sobota, 18 lutego 2017

Zimowy izerski las

Idę, woła mnie las, woła mnie Góra. Pogoda nadal idealna. Ciepło, słonecznie. Wędruję zachodnim zboczem Blizbora. Wśród brzóz swoje żerowisko mają jelenie, o czym świadczy obdarta kora i mnóstwo jelenich śladów. Na szukanie poroży jest jednak jeszcze za wcześnie. Pies został w domu, mam więc nadzieję, że uda mi się dojrzeć jakieś zwierzęta. Chwilę później słyszę natarczywe szczekanie koziołka, samych saren jednak nie udaje mi się dojrzeć. Uciekają gdzieś za kolejny garb. W lesie leży sporo śniegu, więc żeby nie wpaść w jakiś dołek,
korzystam ze zwierzęcej ścieżki, która lawiruje, rozchodzi się na kilka odnóg, by za chwilę znów stanowić jedną. Ze zdziwieniem stwierdzam, że nie ja jedna korzystam z tej ścieżynki- pomiędzy śladami raciczek i łap tu i ówdzie widać ślad buta.
Czuję zawód, że nie jestem jedynym zimowym gościem tych bezdroży. Brzozowy jasny las nagle kończy się ścianą ciemnego świerkowego boru. Granicą jest strumień, jeden z tych, które u podnóża Góry zamieni się w Czarnotkę. Takich strumieni na mojej drodze będzie sporo, a ja idąc sarnimi i jelenimi śladami, będę musiała je przeskakiwać niczym sarna właśnie. W lesie robi się chłodniej, śniegu tez jakby więcej, to znak, że znalazłam się na północnym zboczu Wysokiej, trawersuję ją idąc praktycznie bez celu, co jakiś czas trafiając na czyjąś stołówkę- tu dzięcioł, tam wiewiórka, a tam dzik. W środku ciemnego lasu dostrzegam kamienny wał. Wiec i tu, w miejscu , gdzie nie ma nic, lata temu coś się działo. Prowadziła droga, a może stał dom? Pewnie nigdy się tego nie dowiem. Z ciemnego lasu wychodzę wprost na niewielką polankę z wysokim świerkiem.
 Na jego wystających korzeniach usiądę na chwile, wpatrując się w malownicza panoramę Pogórza Izerskiego. Od tego miejsca zacznę się piać w górę, bo gdzieś tam jest przecież „górny asfalt” na który chcę trafić. Nim tak jednak dojdę, tafię na zapomniany , zaśnieżony dukt, przeprawię się przez kolejny strumień, będę kluczyć po młodniku, śledząc ślady czyiś łap. Lisy? A może pies na gigancie? Jedne z pewnością należą do psa, który chyba wyrwał się na spacer ze wsi.
Kolejnym zaśnieżonym duktem dochodzę do górnej drogi staję jak wryta- droga jest odśnieżona!
Spodziewałam się kolein i zasp, a tu czysty asfalt, którym dochodzę do drogi na Fersztel.
Teraz już szybkim marszem dochodzę do domu.
Ślad gps 
Wieczorem siedzimy ze Ślubnym przy ognisku- to idealny moment, bo zgodnie z prognozami następne dni będą deszczowe- prognozy sprawdzają się, piątek wita nas gęstą białą mgłą zza której nie widać najbliższych drzew.  
A tu widok na moją dolinę, o której pisałam tu.

7 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

Miła włóczęga, w moim stylu. Żałowałem, że te dwa piękne dni słoneczne musiałem spędzić w pracy.
Zajrzałem na podaną stronę mając nadzieję na zobaczenie trasy, ale nie znalazłem jej. Jak szukać?
Będąc w Twoich stronach doszedłem do asfaltu, był wysoko i w niespodziewanym miejscu. Szedłem wtedy od Gierczyna wschodnim zboczem Zamkowej. Czy tam jest ta droga, o której piszesz?

Anna Kruczkowska pisze...

Przy tak słabym internecie mogłam coś sknocić przy linku, spróbuję to poprawić. Asfalt, na który trafiłeś łączy się z opisywaną przeze mnie drogą. Izery są strasznie zaasfaltowane.

Krzysztof Gdula pisze...

Aniu, teraz mapa się pokazała. Widzę, że przez pierwszą połowę drogi szłaś zachodnim zboczem Blizbora, nie byłem tam, ale drugą jej część, od „wysokiego asfaltu” na zboczu Wysokiej, poznaliśmy wczoraj.
Wiadomo jak jest: gdyby nie leśnicy i wycinka drzew, nie było asfaltów i szutrówek w lasach.
Aniu, siadam do opisu wczorajszego dnia.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Górskie strumienie, moje ulubione, zwłaszcza teraz, kiedy toczą tyle wody z roztopów:-) a w Izerach takie ładne, kolorowe kamienie na dnie; właściwie człowiek czeka na wiosnę, ale białej, śnieżnej i mroźnej troszkę żal, że już odchodzi; pozdrawiam serdecznie.

Jan Łęcki pisze...

Aniu, cieszę się ze spotkania z Tobą i Twym Ślubnym, a posiłek smakował wybornie. Raduję się również z faktu poznania w drobnej cząstce okolicę Gierczyna. Jakże inaczej czytam Twój opis, gdy poznaję widoki. Radocha niezmierna. Obrabiam zdjęcia i też coś napiszę.

Jan Łęcki pisze...

Och, ja gapa. Koki chyba się nie obrazi, że go pominąłem. Chyba mnie nie obszczeka przed innymi.

Anna Kruczkowska pisze...

Bo widzisz, Krzysztofie, ja gapa, źle sobie ustawienia prywatności tam ustaliłam. Cieszę, się, ze teraz wszystko działa. Masz rację- te asfalty powstały w czasie wielkiej klęski ekologicznej i zostały.
Mario, ja tez już czekam na wiosnę- wczoraj w czasie spaceru dostrzegłam kotki wierzbowe, ale tak lało, że nie miałam chęci zrywać gałązek.
Janie, mnie spotkanie z Wami tez przyniosło dużo radości.