wtorek, 29 września 2015

Buraczki w occie jabłkowym

Mój ogród bywa kapryśny. Co roku obdarowuje mnie inna klęską urodzaju. W tym roku, choć nic nie zapowiadało jakichkolwiek zbiorów, okazało się, że pod pokaźnymi liśćmi ukryte są całkiem ładne buraki. Ostatnie pogodne dni sprzyjały zbieraniu, wiec i na buraczki nadszedł czas. Duże włożyłam do skrzynki. Część potrę do słoików, część zostanie na zimę. Te małe, które zazwyczaj się wyrzuca u mnie lądują w słoiczkach w całości - bo nic nie ma prawa się zmarnować. Zazwyczaj robiłam buraczki w zalewie z kwasku cytrynowego, nie używałam octu, by nie tracić cennych witamin i umożliwić jedzenie małym wówczas dzieciom. 
W tym roku moje buraczki zalane zostały octem jabłkowym własnego wyrobu. Zastanawiam się, dlaczego nigdy wcześniej nie robiłam octu, przecież co roku mam tak dużo jabłek, a przy tym do wyrobu octu zużywa się tak naprawdę odpady, bo skórki z jabłek ( a tych u mnie mnóstwo, bo do suszenia jabłka obieram). 


Buraczki umyłam, odcięłam ogonki i ugotowałam. Po wystudzeniu obrałam je ze skórki (taki małe fajnie się obiera, bo "wyskakują" lub wręcz "wystrzeliwują" ze swoich skórek) . Wyszło tych buraczków ok. 2 litrów. Napełniłam słoiczki. Do każdego słoiczka włożyłam kilka małych cebulek. 
W garnku przygotowałam zalewę składającą się z octu jabłkowego i wody w proporcji pół na pół (ale ta proporcja jest płynna zależy od kwaskowości octu i własnych upodobań), lekko osłodziłam, osoliłam i dodałam trochę pieprzu. Zagotowałam. Zalałam buraczki. Słoiczki zakręciłam i zapasteryzowałam (słoiki gotowały się trochę ponad pół godziny). 


A co się stało z botwinką? Wylądowała w zupie!

6 komentarzy:

Agnieszka Demska pisze...

Chętnie bym spróbowała tych buraczków. Szczerze przyznam, że jeszcze takich nie jadłam :)

Olimpia Werol pisze...

Buraczki...mniam :)

Krzysztof Gdula pisze...

Nie tylko buraczki są mniam, a w ogóle warzywa. Podziwiam pomysły Ani, jej gospodarność, pasję i ilość pracy wkładanej w te domowe prace. Ostatnio zazdroszczę też jej mężowi kuchni.

Anna Kruczkowska pisze...

Są bardzo delikatne w smaku, wyszło całkiem udane danie :)

Anna Kruczkowska pisze...

Wiesz, Krzysztofie, jeśli przez lata kombinowało się, jak zachęcić dzieci do jedzenia, to wymyśliło się masę nowatorskich potraw i sposobów ich przyrządzania ;)

Krzysztof Gdula pisze...

Mój pierworodny czasami zadziwia mnie jako ojciec mojej wnuczki. Wyobraź sobie, że ani on, ani jego żona, nie namawiali i nie namawiają Helenę do jedzenia. Uznają, że skoro dziecko jest zdrowe, a nie chce jeść, to najwyraźniej nie ma teraz apetytu. Mała ma prawie 6 lat, a ileż ona potrafi zjeść! Tym bardziej dziwne, że drobną i nie grubą jest dziewuszką. Często mówię o tym żonie, która bardzo przeżywała brak apetytu u naszych dzieci. Jedno jest pewne: mnie nie musiałabyś namawiać na spróbowanie Twoich przysmaków!