czwartek, 20 lipca 2017

Jagody, wszędzie jagody!

Podjeżdżałam pod Kamienicę. Zatrzymałam się na skrzyżowaniu dróg i wtedy je zobaczyłam- całe połacia jagodzisk bogato obsypanych owocami! Są! Znalazłam jagody, o których marzyłam od kilku dni. Bo przecież niżej na „moich miejscach” w tym roku jagody zmarzły i nie owocują. W jednej chwili zdecydowałam, że nastepnego dnia przyjadę z wiaderkiem i będę zbierać. 
Jak pomyślałam, tak zrobiłam, choć niewiele brakowalo, a pogoda pokrzyżowałaby mi plany- od rana padało, z Pogórza nadciągnęła mgła. Na szczęście koło południa rozjaśniło się i zza chmur nieśmiało zaczęło wyglądać slońce. Spakowałam trzylitrowe wiaderko do plecaka i zaczęłam mozolnie piąć się w górę- na ok. czterech kilometrach mam prawie 500 m przewyższenia. Wreszcie stanęłam na przełęczy, odstawiłam rower i ochoczo zabrałam się do pracy. Mój entuzjazm został szybko zgaszony, gdy spadły pierwsze krople deszczu. Skoro jednak wjechalam tak wysoko, szkoda byłoby przerywać pracę! Znalazłam miejsce osłonięte rozłożystymi gałęziami drzew i zbierałam dalej. Deszcz na szczęście szybko ustał, niestety krzaczki były teraz mokre i po pewnym czasie przemokły mi buty. Po dwóch godzinach miałam pełne wiaderko i mogłam jechać do domu. Nie zdecydowałam się jednak na powrót tą samą trasą- jest niezwykle stroma, co nie było dobre dla moich owoców. Wybrałam wariant okrężny, ale mniej stromy. ( najlepszą trasą w przypadku pieszej wędrówki byłaby Tytoniowa Ścieżka, ale ona jest nieprzejezdna) Skręciłam w stronę Płokowego Mostku, podjechałam na Pięć Dróg i stamtąd skrótem zjechałam na Górny Asfalt. Droga była błotnista, poturbowana przez zrywkę drewna, błoto pryskało spod kół na moją twarz i ubrania. Miałam prawdziwe mtb! W pewnej chwili z prawej strony mignęło mi coś ceglastego- kozak! Zatrzymałam się, by zerwać te niespodziankę. Dumna wlożyłam trofeum do plecaka (ledwo zmieścił się obok wiaderka z jagodami). Gdy dojechałam do domu, znów chmurzylo się i zbierało na deszcz. Ślubny przygotował mi gorącą kąpiel, martwiąc się, że zmokłam i zmarzłam (nad Fersztlem przeszły w tym czasie dwie ulewy).
Kolejny dzień zszedł mi na przygotowaniu przetworów- dżemu jagodowego, syropów ziołowych z macierzanki i dziurawca oraz calej michy pierogów z jagodami, które uwielbiamy. A kozaczek został oczyszcozny i suszy się na suszarce.

Pierogi z jagodami:
miseczka jagód
1/2 kg mąki
1 jajko
1 szklanka wody
szczypta soli
Z mąki, jajka, soli i wody ugniatamy ciasto i odstawiamy na pół godziny, aby odpoczęło. Dzielimy je na mniejsze porcje, wałkujemy na obsypanej mąką stolnicy. Szklanką wykrawamy krążki. Na każdym krążku układamy łyżeczkę jagód, sklejamy tworząc pierożek. Na piecu zagotowujemy trzy litry osolonej wody z łyzką oleju. Wrzucamy partiami pierogi ( na dwa razy). Mieszamy, czekamy az woda zagotuje się, a pierogi wypłyną. Gotujemy je jeszcze dwie- trzy minuty. Z podanych proporcji wychodzi ok. 50 niewielkich, pysznych pierożków. Podajemy z cukrem i śmietanką.
Smacznego!


6 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

Och, Aniu! Za takie pierogi zrobiłbym wszystko i na wszystko się zgodził!
Może z wyjątkiem zbierania jagód.
A komary nie pogryzły Cię?
Wspomniałaś o przemokniętych butach. Wiesz, ilekroć spojrzę na moje maskotki, na te piękne skórzane buty (widzę je, stoją na lodówce, specjalnie je tam postawiłem), myślę, że jednak powinnaś je przymierzyć. Może nie będą na duże? W nich mogłabyś chodzić po mokrej trawie cały dzień. Przymierzysz je, Aniu? Sprawiłabyś mi przyjemność.

Andrzej pisze...

Ładnie Ci Aniu w tym fartuszku. A pierogi wyglądają apetycznie. Ostatnio jadłem z jagodami w pierogarni w Jeleniej Górze. Tyle że podobno nie wolno robić ze świeżych owoców.

Jan Łęcki pisze...

Oj, takie pierogi, oj...

Aleksandra pisze...

Z takim poświęceniem zbierane jagody, toż te pierogi musiały być niesamowite. Pozdrawiam

Anna Kruczkowska pisze...

Krzysiu, komarów nie było, ale gzy już tak. Trochę pogryzły. Buty obiecuję przymierzyć 😆
Andrzeju, bardzo lubię ten fartuszek. I pierogarnię w Jeleniej też. Często jem tam odwiedzając miasto. Wszystkie pierogi owocowe robię że świeżych owoców. Dżemy służą do innych celów!
Aleksandro, cała rodzina się zajadała!

Krzysztof Gdula pisze...

To fajnie. W sierpniu, gdy przyjedziecie do mnie, prawda? Czekam na was, Aniu.