niedziela, 14 maja 2017

Rzepakowa wycieczka

Wszystko zaczyna się w głowie... Tę banalną prawdę próbowałam wyjaśnić Chudej kilka dni temu, gdy wmawiała mi, że nie da rady jechać szybciej. Chyba mi się udało, ale o tym, jak jej poszło na maratonie pewnie sama napisze.
Gdy Chuda z Krzysiem pokonywali kilometry maratonu w Stargardzie, ja wybrałam się na samotną wielogodziną wycieczkę.
Potrzebowałam długiego treningu połączonego z czasem dla siebie. Szybko przekonałam się, że głowę mam nareszcie na swoim miejscu, a jednostajna jazda daje mi ogromną dawkę endorfin. Cieszyłam się słońcem, drogą i szybkością, z jaką pokonywałam pierwsze kilometry. Nim się obejrzałam, mijałam Gryfice i pędziłam na Resko- chciałam przejechać trasę, którą planowałam dwa lata temu. Wówczas za Reskiem złapałam gumę i wracałam pociagiem do domu (relacja).
Tym razem było lepiej, znacznie lepiej. Jedynie droga do Reska jest w coraz gorszym stanie, nadrabia jednak cudnymi pejzażami z prześwietlonymi słońcem lasami i polami rzepaku.
W samym Resku chciałam zajrzeć na ryneczek, niestety piaszczysty objazd (wjazd do miasta był w remoncie) wyprowadził mnie za miasteczko i juz nie chciało mi się wracać. Szybko i bezboleśnie z wiatrem w plecy dojechałam do Płot. Ilekroć jadę tą trasą przypominam sobie nasz pierwszy maraton, gdy z Gui jechałyśmy do Radowa Małego i zawsze się wtedy uśmiecham.
Z Płot skręciłam na Golczewo. Za Uniborzem zauważyłam leśny dukt, a że miałam ochotę na krótki odpoczynek i coś słodkiego, więc skręciłam w las. Jakież było moje zdumienie, gdy moim oczom ukazał się regularny wał kamieni, który okazał się ... ogrodzeniem cmentarza! Przypomniałam sobie, że ktoś mi o nim wspominał, jednak wówczas miałam problem z umiejscowieniem nekropolii. Teraz stałam na porośniętym konwaliami "poświęconym miejscu". Widać, że czasem ktoś się tu pojawia, bo na jednym nagrobku stały dwa znicze. Niestety pozostałe ludzkie ślady wskazywały na brak szacunku dla zmarłych. Poniszczone nagrobki, rozkopane groby... powszechny, smutny obraz poniemieckich cmentarzy...
Posiedziałam chwilę na kamieniach i ruszyłam przez Golczewo do Kamienia Pomorskiego. Zaplanowałam, że w zależności od czasu i samopoczucia albo skręcę w stronę domu, albo pojadę do Dziwnówka. Świetny nastrój i cudna pogoda sprawiły, że wygrała opcja nr 2.
Zaraz za Kamieniem bardzo się zdziwiłam, bo wiatr, który dotychczas wiał z południowego wschodu teraz dmuchał mi prosto w twarz morską bryzą, a to było dopiero preludium.
W pasie nadmorskim wiało już calkiem solidnie, z tym że wiatr znów był wschodni tak przez kolejne 35 km. W Trzęsaczu chciałam zjeśc lody, a nawet pomoczyć nogi w Bałtyku, ale zimny wiatr ostudził moje zapędy. Pstryknęłam tylko fotki pustej plaży i już bez przygód, za to z silnym wiatrem w twarz dojechałam do domu.
To był bardzo udany wyjazd. Przetestowałam tzw. lemondki czyli podpórki dla długodystansowców i test wypadł pomyślnie, przejechałam bez zmęczenia 150 km, odblokowałam głowę (nawet nuciłam w czasie jazdy, co dawno mi się już nie zdarzało) i przede wszystkim spędziłam mnóstwo czasu w swoim towarzystwie, które bardzo lubię ;)
Takie rzepakowe zdjęcie zrobiłam sobie na konkurs ;)

8 komentarzy:

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ładnie Ci w żółtym:-)
150 km, nie sposób wyobrazić takiej odległości na rowerze; od razu przyrównuje, że dojechałabym do rodzinnego domu, wróciłabym i jeszcze raz pojechała:-)

Niania w Paryzu pisze...

Lubię olej rzepakowy! Ot co... Ale roweru nie lubię... Taka gapa ze mnie! Podziwiam!

Kamil Biskupski pisze...

Bardzo fajna wycieczka. Pozdrawiam :)

Krys Tek pisze...

Nie ukrywam, że bardzo lubię wypady z moja krakowską ekipą rowerową ale jazda w samotności to jednak to co tygryski lubią najbardziej ;) Smutny jest widok zniszczonego, zaniedbanego cmentarza... A pola rzepaku wyglądają cudnie :) Pozdrawiam :D

Jan Łęcki pisze...

Ładnie Ci w żółtym, a jeszcze ładniej w zielonym.
A olej, to tylko rzepakowy i do tego z pierwszego tłoczenia!

Andrzej pisze...

Co by nie mówić czasami trzeba spędzić trochę czasu w dobrym towarzystwie, dlatego całkowicie rozumiem Twój wybór Anno. Widoki ładne niestety widuje je najczęściej przez szybę samochodu.

Krzysztof Gdula pisze...

Wyobraź sobie, Aniu, że są ludzie nudzący się w swoim towarzystwie!
Co podpierają lemondki?

Anna Kruczkowska pisze...

Mario, dziękuję :) Jeśli chodzi o odległości, to z czasem wszędzie robi mi sięc oraz bliżej ;)
Nianiu, ja tez lubię i często go używam w kuchni.
Kamilu, dziękuję :)
Trys Tek, no właśnie. Czasem lubie pojechac w niedużej grupie, ale prawdziwa jazda zaczyna się, gdy jedziemy samotnie.
Janku, dziękuję :)
Andrzeju, tak, mając wybór, wybieram dobre towarzystwo, czyli własne. Lubię swoja wielogodzinna rowerową samotność. Widoki najlepiej ogladać bez ograniczenia szybami, bo wtedy nie tylko się widzi, ale także wdycha zapachy, słyszy ptasie trele. Szkoda, że brakuje Ci na to czasu.
Krzysiu, znam takich, którzy twierdzą, ze nie wytrzymaliby ze sobą tyle godzin i doprowadziliby się do nerwicy! Lemondki to podpórki dla rąk. Dzięki nim można zmienić pozycję w czasie jazdy, dać odpocząc kręgosłupowi, przenosząc część cieżaru ciała na przedramiona. Bardzo wygodny gażet.