sobota, 11 marca 2017

Miała być wiosna, czyli jak mi się nie chce!

Już pierwsze otwarcie oczu wywołało u mnie nieprzyjemny dreszcz, po którym pojawił się bunt: "jest niedziela! Nie wstaję". ... Ta... mogę się buntować... Koki najpierw ostrożnie polizał mnie po ręce, by po chwili już mniej delikatnie pacnąć mnie łapą w twarz... Koniec buntu. Pies chce wyjść, więc Pańcia nie masz nic do gadania. Zwlokłam się z materaca, odziałam i wyszłam... Brrr.... zimno! Gdzie ta wiosna?!
Szaro, buro... nic się nie chce... powoli piłam kawę i szykowałam śniadanie z zielonym jarmużem. Niech choć na talerzu będzie zielono.
- Idziesz na rower?- zapytała mnie Chuda na powitanie.
- No, idę.- mruknęłam bez entuzjazmu. Sezon tuż tuż, a forma sama się nie zrobi.

O dziewiątej każda z nas ruszyła przed siebie- każda z innym planem i nastawieniem, więc zupełnie osobno.
Skierowałam się na zachód. Wiatr dął wściekle, a z nieba kapało coś mokrego. W głowie kołatało mi zdanie: "Nie chce mi się". I z taki nastawieniem przejechałam pierwsze 10 km pod wiatr. Do Karnic jakoś się dokulałam zwłaszcza, że dokuczliwe wietrzysko miałam już z boku lub w plecy.
Za Karnicami jadąc wzdłuż cudnie meandrującej rzeczki Liwki zaobserwowałam skutki działalności bobrów i przypomniałam sobie, że przecież jesienią planowałam zatrzymać się i przyjrzeć z bliska ściętym przez zwierzęta drzewom.
 Skręciłam w polny dukt, położyłam rower. Pierwszy raz miałam okazję przyjrzeć się Liwce z bliska. Niewielka rzeczka tworzy za Karnicami liczne zakola, kluczy między drzewami. Nurt ma spokojny, ale nie leniwy. Po obu brzegach widać było wyraźne ślady bobrzej pracy- ścięte pnie, wióry i głębokie ścieżki, którymi bobry wciągały zdobyć do rzeczki, by przeciągnąć ją w stronę tamy. Rozejrzałam się i znalazłam charakterystyczna konstrukcję- tama spiętrzyła rzeczkę, tworząc niewielki wodospad, a obok bobry wybudowały swoje żeremia. Fascynujący widok!
Cieszyłam się, że do jazdy używam traperek, bo teraz mogłam spokojnie iść podmokłym terenem bez obawy o wilgoć w butach. Chwilę porozglądałam się i ruszyłam dalej. Nad Bałtyk.
Niechorze o tej porze roku jest sennym miejscem, po którym hula wiatr. Plaża, po ostatnich sztormach daje smutne świadectwo naszego bałaganiarstwa i braku odpowiedzialności. Wszędzie walają się plastikowe śmieci. Wielobarwne korki od butelek zaplątane w wodorosty, foliowe woreczki, połamane kawałeczki bliżej nieokreślonych przedmiotów... Brrr... Jakże daleko nam do kochających porządek Niemców!
Posiedziałam chwilę na piasku osłonięta od wiatru wydmą, posłuchałam szumu morza, odetchnęłam jodem i... pojechałam na kawę do koleżanki.
Do domu wróciłam dotleniona i zadowolona.

6 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

Tak właśnie i ja miewam, gdy wstaję nad ranem w niedzielę, albo mam wyjść z ciepłego samochodu na całodniowe łażenie. Wstaję i idę, ponieważ nigdy nie zdarzyło mi się żałować pójścia, ponieważ czasu tak mało i tak jest cenny.
Spotkany na szlaku w niedzielę nauczyciel powiedział słowa mocne, nieuprzejme, ale na pewno nieodległe od prawdy: śmiecie wyrzucają śmiecie.

Anna Kruczkowska pisze...

Domyślam się, Krzysiu, że nieraz bijesz się z myślami. A jednak idziesz. Bo wiesz, że czeka Cię dawka endorfin.
Przykra ta konkluzja Twojego rozmówcy, ale chyba prawdziwa. Zastanawiam się, czy kiedyś dorównamy Niemcom lub Szwedom w takim ekologicznym myśleniu.

Jan Łęcki pisze...

Zastanawiam się, czy tę podróż odbyłaś swoim ostatnim nabytkiem?
Niedaleko mojego bloku mieści się szkoła. Wychodząca zeń młodzież kartoniki i buteleczki po napojach wyrzuca za siebie. Gdy kiedyś zapytałem takiego młodzieniaszka, czy tego go uczą w szkole, on spojrzał na mnie zdumionym wzrokiem i w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami. Zastanawiałem się , czy on zrozumiał moje pytanie.

Anna Kruczkowska pisze...

Nie Jasiu, to inny typ jeżdżenia :) Na pomorskie asfalty nadaje się moja Czarnotka , czyli trek. Zieleninka będzie skakać po górkach.
Jeśli chodzi o młodzież to podobnie jest u nas. Niby wszyscy wiedza, ze trzeba do kosza, nawet wiedza co do którego, a i tak rzucają byle gdzie. Kiedyś w czasie "Sprzątania Świata" najpierw zebrali całe wory śmieci na terenie wokół szkoły, a potem... zostawili bałagan przy ognisku :(

Jan Łęcki pisze...

Teraz widzę, że to inny rower. Czarnotka, Zieleninka - urocze nazwy.
O sprzątaniu i bałaganie - O tempora, o mores

Alicja P. pisze...

Ahh, jakże chciałabym teraz nad morze :)