wtorek, 16 maja 2017

Chuda przewodnik, czyli krótkie wizyty w Stargardzie i Szczecinie

Stargardzki maraton należał do tych zdecydowanie krótkich i dość szybkich, więc po jego zakończeniu zostało nam wolne parę godzin popołudnia. Wraz z Krzysiem postanowiliśmy wykorzystać ten czas miedzy innymi na zobaczenie Stargardu, który ja widziałam pobieżnie w gimnazjum, a on chyba nigdy. Zostawiliśmy samochód pod Kolegiatą pw. NMP Królowej Świata. Przepiękną budowlę obejrzeliśmy jednak tylko z zewnątrz i udaliśmy się na rynek przejściem pod Odwachem. Przyjrzeliśmy się ratuszowi, z rozczarowaniem stwierdziliśmy, że nie bardzo jest gdzie usiąść i jeść przy samym rynku i ruszyliśmy w stronę dawnych fortyfikacji miejskich. 

Na pierwszy ogień poszła Brama Pyrzycka, pod którą zrobiliśmy sobie nawet zdjęcia. Następnie przeszliśmy parkowymi alejkami wzdłuż murów do Baszty Morze Czerwone - największego tego typu budynku w Polsce. Po obejrzeniu tego obiektu (niestety tylko z zewnątrz) ruszyliśmy z powrotem wzdłuż murów i dotarliśmy do Baszty Tkaczy i znajdującej się tuż obok Bastei, mieszczącej muzeum - niestety, ze względu na późną porę - zamknięte. 
Na tym właściwie zakończyliśmy zwiedzanie Stargardu, zobaczyliśmy jeszcze Bramę Młyńską, ale już tylko z okien samochodu w drodze do domu.

Następnego dnia zaplanowaliśmy wyjazd do Szczecina. Potrzeba wyspania się spowodowała, że wyjechaliśmy przed samym południem. Niemniej - zobaczyliśmy wszystkie punkty, które zaplanowałam na ten dzień. Samochód zostawiliśmy tym razem w jednym z centrów handlowych i ruszyliśmy na spacer ulicami miasta. W planach miałam pokazanie Krzysiowi części miasta znajdującej się nieopodal Odry. Zaczęliśmy więc od Zamku Książąt Pomorskich, który, ze względu na ostatnie wydarzenia, był zamknięty. Obeszliśmy go tylko i zajrzeliśmy przez furty na dziedzińce. Stamtąd wyremontowaną ulicą Kuśnierską przeszliśmy na Rynek, gdzie mieści się gotycki Ratusz Staromiejski i kilka zachwycających zrekonstruowanych kamienic. Kolejnym punktem wycieczki była Bazylika pw. św. Jakuba Apostoła - postanowiliśmy wjechać na wieżę, skąd pokazałam Krzysiowi kilka ciekawych miejsc w mieście. 

Ostatnim punktem zwiedzania były Wały Chrobrego - akurat trwał tam Piknik nad Odrą, zlot Food Trucków oraz kiermasz ogrodniczy, więc zastaliśmy tam tłum. Obejrzeliśmy gmachy Szkoły Morskiej, Muzeum Narodowego oraz Urzędu Wojewódzkiego górujące nad całymi wałami, zeszliśmy na dół podziwiając architekturę Tarasów Hakena i dotarliśmy nad samą rzekę. Usiedliśmy na nabrzeżu machając nogami nad wodą, wcinając frytki i podziwiając Dźwigozaury (wygooglujcie koniecznie!). 
Wycieczkę zakończyliśmy obiadem w centrum handlowym, skąd Krzyś pojechał do Krotoszyna, a ja wróciłam do domu z Wawrzyńcem. 
Pogoda nam dopisała - mimo niedzielnych nieciekawych prognoz udało nam się uniknąć burzy. Lubię takie dni wypełnione działaniem, choćby tak leniwym, jak spacer ulicami Szczecina. 

4 komentarze:

Krzysztof Kubik pisze...

Dziękuje za wyczerpujące i dobrze przekazane info o Stargardzie i Szczecinie ;-) Było interesująco i to w jakim towarzystwie :-)

Krzysztof Gdula pisze...

Właśnie: ledwie pokropiło. Wcześniej sprawdzałem prognozę pogody dla Sudetów chcąc wyrwać się na łazęgę, zapowiadano burze i duże opady. No i nie pojechałem.
Stare mury w Stargardzie zobaczę, niedaleko od nich stać będzie lunapark. Sprawdzając trasę przyjazdu przez miasto, zwróciłem uwagę na dziwną nazwę baszty – Morze Czerwone. Gdzie miasto, a gdzie tamto morze? Znasz może pochodzenie tej nazwy?

Chuda pisze...

Legendarne przekazy mówią o bardzo krwawej bitwie, która rozegrała się pod tą basztą w czasie wojny trzydziestoletniej i miała spowodować powstanie "morza krwi" u stóp budowli - troszkę makabryczna wizja. Sama Baszta prezentuje się okazale, podobnie jak sąsiednia Baszta Tkaczy - w porównaniu z nimi moja Kaszana jest maleńka.

Krzysztof Gdula pisze...

Dziękuję, Chuda.
Wojna trzydziestoletnia była wyjątkowo okropna. Gdy czytam czy pomyślę o wojnach, czasami pojawia mi się jakiś obraz bardzo odległy od wojen, taki… kontrastujący. Jak na przykład dzisiejszy świt: cisza wypełniona ptasim śpiewem (drugi kontrast), niebo błękitniejące, na wschodzie z pierwszymi śladami szafranu, rozkosznie rześkie powietrze i nieokreślony nastrój oczekiwania, radości, gotowości, jakie odczuwa się o świcie w ładnej porze roku. Tak mnie przywitał Stargard, i tym mogliby zajmować się ludzie, zamiast wzajemnym wyrzynaniem.