wtorek, 5 listopada 2013

Poznań- Dzień Historyczny

Po krótkiej przerwie wracam do poznańskich wspomnień. Wcześniejsze znajdziecie Tu i Tu.

Ostatni dzień pobytu w Poznaniu nazwaliśmy z Ślubnym Dniem historycznym, ponieważ zdecydowaliśmy się na spacer po najstarszej części Poznania oraz po muzeach. Rozpoczęliśmy od rynku, gdzie obejrzeliśmy makietę , potem przeszliśmy śladami murów obronnych, zajrzeliśmy przez kraty na plac budowy zamku Przemysła II . Cóż, uczucia mamy mieszane w stosunku do tej budowli, z ocenami poczekamy aż skończą się prace budowlane. Za to zachwyciła nas remiza strażacka, która swoją nowoczesną bryła świetnie komponuje się z murami obronnymi. 
Przy remizie złapaliśmy tramwaj na Ostrów Tumski. Nie wchodziliśmy jednak do obiektów sakralnych, gdyż te odwiedziliśmy 24 lata  temu. Tym razem zaciekawił nas rezerwat archeologiczny Genius Loci usytuowany nad wykopaliskami. Najpierw, czekając na projekcję filmu, mogliśmy przejrzeć publikacje o Ostrowie Tumskim, potem staliśmy się widzami filmu popularno-naukowego w 3D, opowiadającego o początkach Poznania. Wreszcie zaopatrzeni w nowo zdobytą wiedzę oraz audio przewodnika ruszyliśmy na zwiedzanie wykopalisk. Uwielbiam takie miejsca, gdzie widzę historię, a tam miałam pod stopami pozostałości po pierwszych wałach obronnych. Niesamowite uczucie.
W historycznym klimacie dotarliśmy do „Makiety Poznania”, miejsca, które reklamowało się pokazem światło, dźwięk i nie wiem , co jeszcze. Weszliśmy do maleńkiej salki, gdzie byliśmy jedynymi widzami i naszym oczom ukazał się Poznań średniowieczny. Lektor opowiadał o jego historii, błyskały światła, woreczki i czerwone światło imitowały pożary i wojny. Ba, nawet dym się pojawił. Myślę, że dzieciaki byłyby zachwycone takim pokazem. My chyba spodziewaliśmy się czegoś więcej. Nie da się jednak zaprzeczyć, że byliśmy bogatsi o sporą dawkę wiedzy historycznej.
 Strasznie głodni udaliśmy się do restauracji „Szachownica” na naleśniki gryczane ( zakupione w ramach zakupów grupowych)  Pychotka! Jeśli zabłądzicie do Poznania- polecam to zaskakujące połączenie smaków (pod warunkiem, że lubi się smak kaszy gryczanej).


Ostatnim punktem naszej wyprawy historycznej była Cytadela. Zachodzę w głowę , dlaczego nie odwiedziliśmy jej poprzednim razem. Może wydawała nam się zbyt odległa? A może Ślubny miał wtedy czołgów po dziurki w nosie i nie chciał kolejnego muzeum uzbrojenia? Nie wiem. Wiem, że dobrze się stało, bo nie trafilibyśmy tam tym razem, a byłoby to niedopuszczalne, gdyż obecnie teren Cytadeli jest pięknym parkiem, miejscem niedzielnych spacerów, gdzie wśród zieleni ukryte są rzeźby współczesnych plastyków. Dla mnie najważniejsza okazała się praca Magdaleny Abakanowicz, artystki, której dzieła fascynują mnie od dawna. Dłuższą chwilę spędziłam spacerując pomiędzy ogromnymi rzeźbami instalacji "Nierozpoznani".
A potem pozostało nam tylko zakupić kilka marcińskich rogali, żeby znajomych poczęstować i udać się na dworzec. Do domu wiózł nas ten sam pociąg "Mewa".

- Co Ci się najbardziej podobało w Poznaniu?- zapytałam męża w pociągu.
- To, że tyle czasu mogłem z Tobą spędzić.
Czyż można chcieć innej odpowiedzi? 

6 komentarzy:

Trajbajowa pisze...

Wspaniali, wciąż zakochani! :)

Róża Wigeland pisze...

Gratulacje z powodu wyboru odpowiedniego człowieka na męża :)
(powinny być takie kartki w empiku)

Ruda pisze...

Kilka lat temu sprezentowałam mężowi taką koszulkę: "moja żona wytrzymała ze mną już 20 lat".

Yummy in my tummy pisze...

Poznań to moje ulubione miasto. I zazdroszczę męza , który tak się wypowiada ;) Może za górami i lasami takiego kiedyś spotkam ;]

Małgorzata C. pisze...

Koniecznie muszę kiedyś odwiedzić to piękne miasto:) Pozdrawiam:)

Ruda pisze...

Jeśli lubi się poznawanie nowych miejsc, to Poznań jest obowiązkowym punktem na mapie Polski.