piątek, 16 czerwca 2017

Na szutrowych duktach izerskich

Rozkładam mapę... tyle dróg, tyle miejsc! Dokąd jechać? Czy wybrać znajome zakątki o niewielkim nachyleniu dróg? Objechać pobliskie asfalty? A może sprawdzić możliwości nowego roweru, który wisi na strychu od kilku miesięcy i czeka na prawdziwe wyzwanie, bo przecież nie można nazwać sprawdzeniem roweru tych czterdziestu kilometrów po asfalcie! Wybieram wyjazd w góry. Po maratonach w Radkowie i Świnoujściu podjazdy nie powinny sprawić mi problemu.

Świt jest zachwycający! Spokojnie piję kawę, jeszcze raz przeglądam planowaną trasę i o ósmej ruszam asfaltem w górę. Początkowo chcę jechać droga na Radoszków, ale jest tak rozjeżdżona ciężkim sprzętem, że rezygnuję (na moją decyzję wpływ ma niegroźny upadek z rowerem, gdy wpadam w koleinę) Szutrową droga wjeżdżam na górny asfalt i skręcam w lewo. Z przerażeniem przyglądam się, jak bardzo ostatnie zrywki drzew uszkodziły moja ulubioną drogę- jeszcze dwa lata temu śmigałam tu szosówka, teraz byłoby to niemożliwe. Chwilami zamiast asfaltu jest grys, chwilami cała droga pokryta jest trocinowym błotem. Mimo święta- jest Boże Ciało, natrafiam na dwóch drwali tnących kolejne drzewa. W doskonałym humorze docieram do Ciemnego Wądołu, zatrzymuję się, by zajrzeć w głęboką dolinę Mrożynki. Uruchamiam dziecięcą pamięć, by przypomnieć sobie pierwsze wrażenia z wyprawy z Tatą, gdy przez mroczny, gęsty las dotarliśmy właśnie w tę dolinę. Teraz nie ma już części tamtego starego lasu. Zbudowano nową, szutrową drogę, która biegnie wzdłuż potoku. 
Droga jest niesamowicie stroma, a ja muszę nią zjechać! (jak ja nie lubię zjazdów!) Nagle miga mi przy drodze coś czerwonego, zatrzymuję się tak szybko jak pozwala na to stromizna i hamulce tarczowe. Wszędzie wokół rośna poziomki! Całe poziomkowe pola! Zbieram owoce i zjadam pełnymi garściami. Trochę żałuję, że nie mam ze sobą żadnego pojemniczka, zebrałabym trochę Ślubnemu. Ruszam dalej, po chwili jestem na Dwóch Mostkach. Tu skręcam w prawo w kierunku Jelenich Skał i Tłoczyny. Nareszcie jest pod górkę! Rower spisuje się doskonale. Żadnych sensacji, płynnie zmieniam przerzutki i spokojnie jadę w górę, coraz wyżej i wyżej. Dojeżdżam do dróg, których nie znam. Po prostu kiedyś ich nie było. Za unijne pieniądze zbudowano piękne szerokie drogi pożarowe, którymi poprowadzono szlaki rowerowe.Dawne dukty zarosły trawą i tylko prześwit wśród drzew przypomina, że kiedyś była tu droga... Pięknym szutrem trawersuje Kowalówkę, no tu to ja się na pewno nigdy nie zapuszczałam, chyba że wtedy, gdy pobłądziłam i nie wiadomo dlaczego, zamiast do Szklarskiej Poręby zaszłam do Antoniowa. Gdy droga kolejny raz zmienia kierunek, decyduje się na postój nad Kamienicą. Płytki potok ledwo szemrze po kamieniach- to efekt tegorocznej suszy. W mokre lata, po ulewach Kamienica potrafi nieźle namieszać w życiu mieszkańców pobliskich miejscowości!

Po krótkim odpoczynku i próbie dostrzeżenia bukowego starodrzewu (zauważyłam zaledwie kilka starych buków) szybko toczę się w dół zboczem Kamienicy. Na tzw. rondzie przy Kromnowskiej Jamie spotykam pierwszych ludzi ( nie wliczając dwóch drwali)- turystę z kijami i biegaczkę z psem. Tę pustkę cenię sobie w tej części gór najbardziej. Znów kawałek w dół- początkowo planowałam dojechać do Koziej Szyi, ale duże skrzyżowanie z droga w stromo w górę sprawia, że znów podjeżdżam. Jestem na rowerowym szlaku ze Szklarskiej Poręby na Rozdroże Izerskie, doganiam troje rowerzystów zmierzających na Rozdroże i dalej do Chatki Górzystów. Chwilę rozmawiamy o górach, drogach i rowerach. Podjazd się kończy, co moi współtowarzysze przyjmują z ulgą. Na Rozdrożu panuje ruch, kilka samochodów zaparkowano na parkingu, wielu turystów właśnie stąd rozpoczyna swoją wędrówkę w pasmo Wysokiego Kamienia. Wcale się temu nie dziwię- atrakcyjne skały, kamieniołom Stanisław, Chatka Górzystów i rozległe torfowiska wysokie zachęcają do wędrówek pieszych i rowerowych. Ja jednak wolę swój Kamienicki Grzbiet, może nie tak atrakcyjny, porosły lasem z kilkoma zaledwie punktami widokowymi, ale za to zupełnie pusty i spokojny. ( Na Wysoki Kamień wybiorę się poza sezonem).
Powoli wracam do domu- z Rozdroża na Fersztel jest już niedaleko. Droga Środkowa świeci pustką. Niedawno był to kamienisty a chwilami nawet błotnisty dukt, teraz droga jest szutrowa, przechodząca w stary asfalt pamiętający klęskę ekologiczną. Kolejnych wędrowców spotykam na Płokowym Mostku, odpoczywają przy tablicy, macham im na powitanie i zaczynam długi podjazd na Pięć Dróg. Tu decyduję się … zaatakować Sepią Górę. Ciekawe, czy da się na nią wjechać rowerem?! Liczący zaledwie kilkadziesiąt metrów podjazd jest niebywale stromy. Gdy przed oczyma widzę prawie pionową ściankę, decyduję się na zejście z roweru. Wiem, że jeśli zatrzymałabym się na tym 10- metrowym podjeździe, przewróciłabym się, bo przecież najtrudniejsze jest schodzenie z roweru! Na szczyt jednak udaje mi się wjechać- miny turystów, gdy widzą mnie spokojnie nadjeżdżającą- bezcenne. Siadam sobie na Białym Kamieniu- to jedna z najpopularniejszych skał w tej części Izerów- podejście jest strome, ale stosunkowo krótkie, zatem wielu wczasowiczów i kuracjuszy świeradowskich decyduje się na spacer w to miejsce. U podnóża góry trwa właśnie procesja Bożego Ciała.
W czystym powietrzu słyszę nie tylko śpiew wiernych, ale rozróżniam poszczególne słowa modlitwy. Mam wrażenie, że procesja przechodzi kilka metrów ode mnie.
Piękna pogoda, przejrzyste powietrze sprawiające, że widzi się hen daleko i pokonane już kilometry upajają mnie. Mogłabym tak siedzieć na skale i patrzeć w dal... niestety, czas wracać do domu na świąteczny obiad. Nie wybieram jednak najkrótszej drogi, bo nie chce mi się wracać na Pięć Dróg,które swoim opuszczeniem i zaniedbaniem robią coraz smutniejsze wrażenie, tylko szaleńczym zjazdem pędzę w stronę Krobicy, na skrzyżowaniu skręcam ostro w prawo i na kolejnym znów w prawo. Tak docieram do Górnego Asfaltu, który zaprowadzi mnie aż do mojego zjazdu na Fersztel.
Piękną miałam wycieczkę! Poznałam kilka nowych duktów, przekonałam się, że izerskie drogi są coraz przyjaźniejsze rowerzystom. Mimo kilku godzin na siodełku mam niedosyt, bo przecież w tyle różnych dróg nie skręciłam, nie sprawdziłam, czy prowadzą tam, gdzie mi się wydaje, że powinny.

Z moim zielonym cudem firmy Specialized dogadujemy się całkiem nieźle, podjazdy idą nam sprawnie, zjazdy jeszcze poćwiczymy- muszę tylko koniecznie zamontować uchwyt na bidon. Czuję, że czeka nas wiele wspólnych wypraw po izerskich szutrach, asfaltach i błotach.
Ciekawa relacja?
Zajrzyj we wcześniejsze izerskie posty rowerowe:
Kapliczki w Popielówku
Pogórze Izerskie
Izerskie asfalty
Śladami górnictwa
Kapliczki w Grudzy

8 komentarzy:

Andrzej pisze...

Ładne okulary Anno>

Jan Łęcki pisze...

Pamiętasz piosenkę?
(...)lubiłeś poziomki.
Pełną garścią wybierałeś z koszyka.
W tamtym lesie, gdzie gałęzie się plączą,
gdzie się drzewo z drugim drzewem dotyka.(...)

Krzysztof Gdula pisze...

Aniu, otworzyłem mapę Izerów i jadąc po niej goniłem Cię. Spory kawał swoich gór przejechałaś, nie powiem.
Z Sępiej Góry zjeżdżałaś żółtym szlakiem, czy inną drogą? Rozumiem, że skoro jechałaś Górnym Asfaltem, do Krobicy nie dojechałaś? Teraz myślę, że chyba jechałaś żółtym i niebieskim, później szlakiem rowerowym po zboczu Niedźwiednika, dalej przecięłaś Czarnotkę i zjechałaś do wioski. Czy tak było?

Anna Kruczkowska pisze...

Andrzeju- wiesz, ładnemu, we wszystkim ładnie, nawet w starych okularach z lidla ;)
Janku, nie znam piosenki, ale poziomki kojarzą się bardzo romantycznie.
Krzysiu, jak zwykle dobrze przyjrzałeś się mapie, tylko moja zamiast Niedźwiednika ma Wysoką (ech te izerskie nazwy gór) W planach miałam przejechać całe pasmo Kamienickie, ale pogoda była taka cudna, a widoki tak zniewalajaće, że zrezygnowałam z dnania przed siebie na rzecz upajania sie pięknem :) Znasz to uczucie, prawda?

Krzysztof Gdula pisze...

W Górach Kaczawskich też spotyka się dwie nazwy tej samej góry, albo, dla równowagi, góry bez nazw.
Niewielką część Twojej trasy poznałem. W tych górach rower pasuje, bo przejście piechotą sporych odległości lasami ogranicza zasięg jednodniowych wypraw.
Czy znam? Oczywiście! Gdy jest pięknie, nie chcę gonić, zatrzymuję się i gapię. Urocze chwile.

Anna Kruczkowska pisze...

Tak, urocze, a rower świetnie się w Izerach sprawdza, zwłaszcza ten nowy :) PO prostu cudownie sie prowadzi, lekko wjeżdża na każdą górkę!

Andrzej pisze...

Zuzia zmieniła miejscówkę?
Dawno nie jechałem koło domu z ogrodem aż wczoraj płyty w oknach, wysoka trawa. Smutny to widok...

Anna Kruczkowska pisze...

Po śmierci Taty zdecydowaliśmy o sprzedaży. Zuza przeniosła się na bloki i kupiła kawałek ziemi na Marcelu. Miałam nadzieję, że dom wreszcie zburzyli i postawili to, co tam miało powstać. Widziałam go już takim pustym i opuszczonych, nie chcę tego przezywac drugi raz :(
Smutne..., za to Gierczyn i Domek pod Orzechem mają się dobrze, nawet bardzo dobrze i coraz lepiej :)