środa, 9 sierpnia 2017

Posiedzieć nad Bałtykiem

Kilka dni na działce i w kuchni sprawiło, że zatęskniłam za rowerem. Patrząc na cuedne słońce za oknem wyyśliłam sobie, że pojadę do Międzyzdrojów obejrzeć żaglowce żegnające polskie wybrzeże po Tall Ship Races. No. Spakowałam ręcznik i koc, żeby posiedzieć przy tym na plazy i pojechałam... Ta... Tylko nie wzięłam pod uwagę, że zamiast treka mam do dyspozycji tylko crossa, którym raz przejechałam 100 km w ciągu dnia...
Ale po kolei.

Z domu ruszyłam prze dziesiątą, wybierając mniej zatłoczoną trasę na Kamień Pomorski. Ze względu na remont drogi 102 ruch był nieco większy, ale nie uciążliwy. Bardziej dokuczał mi wiatr, który kręcił strasznie z nasileniem do 7 m/s. Króciutką przerwę zrobiłam sobie jak zwykle za Kamieniem na starym moście. Lubię to miejsce, więc i tym razem tu się zatrzymałam.
Potem już bez postojów przez Dziwnówek do Dziwnowa. Tu zaczęłam się zastanawiać, czy ja na pewno chcę jechać ruchliwą 102 do Międzyzdrojów i narażać się na trąbienie i wyzwiska kierowców. Zaraz jednak wyobraziłam sobie tłok na plaży w Dziwnowie i ruszyłam dalej pseudo traktem rowerowym do Międzywodzia. Nazwanie chodnika pamiętającego późnego Gomułkę ścieżką pieszorowerową jest dużym nieporozumieniem. Jadąc jednak crossem, mogłam sobie pozwolić na telepanie się po połamanych płytach chodnikowych ( jadąc trekiem, rezygnuję z tej wątpliwej przyjemnści, bo chyba musiałabym go nieść dziury są szerokości moich opon)
W Międzywodziu też było dla mnie za tłoczno. Pomyślałam więc, ze najbardziej optymalnym rozwiązaniem będzie odwiedzenie Wisełki. Już chyba kiedyś pisałam, że gdybym miała spędzać urlop nad Bałtykiem wybrałabym Wisełkę. Wioska oddalona jest od morza jakieś 2 km, dzięki czemu nie ma tu typowego nadmorskiego tłoku. Jest przy tym niezwykle malowniczo położona na wydmach. Można poczuć górski klimat ;)
Jadąc wśród drzew, skrajem Wolińskiego Parku Narodowego, cieszyłam się ciszą i pustką. Niby byłam nad Bałtykiem, ale nie spotykałam ludzi! Spotkałam za to... ptaszydło. Nagle nad głowa przeleciał mi wielki czarny ptak. Kruk? E... troche za mały i co to jest to czerwone??? Owoc w dziobie??? Nie! To jego głowa! Ptak usiadł na pobliskim drzewie i wtedy miałam już pewność dzięcioł czarny. Nim jednak wyjęłam aparat dzięcioł znudził się pozowaniem i chwaleniem upierzeniem. Odleciał.
Nim dotarłam do zejścia na plażę, trochę pokluczyłam po lesie, podziwiając wysoki klif i wydmy. Ba. Znalazłam się nawet w miejscu opuszczonym chyba przez jakieś wojsko. Asfaltowa droga prowadziła wprost do ruin czegoś, czego już nie ma.
Plaża w Wisełce spełniła moje oczekiwania. Wystarczyło przejść kawałek, by mieć dla siebie spory kawał piachu i morza. Rozłożyłam się na plaży i mogłam delektować się niezbyt upalnym, ale ciepłym powietrzem, spokojem i lekkim szumem wody. Tu nad samym przegiem nie było wiatru! Wysoka wydma skutecznie osłaniała plaże przed podmuchami południowego wietrzyska.
Oczywiście z obserwowania żaglowców niewiele wyszło, choć prawdopodobnie zarys żagli z mojej miejscówki widziałam, lekko zamglone powietrze utrudniało obserwację. Z plaży schodziłam (choć w przypadku tej plaży schodziłam jest niewłaściwym czasownikiem, bo na wydmę się wchodzi i to całkiem stromo!) niewielkim wejściem, które zaprowadziło mnie wprost do OW Neptun Grodno. To ci dopiero miejscówka! Dom wypoczynowy i las, las, las... Żadnej cywilizacji. Morze blisko, plaża pusta.
Wracałam trasą nadmorską, żeby po pierwsze skrócić drogę, a po drugie zobaczyć, jak posuwają się prace remontowe. Sktór był tylko iluzoryczny, bo musiałam lawirowac między wczasowiczami w mijanych miejscowościach, a remont jest w fazie początkowej i nie wróżę mu szybiego końca.
W Trzęsaczu wróciłam na drogę gówną, wcześniej prawie najeżdżając na trakcie pieszo-rowerowym na niedopilnowane dziecko, które po prostu wbiegło prosto pod koła. Rodzicom było strasznie głupio, bo dziecko znalazło się na części oznakowanej jako ścieżka rowerowa. Na szczęście jechałam ostrożnie i zdążyłam zahamować.
W okolicy Kanału Dreżewskiego zobaczyłam, jak wysoki jest poziom wód gruntowych- całe połacia ninikowskich bagien sa pod wodą, tworząc malownicze rozlewiska i raj dla ptactwa wodnego. Niestety mokre lato jest zmorą rolników- okoliczne pola pokryte są położonym zbożem, a tam gdzie rozpoczęto żniwa, sprzęt zakopuje się w błocie. Pola są mokre.
Do domu wróciłam ok. 19.30 , ostatnie kilometry wlokąc się niemiłosiernie- wiatr wzmógł się i wiał ze wschodu skutecznie utrudniając mi jazdę. Do tego po od mniej więcej 100 km miałam wrażenie, że jadę czołgiem cross jest jednak ciężkim rowerem (zwłąszcza jesli porównamy go z moją wagą ;) )
Mimo zmęczenia, mogę uznać wycieczkę za udaną, bo spędziłam dzień na świeżym powietrzu, przejechałam ponad 130 km i posiedziałam nad Bałtykiem.

8 komentarzy:

Andrzej pisze...

Wyrwałaś się z kuchni , to dobrze.
Pogoda dopisała i miałaś czas dla siebie. Może kiedyś przytrafi się i mnie.
Ładne miejsca opisujesz a ośrodek ciekawy choć czas jakby się w nim zatrzymał. Może się wybiorę w wolnej chwili.

Anna Kruczkowska pisze...

Wyspa Wolin jest bardzo ładnym miejscem, można tam jeszcze znaleźć ciszę. A czas dla siebie trzeba zawsze znaleźć. Bez tego trudno żyć.

Krzysztof Gdula pisze...

Plaża w lecie bez ludzi wydaje mi się czymś niespotykanym, niemal nieziemskim. W Ustroniu spędzam jedenaste lato, niemal dwa lata w tłoku na ulicach i plaży. Aniu, mam trudności z wyjaśnieniem sobie powodów, dla których ludzie wybierają te miejsca nad morzem, gdzie są bary, sklepy, budki z wszystkim, piwiarnie, ludzie i gofry w ilości niepoliczonej. Dlaczego oni potrzebują tego wszystkiego??
Bagna obejrzałbym. Są urokliwe.

Andrzej pisze...

W zabieganym świecie coraz trudniej o wolne chwile. Wiele spraw jednocześnie i ciągłe zmiany nie pozwalają na dekoncentrację.
Nikt nie obiecywał że będzie łatwo :)

Aleksandra pisze...

Pięknie czas spędziłaś. Z przyjemnością przeczytałam ten wpis, wprawdzie "trochę zmęczyłam się" wyobrażając sobie mnie na rowerze i tyle kilometrów. We wrześniu wybieram się w te okolice, lubię wrześniowe wypady nad morze kiedy nie ma już "kałamarzy", pogoda dopisuje. Pozdrawiam serdecznie

Anna Kruczkowska pisze...

Krzysiu, wyobraź sobie, że są takie miejsca! I podobnie jak Ty nie mam pojęcia po co ludziom te wszystkie tandetne budy. Nie rozumiem też potrzeby bycia w miejscu modnym, choć będzie się to wiązało z tłokiem, drożyzną oraz wszechobecnym kiczem i hałasem.
Andrzeju, wszystko jest kwestią wyboru... u mnie niedługo wszystkie chwile będa na swój sposób wolne...
Aleksandro, podzielam opinię, że nad morzem najładniej jest, gdy już nie ma tam ludzi. Wrzesień nad Bałtykiem bywa niezwykle urokliwy.

Andrzej pisze...

Wszystkie wolne chwile - niezwykle miła perspektywa.
U mnie w pierwszej pracy przez ostatnie 2 lata pojawiło się wiele zmierzających w tym kierunku programów.
Plan dobrowolnych odejść, urlop do emerytury czy "Spieprzaj Dziadu" czyli 6 miesięczne wypowiedzenie bez obowiązku świadczenia pracy.
Niektóre mi nie odpowiadają, a na resztę jestem za "młody".
Tak czy inaczej jeszcze kilkanaście lat pracy mnie czeka. Tym bardziej zazdroszczę zwłaszcza że co sobotę w piekarni znajomi Górnicy pytają czy już jestem emerytem.

Anna Kruczkowska pisze...

No, to pytanie jest charakterystyczne dla niektórych zawodów - na wojskowym osiedlu każdy pięćdziesięciolatek jest emerytem ;)