środa, 28 października 2015

A Święta Góra wciąż woła...


Każdy ma swoją Górę (przynajmniej tak mi się wydaje) Niektóre istnieją tylko w świadomości, są pewną ideą myślą, pragnieniem bądź ograniczeniem. Moja jest realna, rzeczywista. Jest miejscem usytuowanym na mapie, zaznaczonym kropką i nazwanym. Moi stali czytelnicy doskonale wiedzą, że to Blizbor, choć dla mnie jest po prostu Górą. Wracam do Niej ilekroć potrzebuję wyciszenia, odpowiedzi.


To moja Święta Góra, ale są i inne. Widoczne z daleka nęcą, wołają, proszą. Grabarka, Ostrzyca, Ślęża, Góra Świętej Anny, Rowokół. Pewnie jest ich o wiele więcej, ale te wymienione przeze mnie już mnie kiedyś wołały, nagabywały, przyciągały na trasie moich wędrówek. A ja wpatrywałam się w nie jak zahipnotyzowana szepcząc: "kiedyś Cię Góro odwiedzę".  Kilka lat temu pomyślałam, ze ciekawie byłoby je odwiedzić, zobaczyć z bliska, wczuć się w ich aurę. 

Na Górę Św. Anny wjechałam rowerem, na Ślężę weszłam spacerkiem,  Grabarkę też odwiedziliśmy pewnego upalnego lata. Ostrzyca została przez nas zwiedzona, gdy któregoś roku dzieci strasznie się w Gierczynie nudziły. 


Rowokół przywoływał mnie od 4 lat. Gdy wspólnie z Gui jechałyśmy "Szlakiem Latarni Morskich" byłyśmy o krok.
To wtedy zobaczyłam tę niezwykłą, majestatyczna górę pierwszy raz i poczułam jej przyciąganie. Przez dwa dni widziałam Ją z różnej perspektywy- z nadmorskich wydm i z latarni morskiej. Była tajemniczym kopcem na bezkresnej przestrzeni. Wówczas nie udało mi się Jej odwiedzić, gdyż Gui była zbyt zmęczona, by po przejechaniu ponad 70 km i wejściu na trzy latarnie morskie (w Jarosławcu, Ustce i Czołpinie) iść jeszcze gdziekolwiek.


Słyszałam jednak szept Góry...


Dopiero teraz wróciłam na Ziemię Słowińską. Stanęłam u stóp Rowokołu. Odetchnęłam magiczną atmosferą, chciałam usłyszeć szelest liści. 

Było zupełnie pusto i cicho. Wydeptane ścieżki dawno opustoszały. Mogłam iść przed siebie wsłuchując się w wewnętrzny głos. Niestety Góra milczała. Byłam coraz wyżej i wyżej. Wreszcie moim oczom ukazały się... drewniane schody. Wybuchnęłam pustym, prawie histerycznym śmiechem. Oto Świętą Górę ograbiono z magii i tajemnicy, spętano w drewniane kajdany dla uciechy gawiedzi. Czyż można się dziwić, że Góra milczała? 

Schodziłam smutna po dywanie z wielobarwnych liści. Ich szelest koił, ale nie wygłuszał mojego niedosytu. 

Byłam na Górze Rowokół, ale wiem, że muszę tam jeszcze wrócić. Czuję nadal Jej ciche wołanie, zew dawno zapomnianych bogów, echa legend, które można wyczytać wędrując na szczyt.

5 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

Nie słyszałem o górze Rowokół, ale parę innych z Twojej listy znam. Wołanie Ostrzycy i ja słyszałem, a po poznaniu jej też czasami słyszę ją. O starych bogach myślałem na Ślęży: czy bogowie, w których już nikt nie wierzy, istnieją nadal, czy roztapiają się w nicości? Nie wiem, jestem istotą areligijną, ale Ślęża przesiąknięta jest aurą transcendencji, skoro nawet ja ją poczułem.

Olimpia Werol pisze...

Hmm... Tak mi teraz przyszło do głowy, że nie kazda góra jest tak wielka, jak nam się może kiedyś wydawało. Z dzieciństwa pamietam czasy, gdy z bandą dzieciaków biegaliśmy bawić się na pobliską "górę", która po latach okazała się być zaledwie pagórkiem... serdeczności

Anna Kruczkowska pisze...

Każda ze Świętych Gór ma swoją aurę (inaczej nikt by ich tak nie nazwał) Czasem jest ona bardzo silna- jak na Ślęży, czy na Grabarce, czasem dotyczy tylko konkretnej osoby (mój Blizbor)
Jeśli chodzi o problem zapomnianych bogów, to w magiczny sposób przedstawiła to Terakowska w książce "Samotność bogów".

Anna Kruczkowska pisze...

Masz rację, ale w Twojej pamięci pozostała Górą :)

Krzysztof Gdula pisze...

Samotność bogów? Nie znam tej książki, ale chyba poznam. Sam tytuł jest intrygujący, a jeśli jeszcze dodać treść… Postaram się kupić. Dziękuję, Aniu.