czwartek, 3 sierpnia 2017

Z kuchni i ogrodu

No, ja to sobie potrafię czas zorganizować ;) Blog leży odłogiem, bo utkwiłam w kuchni. Dzisiejszy post powstaje tylko dlatego, że... zabrakło mi czosnku. Gdyby nie ów brak, to teraz kroiłabym kolejny kilogram fasolki szparagowej. Fasolka to jedno z tych warzyw, które moja rodzina uwielbia, więc sieję jej mnóstwo, a potem muszę ją zbierać i wekować :) W tym roku jednak fasola przesadziła z urodzajem i czeka mnie sporo roboty. Podobnie będzie z pomidorami, które prawie łamią się pod cieżarem owoców! Moja wiosenna praca na działce teraz przynosi wymierne efekty- codziennie znoszę do domu kolejne warzywa i owoce, które koniecznie trzeba przetworzyć.
Co zatem robię?

Wstaję kilka minut po 6.00. Wypijam ulubioną kawę z ekspresu i robię prasówkę. Ogarniam trochę dom i ok. 8.00 jestem gotowa do działania. W zależności od pogody albo przetwarzam to, co przywiozłam poprzedniego dnia, albo jadę na działkę toczyć nierówną walkę z chwastami i ... ogórecznikeim, które to ziele skutecznie opanowało grządki pod moja nieobecność. W ferworze walki nie zauważam, że staję się posiłkiem dla niezliczonej rzeszy owadów i dopiero wieczorem liczę bąble po ukąszeniach, zadrapania i efekty spotkania z liśćmi pomidorów. Dobrze, że mam swój ocet ziołowy do przecierania swędzących miejsc!
Gdy już uda mi sie odsłonić kolejny fragment ogrodu, mogę zebrać plony, które potem do wieczora przetwarzam. Póki co w garnku glinianym stoją ogórki małosolne. W gąsiorze burzy się wino z białej i czerwonej porzeczki ( za wino odpowiada Ślubny, ale to ja zbieram owoce!)
Część czerwonej porzeczki zamieniła się w mus owocowy i wylądowała w butelkach, a resztki po przetarciu owoców włożyłam do słoja z wodą i drożdżami. Będzie cudny różowy ocet.
Pod wpływem Inkwizycji postanowiłam trochę poeksperymentować i  przygotowałam 4 słoki ogórków w ... occie z kwiatów dzikiego bzu. A octu mam 4 litry zupełnie przez przypadek. Wiosną nastawiłam najpierw lemoniadę w Domku pod Orzechem i wydawało się, że nic z niej nie będzie, bo nie chciała pracować,a okazało się, że wyszła rewelacyjna. W Trzebiatowie też nastawiłam, jednak nie mogłam jej przypilnować, do tego zrobiło się chłodno. Po powrocie więc zamiast lemoniady miałam 4 litry octu. Teraz będę go używać do eksperymentalnych przetworów. Do przygotowania potrawy wykorzystałam przepis na ogórki z curry, tylko zamiast roztworu octu spirytusowego użyłam właśnie bzowego. Przyznam, że ogórki wyszły przepyszne!
Innym eksperymentem jest kiszona kalarepa. Tu jednak nie pytajcie o przepis, bo go nie ma. Po prostu Ślubny pokroił kalarepę a ja włożyłam ją do słoików. Do każdego słoiczka dodałam coś innego: czerwoną porzeczkę, kwiaty i liście ogórecznika, kwitnące gałązki oregano. Wszystko zalałam słoną wodą. Teraz czekam aż się kalarepka ukisi. W najbliższych dniach zakonserwuję fasolkę, zbiorę suchy groszek, kolejne ogórki, cukinię i kabaczki no i przede wszystkim te dziesiątki kilogramów pomidorów na przeciery.
Gdy nie wyrywam chwastów, nie zbieram plonów i nie gotuję to... wcale nie jeżdżę na rowerze! No... rower musi poczekać na inny czas. Bo w czasie wolnym od przetwórstwa zajmuję się wyszywaniem. Jedno zlecenie dostałam jeszcze w czasie pobytu w Gierczynie i zaraz po powrocie do Trzebiatowa zajęłam się wyszywaniem chusty. Teraz zaś ozdabiam słowiańską koszulę znajomego.
Jeśli tylko wszystko pójdzie po mojej myśli, to w tym miesiącu zaczniemy realizację całkiem sporego zamówienia, ale o nim napisze, gdy wszystko zostanie dopięte i dogadane.
Mimo nawału pracy staram się nei zaniedbywac najbliższych odwiedzam teściów, spotykam się z przyjaciółkami.
A jutro czeka mnie miłe blogowe spotkanie :)
Teraz jednak wracam do wyszywania!


3 komentarze:

Andrzej pisze...

Witaj
Zapracowana jesteś jakby nie było wakacji. Za to zimą będzie przy czym wspominać gorące lato. Jak się rozwija temat kóz, jakoś nic nie piszesz o dojeniu?

Anna Kruczkowska pisze...

Andrzeju, wakacje to dla mnie zawsze czas zapracowany. A z kozami spokojnie, na razie budujemy koziarnię.

baja pisze...

Interesujące te Twoje eksperymenty.