środa, 8 lutego 2017

"La La Land"

źródło: http://www.filmweb.pl/film/La+La+Land-2016-718819

W niedzielę mama z tatą dogorywali po 7 Balu z Dwójką, a ja postanowiłam odbić sobie nieobecność na imprezie wyjazdem do Szczecina. W planach szybkie zakupy i kino. 

Zabrałam się z przyjacielem, który jechał na uczelnię, wysadził mnie przy jednym z centrów handlowych, a sam pojechał walczyć z matmą albo inną mechaniką. 
Kilka dni wcześniej uzgodniliśmy, że chętnie obejrzymy nagradzany i nominowany "La La Land". Gdybym miała skwitować go jednym słowem, stwierdziłabym "ładny", ale nie po to siadam do wpisu, by kończyć go tak lakonicznie. 

źródło: http://ew.com/article/2016/12/08/la-la-land-
reviews-ryan-gosling-emma-stone/
Musical opowiada historię dwojga
młodych ludzi z wielkimi marzeniami. Z czasem jednak oboje zaczynają z marzeń rezygnować, spychać je na boczny tor - albo stopniowo i powoli, albo zupełne nagle i definitywnie. Całość ma jednak szczęśliwe zakończenie, acz nie jest to Happy End, jakiego zwykle spodziewamy się po historiach miłosnych. 

źródło: http://www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-3755081/
It-s-turn-Hear-Emma-Stone-sing-Audition-second-
trailer-La-La-Land-starring-Ryan-Gosling.html

Moją szczególną uwagę zwróciły stroję głównej bohaterki -Mii - głównie dość mocno nawiązujące do stylistyki retro sukienki z rozkloszowanym dołem i spódniczki. Zdecydowaną większość z nich chętnie widziałabym we własnej szafie (może poza żółtą sukienką, bo nie lubię żółtego i "nie czuję się" w nim). I sweter! Błękitny luźny sweter z za długimi rękawami typu tych, na które się patrzy i doskonale się wie, że są mięciutkie. 


Na wspomnienie zasługują także piosenki. Szczególnie dwie - jedna wykonywana przez Mię w czasie ostatniego przesłuchania oraz drugą śpiewaną głównie przez Sebastiana. 



Jak wspomniałam na początku film jest ładny, a nawet bardzo ładny - ogląda się naprawdę przyjemnie przenosząc widza do letniego Hollywood, a czasem w wymiar snu, marzeń i wspomnień. Mimo zupełnie współczesnych rekwizytów (np. smartfonów) od filmu tchnie nostalgią i atmosferą przeszłości. Obraz nawiązuje także do pewnych kultowych produkcji mniej lub bardziej bezpośrednio, bawiąc się konwencją. 


Cieszę się, że miałam okazję obejrzeć tę produkcję - były to dobrze spędzone 2 godziny, pozostawiające widza z miłym, ciepłym wspomnieniem - pięknych obrazów, przyjemnych dźwięków, momentami uroczej całości. 


3 komentarze:

Krzysztof Gdula pisze...

Nakłoniłaś mnie do obejrzenia tego filmu, a namówienie mnie do czegoś nie jest łatwe. Wspominasz o nostalgii i sennych marzeniach, a ja lubię taką domieszkę do rzeczywistości.

Chuda pisze...

Myślę, że może Ci się spodobać - jest miłym doznaniem estetycznym w, niepozbawionym jednak głębszej refleksji. I czuć w nim ciepło. :)

Alicja P. pisze...

Mam w planach, oscarową produkcję trzeba koniecznie zobaczyć :)