niedziela, 16 lipca 2017

Perski Jarmark Izerski w Kopańcu

Farma 69 w Kopańcu to miejsce niezwykłe, które jak wiele innych czekało na moment, bym je odwiedziła. Pretekstem do obejrzenia osady słowiańskiej stał się Perski Jarmark, który systematycznie jest w niej organizowany. Kilka razy już się tam wybierałam, ale niesprzyjająca aura ciągle mi przeszkadzała. Tym razem, mimo niezbyt pomyślnych prognoz zdecydowałam się pojechać.

W południe ruszyłam drogą na górny asfalt- pomyślalam, że połączę wyjazd z solidnym treningiem.Wybrałam więc jeden z trudniejszych wariantów dojazdu. Długi i stromy podjazd pod Kamienicę idealnie nadaje się do tego nadaje. Fakt, potem jest już długo z górki, aż do samego Rozdroża Izerskiego. Miałam w planach jazdę szlakiem rowerowym do Kopańca (oznaczonego jako szlak nr 32) , minęłam jednak skrzyżowanie i... szlakiem nr 7 dojechałam do... Górzyńca! (trochę podejrzany wydawał mi się ruch na trasie, ale szutrową „autostradą” tak dobrze się jechało) Czekał mnie więc podjazd pod Babią Przełęcz. Nie było to złe rozwiazanie, bo po pierwsze znów pięłam się w górę, a po drugie na Polanie Czarownic kwitnie oman- jest to jedyne znane mi stanowisko tej rośliny w Izerach. Z przełęczy miałam już tylko kilometr zjazdu polną drogą zboczem Ciemniaka.
Z daleka widziałam mnóstwo zaparkowanych samochodów, co znaczyło, że dotarlam na miejsce. Zaraz na wejściu zauwazylam Inkwizycję z jej słoiczkami kiszonek. Przywitałyśmy się serdecznie, zostawilam przy jej samochodzie swój rower i poszłam rozejrzeć się po jarmarku i samej osadzie. Miejsce dojśc niezwykle, trochę pomieszania z poplątaniem, ale słowiańskie chaty stoją i są wykorzystywane. Dziś ustawiono przed nimi kramy z różnościami. Czegóz na tym jarmasku nie było! Domowe kiełbasy zwinięte w apetyczne pęta, ułozone obok różnorodnych serów. Popularne uszytki wystawione obok miodów i biżuterii. Ubrania nowe i używane leżące na kocach, trochę rupieci wszelakich, ceramika i mozaika. Pachnące z daleka stoisko Izerskiej Lawendy z Mlądza obok przenośnego antykwariatu. Mnie szczegolnie zainteresowalo stoisko z syropami i ziołami, prowadzone przez panią z Czech. Inną ciekawostką były octy owocowe i ziołowe, czyli to, co i ja obecnie robię.
Swoje miejsce mieli nawet przewodnicy sudeccy z książkami i przewodnikami. Z panią przewodnik ucięłam sobie krótką pogawędkę o urodzie miejsc.
W centralnej części osady umieszczono część biesiadną- można było spróbować wielu domowych specjalów na ciepło. Żadne tam kiełbasy z grilla, tylko jagnięcina, pizza na razowej mące, naleśniki, lemoniady ze świeżych ziół. Same pyszności! Przygotowano także atrakcje dla dzieci- plac zabaw z tyrolką, trampolinę, warsztaty ceramiczne. Atmosfera imprezy była iście piknikowo-jarmarczna. Było swojsko i przaśnie. Organizatorom i wystawcom udało się stworzyć niepowtarzalną imprezę świetnie wpisującą się w niesamowity klimat Pogórza Izerskiego.
Do domu wracałam tym razem „cywilizowaną” drogą przez Antoniów i Przecznicę.
To był ciekawie spędzony dzień!



7 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

Anno, otworzyłem mapę Izer i śledziłem Twoją trasę. W tamtą stronę wybrałaś górskie i nie małe zakole. W stronę Rozdroża jechałaś żółtym szlakiem, czy nieoznaczonymi duktami leśnymi? Ile kilometrów pokazał licznik?
Nie znalazłem Górzyńca, ślepota, a jedynie drogę, która na mojej mapie opisana jest jako Górzaniecka.
Znalazłem! To miejsce na północnym obrzeżu Piechowic! Oj, wyniosło Cię daleko, ale to znaczy, że drogą Górzaniecką jechałaś. Czy tak?

Aleksandra pisze...

W Kopańcu byłam przed laty. Szłam wtedy na nóżkach z Górzyńca przez polanę Czarownic. Fajnie, że ta osada cały czas jakoś funkcjonuje.

Andrzej pisze...

Witaj
Pojeździliśmy sobie ostatnio. Ty rowerem a my samochodem. Nie ma co się rozpisywać o Miedziankach, "Kolorowych jeziorkach" i innych miejscach gdzie pokrywały się trasy naszych wycieczek, aż dziwne że się tak mijaliśmy. Byliśmy we wszystkich schroniskach gdzie dało się wyjechać samochodem lub wyciągiem - łącznie z Odrodzeniem.. W dół to odrębna sprawa. Wszystko jest inne niż wcześniej, pozarastało, znikają polany zmieniają się budynki i obrazy. Nawet Jakuszyce są jakieś mniejsze bez granicy.
Szklarska Poręba wygląda jak przed generalnym remontem- wyjątek to Cieplice i rynek Jeleniej Góry które wypiękniały a rzeka Bóbr już nie śmierdzi przy Perle Zachodu. Teraz to uroczy zakątek z Wieżą mieszkalną tuż obok. Ciekawostka że kupiła ją Fundacja Zamku Chudów leżącego na Śląsku.

Anna Kruczkowska pisze...

Krzysiu, częściowo jechałam żółtym szlakiem, ale potem szlak skręca na wygodniejszą ścieżkę pieszą,a ja zostałam na asfaltowej drodze. Zakole było spore, dzięki czemu miałam konkretny trening. Jechałam bez licznika więc nie mam pojęcia, ile to wyszło kilometrów. Może była to droga Górzyniecka, zjechałam z niej zaraz za stacją kolejową (kiedyś tam wysiadłam i pieszo z grupą studentów, z plecakami poszliśmy do Gierczyna. Jadąc przypomniałam sobie tamtą wycieczkę.)

Anna Kruczkowska pisze...

Aleksandro, mnie też cieszy, że coś się tam dzieje. Przez Polanę Czerownic też kiedyś szłam pieszo,ale nazwa mi wtedy umknęła. Pewnie na mojej mapie była tylko Babia Przełęcz.

Anna Kruczkowska pisze...

Andrzeju, no to się nieźle mijaliśmy. Nie lubię wypraw samochodowych, choć czasem z Ślubnym i dziećmi na takie się decyduję. Masz rację, że niektóre miejsca bardzo się zmieniają. Nie zawsze na plus. Dostosowują się do potrzeb ludzi i stają się kiczowate, zadeptane. Jelenia Góra wypiękniała , to fakt,a w Cieplicach dawno nie byłam. Wieża w Siedlęcinie bardzo mi się podoba i to, co się przy niej dzieje też. Nie ma nic dziwnego, w tym, że zajmuje się nią Fundacja Zamku Chudów- kilka podobnych miejsc też zdaje się przejęła. A Dolny Śląsk to też Śląsk. Tylko z nieco inną historią.

ZiŁ pisze...

Ech, czyli gdyby nie przydusiły nas tony dachówki, byłaby szansa na spotkanie!
No nic, może następnym razem:)