wtorek, 21 marca 2017

20 tys. kroków, najstarsze polskie miasto i Wieczór dla duszy, czyli Chuda znów w Wielkopolsce

Kaliskie kościoły (garnizonowy i św.  Józef),
mural "Matka 24h" i ratusz
Pretekstem do kolejnej wizyty w Wielkopolsce był koncert z cyklu "Wieczór dla duszy" o jakże pasującym do ostatnich miesięcy tytule: Życie jest podróżą... Montaż słowno-muzyczny zorganizowany został przez Stowarzyszenie Ludzie Dla Ludzi 19 marca w Ostrowskim Centrum Kultury. Oś spektaklu stanowiły teksty salezjanina Bruna Ferrera - przypowieści, powiastki filozoficzne, prozy poetyckie. Niektóre z nich funkcjonują w przestrzeni internetu w zupełnym oderwaniu od postaci twórcy (niemal tak jak oderwane od kontekstów cytaty Paulo Coelho lub fragmenty "Małego Księcia").




Deklamacje prozy przeplecione zostały występami wokalnymi i instrumentalnymi, wstawkami muzycznymi w wykonaniu Krotoszyńskiej Orkiestry Dętej oraz pokazem tanecznym. Mówcom akompaniowano na fortepianie i skrzypcach. Całość była bardzo nastrojowa, momentami mocno wzruszająca. W pamięć zapadły mi szczególnie trzy momenty - jeden ze względu na sentyment do tekstu ("W pamiętniku Zofii Bobrówny" w wykonaniu Michała Kaczmarka) , drugi - na tekstu przesłanie, trzeci - ogromny ładunek emocjonalny mówionego fragmentu. 
Baszta dorotka, fundament kaliskiego zamku, Katedra św. Mikołaja Biskupa

Pomnik Książki, Budynek sądu, Teatr im. Bogusławskiego (gmach i detal)
Zanim jednak wczesnym wieczorem zawitaliśmy do OCK, zdążyliśmy zwiedzić Kalisz. Wprawdzie we wszystkich kościołach, do których weszliśmy akurat trwały nabożeństwa (do jednego wchodziliśmy...trzy razy!) i nie zrobiłam zdjęć we wnętrzach, i nie obejrzałam dokładnie każdego detalu ołtarzy bocznych, nie zadarłam głowy w górę, by przyjrzeć się organom, i nie zobaczyłam witraży Tetmajera! Ja jeszcze tam wrócę! Nie udało się także zwiedzić Kaliskiego Grodu Piastów, bo był zamknięty, mimo że tablica na wejściu informowała, że powinien być otwarty. :( było mi przykro, a na skakanie przez płot się nie odważyłam. Ogromne wrażenie zrobił na mnie natomiast Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego - przepiękny niemal stuletni gmach położony na skraju parku nad samym stawem. Szczególną uwagę zwróciłam na detal - baranią czaszkę wkomponowaną zdobienia. 

W czasie spaceru po Kaliszu, a później po Ostrowie zrobiliśmy ok. 20 tys. kroków według mierzącej aktywność aplikacji (i według stopnia zmęczenia nóg). Po powrocie do Orli, w której znów nocowaliśmy, nie poszliśmy jednak od razu spać, a skorzystaliśmy z faktu, że ubrani jesteśmy elegancko i...zrobiliśmy kilka zdjęć w pałacowych wnętrzach. ;) 
Tym razem dostaliśmy pokój w drugiej z pałacowych wież - ten ma ciemne meble i zielone zasłony, jest też troszkę mniejszy, ale nie mniej klimatyczny. Ze względu na dobór kolorów sprawia wrażenie wnętrza bardziej dostojnego. Tak jak poprzedni pokój był księżniczkowy, tak ten sprawia wrażenie bardziej królewskiego. Bardzo sympatycznym okazał się także fakt, że zostaliśmy zapamiętani przez pałacową społeczność - to miłe! 

W międzyczasie byliśmy jeszcze na herbatach, kawach, ciastkach i obiadach. 

Niedziela okazała się tak długim i męczącym dniem, że w poniedziałek poranek spędziliśmy wylegując się i bez planów na zwiedzanie jeszcze czegoś. 


Kaliski Gród Piastów, Krzyś przy studni na kaliskim rynku i Teatr im. Bogusławskiego
Kolejna wizyta w tamtej okolicy nie nastąpi już chyba zbyt szybko (podkreślam "chyba", bo nigdy nic nie wiadomo;), ale ta pozostawia mnie z kolejną porcją miłych, ciepłych wspomnień. 

2 komentarze:

Krzysztof Gdula pisze...

Gratuluję wycieczki i wrażeń. Za kilka dni przeprowadzę się do Kalisza na dwa tygodnie, ale nie wiem, czy mieć będę czas na zwiedzanie…
Życzę równie miłego powrotu.

Chuda pisze...

Krzysztofie większość wspomnianych zabytków znajdowała się w niewielkiej odległości od siebie - wystarczy krótki spacer po starówce, by je obejrzeć. :)