. Teren został wykarczowany, obsadzony zielenią, a ścieżki wybrukowane granitowymi kostkami. Liczne ławeczki zachęcają do odpoczynku.
Ciekawostką jest fakt, że mimo martwego sezonu latarnia nadal przyjmuje turystów (wczoraj była czynna do 15.00, dziś nieczynna) Z racji Sylwestra i Nowego Roku w trasę ruszyła także Nadmorska Kolej Wąskotorowa i teraz noworoczną ciszę przerwał gwizd parowozu wjeżdżającego na stację Niechorze- Latarnia.
Jeszcze tylko spojrzenie na Bałtyk i mogłam wracać.
Powrót był o wiele łatwiejszy, bo zachodni wiatr, choć czasem skręcał ku południowemu pchał mnie jednak do domu.
Chuda przyjechała  trochę po mnie i o wiele bardziej zmęczona,  bo też wybrała trasę dłuższą, więc i silny wiatr mocniej nią szarpał.
A dla spragnionych lata i morza panorama Rewala

6 komentarzy:

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

To niesprawiedliwe! zielono u Ciebie?
Czasami zastanawiam się, czy Bóg jeszcze mieszka w tych wyzłoconych świątyniach, czy może już dawno z trwogą przysłonił twarz i uciekł gdzieś w dzikie ostępy.
Wszystkiego dobrego w Nowym, pozdrawiam serdecznie.
P.s. Myślę, że dawni mieszkańcy cichcem oddawali cześć swoim odwiecznym wrogom.

Anna Kruczkowska pisze...

Masz rację, Mario, niesprawiedliwe! Moje narty znów nie zobaczą śniegu :) Tak... bogowie pewnie jeszcze długo żyli w pamięci i sercach...A obecnie... cóż, ja wole wierzyć, że to las i góry są bożą świątynią, a nie te coraz bardziej bałwochwalcze budowle zwane kościołami.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ania, miało być "bogom", przepraszam za ten niezamierzony błąd:-)

Jan Łęcki pisze...

Tak, Aniu. Gdy widzę jakieś kamienne wytwory przyrody, zawsze dumam, jak długo one w tej formie przetrwają. Co one widziały przez te lata swego istnienia, jak one wyglądały ileś lat temu i jaki będzie ich obraz za jakieś dziesiątki, setki lat?

I jeszcze jedno, gdy wychodzę w plener: na pola, do lasu czy w góry - to odczuwam to tak jak wejście do pradawnej świątyni.

I zgadzam się z Tobą w temacie świątyń.

Krzysztof Gdula pisze...

Jest w „Krzyżakach” pewna scenka a propos: gdy Maćko i Zbyszko obudzili się w lesie, w dzień grunwaldzkiej bitwy, słońcu złożyli pokłon. A było to ponad cztery wieki po chrzcie Polski.
Kilka lat temu pod latarnią w Niechorzu stał lunapark mojego pryncypała.
Anno, czy wiesz, że teraz inaczej zamieszcza się komentarze na Twoim blogu?

Anna Kruczkowska pisze...

Krzysztofie, podejrzewam, że jeszcze długo czczono swoje domowe bóstwa, wszak moja babcia naprawdę wierzyła w Strzygi i Utopce! A jednocześnie była żarliwą katoliczką.
Wiem, że inaczej dodaje się komentarze- poprzednie pole komentarzy się mi nie ładowało (było "za ciężkie") . Dlatego zdecydowałam się na tę formułę. Jest mniej wygodna, ale mogę komentować!