czwartek, 6 kwietnia 2017

Po śladzie torów kolejowych, cz.1 Trzebiatkowo- Chomętowo

Błękitne niebo i jaskrawe słońce zachęcało do wyjścia, jednak porywisty, zimny północno-zachodni  wiatr uniemożliwiał dalekie wyprawy rowerem. Należało poszukać alternatywy. A gdyby tak ruszyć szlakiem kolei? Na zachód będę poruszała się wśród krzaków i parowów, a powrót szosą będzie z wiatrem.

Niewiele się zastanawiając ruszyłam w kierunku bocznicy kolejowej usytuowanej na skraju miasta. Chwilę później stałam na stacji kolejowej... Trzebiatkowo. Tak. Właśnie taką nazwę nosi dworzec na obrzeżach miasta przy nieistniejącej linii kolejowej do Kamienia Pomorskiego. Przed wojną dworzec tętnił życiem, ostatni pociąg przejechał tędy pewnie 5 marca 1945 roku. Potem linię zamknięto, a Rosjanie rozebrali tory.   Obecnie miejsce to wykorzystywane jest sporadycznie przez wojsko- to tu ładują się do wagonów transporty wojskowe zmierzające na poligon.  Mieszkańcy dwóch stojących przy torach domów mają zatem ciszę i spokój przez większość roku.
Kilkadziesiąt metrów za stacją tory nagle kończą się. Stoi kozioł oporowy, a dalej jest już tylko rozjeżdżona pojazdami gąsienicowymi pozostałość po nasypie.
Jazda moim rowerem po wybojach na drodze czołgowej staje się niemożliwa. Może gdybym miała do dyspozycji górala byłoby łatwiej. Moja śnieżynka ma zbyt wąskie opony i za duże koła. Dalej będę poruszała się pieszo, pchając lub przenosząc rower przez kolejne krzaki, pnie i dziury.
Na wysokości drogi do Sadlna, droga czołgowa skręca w lewo, opuszczając dawne torowisko. Przede mną rozpościera się nieprzenikniona plątanina gałęzi, suchych badyli jeżyn i malin. Obchodzę ten dziki gąszcz, pilnując, by nie oddalić się zbytnio od śladu nasypu. Tak docieram do "mojej jabłonki". Patrzę na to miejsce zupełnie inaczej. Tyle razy tu byłam, ale nigdy nie pojawiła się myśl, że stoję w miejscu, gdzie nasyp kolejowy zamienia się w parów!
Ciekawiło mnie, skąd tu gruz i dziwny wykop, nie skojarzyłam jednak miejsca.
Teraz ledwo widoczną drogą udaje mi się przejechać kilkadziesiąt metrów. Zatrzymuję się, by sfotografować kolejny spotkany przy śladzie słupek i zajrzeć do parowu. Smuci mnie panujący w parowie śmietnik.
Dalej śmieci jest coraz mniej, aż całkiem znikają. Pojawia się za to inny przejaw działalności człowieka- świeżo ścięte drzewa na brzegu parowu, a na pobliskim nieużytku zauważam... domek hobbita? Nie! To tylko pozostałości po poligonie. schron jest dobrze zachowany, bez śmieci. dalej widzę kolejne, ale nie mam ochoty zwiedzać wszystkich. W domu dowiaduję się, że gdybym była bardziej dociekliwa, dotarłabym do jeszcze innych schowanych wśród wzgórz i krzewów budowli.
Tymczasem parów rozszerza się i zamienia w kolejny nasyp. Stoję na tej granicy i zastanawiam się, czy wiejska droga, która przecina trakt szła kiedyś mostem? Mogłyby na to wskazywać porozrzucane wokół kamienne i betonowe bloki. Nasyp biegnie niezbyt uczęszczana droga. Mogę znów jechać . Po bokach widzę bagna, znajduję kolejne słupki. Wreszcie docieram do miejsca, które chciałam już wielokrotnie obejrzeć- do wielkiego rozlewiska, które widać z drogi nr 103. Urokliwe i dzikie miejsce z groblą, starymi drzewami i mnóstwem ptactwa Niestety nie dziś łabędzi, które czasem widuję na rozlewisku. Szkoda.
Kilka metrów dalej moim oczom ukazuje się coś. No właśnie coś! Kilka betonowych płyt wbitych w ziemię... Dobrze, że Ślubny był żołnierzem w Trzebiatowie! W domu wyjaśnia się, że to kolejna pozostałość po poligonie.

coś
Droga skręca do wsi, a ja zostaję pośród niczego... Bo jak nazwać szeroki parów zarośnięty malinami, z powywracanymi suchymi drzewami?  Gdyby nie dziki, które poszukując smacznych kąsków przekopały się przez cienką warstwę gleby i wyryły bazaltowe utwardzenie pod tory, mogłabym zwątpić, czy nadal jestem na szlaku. Przepycham rower wśród tego gęstowia, kilkakrotnie przenosząc go ponad konarami. I gdy już mi się wydaje, że do miejsca, w którym linia przecina drogę 103 zostało mi tylko jakieś 0,5 km na moje drodze wyrasta... płot. Wysoki, gęsty nie do przebycia... Przez chwilę zastanawiam się, co dalej. Wrócić do miejsca, gdzie miedzą dało się dojechać do szosy, czy próbować przejść wzdłuż płotu w kierunku bliskiej już wsi. Decyduję się na drugi wariant i lezę przy płocie.

Ciekawa to wędrówka, bo siatka obwieszona jest wielkimi białymi jutowymi workami po nawozach- na postrach dla dzikich zwierząt. Wreszcie udaje mi się wydostać na polną drogą, którą dojeżdżam do niewielkiej kolonii Chomętowa. Stąd już tylko kawałek drogi do szosy. Nią wracam do miejsca, gdzie jeszcze w 2010 był nieczynny wiadukt- góra biegła szosa, dołek parów po torach... W czasie ostatniego remontu drogi wiadukt został całkowicie zasypany. Rower zostawiam przy drodze i pieszo idę kawałek wzdłuż wąwozu. W miejscu, gdzie kolejny raz parów zmienia się w nasyp zatrzymuję się. Między drzewami miga mi stado jeleni. Dalej już nie idę. Wiem, że kolejną wycieczkę zacznę w Chomętowie. Tam znajdę ślad po trasie i spróbuje dotrzeć do miejsca, gdzie dziś skończyłam, a potem wrócę, by dotrzeć do Karnic, a może i dalej...


płot

I tyle zostało z wiaduktu
Ta linia drzew wyznacza moją wędrówkę
Troche o historii tej linii można znaleźć w bazie kolejowej


4 komentarze:

Krzysztof Gdula pisze...

Zdeterminowana Anna :-)
Może nie tyle wycieczkę zafundowałaś sobie, co niemal wojskowe doświadczenie poligonowe. Właśnie!: ciekawe, czy Ślubny nadążyłby za Tobą.
W górach też mi się zdarza wejść w takie chaszcze, że matko boska.

MarqoBiker pisze...

Dobrze mieć w swojej okolicy takie zapomniane przez wszystkich torowisko . U mnie jest to torowisko dawnej wąskotorowej kolejki leśnej Lipa - Biłgoraj .
Trasa wiedzie przez cały czas przez las, na niektórych jej częściach teraz biegną leśne drogi szutrowe ale i są takie części że do jej przebycia potrzeba albo maczety albo siekiery :) . Czasami też trzeba zdjąć buty i przejść jakiś leśny strumyk czy rzeczkę bo mostki są zawalone lub w stanie agonalnym .
Trudności są ale jaka radość i przyjemność z takiej wycieczki pieszej czy rowerowej..no i ta cisza i spokój .

Anna Kruczkowska pisze...

Myślę Krzysiu, że nadążyłby, bo potraktowałam tę wycieczkę bardzo rekreacyjnie. Często zatrzymywałam się i zachwycałam otaczającą mnie przyrodą.
Marqo- ślad po wąskotorówce też mamy. Właśnie rozpoczęto budowę ścieżki rowerowej tym śladem! Nareszcie z trzebiatowa do Mrzezyna będzie można jechac rowerem bezpiecznie i wygodnie. Jednak nasza trasa w odróżnieniu od Twojej biegnie przede wszystkim łąkami, polami i nieużytkami.

Krzysztof Gdula pisze...

Tego właśnie się spodziewałem: ślubny nadążyłby, bo się nie śpieszyłaś :-)