czwartek, 9 marca 2017

Nasz Dzień Kobiet

Kilka dni przed 8 marca otrzymałam zaskakująca propozycję-  Radna Jaromina pytała, czy nie zechciałabym spotkać się z jaromińskimi  paniami przy herbacie i cieście. W pierwszej chwili mnie zamurowało, jednak pomyślałam, że skoro nie mam innych planów, to skorzystam z zaproszenia i  o swoich pasjach opowiem. Przygotowałam pastele i pokaz slajdów z podróży. Zastanawiałam się, o czym chciałabym opowiedzieć i stanęło na tym, że najlepiej zacząć od początku, czyli od Szlaku Latarń Morskich.

W środowy wieczór przed godziną 18.00 wspólnie z Chudą zawitałyśmy do świetlicy w Jarominie. Gospodarzami imprezy były panie Danusia i Agnieszka - radna miejska i sołtys, bo warto wiedzieć, że w Jarominie rządzą kobiety! Na spotkanie przyszło sporo pań- wszak kilkadziesiąt minut przy cieście i herbacie to dobre rozwiązanie na Dzień Kobiet.
Zapowiedziana zostałam jako ciekawa mieszkanka Trzebiatowa-  blogerka,malarka, podróżniczka i sportowiec. Zrobiło mi się bardzo ciepło na sercu i trema, która gdzieś tam głęboko jednak tkwiła całkiem się ulotniła. Tym bardziej, że miałam przed sobą niezwykle przyjazne twarze- większość pań poznałam przy różnych okazjach- były to moje absolwentki albo mamy i babcie moich uczniów.
Opowieść popłynęła sama... Było o rowerze, samotności, dorastaniu do realizacji marzeń i malowaniu.  O spotkaniu z sobą i Bogiem. Panie oglądały pastelowe pejzaże, zachwycały się doborem barw, ujęciem tematu. A potem popłynęła opowieść o pierwszej poważnej wyprawie z Gui - Szlakiem Latarń Morskich.
Nawet nie wiem kiedy przeniosłam się na słowińskie wydmy, usiadłam z Gui na pomoście nad Jeziorem Choczewskim, wdrapywałam się na latarnię w Krynicy Morskiej. Nim się obejrzałam, minęła godzina prelekcji. Panie miały mnóstwo pytań o noclegi,  ilość schodów w latarniach, a także o strach- o to, czy się nie bałyśmy.  Prawdę mówiąc to chyba najczęściej zadawane pytanie. A ja odpowiadam, że aby ruszyć się z miejsca, trzeba pozbyć się lęku. Przestać bać się o rzeczy banalne, bo przecież nieszczęście może wydarzyć się we własnym łóżku i strach na niewiele się zda.


Ciągle się bojąc, nie ruszymy z miejsca, nie zrealizujemy marzeń...
Przy okazji uświadomiłam sobie, że o rowerze i naszych wyprawach, o pokonywaniu kilometrów i słabości, o niezwykłej relacji z córkami, to ja mogłabym mówić godzinami. I mam nadzieję, że będę miała jeszcze nie jedna taką okazję.
Dziękuję moim przemiłym słuchaczkom za wspaniały wieczór, wasze zainteresowanie motywuje mnie do podnoszenia sobie poprzeczki!
Prezentacja do obejrzenia tu (klik)
A na prośbę pań link do pasteli: (klik)

5 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

Aniu, faktycznie, miłe miałyście spotkanie, prawie jak spotkanie autorskie.
Zwróciłem uwagę na słowa o tremie, bo ja w takiej sytuacji zapewne jąkałbym się i dukał.
Już jakiś czas temu uznałem, że kobiety bardziej się nadają do rządzenia, niż faceci.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, masz ciekawe zainteresowania, nie jesteś tuzinkową osobą, masz zacięcie społeczne i na pewno jeszcze wiele innych talentów, o których nie wiem, ale takie cechy warto propagować, no i mieć odwagę, żeby stanąć przed publicznością:-) dla mnie to rzadkie przymioty w dzisiejszym świecie, sztucznym, nadmuchanym i w ciągłym popisie; serdecznie pozdrawiam.

baja pisze...

Czyli posiadasz jeszcze jeden dar od losu-umiejetność przekazywania piękna słowem.Jakie to szczęście być tak obdarzonym...

Anna Kruczkowska pisze...

Dziękuję Wam za miłe słowa. Mówienie raczej nie sprawia mi problemów- to w końcu mój zawód a i z tremą sobie zazwyczaj radzę (mam swoje sposoby), a jeśli opowiada się o swoich pasjach i ma wdzięcznych słuchaczy... sama przyjemność.

Kornelia Pikulik-Czyż pisze...

Nie znoszę wystąpień publicznych, więc bardzo Cię podziwiam. Cieszę się, że impreza się udała.