poniedziałek, 5 lutego 2018

W zimowych Karkonoszach

Tym razem nie o najbliższych okolicach Gierczyna. Nie o lokalnych skałkach, skarbach i tajemnicach. W odkrywaniu i zdobywaniu tych przoduje mama, mnie pozostaje podążać wydeptanymi przez nią szlakami. Ja swoje kroki skierowałam ostatnio dwukrotnie w wciąż nieodległe Karkonosze (bo rowerem pokonywałam Izery z jednej strony na drugą). Po 26 latach w październiku zdobyłam Śnieżkę. W ostatni weekend powtórzyłam to, tym razem w śniegu. U stóp najwyższego szczytu Karkonoszy bywałam już w życiu kilkakrotnie, ale nigdy jakoś się nie złożyło. Z Gierczyna też przecież nie jest daleko, ale mama woli nieuczęszczane szlaki, wiec na wspólne dziecięce jeszcze wycieczki zabierała nas w bardziej dzikie czeskie Izery lub pokazywała okolicę - pogórze izerskie i najbliższe szczyty. Do turystycznej Szklarskiej Poręby i jeszcze gorszego pod tym względem Karpacza zapuściła się z nami ledwie kilkakrotnie.

Szare na szarym...
Moje późniejsze "dorosłe" wyjazdy również nie zawiodły mnie nigdy na tę górę. Bywałam na Szklarce i Kamieńczyku, zdarzał się Stóg Izerski, ale Śnieżka majaczyła tylko gdzieś za szybą auta. Podczas samotnych wypadów także pozostawałam w bliższych okolicach i zwykle na dwóch kołach, niekoniecznie na dwóch nogach. I tak przez wspominane 26 lat Śnieżka sobie była.

Aż w końcu w ramach urodzinowego prezentu Krzyś postanowił umożliwić mi ten pierwszy raz. Wywiózł mnie do Karpacza (długo nie zdradzając, co ma w planach. O wyjeździe wiedziałam już dużo wcześniej, ale wszelkie szczegóły pozostawił w tajemnicy - pakowanie się w ciemno, jest...dziwne) i ruszyliśmy w górę. Mimo połowy października na szlaku panował spory ruch w obie strony. Do podejścia pod Dom Śląski wybraliśmy szlak czerwony i bardzo się z tego cieszę - jest malowniczy, a zimą niedostępny, więc nie miałabym możliwości zobaczenia go tym razem. Schodziliśmy szlakiem czarnym, który paradoksalnie zimą wydał nam się łatwiejszy - leżący śnieg wyrównał wystające kamienie, na które bardzo trzeba było uważać jesienią.

No właśnie...Śnieżka zimą. Mój drugi w tym roku wolny weekend postanowiliśmy spędzić w górach. Początkowo myśleliśmy o wizycie u rodziców, ale ze względu na trwający w Domku pod Orzechem remont padło na Karpacz. Postanowiliśmy sprawdzić, jak Śnieżka wygląda w zimowej szacie. Wygląda pięknie. Wprawdzie wymagała od nas konkretniejszego przygotowania - lepszych butów i chociaż najprostszych kolców na buty, ale odpłaciła się wspaniałymi widokami, sporym zmęczeniem i ogromną satysfakcją. W drodze na sam szczyt i na samej górze wiał nieprzyjemny wiatr (podobnie, jak jesienią, kiedy konkretnie tam zmarzłam) i zacinał drobinkami ostrego śniegu, więc nie spędziliśmy tam za dużo czasu. Co więcej akurat wówczas szczyt spowity był mgłą i z samej góry widoków nie uświadczyliśmy, ale dane nam było podziwiać je na podejściu i podczas schodzenia. Gdy zjeżdżaliśmy już do pensjonatu wyszło dodatkowo słońce oświetlając niedawno pokonywaną drogę.

Eksperyment z czasem naświetlania
Drugiego dnia postanowiliśmy przed powrotem do domu wybrać się jeszcze na Kamieńczyk. Jak inny był to jednak spacer! Rozwrzeszczane tłumy spacerowiczów, korek przy straganie z oscypkami, znudzony bernardyn robiący za żywą maskotkę do zdjęć. Zrobiliśmy parę zdjęć i ewakuowaliśmy się czym prędzej. 

Spodobało nam się. Snujemy już plany na kolejne wyjazdy, szczególnie, że przecież w góry jest teraz tak blisko. A znając Krzysia - na planach się nie skończy...

5 komentarzy:

Nieperfekcyjna Pani Domu pisze...

Podziwiam ta miłość do gór
Mnie góry przerazaja

Chuda pisze...

Ja mam do nich ogromny respekt, stąd dość ostrożnie podchodziłam do pomysłu wejścia na Śnieżkę zimą i dopuszczałam możliwość zrezygnowania z tego postanowienia, gdyby jednak pogoda okazała się fatalna, a droga zbyt trudna. Na szczęście nie trzeba było zawracać w pół drogi. :)

Krzysztof Gdula pisze...

Gratuluję Krzysia, Śnieżki, wrażeń i widoków.
Raz jeden byłem na Śnieżce, a czytając Twoją relację i widząc zdjęcia, poczułem, że chciałbym pokłonić się królowej po raz drugi.

Aleksandra pisze...

Mieszkam jeszcze bliżej śnieżki i mam kupę lat, a na śnieżce byłam trzy razy i uważam, że wystarczy. Jest w górach wiele innych też ciekawych miejsc. Cieszy mnie rozsądkowe myślenie, bo kiedy widzę jacy "turyści" wędrują ......

Chuda pisze...

Krzysztofie dziękuję :)
Aleksandro mi też jej na jakiś czas wystarczy. Kolejne wyjścia planujemy w inne miejsca. Ale, jak tłumaczyłam już mamie, są pewne miejsca kultowe, co do których mam poczucie, że po prostu należy je zobaczyć. :)