wtorek, 11 lipca 2017

Wycieczka do Miedzianki i nad Kolorowe Jeziorka

Browar Miedzianka jest miejscem, które po wielokroć mijałam w czasie maratonu Liczyrzepa i za każym razem wyobrażałam sobie, że siedzę na tarasie i pije chłodne piwo... Tym razem prawie się udało. Prawie, bo chłodne piwo pił Ślubny, ja zadowoliłam się latte ( nie wiem, czy, gdyby wiedział, jak potem przewiozę go do Wieściszowa i Kolorowych Jeziorek, to tak chętnie oddałby mi kierownicę)

Pomysł z odwiedzeniem Miedzianki pojawił się nagle, gdy w tygodniu Ślubny stwierdził, że w niedzielę nie mam gotować obiadu, tylko pojedziemy gdzieś zjeść. Miałam wybrać miejsce z atrakcjami w odległości do 50 km. Pomysłów miałam kilka. Jednak okazało się, że koniecznie trzeba zajechać do Castoramy w Jeleniej Górze. Zaproponowałam więc wieżę widokową i rynek w Jeleniej. Potem jednak przypomniałam sobie o Miedziance. I tak w niedzielne południe zasiedliśmy na tarasie maleńkiego browaru Miedzianka. Browar oferuje kilka rodzajów piw (jasnych i ciemnych) w limitowanych seriach. Degustując pyszne piwo, można przyjrzeć się kadziom, które zostały tak umiejscowione, by było je widać z restauracji. Nawet naklejanie etykietek odbywa się na sali i można sobie ten proces obejrzeć. Ślubny degustował ciemne piwo (którego nie było niestety w wersji „na wynos”, ja piłam aromatyczną latte. Spoglądaliśmy na pobliskie Sokoliki i opowiadałam, jak podjeżdża się tę trasę i co się wtedy czuje. Rozmawiając tak, zaproponowałam wycieczkę nad Kolorowe Jeziorka. Miejsce atrakcyjne, a my tam jeszcze nigdy nie byliśmy.
Po degustacji piwa przez Ślubnego, ja przejęłam kierownicę. Trasę znałam doskonale- przejechałam ją wielokroć w czasie maratonów, jechałam więc pewnie, co nieco frustrowalo Ślubnego- trasa jest w końcu kręta i wąska. Po kilkunastu minutach dojechalismy do Wieściszowic i zaparkowaliśmy na najwyższym parkingu, który usytuowany jest w wyrytej w ziemi dziurze (pewnie też pozostałość po wyrobisku). Po uiszczeniu opłaty za luksus zostawienia tu samochodu (jedyne 10 zł) mogliśmy iść zwiedzać. Już na pczątku przeraziła mnie ilość samochodów na kolejnych parkingach i ruch na trasie. Chyba nie spodziewałam się takiego tloku w Rudawach Janowickich!
Idąc wytyczoną ścieżką, dotarliśmy do Żółtego Stawu- najmłodszej dziury wśród hałd. Ze względu na suszę panującą w górach stawek przybrał raczej buro-błotną barwę. Z szlaku spojrzeliśmy w dół, widząc już czekające nas za chwilę atrakcje. Jakoż po kilkdziesięciu metrach naszym oczom ukazało się najatrakcyjniejsze miejsce trasy- Purpurowe Jeziorko. Powstało ono w w miejscu wyrobiska najstarszej z kopalń. „Nadzieja” działała tu od 1785 roku i wydobywano w niej piryt, stąd rdzawe zabarwnienie wody. Jeziorko połączone jest tunelem z Żółtym Stawkiem, znajdziemy tu także kilka niewielkich jaskin i stromych przejść. Miejsce niesamowicie atrakcyjne i widowiskowe, niestety źle oznakowane i niezabezpieczone. Mam wrażenie, że pomyslodawcy ścieżki dydaktycznej nie przewidzieli najazdu takiej rzeszy zwiedzajacych, którzy na niełatwą chwilami trasę wybierają się w japonkach i sandałkach.
Spotykaliśmy ludzi zupełnie nieprzygotowanych do chodzenia po śliskim, sypkim terenie oraz skałkach. Atrakcja przyciąga też rodziny z małymi dziećmi, które puszczone samopas stwarzają niebezpieczne sytuacje. Trochę klucząc po wyrobisku „Nadzieja” dotarliśmy do Wąwozu Sztolni, skąd udało nam się wydostać z powrotem na szlak. Nim dotarliśmy do Szmaragdowego Jeziorka, będącego pozostałością po wyrobisku „Nowe Szczęście” z 1793 r. Kolor wody- od niebieskiego po zielony spowodowany jest zwązkami miedzi. Nad jeziorkiem przygotowano przestronne miejsce do odpoczynku. Aby dotrzeć do ostatniego z jeziorek, trzeba przejść ok. 1 km stromo w górę. I... prawdę mówiąc można Zielony Stawek przegapić, bo jest on jedynie niewielką kałużą, która w czasie suszy całkiem wysycha. My mieliśmy o tyle szczęście, że na dnie wyrobiska „Gustaw” zobaczyliśmy odrobinę błotnistej mazi.
Nie zdecydowaliśmy się na wejście na Wielką Kopę- było bardzo ciepło i Ślubny nie miał ochoty na dalszą marszrutę. Nie pokazałam więc mu także Przełęczy Rędzińskiej, o której tak chetnie opowiadają rowerzyści. Byliśmy już dosyć głodni, nie zdecydowaliśmy się jednak na postój przy Purpurowym Jeziorku, gdzie usytuowane jest „centrum gastronomiczne”, gdyż żadne z nas nie miało ochoty na grillowane kiełbaski jedzone w tłoku.
Obiad zjedliśmy na rynku w Jeleniej. Potem już tylko szybkie zakupy w Castoramie i mogliśmy wrocić do domu.

Podsumowując- Kolorowe Jeziorka są niesamowicie ciekawym miejscem, jednak jeśli opiekujące się nim stowarzyszenie nie opanuje bezkarnie włażących wszędzie turystów, to niedługo jeziorka zostaną zadeptane, zarzucone śmieciami albo dojdzie do wypadku.  

7 komentarzy:

Aleksandra pisze...

Ja już nie mogę patrzeć na tych pseudo turystów, którzy mają za nic jakiekolwiek reguły. Dopiero jak wydarza się jakieś zdarzenie jest wiele krzyku. Wszyscy są winni tylko nie sprawcy. Pozdrawiam

Anna Kruczkowska pisze...

Widzę, że nie tylko ja reaguję alergią na bezmyślność tzw. stonki. Porażająca jest ignorancja wypoczywających w każdym miejscu. Nad morzem dzieje się to samo- łażą po wydmach i po falochronach, kąpią się przy czerwonej fladze, a potem krzyk, że ratownika nie było.

Krzysztof Gdula pisze...

Macie rację, drogie panie. Takie lekceważenie logicznych i prostych, zdawałoby się, zasad bezpieczeństwa widzę też u siebie w pracy, w lunaparku. Najgorsze jest oczekiwanie tych ludzi, że ktoś za nich pomyśli, ktoś ich przypilnuje, poprowadzi za rękę, i – jeśli wejdą w kałużę – ktoś im zapłaci odszkodowanie za straty, także te moralne, oczywiście.
Aniu, Janek opowiadał mi dużo dobrego o stawach i okolicy, ale jakoś nie było okazji do tej pory…

Anna Kruczkowska pisze...

Tak, Krzysiu, bo najłatwiej na kogoś przerzucić odpowiedzialność. Jeziorka są cudne, a Janek na pewno widział je bez tej chmary ludzi.

Ada Zet pisze...

Może kiedyś w końcu uda Ci się skosztować tego chłodnego piwka ;) Lubię takie miejsca i browary w których na miejscu waży się piwo. Dalsza część wycieczki równie interesująca. Szczególnie te małe, urocze jeziorka. Szkoda tylko, że ludzie nie potrafią docenić tych darów natury i zamiast dbać o nie, to je niszczą.

Jan Łęcki pisze...

Bezmyślność stonki jest porażająca. Dlatego nie lubię udawać się w popularne miejsca w niedzielę. Kolorowe jeziorka odwiedzałem kilkakrotnie i z doświadczenia wiem, że ciekawiej jet tam wiosenną porą.

Anna Kruczkowska pisze...

Ado, no właśnie, szkoda, że ludzie nie doceniają!
Janku, wiedziałam, że przywołany do tablicy, na pewno sie odezwiesz!