piątek, 21 lipca 2017

Lemoniada z koniczyny


Gdy rok temu pierwszy raz przygotowałam szampan z czarnego bzu, nie podejrzewałam, że lemoniady kwiatowe wejdą na stałe do naszego repertuaru napojów ulubionych. Mając nieograniczony prawie dostęp do kwiatów rozmaitych, eksperymentuję ze smakami. Zwłaszcza, że wykonanie jest dziecinnie proste.
Wystarczy tylko mieć dużo jadalnych kwiatów, kilka litrów wody, cukier, odrobinę drożdży, pięciolitrowy pojemnik i sporo cierpliwości.
Obecnie delektujemy się lemoniadą z koniczyny. Oto sprawdzony przeze mnie przepis:
1 litr kwiatow różowej koniczyny
4 litry czystej, letniej wody (mam ujęcie głębinowe, więc nawet nie gotuję)
2 szklanki cukru
szczypta drożdży.
Po zerwaniu kwiaty zostawiany na kilka godzin, aby owady je opuściły. Następnie wkładamy je do pięciolitrowej butli (np. po wodzie lub winie) wodę łaczymy z cukrem i drożdżami, wlewamy do butli. Zakładamy korek z rurką winiarską lub lekko zakręcamy ( w przypadku nakrętki trzeba pamiętać, by codziennie odgazować lekko płyn, bo wybuchnie). Przed 3-5 dni trzymamy w temperaturze pokojowej, codziennie mieszając. Po tym czasie zlewamy płyn, butelkujemy i odstawiamy w chłodne miejsce. Po schłodzeniu można delektować się pysznym gazowanym napojem. Jeśli mamy więcej cierpliwości, pozwalamy drożdżom dłużej pracować, a nasza lemoniada nabierze lekkich procentów (1-3%, sądząc po mojej reakcji na napój)
Smacznego!


7 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

No proszę, kolejne dziwy kulinarne Anny!
Gdy pomyślę o napojach w rodzaju coli, mam wrażenie dwóch odległych światów. A jeszcze te procenty…
Ech, pozazdrościć Ślubnemu! :-)

Krzysztof Gdula pisze...

Wydaje mi się, że wiem, gdzie patrzył obiektyw na zdjęciu z butelką. Pamiętam tamtą miedzę z drzewami: jeśli przesunęłabyś aparat lekko w prawo, pokazałby się parking z tą ładną brzozą, a następnie szosa i pałac. Dobrze pamiętam miejsca, Aniu?

Aleksandra pisze...

Czysta alchemia.... poczułam się jak w zaczarowanym świecie.

Jan Łęcki pisze...

Oj, Aniu! Po takiej lemoniadzie nie będziesz mogła jeździć rowerem!

Anna Kruczkowska pisze...

Tak, Krzysiu, moje lemoniady a to co kupuje się w marketach dzieli przepaść. Miejsca pamiętasz wyśmienicie!
Aleksandro, największą alchemią są napoje z kwiatów zmieniających barwę. Już się cieszę na myśl o lemoniadzie z malwy. To dopiero będzie magia!
Jasiu, po bzowej nie jeżdżę!

Jan Łęcki pisze...

Piłaś? Nie jedź!

Nie piłaś? Wypij!

Krzysztof Gdula pisze...

Dobrze pamiętałem, Aniu? Oj, to się cieszę, bo później naszły mnie wątpliwości.
Ciekawe, jak smakuje koniczyna…
Janku, myślałby ktoś, żeś taki wyrywny do picia!
Ale dobrego trunku można by spróbować, nieprawdaż? Albo tak oryginalnego napoju, jaki robi Ania.