czwartek, 25 maja 2017

Spacerkiem po Wambierzycach

Obiecałam Wam kilka słów o niezwykle ciekawej dolnośląskiej wsi- Wambierzycach.
Zatem zaczynajmy!
O Wambierzycach wiedziałam chyba od zawsze, albo przynajmniej od czasów gdy w szkole podstawowej w podręczniku do plastyki zobaczyłam fascynującą barokową bazylikę. Odwiedzając Góry Stołowe 30 lat temu, zahaczyłam o to miejsce, ale dziś już nie pamiętam swojej reakcji. Należało więc wycieczkę powtórzyć, zwłaszcza że przez wioskę przejeżdżamy w czasie Klasyku Radkowskiego (nie czytaliście sprawozdania, to zajrzyjcie). Za każdym razem wykręcam też głowę, by choć chwilę napawać się tym barokowym pięknem.

Postanowiłyśmy zatem z Chudą wykorzystać ładną niedzielną pogodę i zwiedzić wioskę.
Zatrzymałyśmy się na parkingu przy ul. Wiejskiej, skąd zachwycając się domkami nad potokiem przeszłyśmy do centrum. Już na pierwszy rzut oka widać, że ta trzynastowieczna miejscowość lata świetności ma za sobą i choć pozostaje centrum pielgrzymkowym, to nie do końca potrafi wykorzystać swój unikatowy charakter i przyciągnąć turystów (choć domów pielgrzyma i jadłodajni tu nie brakuje).
Początkowo chciałyśmy zacząć od zwiedzenia bazyliki, ale trwała msza, więc skierowałyśmy sie na widoczną z schodów bazyliki kalwarię. Trzeba przyznać, że wzgórze kalwaryjskie jest dokładnie tym, co pielgrzymi cenią sobie w takich miejscach- strome, z licznymi stacjami drogi krzyżowej, kapliczkami ( jest ich ok. 100), dające możliwość przeżyć zarówno religijnych jak i estetycznych (kaplice pochodzą z różnych wieków, mają też różna wartość estetyczną). My ze względu na zmęczenie po maratonie wybierałyśmy miejsca bez schodow i mniej uczęszczane. Na szczycie Kalwarii zaciekwiły nas cztery wielkie dzwony podarowane Wambierzycom przez Niemców prawie 20 lat temu. Miały dzwonić w bazylice zamiast nagrania z Watykanu, jednak nie udało się wybudować im odpowiedniej dzwonnicy. Dlatego stoją opuszcozne i niszczeją na łące. Więcej o dzwonach można przeczytać w artykule z Gazety Wrocławskiej  z 2010 r.
Wśród kapliczek znajdziemy i tę zaskakującą z kobietą z brodą, czyli św. Wilgenfortis zwaną też Kummernis. Świętą, o której pięknie pisała Olga Tokarczuk w ksiażce "Dom dzienny, dom nocny".
Z wzgórza rozciąga się fantastyczny widok na całą okolicę, zwłaszcza zaś na Wambierzyce. To stąd widać zaniedbane piękno miejscowości. Niewielkie domki przytulone do stromych zboczy, zaułki, uliczki przypominające włoskie pejzaże i górująca nad wszystkim bazylika. Z kalwarii zeszłyśmy boczną ścieżyną wzdłuż starego krzywego płotu. Było już po mszy więc weszłyśmy do światyni. Choć monumentalna od zewnątrz, wewnatrz robi się niewielka i kameralna. Wiecej miejsca zajmują krużganki i boczne kapliczki niz kapiąca złotem nawa główna z figurką Matki Boskiej Opiekunki Rodzin w ołtarzu. Tu byłyśmy świadkami typowo pielgrzymkowego rytuału: po mszy pielgrzymi przechodzą pod ołtarz, by ... ucałować figurkę i pozostawić ofiary. Ten typ ludowych zachowań zawsze nas fascynuje, bo choć chce być chrześcijańskim to o bałwochwalstwo zahacza.
Wnętrza nawy głównej nie fotografowałyśmy, w Internecie można znaleźć  mnóstwo zdjęć.
Nie byłyśmy także oglądać słynnej ruchomej szopki.
Obiad zjadłyśmy przy glównej ulicy w restauracyjnym ogródku "Karczmy u Kowala". Potem pozostało nam już tylko ruszyć w droge do domu. Tym razem zdecydowałam się na nieco inny wariant trasy do Wałbrzycha- przez Czechy.




9 komentarzy:

Alicja P. pisze...

Wambierzyce usytuowane są niedaleko mnie, ale już dawno tam nie byłam, może w czerwcu uda mi się tam pojechać. Szopki ruchomej nie polecam, jest droga, ma okreslony limit czasu i nie można jej fotografować. Niemal identyczna znajduje się w Kudowie - tam można przyglądać się jej ile chce oraz wrzucić do puszki co łaska. Polecam także ruchomą szopkę w Bardzie, jest fantastyczna :) a W wambierzycach kilka lat temu było jeszcze mini zoo, ciekawe czy dalej się tam znajduje :)

Andrzej pisze...

Wygląda to wszystko interesująco. W lipcu w czasie urlopu może się tam wybiorę będąc w okolicy. Zwłaszcza bazylika robi wrażenie.Bo miasteczko raczej senne wygląda.

Anna Kruczkowska pisze...

O... dobrze, Alicjo wiedzieć, że nie warto tracić kasy na tę szopkę. Tę w Bardzie mogłam widzieć 30 lat temu w czasie szkolnej wycieczki, tylko, że bardziej utkwiła mi w pamięci figurka Matki Boskiej i to, że ją się chyba w winie kąpie. Mini zoo nie zauważyłyśmy, ale też niespecjalnie się za tego typu atrakcją oglądałyśmy.
Andrzeju, jeśli planujesz Kotlinę Kłodzką albo Góry Stołowe, to Wambierzyce są warte, by do nich skręcić w dordze do Karłowa. Mnie wioska urzekła i mam nadzieję, że ją trochę dofinansują i odremontują urocze kamieniczki!

Aleksandra pisze...

Można tylko ubolewać, że mając takie perełki turystyczne nie zawsze o nie odpowiednio dbamy. Wydaje mi się, że gdyby ceny wstępu, oglądanie były niższe więcej byłoby korzyści - więcej osób byłoby zainteresowanych. Pozdrawiam

Krzysztof Gdula pisze...

Anno, zaciekawiłaś mnie miasteczkiem, zwłaszcza jego wąskimi i stromymi uliczkami; właśnie takie, z przytulonymi do siebie starymi domkami, podobają się mi. Może udałoby się połączyć mi wyjazd w Góry Stołowe i do Wambierzyc?…
Ludowe chrześcijaństwo zawsze miało i ma nadal wiele cech wierzeń przedchrześcijańskich; zresztą, te oficjalne, kościelne, też ma niemało.

Oski6667 pisze...

No naprawde to jest bardzo ciekawe, musze przyznać. Koniecznie się tam wybiore.

Anna Kruczkowska pisze...

Aleksandro, całkowiecie się z Tobą zgadzam. Bolesna jest ta nieumiejętnośc zadbania o to, co mamy Ceny często odstraszają, choć jeśli mi na czymś zależy, to płacę.
Krzysiu, jeśli będziesz znów w Górach Stołowych, to zajrzyj to Wambierzyc, wioska warta jest, by na nia spojrzeć. Wiesz, wydaje i się, że to w owym ludowym chrześcijaństwie możemy doszukać się dalekich ech słowiańskich wierzeń. Ciekawe, które to żeńskie bóstwo Słowianie całowali ;)

Oski, koniecznie odwiedź!Cieszę się, że zainteresował Cię mój artykuł.

Krzysztof Gdula pisze...

Dla mnie czymś naturalnym i prawdziwszym jest wiara w boginię, nie w boga. Gdyby jeszcze była to piękna bogini i nie zabraniała swoim wiernym podziwu dla swojej urody, łatwiej byłoby mi w nią uwierzyć.
A kapłanami powinny być kobiety, jako istoty bardziej od mężczyzn uczuciowe!
Związki między ludowym chrześcijaństwem a starą wiarą naszych przodków sa niewątpliwe.

Anna Kruczkowska pisze...

W katolicyzmie i prawosławiu bardzo mocno pobrzmiewają echa dawnych wierzeń w żeńskie bóstwo, bo przecież jak inaczej tłumaczyć kult maryjny? A swoją drogą, podoba mi się to Twoje męskie podejście do wiary ;)