czwartek, 8 lutego 2018

Olaboga, co ja robię?!

Osoby, które śledzą mnie na facebooku widziały ostatnio kilka zaskakujących fotek z Wybrzeża. Jakoż faktycznie, spędziłam kilka dni w Trzebiatowie z racji odwożenia Wojtka do domu po feriach (czekajcie cierpliwie, pisze się historyjka z pobytu nastolatka w Domku pod Orzechem).

Spędziłam sporo czasu z teściową, która specjalnie na nasz przyjazd usmażyła górę pączków i z radością nas nimi tuczyła (zwłaszcza, że zgodnie z okrzykiem mamy Wojtka: „synu, schudłeś!”, Wojtek trochę zeszczuplał, choć nie tyle jest go mniej, co ponoć trochę urósł) Odwiedziłam koleżanki w pracy, spotkałam się z przyjaciółką i zrobiłam dwie rzeczy, które planowałam od dłuższego czasu. Po pierwsze pożegnałam się z Bałtykiem. A wiadomo, że spotkanie z morzem bez moczenia nóg jest nieważne, zatem należało zdjąć buty, skarpetki i pobrodzić w zimnej wodzie.
Tak, tak biegałam boso po plaży i pozwoliłam falom lizać stopy. Było to możliwe, bo od początku zimy kilka razy w tygodniu biegam po śniegu (jak jest) albo trawie (a raczej błocie). Nad morze pojechałam oczywiście rowerem (pogoda na tyle się wykrystalizowała, że mimo wiatru można było te 25 km przejechać), by popołudnie spędzić jeszcze z bliskimi ( w rowerowych sakwach miałam nie tylko ręcznik, ale także elegancka sukienkę, bo przeciez na obiedzie u teściów trzeba się dobrze prezentować, a o komfort zapachowy zadbał antyperspirant adipower marki adidas, który właśnie testuję)  Po drugie powtórzyłam akcję sprzed dwóch lat: odwiedziłam zaprzyjaźniony salon fryzjerski „Fryzurka” w Trzebiatowie i zostawiłam tam swoje cztery mysie ogonki. 

Według mnie bohaterami są ludzie oddający krew i szpik dla potrzebujących, ale ta forma pomocy jest dla mnie niedostępna. Robię więc to, co mogę w ramach akcji „Daj włos” oddaje włosy na peruki. Wystarczą dwa lata, by wyhodować 30 cm warkocze. Mam więc znów krótkie włosy, pozbyłam się resztek farby , więc to co widzicie na zdjęciu to mój naturalny kolor. Czy tak zostanie? Jeszcze nie wiem. Na razie będę je odżywiać, pielęgnować, by... za dwa lata znów je obciąć. Jeśli chcecie wiedzieć więcej, zajrzyjcie na stronę fundacji Rak'n'roll (klik) i w relacje z naszych poprzednich akcji: 2016 , 2017

10 komentarzy:

Agnieszka Mycoffeetime pisze...

Zimą? W Bałtyku? BOSO? BOSKO! Nigdy nie próbowałam;)
pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ze zdziwieniem zauważyłam, że od zeszłego stycznia 2017 moje włosy też urosły całkiem sporo i za jakiś czas warkocz też pójdzie na szczytne cele; tylko coś mam opory przed ścinaniem włosów na chłopaka, bo potem ten okres przejściowy jest dla mnie trudny, włosy mam proste, sterczące i nie za bardzo do ujarzmienia; tęsknię też do naturalnego koloru, żeby nie martwić się co miesiąc o odrosty:-) moja siostra już ich nie maluje i ma piękny srebrzystoszary odcień, jak moja mama, też bym tak chciała, tylko jak to uzyskać bezboleśnie:-) zdarza mi się na taras wyskoczyć na bosaka, ale w śniegu? zimnej wodzie brodzić?

Aleksandra pisze...

Jesteś już prawie morsem, mocząc nogi w zimnej wodzie - brawo. Wyglądasz super z tymi krótkimi włosami. Ja niestety mam już z przyczyn różnistych tak mało włosów, że tylko króciutkie włosy mnie jakoś ratują. Nie ważne. Pozdrawiam

Krzysztof Gdula pisze...

Matko Boska, nogi w morzu moczyć! Czy Ty, Anno, chcesz się reumatyzmu nabawić? Albo kataru?
Więc niedługo zobaczę Twoją chłopięcą fryzurę:-)
Jakieś dwadzieścia lat temu zarejestrowałem się jak dawca szpiku, ale nie kontaktowali się ze mną… Przy okazji pochwalę się swoją odznaką zasłużonego dawcy krwi, co prawda tylko brązową, ale jednak.

Andrzej pisze...

Cel szczytny. Długie włosy bardziej do Ciebie pasowały. Może to kwestia przyzwyczajenia. Sam noszę krótkie od zawsze. Wszyscy przywykną a ty będziesz miała wygodnie. Czasami się nie uczeszę i nic nie widać.

Anna Kruczkowska pisze...

Wbrew pozorom morsowanie wzmacnia organizm, a co za tym idzie, sprawia, że jesteśmy zdrowsi. Zatem spacerowanie boso po śniegu czy plaży wyjdzie mi na zdrowie.
Mario, też nie lubię oresu przejściowego, ale traktuję go jako wyzwanie. Ten czas, gdy nie da się włosów spiąć jest dla mnie denerwujący, ale potem tym większa jest satysfakcja! A z brakiem farbowania i odrostami poradziłam sobie spryskując siwiznę wywarem z ziół: kory dębu, zielonych łupin orzecha, korzenia łopianu i pokrzywy. Trochę tonowało granicę miedzy resztkami farby a naturalnym kolorem.
Tak, Krzysiu, wyglądam teraz jak całkiem ładny chłopiec ;) I kolor włosów mam naturalny.
Andrzeju, mentalnie zawsze będę miała długie włosy, bo je uwielbiam! I choć wiele osób uważa, że dobrze mi w krótkich, to ja lubię siebie z "burzą rudych fal". Za rok znów będę długowłosa ;)

Andrzej pisze...

To jest nas dwoje. Więcej się nie będę rozpisywał w tym temacie. Walentynki wypadają w Popielec. Jak tu świętować w tym roku. No chyba ze powściągliwie jak w serialu "Korona Królów" Tak, tak oglądam serial - wcześniej to chyba byli "Pancerni"
Podobno odbiega od prawdy historycznej. za to ludzie sami się interesują tym co było.
Kazimierz budował zamki i miasta. Może warto je odwiedzić. Jest ich sporo: 1. Kraków ,
2. Kazimierz,
3. Wieluń,
4. Międzyrzecz,
5. Wiślica,
6. Wyszogród,
7. Włodzimierz nad Bugiem,
8. Opoczno,
9. Radom,
10. Wieliczkę,
11. Skawinę,
12. Lanckoronę,
13. Olkusz,
14. Będzin,
15. Lelów,
16. Czorsztyn,
17. Niepołomice,
18. Ojców, zamek
19. Krzepice,
20. Sandomierz,
21. Wiślicę,
22. Szydłów,
23. Radom,
24. Opoczno,
25. Wąwolnica,
26. Lublin,
27. Sieciechów,
28. Solec,
29. Zawichost,
30. Nowe Miasto Korczyn,
31. Kalisz,
32. Pyzdry,
33. Stawiszyn,
34. Konin
35. Nakło,
36. Wieluń,
37. Międzyrzecz,
38. Ostrzeszów,
39. Wieluń,
40. Bolesławiec,
41. Kruszwica,
42. Złotoria,
43. Przedecz,
44. Bydgoszcz,
45. Piotrków,
46. Brzeźnica,,
47. Łęczyca,
48. Inowłodz,
49. Płock,
50. Lamburg, inaczej Lwów,
51. Przemyśl,
52. Sanok,
53. Krosno,
54. Lubaczów,
55. Trębowla,
56. Halicz,
57. Tustań.
Sam się zdziwiłem że aż tyle.

Iwona Zmyslona pisze...

Podziwiam Twoje oddanie sprawie. Niestety mam liche włosy i nie za bardzo nadawałyby się na peruki nawet po dwuletnim hodowaniu. Pozdrawiam.

Anna Kruczkowska pisze...

Andrzeju, "Korony królów" nie oglądam, wolę w tym czasie przeczytać dobrą książkę, innych filmow i seriali z resztą też nie - w telewizja istnieje dla mnie tylko w czasie transmisji skoków narciarskich. Pomysł z odwiedzeniem miejsc związanych z Kazimierzem Wielkim wydaje się całkiem ciekawy.
Iwona, moje też nie sa jakieś super grube, ale cieszę się, że choć tyle mogę zrobić.

Andrzej pisze...

Pomysł ciekawy, przeglądając informację o wymienionych miejscowościach z żalem stwierdzam że sporo zamków już nie istnieje. Z tego co zostało zwiedzania jest na kilka lat a przecież są jeszcze inne piękne miejsca. przydał by się cykl programów TVP na ten temat z udziałem historyków i filmami z drona.