piątek, 14 lipca 2017

Poranna kawa pod orzechem

Każdy, kto odwiedził Domek pod Orzechem, wie, że nic nie smakuje tak dobrze, jak kawa pita o poranku przed domem. Często to jej zapach oraz terkanie starego ekspresu do kawy (TO JESZCZE DZIAŁA???) budzi domowników i gości. Potem, w ciągu dnia wypijamy hektolitry naparów, soków i lemoniad, ale rano króluje kawa.
Teraz też moja ulubiona filiżanka z uśmiechem napełniona boskim płynem stoi obok laptopa (tak, tak, piszę dla Was, siedząc pod orzechem).
Dni mijają mi na pracy przy domu oraz wędrówkach i przejażdżkach po okolicy. Powoli zagospodarowuję przestrzeń- kolejne kawałki zimi zamieniają się w mini ogródki ( nawet rzodkiewkę mamy już swoją) a stawiany od lat murek pnie się w górę, dzięki czemu przed domem będzie kawałek równego terenu.
Tu można kupić moją ulubiona kawę:



Zlałam przetwory kwiatowe nastawione wcześniej – ocet z krwawnika, lemoniadę z bzu oraz eksperymentalną lemoniadę z różowej koniczyny (obie pyszne). Ze względu na niedobór owoców w tym roku posiłkuję się kwiatami. Wczoraj cały dzień na skraju kaflowego pieca parował syrop z macierzanki. Upojny aromat roznosił się po domu. Teraz czeka mnie zbiór lipy oraz grzybów, które nareszcie się pojawiły (kurki i zajączki, ale zawsze to coś). Od czerwca marzyły mi się poziomki i któregoś dnia pojechałam na dwa mostki z pudełkiem na owoce. Zebrałam ponad pół litra. Zjedliśmy je ze śmietanką i cukrem w ramach deseru (pyszności) Przy okazji tego wyjazdu najpierw ucieszyłam się widokiem rowerzysty podjeżdżającego szutrowym szlakiem ( zwłaszcza, że się ładnie przywitał), ale chwilę potem mocno się wkurzyłam- na poboczu zostawił wizytówkę- puste plastikowe opakowanie po magnezie. Kurczę, czy jemu się wydaje, że po izerskich ścieżkach jeździ śmieciarka i sprząta pozostawione przez turystów śmieci? Jak mnie drażni taka ludzka bezmyślność!

Odwiedzam znajomych, zacieśniejąc sąsiedzkie więzi. Te wizyty skutkują kolejnymi inspiracjami i znajomościami.
Aura jest burzowa. Pierwsze burze nas omijały, gdy Pogórze mokło, a nawet cierpiało z powodu nawałnic, u nas słońce prażyło i wysuszało i tak już spragnioną wilgoci ziemię ( a ja codzienie podlewałam swoje ogródki). Dopiero przedwczoraj mocno popadało i od razu zieleń odżyła, no i zaczęły się grzyby!
Kapryśna aura sprzyjała cudownym spektaklom na niebie- krwiste zachody słońca, tęcze, malowniczo podświetlone chmury – co chwilę łapaliśmy ze Ślubnym za aparat uwieczniając najbardziej niezwykłe momenty.
Dziś w planach mam wyjazd na Pogórze w poszukiwaniu malin oraz porządkowanie słoików- Ślubny przerobił stare szafki ubraniowe na półki do piwnicy. Wreszcie będe miała solidne miejsce na przechowywanie przetworów!

A przed domem będzie pracować koparka- rusza budowa koziarni!  
Wieczorami robimy ogniska
A jeśli chcecie posłuchać o macierzance na łące, zapraszam na vloga:

6 komentarzy:

Wioleta Sadowska (awiola) pisze...

Kawa o poranku!.Super!

Krzysztof Gdula pisze...

Dzień należy zacząć od kawy, znana to prawda :-)
Z przyjemnością obejrzałem filmik; mówiłaś spokojnym, miłym głosem.
Nie, Ania na pewno nie będzie się tam nudzić – tak mi się pomyślało.
Byłaś na grzybach? Ależ ja Ci zazdroszczę! Kurki cenię bardzo wysoko. Kiedyś, gdy jako chłopak chadzałem po podlubelskich lasach, rosło tych grzybów mnóstwo, duże kępy, a teraz niemal ich nie widuję. Pięknie wyglądają w zupie, w zalewie octowej, w sosie, w każdej postaci. Ładne grzyby.
A ja zawstydzająco mało wiem o ziołach i kwiatach, ech… :(
Jestem bardzo ciekaw, jak Ci pójdzie dojenie kóz.

Anna Kruczkowska pisze...

Tak, bez kawy nie ma poranka! Masz rację,Krzysiu, nuda mi nie grozi. Kurki uwielbiam w każdej postaci. A zioła są jedną z moich pasji. Też jestem ciekawa, jak mi pójdzie dojenie.

Aleksandra pisze...

Gratuluję takiej zaradności. Dla mnie wszystkie te wyroby to magia niemal jak to dawniej karkonoskich laborantów wyroby.
A poranek z kawa w takich okolicznościach natury to bajka.

ZiŁ pisze...

Z koniczyny! O rajusiu, to musi być pyyyyszne, a my poprzestawaliśmy na wysysaniu płatków!

Anna Kruczkowska pisze...

ZiŁ, Jest pyszna! Liczę, że jak już kiedyś będzie mieli dach albo inną chwilę czasu,to po prostu się spotkamy.