wtorek, 11 kwietnia 2017

Motor Show Poznań 2017

Gdy jakiś tydzień temu przyjaciel zaproponował wyjazd do Poznania na targi motoryzacyjne nie wahałam się długo - nie miałam planów na niedzielę, więc ten pomysł wydał mi się zachęcający.  Wyruszyliśmy wczesnym rankiem w stronę stolicy Wielkopolski, droga upłynęła nam na niekończących się rozmowach i podziwianiu krajobrazów pojezierza drawskiego, a następnie Wielkopolski zielonej w dużo większym stopniu niż nad morzem, gdzie listki rozwijają się dopiero nieśmiało. 

Do Poznania zajechaliśmy około południa, pokluczyliśmy trochę, by znaleźć miejsce na samochód (w bezpośrednim sąsiedztwie Międzynarodowych Targów Poznańskich nie było większego sensu szukać - wszędzie pełno aut), ostatecznie od samochodu mieliśmy 1,5 km do Targów - nie stanowiło to większego problemu. 


Po dotarciu na miejsce przeanalizowaliśmy plan imprezy i wybraliśmy pawilony, które zobaczyć należy koniecznie, które zobaczyć można i które można odpuścić. Zanim jednak weszliśmy do hal wystawowych naszą uwagę przykuła prezentacja możliwości land Roverów, które pokonując zmontowane z kratownic pochyłości momentami stawały na trzech lub dwóch kołach i utrzymywały równowagę oraz przyczepność. 

Następne były Mercedesy, przy których Wawrzyniec mógłby spędzić chyba cały dzień (szczególnie przy jednym egzemplarzu czarnej C klasy). Poza modelami nowymi, było także kilka klasyków i zabytków oraz model koncepcyjny. 

Kolejne było stoisko Mitsubishi, gdzie znalazłam samochód dla siebie - po odpowiednim ustawieniu fotela widziałabym drogę przed sobą bez poduszek! ;) Niestety- na ładne oczy nikt nie chciał mi go sprezentować, więc pozostaje mi nadal jeździć rowerami i golfem z poduszkami na fotelu. 

Przechadzaliśmy się pomiędzy stoiskami i pawilonami robiąc zdjęcia co ciekawszym eksponatom. W hali z wielkimi ciągnikami siodłowymi w niesamowitych malowaniach zadzwonił mój telefon. Krzyś po wyścigu w Sobótce wrócił już do domu i w żartach rzucił, że może do niego podjedziemy, skoro jesteśmy już tak blisko. Wawrzyniec pochwycił pomysł i plan wyjazdu uległ pewnym zmianom. 

Spędziliśmy jeszcze ponad godzinę oglądając sprzęt do mycia części (coś jak duża ciśnieniowa zmywarka), rowery, motocykle, kosmetyki samochodowe...i ogrom innych rzeczy. 

Po wyjściu z terenu targów zjedliśmy coś na szybko w sąsiednim centrum handlowym, odnaleźliśmy samochód i...ruszyliśmy do Krotoszyna, gdzie spędziliśmy przemiły wieczór z Krzysiem. To nieplanowane spotkanie sprawiło mi ogromną radość. O 22 ruszyliśmy w drogę powrotną - w perspektywie 5 godzin w samochodzie. O 3 byłam w domu. Zmęczona, z bolącymi od chodzenia nogami, ale szczęśliwa - dzień był długi, pełen wrażeń, niepozbawionych nieoczekiwanych zwrotów akcji, spędzony w doborowym towarzystwie. 
Zdjęcie wykonane przez Krzysia na krotoszyńskim rynku <3


4 komentarze:

Krzysztof Gdula pisze...

Pal licho wystawowe samochody, ale ta trojka: Chuda, Krzyś i przyjaciel!
Gratuluję zażyłości, swobody i przyjaźni.

Krystyna Skrzypek pisze...

Dołączam się do gratulacji. Szkoda, że mnie tam nie było. Ale następnym razem - drżyjcie!!!

Krystyna Skrzypek pisze...

Dołączam się do gratulacji. Szkoda, że mnie tam nie było. Ale następnym razem - drżyjcie!!!

Chuda pisze...

Krysiu! Trzymam Cię za słowo! :)
Krzysztofie dziękuję! Nawet nie wiesz, jak cieszę się, że w końcu udało mi się otoczyć ludźmi dobrymi i wartymi każdej chwili zainwestowanej w znajomość. :)